czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 87




Ten dzień miał zaważyć nad wszystkim. Seth postawił wszystko na tę jedną chwilę. Mimo mnóstwa obaw i gromadzących się niepewności, chciał zaryzykować.
Nie...
On musiał to zrobić.
Nie było innego wyjścia. Jeśli raz na zawsze chciał rozwiązać spór, panujący na tym świecie od bardzo dawna, jak i odzyskać swoje normalne życie, z dala od przeróżnych niebezpieczeństw i kolejnych rozczarowań, nie miał wyboru.
- Jak samopoczucie? - spytał Vior, siadając obok nastolatka.
Seth od południa przesiadywał na pokrytej bluszczem skale. Nie rozmawiał z nikim. Był mocno zestresowany nadchodzącym wieczorem. Ta konkretna godzina powoli się zbliżała, a on z każdą kolejną chwilą czuł się coraz mniej pewnie. To nie tak, że nagle chciał zrezygnować i wrócić do domu. Coś takiego nawet nie przyszło mu na myśl.
Po prostu przerażała go konfrontacja z ojcem, którego w życiu nie widział.
- Powiedziałbym, że tak średnio. - oznajmił z niemrawym uśmiechem, na co Vior zmrużył oczy. Wampir doskonale wyczuwał stres i niepewność i głosie nastolatka.
- My wszyscy jesteśmy z tobą. - zaznaczył, patrząc szatynowi w oczy. Kontakt, który utworzył się między tą dwójką, był bardzo napięty, jednakże nie w negatywnym znaczeniu. W oczach Viora malowało się zaciekawienie i niecierpliwość, natomiast w tych Setha obawa i zawahanie. Kiedy te emocje się ze sobą skrzyżowały, utworzyły dość nietypową atmosferę. Uczucia, które trzymały się nastolatka, powoli przechodziły na wampira i na odwrót. To, co czuł Vior, stopniowo trafiało do Setha. Dzięki temu oni obaj mogli dowiedzieć się, co czuli i jak dokładnie wyglądały te emocje.
- Wiem. - skinął głową, po czym spuścił wzrok. Oddychał bardzo płytko.
Vior odwrócił wzrok od twarzy chłopaka, a następnie spojrzał przed siebie. Łagodny powiew wiatru delikatnie porywał jego włosy do tyłu, dodatkowo zmuszając go do zmrużenia oczu. Powietrze było zimne i ciężkie. Idealnie pasowało do tego dnia.
- On na pewno tu przyjdzie. - powiedział wampir spokojnym tonem. - Lark nie przepuściłby takiej okazji. I nawet jeśli Jane wraz z Iruomą będą pracować nad ukryciem obecności wszystkich pozostałych... on i tak będzie wiedzieć, że nie jesteśmy sami. - ułożył usta w linię.
Seth przez chwilę milczał.
- Więc... - zaczął wreszcie, splatając ze sobą swoje dłonie. To na nich skupił spojrzenie. - Czy to nie trochę nierozważne z jego strony? Wie o wszystkim, a mimo to... - zmarszczył brwi, przerywając.
- A mimo to pcha się na pewną porażkę? - dokończył za nastolatka. Seth w odpowiedzi skinął głową, wciąż wpatrując się we własne dłonie. - Cóż. - nabrał sporo powietrza do płuc, a następnie zadarł łebek do góry. Niebo było czyste, bez jakiekolwiek chmury, ale też przy okazji szarawe. Zapowiadało się na burzę. - Myślę, że Lark tak w głębi może mieć dość swojego życia. Jego działania mogą świadczyć o czymś zupełnie przeciwnym, ale... wydaje mi się, że on tak naprawdę pragnie zdjęcia tego zaklęcia.
Seth przygryzł dolną wargę.
Czyżby?
Lark chciał, aby zdjęto z niego tę klątwę, a mimo to od samego początku starał się zrobić wszystko, aby Seth nigdy nie doszedł do prawdy i tym samym nie dostał okazji, aby tego dokonać?
- A nawet jeśli moje podejrzenia są błędne i on rzeczywiście nie chce, abyś z pomocą tej mocy odebrał mu wampiryzm... przez to, że teraz znasz całą prawdę, prawdopodobnie zostałeś przez niego uznany za niebezpieczeństwo. - spojrzał na chłopaka. - Spróbuje się ciebie pozbyć.
Po ciele Setha przeszły dreszcze, na myśl, że jego własny ojciec miałby go zabić. To nie mieściło się w jego głowie.
Jednak...
Czy on naprawdę mógł go nazywać ojcem? Mężczyznę, którego nigdy nie widział, bo ten nie chciał z nim nawiązywać żadnego kontaktu? Mimo iż Noah wspominał, że Lark kontrolował Setha w ukryciu od zawsze, chłopak zdawał sobie sprawę, że to wszystko odbywało się z jednego, konkretnego powodu.
Lark po prostu chciał za wszelką cenę odciągnąć Setha od spraw związanych z wampiryzmem. Wszystko, aby chłopak nigdy nie poznał prawdy.
Aby moc nigdy się w nim objawiła.
Aby... nie spełnił woli Leatrasa.
- Nie martw się. Nie dopuścimy do tego, aby coś ci zrobił. - zapewnił Vior. Był pewny swoich słów, dzięki czemu Seth od razu zdołał się rozluźnić. Wciąż bał się tego wszystkiego. Obawiał się spotkania, reakcji Larka. Martwił się, że dopadnie go coś paskudnego, kiedy ponownie zobaczy się z Noahem. Że w decydującym momencie coś się popsuje. W gruncie rzeczy wszystko go przerażało. - A przynajmniej ja do tego nie dopuszczę. - dodał po chwili z uśmiechem.
Seth odwzajemnił gest bez trudu. Ufał brunetowi. Nie potrafił zwątpić w jego słowa. Mimo iż raz się to zdarzyło, kiedy jego umysł został zmanipulowany przez ludzi z Uroboros, teraz wiedział, że Vior był jego sojusznikiem. Tym samym nawet na myśl mu nie przyszło, że wampir mógłby go zdradzić.
Zdrada...
Chłopak momentalnie spochmurniał.
- Mamy jeszcze kilka godzin. - powiedział Vior, a następnie poklepał nastolatka po plecach. Szatyn dzięki temu wyrzucił z głowy zadręczające go myśli, a następnie spojrzał na podnoszącego się wampira. Na jego twarzy malowało się pewne spojrzenie. Niby nie było to coś specjalnego, ale widok tak pewnych siebie osób, od zawsze działał na Setha bardzo kojąco.
Kilka godzin.
Niby tak wiele, ale...
Zleciały one w zastraszającym tempie.
W mgnieniu oka niebo spowiła ciemność, której jedynym oświetleniem był księżyc. Nadawał pięknej, srebrnej poświaty temu miejscu. Podmuchy wiatru były o wiele silniejsze, niż za dnia. Wyraźnie porywały gałęzie drzew w kierunku, do którego zmierzały. Szum liści zazwyczaj działał uspokajająco i wyciszająco na ludzi, lecz w obecnej sytuacji wpływał raczej na niekorzyść Setha i pozostałych.
Dawał im tę świadomość, że nadszedł ten czas.
Atmosfera od razu zgęstniała.
Posłaniec, który miał za zadanie kontrolowanie przybycia ostatnich gości, pojawił się na polanie. Oznajmił, że zbliżają się.
Zaczęło się.
Seth automatycznie spiął każdy mięsień swojego ciała, ślepo wpatrując się w punkt przed nim. W las, spowity całkowitą ciemnością. To stamtąd wkrótce wyłoni się Lark w towarzystwie Kate i prawdopodobnie Noaha.
Bał się.
Był cholernie przerażony.
Jego wnętrzności postanowiły pobawić się w karuzelę. Wszystko wewnątrz niego się skręcało, przyprawiając go o niemiłe zawroty głowy.
Ale nie zasłabł.
Stał twardo w jednym punkcie, w towarzystwie Viora, w miejscu dawnego okręgu. Parę metrów za nimi, miejsce zajmował Isaac, mający za zadanie częste sprawdzanie aury, na miarę jego możliwości. Prawą stronę, po której mieściła się stara chatka, okupowały Susan i Lydia. Pozostali siedzieli w lesie, czekając, aż wszystko się rozpocznie.
