czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 86




Nastolatek wstał bardzo wcześnie. Mimo iż nie przespał zbyt dużego czasu, był wypoczęty i odprężony. A to było dziwne, bo przecież wydarzenie, mające rozstrzygnąć wszystko, było coraz bliżej. Chłopak powinien chodzić jak na szpilkach, a było zupełnie przeciwnie. Nie ukrywał, że odczuwał lekkie przerażenie oraz niepewność, jednakże nie chciał z tego powodu robić scen.
To było naturalne, że się bał.
Czekało go niezwykle poważne zadanie. Nie byle co. Nie jakaś rozmowa z facetem, którego nigdy nie widział na oczy. On miał zdjąć klątwę wampiryzmu ze swojego ojca, nie wiedząc przy tym, jakich skutków się spodziewać.
Raczej każdy byłby zestresowany taką rolą.
Ze świadomością, że inni jeszcze śpią bądź przygotowują się mentalnie na jutrzejszy dzień, podniósł się z łóżka i podszedł do szafki, stojącej nieopodal drewnianego biurka. Otworzył drzwiczki, a następnie sięgnął po szkicownik.
Nic nie działało na niego lepiej, jak oddanie się pasji.
W pewnym momencie w progu drzwi do pokoju nastolatka stanął Isaac. Zapukał parę razy w otwarte wrota, gdyż Seth nie zauważył jego obecności. Był aż z bardzo skupiony na konturowaniu swoich rysunków. Usłyszawszy kilka stuknięć, oderwał oczy od kartki i skierował je w stronę wejścia do pokoju. Mimowolnie się uśmiechnął, widząc znajomą twarz.
- Dzień dobry. - powiedział, odkładając szkicownik na bok. Isaac odpowiedział mu tym samym, wchodząc do środka. Zatrzymał się dopiero na środku pokoju.
- Chwilę temu wrócił Vior. - oznajmił, na co Seth skinął głową w geście zrozumienia.
Wampir wybył późną nocą w celu ostatecznego spotkania się z Zalharem. Zyskanie jego wsparcia nie było żadnym problemem. Zawsze mógł na niego liczyć, niezależnie od sytuacji. Znajomy Viora wiedział już o wszystkim i od razu wyruszył w wyznaczone miejsce, wraz z paroma innymi wampirami. Ostrożności nigdy za wiele.
- Boisz się? - spytał wreszcie brunet, badawczo spoglądając na twarz nastolatka. Początkowo to pytanie mogło wydawać się głupie, gdyż odpowiedź była wręcz oczywista, jednak czarnowłosemu nie chodziło o samo potwierdzenie obawy. Jego celem było nakłonienie brązowowłosego do wygadania się.
Seth nieznacznie zmrużył oczy. Nie przerwał kontaktu wzrokowego ze starszym.
- Ty byś się nie bał? - odpowiedział pytaniem, po czym spuścił łebek. Cicho westchnął, nie mogąc stwierdzić, co tak naprawdę czuł. Zdezorientowanie? Strach? Niepewność? Chyba wszystko naraz. - Tak. - dodał po chwili, przełykając głośno ślinę. - Nie mam pojęcia, czego się spodziewać. Niby nie będę tam sam. Niby będę mieć wsparcie i w razie czego otrzymam pomoc, ale... - zamilkł na moment, układając usta w linię. Nie wiedział, co powiedzieć.
Bo czego tak naprawdę się obawiał?
Konfrontacji z ojcem? Nie. To go nie przerażało aż tak.
Więc może ponownego spotkania z Noahem? Być może coś w tym było, gdyż nastolatek wciąż naiwnie wierzył, iż blondyn był zmuszany do wielu rzeczy, w tym do zdrady, aczkolwiek to także nie ta sytuacja wprawiała go w taki stan.
On... prawdopodobnie bał się tego, co będzie już po wszystkim. Nie wiedział, co się stanie, kiedy zaklęcie zostanie zdjęte. Niby odbierze Larkowi siłę i przeklętą nieśmiertelność, lecz... co wtedy z nim będzie? Czy dzięki temu uratuje Noaha? Czy blondyn wtedy odzyska własną wolę? Bo przecież pozbawi ojca siły.
- Rozumiem. - powiedział brunet. To nie było tylko puste słowo. On naprawdę wiedział, co to za uczucie. Zdawał sobie sprawę, jak wyglądała obawa bądź strach przed czymś.
Zapadła chwila ciszy. Isaac w tym czasie błądził wzrokiem po pokoju, finalnie zatrzymując się na szkicowniku nastolatka. Mimo iż nie stał jakoś specjalnie blisko łóżka, bardzo dobrze widział wszystkie rysunki. Nieznacznie zwęził powieki, by wreszcie westchnąć. Seth usłyszał to i automatycznie zwrócił w kierunku bruneta. Ich oczy znowu się spotkały.
- Wiesz... - zaczął czarnowłosy, jedną ręką łapiąc się za kark. - Kiedy to wszystko się skończy, powinieneś na poważnie pomyśleć o szkole artystycznej.
Seth z początku nie zrozumiał. Dopiero kiedy Isaac z uśmiechem skinął głową na szkicownik, leżący na łóżku, szatyn załapał. Cieszył go fakt, iż jego rysunki były przez kogoś doceniane. Isaac zaraz po tym wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi.
- Szkoła artystyczna...? - powtórzył cicho, biorąc szkicownik do rąk. Powoli sunął wzrokiem wzdłuż kartki, dokładnie lustrując swoje małe dzieła. Trochę posmutniał. - Mogę w ogóle myśleć o czymś takim?
Momentalnie przypomniał sobie słowa bruneta.
To ty decydujesz o sobie i o tym, czego pragniesz.
To prawda. Seth miał świadomość, iż przyszłość zależała od niego samego, jednak mimo to wahał się.
Chyba nadeszła właściwa pora, aby to zmienić.
~~~
Chwilę przed południem, całą grupą opuścili Mysterious Rises. Jane wyruszyła trochę wcześniej, wraz z Iruomą, która była wręcz niezbędna w tym planie. Mimo iż miejsce, do którego zmierzali, nie było aż tak odległe, wciąż czekało ich parę godzin podróży.
Szatyn w tym czasie nie rozmawiał z nikim. Przez cały czas myślał. W sumie tylko to robił. Pozostali nawet nie podejmowali się próby nawiązania z nim jakiegokolwiek kontaktu. Wiedzieli, że chłopak był teraz w wyjątkowo trudnym stanie.
Dotarli do celu dopiero pod wieczór.
Seth momentalnie wstrzymał oddech, kiedy znalazł się w miejscu ze swoich snów.
Od razu dopadło go dziwne uczucie deja vu. Mimo że nigdy tutaj nie był, czuł dziwną melancholię i tęsknotę. Jakby znalazł się w domu, do którego przez bardzo długi czas nie wracał.
Obszerny teren, przypominający łąkę, dookoła otoczony lasem. Mnóstwo drzew, powoli tracących swoje liście przez późną porę roku. Ziemia pokryta krótką trawą, po której chodziło się bez problemu. To było to miejsce.
To tutaj wszystko miało początek, Seth.
Chłopak mimowolnie skupił oczy na niewielkiej, starej chacie. Zaczął zmierzać w jej kierunku. Nikt go nie powstrzymywał. Zatrzymał się przed drzwiami, pokrytymi pachnącym mchem. Cała chatka była pokryta bluszczem, po którym chodziły nieliczne robaki. To wyglądało naprawdę wyjątkowo. Tak nietypowo... niczym miejsce z jakiegoś filmu bądź baśni.
Było w nim coś, co odbierało mowę.
Obszedł domek. Jego spojrzenie od razu przykuł pewien obiekt. Kamienny blok, na którym bardzo dawno temu leżały zwłoki Larka. Teraz skała była w pełni pokryta bluszczem, w związku  czym nieco różniła się wyglądem od tej ze wspomnień, lecz Seth mimo to był pewien, iż to właśnie tutaj Leatras pierwszy raz wskrzesił człowieka.
Minęło już tyle czasu...
Teraz Leatras wiedział, że zrobił ogromną głupotę.
Seth już jutro naprawi jego błąd. A przynajmniej spróbuje tego dokonać.
Wszyscy już byli na miejscu. Nawet Uroboros. Ich grupa, składająca się z pięciu osób, została w lesie, nawet nie starając się jakkolwiek porozumieć z Sethem czy wampirami. W końcu byli tutaj tylko obserwatorami. Szatyn stresował się ich obecnością bardziej, jak Isaac. Ci ludzie narobili im tyle szkód, odebrali im tak wielu bliskich, aby tylko dostać chłopaka w swoje ręce, a teraz... tak po prostu znajdowali się w ich pobliżu, nic nie robiąc.
To było dobijające.
Jednak nie mieli innego wyjścia, jeśli chcieli wszystko rozwiązać za jednym razem.
Teraz pozostało tylko czekać, aż nadejdzie nowy dzień. Dzień, w którym wszystko się rozstrzygnie.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic