wtorek, 5 września 2017

"Ten jeden raz" - Tom Riddle x Harry Potter



Budząc się, nawet przez chwilę nie odczułem intuicyjnej obawy. A miałem to do siebie, że za każdym razem, kiedy w moim życiu miało wydarzyć się coś szczególnego, trochę czasu przed tym dopadało mnie uczucie nietypowej obawy. Zawsze słuchałem się swojej intuicji, gdyż była one nieomylna.
Nigdy nie zdarzyło się, abym zawiódł się na własnych zmysłach.
Dlatego nigdy bym nie podejrzewał, iż to właśnie ten dzień okaże się moim ostatnim.
Wyszedłem z domu o swojej standardowej godzinie – a konkretniej mówiąc, siódmej trzydzieści – w następnej kolejności kierując się do liceum. Zbliżał się koniec roku szkolnego, a co za tym szło...
Zakończenie toksycznego związku, w który wpakowałem się bez najmniejszego namysłu, również było coraz bliżej..
Westchnąłem przeciągle, po czym poprawiłem ucho od torby. Gdy upewniłem się, że wszystko było w należytym porządku, przyspieszyłem nieco kroku. Droga do szkoły zajmowała mi dobry kwadrans przy standardowym tempie, lecz biorąc pod uwagę moją nagłą zmianę biegu, zacząłem obstawiać, iż znajdę się na terenie liceum za jakieś osiem minut. Maksymalnie.
Nie zważając na nic wokół, po prostu szedłem przed siebie, wzrok mając utkwiony w jednym punkcie, przez który co jakiś czas przewijały się sylwetki nieznajomych mi ludzi. W pewnym momencie mignął mi tam ktoś znajomy. Mimowolnie zmrużyłem oczy, skupiając się na posturze niezbyt wysokiego chłopaka o ciemnych, krótkich włosach i zakłopotanym wyrazie twarzy. Jego nos zdobiły okulary, będące jego najbardziej charakterystycznym znakiem. No, nie licząc tej blizny na czole, której nabawił się w dzieciństwie. Nawet nie zorientowałem się, jak na moją twarz wpłynął lekki uśmiech.
...dlaczego?
Potrząsnąłem głową, wracając do poprzedniego wyrazu twarzy, a następnie podszedłem do znajomego. Chłopak szybko zauważył moją obecność. Przełknął ślinę, nawiązując ze mną kontakt wzrokowy. Nie uśmiechnął się. Bardziej wyglądał, jakby nagle dopadło go dziwne poczucie... winy? Chyba tak.
- Dzień dobry, Tom. – powiedział obojętnym tonem, ukradkiem zerkając na boki, jakby chciał się upewnić, iż w pobliżu nie było nikogo niepożądanego.
- Dobry, profesorze. – przechyliłem głowę na bok. – Coś nerwowy pan jest. – zauważyłem, na co ciemnowłosy spuścił wzrok. Zaraz po tym przygryzł dolną wargę, a dłonie zacisnął w pięści. To było urocze. Ale zdawałem sobie sprawę, iż mężczyzna miał mi do powiedzenia coś ważnego. Zawsze reagował w taki sposób, kiedy musiał podjąć się ciężkiej rozmowy. Już się tego nauczyłem, ponieważ...
...byliśmy ze sobą w ukrytym związku od ponad roku.
- Jest coś, o czym muszę ci powiedzieć. – zaczął, odwracając się bokiem. Zetknął się ze mną ramieniem, lecz po chwili odsunął na niewielką odległość, wzdychając przy tym. Zaraz po tym zaczął iść przed siebie. Prosto do bramy szkoły, do której zmieszaliśmy oboje. Szybko dorównałem mu kroku.
- Co jest taką sprawą niecierpiącą zwłoki? – spytałem z nutą uszczypliwości w głosie, dodatkowo unosząc jedną z brwi. Zerknąłem profilem w dół, prosto na nerwową twarz Harry'ego. Mimo iż był starszy, wyglądał zadziwiająco młodo. No i był niższy o głowę. Bardziej przypominał ucznia, aniżeli nauczyciela.
- Biorę ślub. – wypalił nagle, a ja mimowolnie zmarszczyłem brwi.
- Przecież wiem. Zaraz po zakończeniu roku, czyż nie? – nawet nie spostrzegłem, jak mój głos nabrał smętnej barwy.
- No właśnie nie. – zatrzymał się, a następnie spojrzał prosto w moje oczy. Pod wpływem jego nietypowego spojrzenia nogi jakby odmówiły mi posłuszeństwa. Stanąłem w miejscu, nie mogąc wykrztusić z siebie ani słowa. Ten chłopak zawsze tak na mnie działał. – Rodzice postanowili przyspieszyć to wydarzenie. Nowa data to dziesiąty czerwca.
Mimowolnie rozdziawiłem buzię. Byłem pewien, że nie przesłyszałem się. Wyraz twarzy Harry'ego mówił sam za siebie. Kolejne jego słowa jedynie bardziej wmurowały mnie w ziemię. Finalnie wyglądałem tak, jakbym dopiero co zobaczył ducha. Oddech ugrzązł mi gdzieś w płucach, a dłonie nagle zaczęły się pocić.
Musiałem go o to spytać, aby się upewnić. By zyskać tę stuprocentową pewność.
- Więc... w przyszłym tygodniu żenisz się z Ginny? – spytałem z wyjątkowo wyczuwalnym napięciem w głosie. Miałem chęć uderzyć się w twarz. Od kiedy reagowałem w taki sposób?
- Tak. – odpowiedział lekkim skinięciem głowy. Coś wewnątrz mnie jakby drgnęło. Ułożyłem usta w linię, nie chcąc dać nic po sobie poznać.
- I zaraz po tym przeprowadzasz się? – zadałem kolejne pytanie, ślepo patrząc przed siebie. Czułem, jakbym z każdą kolejną informacją pogrążał się w jakimś paskudnym bagnie.
- Tak. – potwierdził, na co zacisnąłem zęby.
Ah...
Więc to już ta chwila.
Chyba nadszedł czas na naszą rozłąkę.
- Rozumiem. – burknąłem, po czym na nowo zacząłem zmierzać w stronę szkoły. Harry podążał tuż obok mnie, ukradkiem zerkając na profil mojej twarzy. Czułem to. Wiedziałem, że na mnie spoglądał tym swoim spojrzeniem. Byłem niemal pewny, iż ciemnowłosy czuł się winny. – W takim razie wykasuj mój numer. Ja twój też usunę. – powiedziałem, a chwilę później poczułem kolejne drgnięcie. Coś wewnątrz mnie jakby chciało pęknąć, ale jednak jeszcze nie mogło. To coś znajdowało się na granicy.
Granicę jednak bardzo łatwo można przekroczyć.
- ...dobrze. – odpowiedział cicho, a ja wtedy już wiedziałem, czym było to coś.
Moim sercem.
Dokładnie wtedy poczułem, jak roztrzaskało na kawałeczki.
Zaśmiałem się gorzko, czym zwróciłem na siebie uwagę nie tylko Harry'ego, ale też mijających nas ludzi.
Co ja sobie wyobrażałem?
Przecież nasza relacja z góry miała przypisane złe zakończenie. Byliśmy ze sobą jedynie dla zaspokajania własnych rządz. Nie zważaliśmy na ludzi dookoła. Nie obchodziło nas to, że raniliśmy innych. W tej relacji nie było miejsca na żadne uczucia.
Od początku wiedziałem, ze to się tak skończy.
On - nauczyciel, posiadający piękną narzeczoną, której niestety nie potrafił pokochać. A to wszystko dlatego, że orientacja mu na to nie pozwalała. Zważywszy na swoją sytuację rodzinną i wpływy samych rodziców, nie mógł powstrzymać tego małżeństwa. Ślub z Ginny leżał w jego obowiązku.
No i ja - uczeń liceum beż żadnych wartości czy zasad, bez namysłu chwytający się okazji.
Nawet przez moment nie liczyliśmy się z uczuciami. Nasz związek polegał na wzajemnym zaspokajaniu własnych potrzeb. Nie było w nim miejsca na miłość czy coś podobnego.
Wiedziałem to.
Ale mimo to wpadłem w pułapkę.
Nawet nie wiem, kiedy to się zaczęło.
Jednak wiedziałem, że nie było już odwrotu. Życie nie było żadną komedią romantyczną. Nie miałem żadnej szansy na szczęśliwe zakończenie. Nie w tym przypadku.
Ale... przynajmniej ten jeden raz chciałem dać mu znać o swoich uczuciach.
Pochyliłem się w stronę Harry'ego, by następnie złożyć na jego czole najzwyklejszy w świecie całus. Momentalnie przyjemne ciepło rozeszło po moim ciele, sprawiając, że na sekundę odpłynąłem. Mężczyzna w jednej chwili zastygł w miejscu, lecz... nie odepchnął mnie. Czułem, że ten gest również zrobił na nim wrażenie.
Moment później odsunąłem się, niemal od razu nawiązując kontakt wzrokowy ze starszym. Posłałem mu lekki uśmiech i, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź z jego strony, obróciłem się na pięcie i po prostu zacząłem iść naprzód.
Dosłownie i w przenośni.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic