czwartek, 3 sierpnia 2017

"Stay with me" - Rozdział 6




Mówi się trudno



- Cześć, Lucy. - powiedział William, zatrzymując się jakiś metr przede mą. Swoje słowa skierował do dziewczyny, która jeszcze chwilę temu dawała bardzo dobry występ wraz z resztą swojej paczki.
Ciemnowłosa, słysząc powitanie bruneta, uśmiechnęła się szeroko. Od samego początku wytwarzała wokół siebie bardzo pozytywną aurę. Czułem się miażdżony jej siłą.
- Co tu robisz, Willy? - spytała, a ja mimowolnie skupiłem na niej swoje spojrzenie.
Poczułem się źle. Do tej pory tylko ja zwracałem się do niego w ten sposób. Nikt inny nie zdrabniał jego imienia. A przynajmniej nie w taki sposób. Miałem chęć powiedzieć tej dziewczynie, aby nie mówiła tak do Willa, ale... przecież nie mogłem tego zrobić.
Nie miałem prawa jej niczego zabronić.
- Spotkanie z przyjacielem. - wyjaśnił, a następnie skinął na mnie głową. Momentalnie poczułem, jak wszyscy zgromadzeni skupili na mnie swoje oczy. A było ich pięć par, włącznie z Williamem. Dałbym sobie głowę uciąć, że Lucy, koleżanka Willa, zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu, a następnie przybrała nieodgadniony wyraz twarzy. Zamurowało mnie. - Myślałeś już nad jakimś filmem, Glenn? - spytał brunet. Całkowicie skupił się na mnie. Ogarnęła mnie dziwnego rodzaju ulga.
- Nie. - zaprzeczyłem, kręcąc głową. Zaraz po tym lekko wywinąłem usta, formując je w niewielki uśmiech. Postanowiłem zignorować ludzi, których nie znałem. - Uznałem, że wybierzemy na miejscu.
Will pokiwał głową na znak zrozumienia, a następnie na nowo spojrzał na Lucy.
- Pogadamy później. - uśmiechnął się łagodnie, co wywołało lekkie zmieszanie na twarzy ciemnowłosej. Zerknąłem na nią ukradkiem, a raczej miałem taki zamiar. W rzeczywistości moje oczy powędrowały do zupełnie innej osoby. Chłopaka, który stał tuż za Lucy. Do jej brata bliźniaka. Ciemnowłosy wyłapał moje spojrzenie, w związku z czym uniósł brwi w pytającym geście. Nic nie mówiąc, odwróciłem wzrok, a następnie schowałem dłonie do kieszeni kurtki.
Ups.
Chyba mnie przyłapał.
Mówi się trudno.
- Idziemy? - spytał Willy, nawiązując kontakt wzrokowy. W odpowiedzi pokiwałem głową, a następnie skierowałem do kina, nawet przez moment nie patrząc na grupę muzyków. Usłyszałem tylko, jak przyjaciel żegnał się ze znajomą dziewczyną. Zaraz po tym mnie dogonił i zaczął rozmowę, jak gdyby nigdy nic.
Meh. Chyba byłem zbyt przewrażliwiony. Znów lęk przysłonił mi zdrowy rozsądek.
Ale... czego ja się tak właściwie bałem?
Wspólnie zdecydowaliśmy się obejrzeć premierę drugiej części Amityville, gdzie w głównej roli obsadzono Bellę Thorne. To właśnie z jej powodu wybraliśmy ten tytuł. Praktycznie przez cały film dyskutowaliśmy na temat jej słynnego bicz fejsa, który od zawsze niesamowicie mi się podobał.
Uwielbiałem jej twarz.
Przez to, że skupiliśmy się na tak małostkowych rzeczach, nawet nie zauważyliśmy, jak film dobiegł końca i, co gorsza, nie mieliśmy pojęcia, o co tak właściwie w nim chodziło.
Ale żaden z nas nie narzekał.
To był dobrze spędzony czas. W końcu rozmowa o twarzach innych ludzi od zawsze była bardzo pożytecznym zajęciem.
Po kinie wróciłem do domu. Byłem padnięty i jedyne, czego pragnąłem, to zaznania tego wspaniałego uczucia, jakim było odprężenie, najczęściej wywoływane wylegiwaniem się na miękkim łóżku. 
A przynajmniej u mnie to tak wyglądało.
Niestety, nie zdążyłem nawet dojść do swojego pokoju, gdyż w ostatniej chwili złapała mnie mama. Od razu wspomniała o wynikach badań, które odebrała dziś po południu. Zgodnie z jej słowami, leki, które przyjmowałem przez określony czas, nie obciążały pracy mojego serca.
To był pewien postęp w moim leczeniu.
Jednakże... gdy tylko spytałem, czy było wiadome coś więcej na temat dalszego przebiegu badań, kobieta zmieniła wyraz twarzy na nieco bardziej zestresowany. Przez chwilę wahała się nad odpowiedzią, aż finalnie wymusiła uśmiech i powiedziała jedynie, iż jest w trakcie poszukiwania dla mnie odpowiedniego lekarza.
Zmieszałem się tą informacją.
Czyżby z obecnym lekarzem było coś nie tak?
Póki co nie chciałem o nic pytać. Postanowiłem zostawić tę sprawę w jej rękach. Jakby nie patrzeć, byłem tylko nastolatkiem, który nie miał zbyt wielkiego rozeznania w tej dziedzinie. Moja mama na pewno starała się zrobić wszystko, aby moje leczenie przebiegło jak najlepiej.
Jednak... miałem wrażenie, że dziś była nieco inna, niż zazwyczaj.
Dopiero po paru dniach było mi dane poznać przyczynę jej nietypowego zachowania.
Wstałem rano, jak to miałem w nawyku, a następnie zająłem się swoją dzienną rutyną. Poszło mi zadziwiająco szybko. Nie minęła godzina, jak stałem przed lustrem czysty i suchy, ubrany w luźną koszulkę i ciemne spodnie, patrząc na swoje odbicie.
Miałem wrażenie, że kondycja mojej skóry nieco się poprawiła.
To... chyba dobrze, no nie?
Bezgłośnie opuściłem pomieszczenie, co nie było moim zamiarem. Po prostu nie lubiłem robić zbędnego hałasu, kiedy coś robiłem. Zamknąwszy drzwi od toalety, wyłapałem poddenerwowane głosy rodziców.
Ja...
Nigdy nie bawiłem się w podsłuchiwanie, szpiegowanie i tym podobne.
Zawsze ufałem swoim rodzicom i wierzyłem w ich słowa, niezależnie jak absurdalnie one momentami brzmiały.
I naprawdę, mimo tego, jak dobrze wyglądała nasza relacja, w tej jednej, konkretnej chwili, dopadło mnie bardzo dziwne uczucie.
Po prostu poczułem, że muszę usłyszeć, o czym oni rozmawiają, nieważne co.
Cicho zbliżyłem się do ściany, by w następnej kolejności porządnie wytężyć słuch i w pewnym momencie po prostu pożałować swojego czynu.
Mimowolnie wybałuszyłem oczy, a buzię rozdziawiłem. Przestałem oddychać. Przestałem myśleć. Słyszeć. Czuć.
Poczułem się pusty.
Słowa rodzicielki odbijały się echem w mojej głowie.
Nie wierzyłem w to.
Nie...
Nie potrafiłem w to uwierzyć.
Nie chciałem, ponieważ...
...na chwilę obecną miałem tylko pięć miesięcy życia.


1 komentarz :

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic