wtorek, 5 września 2017

"Nieznana krew" - Rozdział 1




Biegł przed siebie, nie zważając na nic dookoła. Był zbyt przerażony tym, co znajdowało się  za nim. Głośne i ciężkie kroki rozbrzmiewały po całej okolicy, przedzierając się przez dźwięki opadających kropli deszczu i świstu wiatru bez najmniejszego problemu. Pozornie spokojną ulicę, o tej porze świecącą pustkami, spowijał kompletny mrok.
Mocno dociskał rękę do zranionego brzucha. Jego podarta koszulka była cała we krwi. Ból, jaki odczuwał, był nie do zniesienia, ale mimo to nie mógł się zatrzymać. Przerwanie ucieczki byłoby jednoznaczne z końcem.
Oddychał ciężko, powoli zaczynając tracić siły. Poruszanie nogami było coraz trudniejsze i wymagało od niego nakładu znacznie większej ilości energii, na którą niestety nie mógł sobie pozwolić.
Powoli zaczynał opadać z sił.
Nagle potknął się. Runął na zimny i mokry asfalt niczym kłoda. Zetknąwszy się twarzą z szorstką, twardą powierzchnią, wykrzywił twarz w grymasie i jednocześnie stęknął z bólu. Zdarł sobie policzek do żywego mięsa, a kolana porządnie potłukł. Nawet nie miał siły się ruszyć. Był zbyt obolały.
Dwa złote punkty momentalnie błysnęły w ciemności. Zaczęły się zbliżać do jego sparaliżowanego strachem ciała, lecz on nie mógł nic z tym zrobić.
Nie był w stanie.
Wiedział, że za moment nastąpi jego koniec.
Poddał się.
~~~
Głośna muzyka bez problemu docierała do jego uszu dzięki słuchawkom, całkowicie zagłuszając wszystko wokół, w tym pracę paru sprzętów elektronicznych. Sprawnie poruszał się po salonie, czyszcząc ciemne panele za pomocą bezprzewodowego odkurzacza.
Nucąc pod nosem dobrze znane słowa ze składanek kilku nowszych piosenek, często nazywanych mashupami, powoli kończył odkurzać piąte pomieszczenie. Był tak pochłonięty pracą, że nawet nie zorientował się, iż w pokoju pojawił się ktoś jeszcze.
Brunet oparł się biodrem o framugę drzwi, a następnie skrzyżował ręce na torsie. Zaczął obserwować młodszego od siebie chłopaka w ciszy, nie ukrywając przy tym lekkiego rozbawienia. Nieznacznie przechylił głowę na bok, jednocześnie mrużąc patrzałki.
Tak właśnie wyglądało ich obecne życie - spokojne, wymagające codziennej pracy i pełne obowiązków.
Isaac wciąż nie mógł wyjść z podziwu, że udało im się to osiągnąć.
Seth wyłączył odkurzacz, gdyż podłoga wreszcie wydawała się świecić czystością, a następnie wyjął słuchawki z uszu, jednocześnie wyłączając muzykę puszczaną z telefonu. Dopiero wtedy spostrzegł, że nie był sam. Uśmiechnął się od ucha do ucha na widok swojego chłopaka, lecz po chwili powrócił do poprzedniego wyrazu twarzy. Isaac nie był taki pogodny, jak mogło się wydawać. Po jego twarzy błąkały się nerwy.
- Ciężki dzień w pracy? - spytał nastolatek, zwijając słuchawki w kulkę. Następnie rzucił nimi gdzieś w kąt pokoju, cudem trafiając w regał, stojący pod ścianą.
- I to jak. - odpowiedział, finalnie podkreślając swoje słowa dość donośnym westchnięciem. Naprawdę wyglądał, jakby dostał niezły wycisk. - Rano znaleziono kolejne ciało.
Seth skinął głową na znak zrozumienia. Odstawił odkurzacz do dużej, drewnianej szafy, w której dodatkowo spoczywały jeszcze inne przedmioty, mające nieść czystość pomieszczeniom, a następnie otrzepał dłonie z kurzu, którego w rzeczywistości na nich nie było.
- Cztery ofiary w ciągu ostatniego miesiąca? Wygląda poważnie. - powiedział, a następnie spojrzał na bruneta. - Wiadomo cokolwiek na ten temat?
- Niestety. - pokręcił głową. - Nie znaleźliśmy nic, co mogłoby nas naprowadzić na trop sprawcy. Jeszcze informacja wyciekła do mediów, więc pewnie od jutra będzie o tym głośno w gazetach i telewizji. - złapał się za kark, jednocześnie prostując plecy. - Beznadzieja.
Seth uśmiechnął się łagodnie.
- Zgadzam się. Brzmi okropnie.
- Więc może odłóżmy ten temat na bok. - zaproponował od razu, wychwytując niepewność na twarzy Setha. Szatyn wciąż nie radził sobie zbyt dobrze z tego typu sprawami. Nadal miał swego rodzaju uraz po wszystkim, przez co przeszedł. Ale mimo wszystko nie narzekał. Teraz miał spokój. Był zwykłym studentem, mogącym oddać się swojej pasji. Normalnym nastolatkiem, posiadającym dobrych znajomych i cennych przyjaciół. Miał to, czego pragnął. - Noah odzywał się od wczoraj? - spytał po chwili, opuszczając ramiona wzdłuż ciała. Ten ruch uwydatnił jego obojczyki. Były one bardzo widoczne, pomimo dobrej budowy ciała bruneta.
Seth w odpowiedzi pokręcił głową, a następnie westchnął.
- Nie. Obstawiam, że przez ten czas nawet na moment nie opuścił swojego pokoju i wciąż męczy ten referat. - wzruszył ramionami, błądząc wzrokiem po pomieszczeniu.
- Dostał aż taki ciężki temat? - spytał brunet, unosząc brwi. Wiedział, że blondyn był wręcz nękany nauką, zważywszy na fakt, iż przez ostatnie sześć lat był zaginiony, tym samym mając ogromne braki w podstawowej wiedzy, aczkolwiek nie potrafił ukryć zdziwienia, kiedy słyszał, że zwykła praca pisemna mogła przynosić mu aż takie trudności.
- Nie, to nie to. - podrapał się w tył głowy, przez moment myśląc nad odpowiedzią. - Wypracowania nigdy nie były jego mocną stroną. Potrafił siedzieć godzinami nad jakimś tematem, a jedyne, co zdołał wymyślić, to parę słów wstępu na zasadzie: moim zdaniem, uważam że i tak dalej. - wywrócił oczami, samemu nie mogąc ukryć niezrozumienia. - Ale nadrabiał przedmiotami ścisłymi. W tej dziedzinie zawsze zaskakiwał. - uśmiechnął się lekko.
- Podział na humanistów i ścisłowców jest dość powszechny. - powiedział Isaac, skupiając spojrzenie na pustym, marmurowym wazonie, robiącym za ozdobę. Był idealnie wykonany i nie posiadał żadnej skazy. - Chociaż ja sam tego nie uznaję.
- Może dlatego, że jesteś dobry i w tym, i w tym. - zaśmiał się Seth, co odbiło się też na brunecie. Nawet nie zauważył, jak znalazł się tuż przed nim, w naprawdę niewielkiej odległości. Nogi same go poniosły. - Wprawdzie znalazłoby się jeszcze parę rzeczy, ale nie będę ci tak słodzić.
- Czemu nie? Mi to nie przeszkadza.
- Ależ oczywiście, że nie. - wywrócił oczami, a następnie pokręcił głową z rozbawieniem.
Nie dodając nic więcej, udał się do kuchni, która też jednocześnie była jadalnią. Mijając duży stół, zaczął bawić się dłońmi. Dotarł do lodówki i wyjął z niej mały karton smakowego mleka. Wrócił się do miejsca spożywania posiłków z zamiarem spokojnego wypicia napoju, lecz zamiast usiąść na miejscu do tego przeznaczonym, klapnął na stole i zaczął odpakowywać niewielką słomkę.
Isaac, widząc to, uniósł brwi w geście zdumienia.
- Nie chcę wyjść na zrzędę, ale tutaj... - wskazał na siedzenie, znajdujące się tuż pod nastolatkiem. - Dokładnie w tym miejscu znajduje się krzesło. Wiesz jakie jest jego przeznaczenie, prawda? - spytał, podchodząc bliżej nastolatka. Znowu dzieliła ich niewielka odległość.
Seth w odpowiedzi przewrócił oczami. Ten gest nie wyrażał żadnej złośliwości. Chłopak nie miał zamiaru okazywać jej nikomu. A na pewno nie Isaacowi. Gdy mężczyzna miał zrezygnować i po prostu odejść, Seth odłożył kartonik na bok i sięgnął ręką w jego kierunku. Złapał za materiał czarnej koszulki, by następnie delikatnie zacisnąć na niej ręce i lekko pociągnąć w swoją stronę. To był wystarczający znak dla bruneta.
Zbliżywszy się, Isaac położył dłonie na stole po obu stronach brązowowłosego, odcinając mu tym samym każdą możliwą drogę ucieczki, a następnie zmrużył oczy. Błysnęło w nich pożądanie.
Uczucie przeszło na szatyna w zastraszającym tempie.
Przed jego oczami pojawiło się miliard scen, przedstawiających ich dwóch w naprawdę przeróżnych sytuacjach. Mimowolnie zaszedł na twarzy purpurą, co od razu go zdradziło.
Isaac uśmiechnął się z satysfakcją.
- Wiem, o czym myślisz.
I nim Seth zdążył cokolwiek odpowiedzieć, usta jego i bruneta spotkały się, niemal od razu doprowadzając tego pierwszego do braku tchu. Jego mózg wyłączył się, kiedy zatopił palce we włosach starszego. Były miękkie i gęste.
Głębokie pocałunki Isaaca napierały na usta szatyna, sprawiając, że te płonęły. Brunet oderwał dłonie od gładkiej powierzchni stołu, a następnie położył je na biodrach Setha i lekko zacisnął, z zamiarem przyciągnięcia do siebie drobnego ciała chłopaka, lecz został uprzedzony. Nie spodziewał się tego, dlatego po chwili zachwiał się do przodu, a Seth nie zdołał utrzymać jego ciężaru. Opadł na plecy, ciągnąc bruneta za sobą.
Podczas gdy Seth rozkoszował się pocałunkiem, Isaac wsunął jedną z dłoni pod luźną koszulkę nastolatka. Uwielbiał dotykać jego gładkiej skóry. Każdy jej skrawek zdawał się płonąć pod dotykiem bruneta, co było niezwykle przyjemnym doznaniem dla Setha. Szatyn cicho jęknął w usta brunetowi, kiedy ten postanowił wbić mu palce w bok.
Nie wydał z siebie tego dźwięku dlatego, że nagle odczuł ból.
Zrobił to, ponieważ ten gest był cholernie podniecający.
Przez to zwykłe pocałunki przestały mu wystarczyć.
Zapragnął więcej.
~~~
Media zrobiły straszną aferę i niemal od razu nagłośniły sprawę. Ludzie całymi dniami plotkowali na temat ostatnich morderstw, szczerze przerażeni opuszczaniem własnych domów nawet za dnia. Informacja w mgnieniu oka dotarła do Viora, u którego od razu stworzyły się pewne podejrzenia. Niestety czarnowłosy nie mógł powiedzieć, iż sprawcą tych wszystkich morderstw był wampir, gdyż zgodnie ze słowami Isaaca, żadna z ofiar nie była pozbawiona krwi. Także na ich ciele nie znaleziono jakichś nietypowych śladów, typu dziur po ugryzieniach. Wykryto jedynie nieliczne zacięcia.
Ale to właśnie one okazały się być kluczem.
Jeszcze tego samego dnia na posterunek przyszły wyniki autopsji pierwszego z czterech zbadanych ciał. Zgon nastąpił w wyniku uduszenia, na skutek porażenia przepony, czego przyczyną było działanie pewnej trucizny. I tutaj pojawiała się cała zagadka, gdyż trucizna, która odpowiadała za te wszystkie nieprzyjemności, należała do grupy najsilniejszych trucizn świata.
Tetrodotoksyna.
Substancję wykryto również w pozostałych trzech zwłokach.
Powód zgonów znaleziono, lecz tym samym utworzono kolejną zagadkę.
Skąd ta trucizna znalazła się w ciele czterech zupełnie przypadkowych osób?


"Ten jeden raz" - Tom Riddle x Harry Potter



Budząc się, nawet przez chwilę nie odczułem intuicyjnej obawy. A miałem to do siebie, że za każdym razem, kiedy w moim życiu miało wydarzyć się coś szczególnego, trochę czasu przed tym dopadało mnie uczucie nietypowej obawy. Zawsze słuchałem się swojej intuicji, gdyż była one nieomylna.
Nigdy nie zdarzyło się, abym zawiódł się na własnych zmysłach.
Dlatego nigdy bym nie podejrzewał, iż to właśnie ten dzień okaże się moim ostatnim.
Wyszedłem z domu o swojej standardowej godzinie – a konkretniej mówiąc, siódmej trzydzieści – w następnej kolejności kierując się do liceum. Zbliżał się koniec roku szkolnego, a co za tym szło...
Zakończenie toksycznego związku, w który wpakowałem się bez najmniejszego namysłu, również było coraz bliżej..
Westchnąłem przeciągle, po czym poprawiłem ucho od torby. Gdy upewniłem się, że wszystko było w należytym porządku, przyspieszyłem nieco kroku. Droga do szkoły zajmowała mi dobry kwadrans przy standardowym tempie, lecz biorąc pod uwagę moją nagłą zmianę biegu, zacząłem obstawiać, iż znajdę się na terenie liceum za jakieś osiem minut. Maksymalnie.
Nie zważając na nic wokół, po prostu szedłem przed siebie, wzrok mając utkwiony w jednym punkcie, przez który co jakiś czas przewijały się sylwetki nieznajomych mi ludzi. W pewnym momencie mignął mi tam ktoś znajomy. Mimowolnie zmrużyłem oczy, skupiając się na posturze niezbyt wysokiego chłopaka o ciemnych, krótkich włosach i zakłopotanym wyrazie twarzy. Jego nos zdobiły okulary, będące jego najbardziej charakterystycznym znakiem. No, nie licząc tej blizny na czole, której nabawił się w dzieciństwie. Nawet nie zorientowałem się, jak na moją twarz wpłynął lekki uśmiech.
...dlaczego?
Potrząsnąłem głową, wracając do poprzedniego wyrazu twarzy, a następnie podszedłem do znajomego. Chłopak szybko zauważył moją obecność. Przełknął ślinę, nawiązując ze mną kontakt wzrokowy. Nie uśmiechnął się. Bardziej wyglądał, jakby nagle dopadło go dziwne poczucie... winy? Chyba tak.
- Dzień dobry, Tom. – powiedział obojętnym tonem, ukradkiem zerkając na boki, jakby chciał się upewnić, iż w pobliżu nie było nikogo niepożądanego.
- Dobry, profesorze. – przechyliłem głowę na bok. – Coś nerwowy pan jest. – zauważyłem, na co ciemnowłosy spuścił wzrok. Zaraz po tym przygryzł dolną wargę, a dłonie zacisnął w pięści. To było urocze. Ale zdawałem sobie sprawę, iż mężczyzna miał mi do powiedzenia coś ważnego. Zawsze reagował w taki sposób, kiedy musiał podjąć się ciężkiej rozmowy. Już się tego nauczyłem, ponieważ...
...byliśmy ze sobą w ukrytym związku od ponad roku.
- Jest coś, o czym muszę ci powiedzieć. – zaczął, odwracając się bokiem. Zetknął się ze mną ramieniem, lecz po chwili odsunął na niewielką odległość, wzdychając przy tym. Zaraz po tym zaczął iść przed siebie. Prosto do bramy szkoły, do której zmieszaliśmy oboje. Szybko dorównałem mu kroku.
- Co jest taką sprawą niecierpiącą zwłoki? – spytałem z nutą uszczypliwości w głosie, dodatkowo unosząc jedną z brwi. Zerknąłem profilem w dół, prosto na nerwową twarz Harry'ego. Mimo iż był starszy, wyglądał zadziwiająco młodo. No i był niższy o głowę. Bardziej przypominał ucznia, aniżeli nauczyciela.
- Biorę ślub. – wypalił nagle, a ja mimowolnie zmarszczyłem brwi.
- Przecież wiem. Zaraz po zakończeniu roku, czyż nie? – nawet nie spostrzegłem, jak mój głos nabrał smętnej barwy.
- No właśnie nie. – zatrzymał się, a następnie spojrzał prosto w moje oczy. Pod wpływem jego nietypowego spojrzenia nogi jakby odmówiły mi posłuszeństwa. Stanąłem w miejscu, nie mogąc wykrztusić z siebie ani słowa. Ten chłopak zawsze tak na mnie działał. – Rodzice postanowili przyspieszyć to wydarzenie. Nowa data to dziesiąty czerwca.
Mimowolnie rozdziawiłem buzię. Byłem pewien, że nie przesłyszałem się. Wyraz twarzy Harry'ego mówił sam za siebie. Kolejne jego słowa jedynie bardziej wmurowały mnie w ziemię. Finalnie wyglądałem tak, jakbym dopiero co zobaczył ducha. Oddech ugrzązł mi gdzieś w płucach, a dłonie nagle zaczęły się pocić.
Musiałem go o to spytać, aby się upewnić. By zyskać tę stuprocentową pewność.
- Więc... w przyszłym tygodniu żenisz się z Ginny? – spytałem z wyjątkowo wyczuwalnym napięciem w głosie. Miałem chęć uderzyć się w twarz. Od kiedy reagowałem w taki sposób?
- Tak. – odpowiedział lekkim skinięciem głowy. Coś wewnątrz mnie jakby drgnęło. Ułożyłem usta w linię, nie chcąc dać nic po sobie poznać.
- I zaraz po tym przeprowadzasz się? – zadałem kolejne pytanie, ślepo patrząc przed siebie. Czułem, jakbym z każdą kolejną informacją pogrążał się w jakimś paskudnym bagnie.
- Tak. – potwierdził, na co zacisnąłem zęby.
Ah...
Więc to już ta chwila.
Chyba nadszedł czas na naszą rozłąkę.
- Rozumiem. – burknąłem, po czym na nowo zacząłem zmierzać w stronę szkoły. Harry podążał tuż obok mnie, ukradkiem zerkając na profil mojej twarzy. Czułem to. Wiedziałem, że na mnie spoglądał tym swoim spojrzeniem. Byłem niemal pewny, iż ciemnowłosy czuł się winny. – W takim razie wykasuj mój numer. Ja twój też usunę. – powiedziałem, a chwilę później poczułem kolejne drgnięcie. Coś wewnątrz mnie jakby chciało pęknąć, ale jednak jeszcze nie mogło. To coś znajdowało się na granicy.
Granicę jednak bardzo łatwo można przekroczyć.
- ...dobrze. – odpowiedział cicho, a ja wtedy już wiedziałem, czym było to coś.
Moim sercem.
Dokładnie wtedy poczułem, jak roztrzaskało na kawałeczki.
Zaśmiałem się gorzko, czym zwróciłem na siebie uwagę nie tylko Harry'ego, ale też mijających nas ludzi.
Co ja sobie wyobrażałem?
Przecież nasza relacja z góry miała przypisane złe zakończenie. Byliśmy ze sobą jedynie dla zaspokajania własnych rządz. Nie zważaliśmy na ludzi dookoła. Nie obchodziło nas to, że raniliśmy innych. W tej relacji nie było miejsca na żadne uczucia.
Od początku wiedziałem, ze to się tak skończy.
On - nauczyciel, posiadający piękną narzeczoną, której niestety nie potrafił pokochać. A to wszystko dlatego, że orientacja mu na to nie pozwalała. Zważywszy na swoją sytuację rodzinną i wpływy samych rodziców, nie mógł powstrzymać tego małżeństwa. Ślub z Ginny leżał w jego obowiązku.
No i ja - uczeń liceum beż żadnych wartości czy zasad, bez namysłu chwytający się okazji.
Nawet przez moment nie liczyliśmy się z uczuciami. Nasz związek polegał na wzajemnym zaspokajaniu własnych potrzeb. Nie było w nim miejsca na miłość czy coś podobnego.
Wiedziałem to.
Ale mimo to wpadłem w pułapkę.
Nawet nie wiem, kiedy to się zaczęło.
Jednak wiedziałem, że nie było już odwrotu. Życie nie było żadną komedią romantyczną. Nie miałem żadnej szansy na szczęśliwe zakończenie. Nie w tym przypadku.
Ale... przynajmniej ten jeden raz chciałem dać mu znać o swoich uczuciach.
Pochyliłem się w stronę Harry'ego, by następnie złożyć na jego czole najzwyklejszy w świecie całus. Momentalnie przyjemne ciepło rozeszło po moim ciele, sprawiając, że na sekundę odpłynąłem. Mężczyzna w jednej chwili zastygł w miejscu, lecz... nie odepchnął mnie. Czułem, że ten gest również zrobił na nim wrażenie.
Moment później odsunąłem się, niemal od razu nawiązując kontakt wzrokowy ze starszym. Posłałem mu lekki uśmiech i, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź z jego strony, obróciłem się na pięcie i po prostu zacząłem iść naprzód.
Dosłownie i w przenośni.


Obserwatorzy

Hope Land of Grafic