Jane i Iruoma zajęły się swoim zadaniem. Wymawiając szeptem określone zaklęcia, ukryły obecność swoją, jak i wszystkich pozostałych, znajdujących się w lesie. Między drzewami rozchodziła się mgła, będąca wynikiem pracy kobiet. To ona odpowiadała za zamaskowanie obecności wampirów, jak i ludzi z Uroboros. Zakłócała dźwięki, wydawane przez ich organizmy. Dzięki temu nikt normalny nie poznałby, iż prócz tych osób, znajdujących się w centrum polany, w okolicy znajdował się ktoś jeszcze.
A przynajmniej nikt nie powinien się zorientować.
Seth czuł bicie własnego serca w gardle. Cały aż dygotał z nerwów.
Vior w pewnym momencie wyprostował plecy, a na jego twarz wpłynęła czujność. Zaczął wytwarzać wokół siebie napięcie. To świadczyło tylko o jednym.
Oni się zbliżali. Byli bardzo blisko.
Szatyn przełknął głośno ślinę, nieznacznie zadzierając głowę do góry. Był kompletnym zlepkiem nerwów. Umysł płatał mu takie figle, że nawet nie spostrzegł, jak wstrzymał oddech. Jego klatka zatrzymała się w jednym miejscu i została w nim jeszcze przez dłuższą chwilę. Chłopak zignorował nawet nadmierną potliwość dłoni. W głowie miał tylko jedno.
Czy... to się uda?
Kolejne sekundy były najgorsze, gdyż były tymi ostatnimi. Napięcie rosło z każdą kolejną chwilą. Nikt nic nie mówił. Wszyscy milczeli, skupieni na tym, co ma być. Panowała kompletna cisza, od czasu do czasu przerywana świstem drzew.
Wreszcie na horyzoncie pojawili się oni.
Wysoki mężczyzna, ubrany w długi, jasny płaszcz, idący swobodnym krokiem w kierunku dawnego kręgu. Miał krótkie włosy i bladą cerę, a jego wąskie oczy świeciły w ciemności. Niczym dwie małe lampki. Było w nich coś niepokojącego. Seth od razu wyłapał to spojrzenie. Mężczyzna wpatrywał się prosto w niego.
Oddech nastolatka przyspieszył.
Bał się tych oczu.
Czuł, jakby to spojrzenie wpajało w niego jakąś truciznę. Znieruchomiał, jakby dostał jakiegoś paraliżu.
Lecz to nie było jedyne zaskoczenie, jakie dopadło Setha. Lark nie był sam.
Niewielki kawałek za nim, podążał Noah, z patrzałkami wlepionymi w ziemię. Jego twarz była wyssana z wszelkich emocji. Był obojętny. Wyglądał, jakby szedł na swoją egzekucję, w pełni gotowy na śmierć. To było jeszcze bardziej niepokojące.
Oni... byli aż za bardzo obojętni.
Zupełnie, jakby nie obawiali się niczego. A przecież powinni.
Kate stała na samym końcu, z wyraźnym lękiem w oczach. Mimo iż trzymała się na uboczu, była przerażona. Doskonale zdawała sobie sprawę, do czego prowadziło to spotkanie. Nie chciała tego, ale nic nie mogła zrobić. Wlepiła swoje ślepia w poważną twarz Viora. Wampir od razu wyłapał to spojrzenie. Mimo że nic do siebie nie powiedzieli, zrozumieli się bez słowa.
Vior od razu zrozumiał, co Kate chciała mu przekazać.
Powinni się pilnować.
Cała trójka zatrzymała się w odległości paru metrów od Setha. Lark wyraźnie zmierzył go wzrokiem, a następnie zadarł głowę do góry i przeniósł spojrzenie na Viora.
- Kopę lat, przyjacielu. - powiedział z pogardą, co wywołało niemały szok na twarzy czarnowłosego wampira.
Oddech ugrzązł Sethowi gdzieś w płucach. Przenosił on spojrzenie z Larka na Viora, nie potrafiąc znieść siły ich pewnych spojrzeń. Czuł się przy nich taki malutki i bezsilny, a to przecież on miał wszystko zakończyć.
Czy naprawdę był w stanie to zrobić?
Wreszcie spojrzał na Noaha. Blondyn wciąż wpatrzony był w ziemię. Kompletnie nieobecny. Niczym laleczka, posłusznie czekająca, aż jej posiadacz zacznie się nią bawić. Chłopak w ogóle nie reagował na to, co działo się wokół niego. 
Lark naprawdę kontrolował jego umysł. To nie były tylko przypuszczenia. Podejrzenia Viora okazały się prawdą.
Nagle poczuł to. Obecność kogoś innego w swoim umyśle. Zmrużył oczy, momentalnie uspokajając oddech. Zupełnie, jakby nad jego myślami zawładnął ktoś inny. Ale to wciąż był Seth.
Vior rozluźnił ramiona, które do tej pory miał nieco spięte.
- Zdajesz sobie sprawę, po co tutaj jesteśmy? - spytał z dziwnym napięciem w głosie, zwracając się do Larka.
Ten w odpowiedzi jedynie się uśmiechnął, jakby odpowiedź była czymś oczywistym i jednocześnie głupim. W jego oczach malowała się kpina. Ale Vior to zignorował. Miał się na baczności. Wiedział, jak bardzo niebezpieczny był Lark.
Isaac skorzystał ze swojej umiejętności. Na całe szczęście nie skupił na sobie uwagi wampirów.
Póki co, wszyscy byli zieloni, a przynajmniej mu się wydawało. Nie był tego pewny, gdyż coś zakłócało jego widoczność. Prawdopodobnie mgła, którą wytwarzały Jane i Iruoma. Przez to nie miał pewności, iż rzeczywiście Seth i Vior byli bezpieczni. Zaczął się zastanawiać, jak to naprawić. Póki co, nie miał żadnego pomysłu.
- Zdaję. - odpowiedział Lark z dziwnym błyskiem w oku. Zaraz po tym jego twarz oświetlił księżyc, ukazując całą jej wrogość.
Vior wyczuł zagrożenie. Był gotów zareagować. Czekał tylko na właściwy moment. Jednak Lark nie podejmował się żadnych działań. Po prostu mierzył Setha wzrokiem, wprawiając go w coraz gorszy stan.
Szatyn czuł się miażdżony tym spojrzeniem.
Mężczyzna był mu obcy i, co najgorsze, miał wyjątkowo paskudną duszę. Seth miał tego świadomość, a mimo to czuł się, jakby był kimś gorszym od tego zakłamanego i pozbawionego uczuć potwora. 
Nie wierzył, że ktoś taki dał mu życie. Napawała go odraza.
Nigdy nie uznam go za członka rodziny.
Pomyśleli i Seth, i Lark w jednym czasie.
Pierwszy wampir zmienił swój wyraz twarzy. Znów ogarnął go spokój, jakby niczym się nie przejmował. Jakby w ogóle nie obchodziło go to, że znajdował się w paszczy lwa i był zagrożony. Ta pewność siebie była dobijająca.
- Ale chyba nie sądziliście, że tak po prostu pozwolę wam na samowolkę? - spytał, przechylając głowę na bok.
W kolejnych sekundach wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie.
Seth momentalnie odczuł dziwne mrowienie na całym ciele, co było wyraźnym znakiem obecności Leatrasa. Duch zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie niósł Lark, jak i z tego, jak kruchy był Seth. Nie mógł czekać ani chwili dłużej. Musiał przejąć nad nim kontrolę już teraz, jeśli chciał uniknąć niepotrzebnego rozlewu krwi.
Vior automatycznie podążył oczami za wzrokiem Larka. Gdy oczy wampira spoczęły na dwóch dziewczynach, znajdujących się tuż przed chatką, ten autentycznie się przeraził. One nie były w gotowości.
Brunet nie zdążył nawet zareagować.
W okolicy rozległ się głośny krzyk Larka, wypowiadający jedno imię. Słowo, które zmroziło krew w żyłach Setha. Szatyn wytrzeszczył ślepia, widząc, jak jego przyjaciel nagle odżył, a następnie ruszył w zastraszającym tempie w kierunku jego przyjaciółki.
Nikt nie zdążył nic zrobić.
Noah w mgnieniu oka znalazł się tuż przed dziewczynami. Nim dotarło do nich, w jakiej sytuacji się znalazły, jasnowłosy zrobił spory zamach, ręką trafiając Lydię. Rudowłosa odleciała parę metrów do tyłu, lądując na plecach. Do uszu wszystkich zgromadzonych dotarł głośny chrupot.
Vior bał się myśleć, ile kości musiało się złamać pod wpływem takiego potężnego uderzenia, a następnie upadku.
Zanim Susan cokolwiek zrobiła, Noah złapał ją za szyję, od razu zaciskając mocno dłoń na jej skórze. Zaraz po tym uniósł dziewczynę do góry, przez cały czas patrząc jej prosto w oczy. Zielonowłosa nawet nie miała siły walczyć. Nieporadnie wierzgała nogami, nie mogąc uwolnić się z uścisku wampira. Był on zbyt mocny.
Noah z pewnością nie był zwykłym wampirem.
Isaac wciąż miał problem z ujrzeniem właściwej aury. Jego umiejętność w obecnej sytuacji była całkiem zbędna.
Wszyscy tkwili w takim szoku, że nie mogli ruszyć się z miejsca.
Seth miał wrażenie, jakby czas wokół niego się zatrzymał. Wpatrywał się w dwójkę przyjaciół pustym wzrokiem, miażdżony faktem, iż nie mógł nic zrobić. Nie... on nie był w stanie nic zrobić. Ogarnęła go nicość. Stan, jakby nie czuł kompletnie nic. Zamroczony tym, co właśnie się działo, przestał kontaktować.
Zupełnie, jak Noah parę chwil wcześniej.
Teraz to on był zwykłą szmacianą lalką.
Wyłączył się. Ustąpił miejsca komuś innemu.
- Niech ktokolwiek się ruszy, a dziewczyna zginie. - powiedział Lark dobitnie, z wyraźną wrogością w oczach. On naprawdę był gotów na wszystko, nie zważywszy na krzywdę, jaką mógłby sprawić. Przybył tu w konkretnym celu i gotów był splamić sobie ręce.
Vior miał związane ręce. Nim zdążyłby dojść do Noaha i Susan, Lark zająłby się Sethem i pozbawił go życia, natomiast w przypadku, gdyby spróbował zając się Larkiem, Noah zabiłby Susan.
A wiedział, że Seth nie chciał nikogo stracić.
Tylko... czy to było możliwe?
Nagle głośny huk uniósł się w powietrzu. Wstrząsnął ziemią i zachwiał wszystkim dookoła. Dźwięk, jakby coś mocno pękło. Niczym uderzenie pioruna w asfalt, po którym nastało parę kolejnych. Ziemia pod stopami wszystkich zgromadzonych wydawała się wibrować. Vior rozejrzał się dookoła, a następnie zaniemówił. Dziesiątki drzew, otaczających polanę z każdej strony, zostały wyrwane z ziemi, a z korzeni opadała gleba. Unosiły się parę metrów nad powierzchnią, swobodnie pulsując. Przyjemny zapach ziemi wypełnił powietrze.
Zaraz po tym wampir skierował spojrzenie w inne miejsce.
Do osoby, której skóra zaczęła świecić dziwnym światłem.
Seth zaczął się mocno mienić, a na jego twarzy pojawiły się liczne znamiona. Jakby symbole, gdzie każdy oznaczał coś innego. Światło z każdą chwilą robiło się coraz bardziej potężne, rozchodząc się po okolicy i jednocześnie oświetlając ten niewielki obszar, jakim była polana.
Chłopak wreszcie otworzył oczy.
Mieniły się szkarłatem.
O matko, pomyślał Vior, wytrzeszczając ślepia. On wyrwał drzewa z korzeniami.
Lark zaniemówił. Wprawdzie wszystkim odebrało mowę. Zaistniała sytuacja zyskała taką uwagę, że i Lark, i Noah, w pewnym sensie się zdekoncentrowali.
W tym momencie popełnili ogromny błąd.
Vior od razu skorzystał z okazji i ruszył na Larka. Pierwszy wampir był tak zamroczony widokiem, że nie zwrócił uwagi na zbliżającego się wroga. Noah puścił Susan i od razu skierował się w stronę dwóch ciemnowłosych wampirów. Nie mógł dopuścić, aby Larkowi coś się stało.
To było jego zadanie.
Vior miał odsłonięte plecy, lecz w chwili, gdy chciał unieszkodliwić Larka, nie myślał o tym. Miał tylko jeden cel w głowie. Pochłonięty wrogością, którą darzył dawnego przyjaciela, nie spostrzegł, że tuż za nim znalazł się ktoś jeszcze.
Noah, którego twarz była pozbawiona emocji, zareagował od razu. Uformował dłoń w nietypowy kształt, by w następnej kolejności zrobić nią spory zamach. W oczach Viora pojawił się lęk. Był niemal pewien, że ten cios może go dość poważnie zranić.
Ale tak się nie stało.
Ktoś inny przyjął na siebie ten atak.
To był ułamek sekundy.
Noah momentalnie wytrzeszczył oczy, kiedy tuż przed nim pojawiła się Kate. Twarz dziewczyny była skąpana w bólu, lecz mimo to uśmiechała się. A przynajmniej starała. Blondyn podążył wzrokiem w dół i kiedy spostrzegł, iż jego dłoń spoczywała w klatce piersiowej brunetki, znieruchomiał.
Zaraz po tym Kate bezwładnie upadła na ziemię.
Noaha ogarnęło przerażenie. Zrobił parę kroków w tył, nie odrywając wzroku od nieobecnych oczu czarnowłosej.
Ona... nie żyła.
- Dość! - wrzasnął nagle Seth, a raczej ktoś, kto chwilowo przejął nad nim kontrolę. Drzewa w jednej chwili runęły na ziemię, ponownie wywołując lekkie wibracje pod nogami. Nastolatek skierował spojrzenie na Larka. - Nie powstrzymasz przeznaczenia. - powiedział ostro, patrząc wampirowi prosto w oczy.
Lark od razu zechciał zareagować i uciec. Wyczuł ogromne zagrożenie i stracił całe poczucie bezpieczeństwa. Wiedział, co go czekało. Lecz nie mógł nic zrobić. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Stracił nad nim kontrolę.
A raczej...
Został unieruchomiony, wbrew swojej woli.
Noah nie reagował na jego rozkazy. Tkwił w szoku, spowodowanym śmiercią Kate. Faktem, iż to on ją zabił. Miał na rękach jej krew.
Nie wierzył, że to zrobił.
Panicznie kręcąc głową, zaczął się cofać, pokonując odległości. Mamrotał pod nosem niezrozumiałe wyrazy, czym wyrażał czyste obłąkanie. Był przerażony i roztrzęsiony. Chciał uciec. Zaczął potykać się o własne nogi. Finalnie wylądował na tyłku, wciąż patrząc w ten jeden punkt. W miejsce, w którym leżało ciało Kate. Krzyknął, chowając twarz w dłonie, a następnie podniósł się do pionu. Odwrócił się w stronę lasu. Nie chciał tutaj zostać.
Isaac w ostatniej chwili spojrzał na niego w swój specjalny sposób. Jego umiejętność mogła być używana tylko przez sekundę. Krótki czas, ale wystarczył do poprawnego odróżnienia kolorów. Momentalnie ogarnęło go przerażenie. Gdy Noah zniknął z jego pola widzenia, ten zwrócił się do Viora.
- Vior, leć za nim! - krzyknął na tyle głośno, na ile był w stanie. Wampir automatycznie podążył do miejsca, w którym jeszcze chwilę temu znajdował się Noah. - Jego... - nim zdążył skończyć, wampira już nie było. Ruszył w pogoni za Noahem. Zrozumiał się z Isaaciem bez słowa.
Aura jasnowłosego była bardzo nieciekawa.
Brunet nie był w stanie użyć swojej umiejętności ponownie.
Susan zwijała się na ziemi, kasłając co chwilę. Starała się jakoś podnieść, lecz nie miała na to siły. Spojrzała w stronę, gdzie ostatni raz widziała Lydię, z nadzieją, iż ujrzy rudowłosą. Dziewczyna, mimo że się nie ruszała, żyła. Susan słyszała jej płytki oddech. Ogarnęła ją ulga.
Teraz wszystko było w rękach Setha. A raczej Leatrasa, który to przejął kontrolę nad nastolatkiem. Unieruchomił Larka, korzystając z okazji i był gotów do zakończenia tego wszystkiego.
Nie mógł już czekać ani chwili dłużej. Spojrzał na wampira z wyraźnym smutkiem w oczach, a następnie powiedział:
- Przepraszam, że nie zrobiłem tego od razu, kiedy udało mi się rzucić poprawne zaklęcie. - ułożył usta w linię. - Ale... zrozum... Tak musi być.
Leatras spuścił wzrok. Okolicę automatycznie ogarnęła cisza.
Została przerwana tylko raz.
- Gdy to zrobisz, zdejmiesz wampiryzm nie tylko ze mnie, ale też wszystkich pozostałych, których przemieniłem. - powiedział Lark.
Leatras nawiązał z nim kontakt wzrokowy. Wiedział, że wampir przemienił tylko jednego chłopaka. Tego, który uciekł stąd chwilę temu.
- Wiem. - uśmiechnął się, mrużąc oczy. - W ten sposób ich uratuję. - podkreślił, mając na myśli Noaha.
Momentalnie spoważniał, a Larka ogarnęło przerażenie.
Całą okolicę wypełniło rażące światło. Leatras zwrócił się ku niebu, a następnie uniósł ręce do góry. Zaczęło się. Bez trudu wypowiedział całe zaklęcie. Krzyk Larka rozbrzmiewał w uszach wszystkich zgromadzonych, przyprawiając ich o gęsią skórkę. Dźwięk przepełniony strachem, bólem i rozpaczą. Nikt nie chciał być w skórze mężczyzny.
Ale tak musiało być.
Wreszcie światło zaczęło ustępować. Dziwna poświata wydobyła się z ciała nastolatka, całkiem się od niego odłączając. Obiekt poleciał ku górze, mieniąc się szkarłatem. Po krótszej chwili okolica znowu była oświetlana tylko i wyłącznie przez księżyc.
Udało się.
Zaklęcie zdjęto.
Seth i Lark jednocześnie upadli na ziemię, lecz ten pierwszy, nim finalnie zetknął się z ziemią, został złapany przez Isaaca. Chłopak stracił przytomność. Brunet miał mniej szczęścia. Twardo runął o ziemię, przez co na jego twarz wpłynął grymas, wywołany bólem. Z trudem uniósł się na rękach, a następnie usiadł i spojrzał na siebie. Najpierw na swoje ręce, następnie na brzuch.
- Żyję...? - spytał sam siebie, lustrując swoje ciało z niezrozumieniem.
Nic bardziej mylnego.
Jego skóra zaczęła nabierać sinej barwy, czemu towarzyszył ogromny ból. Czarnowłosy głośno wrzasnął, szczerze przerażony. Podniósł się na nogi, a raczej spróbował to zrobić, lecz coś mu w tym przeszkodziło. Zaczął się wykruszać. Rozglądał się z paniką po wszystkich obecnych, jednak nikt nie wyciągnął w jego stronę pomocnej dłoni.
Nie można było mu pomóc.
Isaac odwrócił oczy, nie mogąc patrzeć na tę scenę. Krzyk, który słyszał, wystarczył mu do stwierdzenia, iż to, co czuł Lark, nie było niczym ciekawym.
Ale zasłużył sobie na to.
Cisza, która nastała po dłuższej chwili, świadczyła o jednym.
To był już koniec. Całe ciało Larka zmieniło się w popiół.
To.. naprawdę był już koniec.
~~~
Kiedy tylko Vior zobaczył wyraz twarzy Isaaca, bez problemu domyślił się, co powinien zrobić. Od razu ruszył w pogoni za Noahem. Doskonale słyszał jego nierówny oddech, zbyt szybkie bicie serca, a także niezgrabne kroki, co było powodem częstego potykania się blondyna. Był bardzo blisko, lecz mimo to Vior nie mógł go dostrzec.
- Noah! - krzyknął najgłośniej, jak tylko potrafił.
Mógłby dać sobie uciąć głowę, że blondyn na moment się zatrzymał i wstrzymał oddech. Vior to wszystko słyszał. Wyłapywał każdy dźwięk. Był aż za bardzo zdeterminowany. Nie mógł pozwolić jasnowłosemu na ucieczkę.
Noah był przerażony.
Zatrzymał się, kiedy droga, którą się poruszał, skończyła się. Stał tuż przed urwiskiem, pod którym rozciągało się głębokie jezioro. Zaniemówił. Nie wiedział, co zrobić.
Niby stał w miejscu tylko chwilę. Niby trwało to tylko parę sekund. Ale dla wampirów było to naprawdę mnóstwo czasu.
Vior go dorwał.
- Noah! - syknął brunet, piorunując jasnowłosego wzrokiem. - Nie możesz uciekać! Nie, kiedy prawie wszystko dobiegło końca!
Chłopak zaniemówił.
Nie może uciekać?
Prawie wszystko dobiegło końca?
Dlaczego mówił mu o tym? Czemu go nie atakował? Nie mścił się za wszystko? Za zdradę? Śmierć Kate?
Brunet dostrzegł zmieszanie na twarzy Noaha. Zaraz po tym pojawiło się na niej coś jeszcze.
Ból. Smutek. Strach.
- Ale... - zaczął łamiącym się głosem. - Dlaczego to robisz? - spytał, a następnie zacisnął dłonie w pięści. Cały zaczął się trząść. Czuł, że za moment wybuchnie. - Ja... zdradziłem cię. - wypowiedział z trudem, a w jego oczach momentalnie zebrały się łzy. - Zdradziłem Setha... zdradziłem was wszystkich! - podniósł głos, a jego twarz zrobiła się czerwona. - Ukrywałem ważne informacje i robiłem wszystko, co Lark mi rozkazał! - wyrzucał z siebie po kolei. Vior przysłuchiwał się wszystkiemu w spokoju. Po chwili po policzku jasnowłosego spłynęła łza. Zaraz po niej parę kolejnych. Noah pękł.
Do uszu bruneta dotarł szloch. To był dla niego niecodzienny widok. Nigdy nie widział, aby Noah płakał. To był pierwszy raz, jak jasnowłosy objawił przed nim tak wiele emocji.
- Żałujesz? - spytał wreszcie, na co blondyn zaniemówił. Otępiały wlepił swe zaszklone ślepia w jego poważną twarz. Nie wiedział, czy dobrze usłyszał. - Pytam, czy tego żałujesz. - powtórzył dobitnie.
Twarz młodszego przybrała jeszcze więcej grymasu. Zamknął oczy. Spod powiek wciąż wypływały łzy.
- Tak. - odpowiedział cicho, kiwając głową. - Żałuję.
W tym momencie za plecami Viora rozbłysło światło. Wampir zwrócił się w jego kierunku.
Czyżby... to był już koniec? Pomyślał, a następnie na nowo spojrzał na płaczącego Noaha.
Ze świadomością, iż każdy czyn blondyna był kontrolowany przez Larka i nie miał on na to żadnego wpływu, Vior nie mógł go winić. Nie potrafił go obwiniać o to wszystko.
- Więc wybaczam ci. - powiedział szczerze. Noah otworzył ślepia. Przepełniał je istny szok. Nie wierzył w to, co słyszał. - Rozumiesz, Noah? Wybaczam ci.
Słowa Viora odbijały się echem w głowie jasnowłosego.
Lecz nie zdążył on nic zrobić.
- Noah! - krzyknął brunet, widząc nagłą zmianę w mimice chłopaka.
W jednej chwili poczuł on mocny ścisk w klatce piersiowej, a także nagłe osłabienie organizmu, co zmusiło go do kucnięcia. Przyłożył dłoń do torsu, niemal od razu zaciskając ją na materiale koszulki. Serce chciało mu wybuchnąć. Zamknął oczy, jednocześnie mocno zaciskając zęby. Ten ból był nie do zniesienia. Czuł, że za moment straci przytomność.
Vior podszedł do chłopaka z wyraźnym niepokojem.
Coś mu nie pasowało.
- Twoje serce... - powiedział cicho, wybałuszając oczy. Uważnie wsłuchiwał się w rytm pracy tego narządu. Nie dowierzał. - Ono... bije, jak u człowieka.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic