czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 83




Urodził się w czasach, kiedy ludzkość była bardzo ograniczona i każde, nawet najmniejsze odstępstwo od zarzuconych z góry norm, kończyło się śmiercią. Wychowywał się w nietypowej rodzinie, muszącej ukrywać swoje zdolności, aby nie skończyć na stosie.
Bo tak właśnie kończyli ci, którzy się wyróżniali.
Palono ich za bycie kimś innym.
Jego rodzice praktykowali leczenie magią. Posiadali własny gabinet, w którym starali się pomagać potrzebującym. Dzięki temu zrodziło się w nim pragnienie, aby w przyszłości również uzdrawiać. Zainteresował się nauką i kształcił w kierunku medycznym. Uczył się przeróżnych kombinacji mikstur, przeznaczenia poszczególnych ziół, dokładnej budowy ludzkiego ciała, aby poznać każdy jego szczegół. Jednakże to mu nie wystarczyło.
Musiał potrafić coś więcej.
Zaczął pogłębiać swoją wiedzę na temat magii. Wówczas nie wiedział, jak wyglądała geneza wyroczni. Wtedy nic na ich temat nie mówiono, gdyż było to zbyt ryzykowne. Przez to nie miał pojęcia, iż przez wzgląd na rodziców o nietypowych zdolnościach, on również posiadł pewien dar. Wyjątkowo potężny, jak na zwykłego chłopaka, za jakiego się uważał.
To oczywiste, że z czasem jego moce zaczęły się objawiać. Mimo iż początkowo kontrola nad zdolnościami wydawała się niemal niemożliwa, z biegiem czasu i dzięki pomocy rodziców, jakoś udało mu się nad wszystkim zapanować.
Niestety, wraz z niebywałą siłą, narodziło się w nim coś jeszcze.
Chciwość.
To właśnie ta cecha go zgubiła.
Udało mu się osiągnąć wszystko, czego pragnął, lecz to mu nie wystarczyło. Chciał więcej. Pragnął zrobić coś pozornie niemożliwego. Zaślepiony przez potęgę swojej mocy, obrał sobie za cel ludzi martwych. Wierzył, że jest w stanie wskrzesić taką osobę.
To był jego nowy cel.
Niestety, ta rzecz nie poszła po jego myśli. Lata mijały, a pragnienie wciąż wydawało się nieosiągalne. Poświęcił wszystko na rzecz wynalezienia sposobu, jak ożywić zmarłą osobę. Porzucił rodzinę, znajomych, dom. Oddalił się gdzieś daleko, do miejsca, którego ani trochę nie znał. Niewielka polana, położona w środku lasu, na której znajdowała się niewielka, stara chata. To był jego nowy dom. Spędzał całe dnie nad wymyślaniem zaklęcia. Sprawdzał ich skuteczność na martwych zwierzętach, które w większości sam zabijał. Nic nie działało.
Gdzieś w tym wszystkim zgubił zdrowy rozsądek.
- ...więc... - zaczął Seth z trudem, nie mogąc nawet wyobrazić sobie tej sytuacji. Było to dla niego coś niepojętego. Leatras stał przed nim i opowiadał mu o sobie, i Seth miał tę świadomość, iż wszystko, co widział i słyszał, nie było żadnym złudzeniem, a prawdą, lecz mimo to po prostu nie potrafił pojąć paru faktów. To wszystko było tak absurdalne, że przypominało jakiś sen.
- Nie wierzysz mi? - spytał z nutą zmartwienia, co wyrażał samą mimiką.
- To nie to. - zaprzeczył, kręcąc głową. Mimo wszystko nie uważał, aby Leatras go okłamywał. To, co mówił, miało sens i przede wszystkim zawierało fakty, o których Seth wiedział ze swoich snów. - Po prostu... to takie nierealne. - przygryzł dolną wargę.
Leatras skinął głową na znak zrozumienia, a następnie odchrząknął. Każdy jego ruch był bardzo spokojny i powolny. Seth nie mógł odwrócić do niego oczu. Było w nim coś nietypowego. Majestatycznego.
- Więc... - nastolatek ponownie przemówił, tym razem z zamiarem powiedzenia tego, co zamierzał od początku. - Jak to się stało, że wynalazłeś to zaklęcie? Skoro nie wychodziło ci przez tyle lat, co się tak właściwie wydarzyło?
Nim duch przemówił, minęło parę sekund. Niby tylko krótka chwila, a wydawać by się mogło, iż trwała ona wieczność.
- Byłem na polowaniu. W końcu musiałem mieć jakieś obiekty do eksperymentów. - wzruszył ramionami, na co Seth skrzywił się nieco. To, o czym mówił Leatras, było dla nastolatka trochę obrzydliwe. Dodatkowo ciemnowłosy mówił o tym z taką łatwością, jakby nie uważał, że robił coś makabrycznego. - Akurat w tym dniu po lesie kręciła się jakaś grupa ludzi. Pech chciał, że jeden z nich przyłapał mnie w momencie, kiedy... no cóż... zbierałem martwe króliki do worka. - grymas na twarzy Setha powiększył się jeszcze bardziej. Leatras, widząc to, zaśmiał się krótko, a następnie kontynuował. - Ten mężczyzna śledził mnie aż do domu. Nie miałem o tym pojęcia i zacząłem, co miałem w zamiarze od samego początku. Wszystko widział i... przerwał mi. Spodziewałem się ataku, wybuchu, wyzwisk czy gróźb, a on... - zmarszczył brwi, po czym spojrzał brązowowłosemu prosto w oczy. - On po prostu spytał mnie, co robię, z ogromną fascynacją w oczach i głosie.
Po ciele nastolatka przeszły dreszcze. W jego głowie tworzyły się obrazy szaleńca, o którym wspominał Leatras. To było nie do pomyślenia, że znalazł się ktoś jeszcze, kogo interesowały takie sprawy.
- Powiedziałeś mu prawdę? - spytał od niechcenia Seth, po czym przełknął gulę.
- Tak. - potwierdził. - Wiedziałem, że tego nie pożałuję. - uśmiechnął się pod nosem, spuszczając wzrok. Coś w jego oczach wyrażało ból. - No i nie pożałowałem. Ale tylko do pewnego momentu. - westchnął, milknąc na moment. - Zyskałem od niego pomoc. Razem pracowaliśmy nad sposobem, jak kogoś wskrzesić. Początkowo nic nie dawało efektów, jednak pewnego dnia wynik był nieco inny. Wiewiórka, którą zaczarowałem, rzeczywiście ożyła, lecz po krótkiej chwili na nowo zdechła. - podrapał się w tył głowy z obojętnością wypisaną na twarzy. - Jednak to nas doprowadziło na nowy trop. Kluczem była krew. Moja krew.
Seth miał wrażenie, że jeśli usłyszy jeszcze więcej, oszaleje. To było nie do pomyślenia. Ci ludzie naprawdę starali się kogoś wskrzesić.
- Mimo informacji, jakie posiadaliśmy, zaklęcie było niedopracowane. Za każdym razem coś się psuło.
- Jednak wreszcie wyszło. - wtrącił chłopak, nie chcąc już tego przeciągać. Chciał po prostu wiedzieć i mieć wszystko z głowy. - Jak tego dokonaliście?
Leatras uśmiechnął się w odpowiedzi w nieco mroczny sposób.
- Wraz z krwią, oddałem część swojej mocy. - wyznał bezpośrednio, na co Seth spiął ramiona. - Lark był prawdziwym szaleńcem. Wówczas podziwiałem go za to. Rozumiesz, Seth. - zwrócił się do chłopaka z szerokim uśmiechem. - On sam zaproponował, że będzie moim ludzkim eksperymentem. Moim pierwszym ludzkim obiektem. - uniósł ręce, zafascynowany swoimi słowami. Wyglądał, jakby był w jakimś transie. Szatyn doznał uczucia strachu. Nie dlatego, że bał się Leatrasa. On po prostu miał całą tę sytuację w głowie. I to go przerażało, jak nic innego. - Mimo iż nie było pewności, że wyjdzie, on... chciał, abym spróbował.
Chłopak przełknął głośno ślinę.
- Zabiłeś go? - spytał z wyraźną odrazą w głosie. Za nic nie potrafił tego pojąć. Ci ludzie byli chorzy.
- Taki był wymóg. - wyznał bez trudu, przechylając głowę na bok. - To ryzyko... to było coś, co mnie pobudziło do działania jeszcze bardziej. Przygotowania poszły zgodnie z planem. Poczekaliśmy do zmierzchu. Przygotowaliśmy krąg, tuż za chatą. Kamienny blok, na którym leżał Lark. Wszystkie potrzebne materiały. - nabrał sporo powietrza do płuc. - No i stało się. Zrobiliśmy to.
Zupełnie, jak w moim śnie, pomyślał Seth.
- Zadziałało. Nawet nie wyobrażasz sobie, jakie to było wspaniałe uczucie. Wskrzesiłem martwego człowieka. Uczyniłem go nieśmiertelnym. Niezwykle potężnym, szybkim, zwinnym... kimś boskim. - opowiadał z uśmiechem. - Przez parę miesięcy dokładnie badaliśmy jego organizm. Jak jego ciało reagowało na poszczególne czynniki. Co się działo po głodówkach, a co po spożyciu krwi. Jaka różnica była w sile, kiedy Lark nic nie jadł, a kiedy był tuż po posiłku. Wszystko dokładnie badaliśmy. I właśnie wtedy wyszedł na jaw pewien okropny fakt. Był nieśmiertelny. - zmrużył oczy, a cała radość, którą do tej pory wyrażał, wyparowała. - Przesadziłem z mocą w momencie wypowiadania zaklęcia. Zrobiłem z niego prawdziwego potwora.
Seth zmarszczył brwi, czegoś nie rozumiejąc.
- Czy to nie było twoim celem?
Duch wyprostował się, nawiązując kontakt wzrokowy z chłopakiem.
- Tak. Dokładnie to planowałem. Chciałem kogoś wskrzesić, nie zważając na wszelkie skutki uboczne. - spuścił wzrok, układając linię. - Rzuciłem jeszcze jedno zaklęcie, dla sprawdzenia, jak wielką wagę miała moja moc, zawarta w tym uroku. Jak się okazało, ogromną. Zaklęcie, które rzuciłem, było obszerne, i sięgnęło dziesiątek martwych. Nie wszyscy ożyli, aczkolwiek większość wróciła do życia. Lark miał wówczas za zadanie odnaleźć każdego z nich i nauczyć podstaw. Nazwaliśmy ich rodem pierwszych.
Wszystko się zgadzało. Każdy fakt, który Leatras przedstawił, był zgodny ze słowami Viora, a nawet bardziej bogaty w informacje.
- Różnica między nimi, a Larkiem była taka, że mogli oni zginąć. I wciąż mogą. Po prostu dostali nowe życie. W każdej chwili mogą je stracić. Osiągnąłem to, czego pragnąłem. Po tylu latach ciężkiej pracy, wreszcie udało mi się spełnić marzenie. - uśmiechnął się w smutny sposób. - Niestety, w przeciwieństwie do wampirów, ja nie byłem nieśmiertelny. Wiedziałem, że to niemożliwe, abym stał się jednym z nich.
- Skąd? - wtrącił się, chcąc wiedzieć, skąd Leatras miał tę pewność.
- Rodzice. - wyznał, a Seth złożył sobie wszystko w całość. Nawet już nie chciał pytać, co ciemnowłosy z nimi zrobił. Nie ukrywał się z tym, że miał ręce splamione krwią. Żył ze świadomością, iż pozbawił życia mnóstwa istnień. - Chciałem uczynić Larka śmiertelnym. Wiedziałem, że wieczne życie wreszcie go zniszczy. Ale niestety... Moje eksperymenty wyszły na jaw. Nim zdążyłem udoskonalić Larka, skazano mnie na ścięcie.
Seth zamarł. Takiego wyznania kompletnie się nie spodziewał. Przerażał go brak uczuć, jaki Leatras wyrażał, mimo tego, o jak bardzo przerażających i przykrych rzeczach mówił.
- Nim doszło do egzekucji, zawarłem cząstkę siebie w swoim pierwotnym eksperymencie. Wraz z mocą, odszedłem i ja. Przez mnóstwo czasu byłem nieaktywny, aż wreszcie na świat przyszedłeś ty. Wiem, że to może cię przerażać, ale to w tobie pokładam nadzieję. Musisz mi pomóc to skończyć.
Chłopak nie był do tego przekonany. On nie chciał tej mocy. Pragnął normalnego życia.
- A jeśli nie chcę tego robić? Jeżeli wolę wszystko zignorować i żyć, jak do tej pory? - spytał, przygryzając dolną wargę. Bardzo zależało mu na konkretnej odpowiedzi. Wciąż miał nadzieję, iż jest jakaś szansa na powrót do spokojnej codzienności. Bez wampirów, bez magii. Bez ciągłego uciekania przed niebezpieczeństwem. - Naprawdę nie ma sposobu, aby pozbyć się tej mocy?
Leatras przypatrywał mu się przez chwilę w milczeniu.
- Ta moc jest cząstką ciebie. - powtórzył swoje słowa sprzed dłuższej chwili, lecz nim Seth zdążył jakkolwiek zareagować, dodał: - Ale... mogę ją zabrać i odejść już na dobre z tego świata.
Seth wybałuszył oczy.
Więc... to było możliwe.
Wolność była w jego zasięgu ręki.
- Lecz nim do tego dojdzie, musisz spełnić moją prośbę. - powiedział szorstko. Nie było opcji, że odpuści. Leatras miał swój warunek. - Niezależnie od zdania Larka, trzeba to zakończyć. Tak nie może być. To aż nazbyt niezgodne z naturą. Wcześniej tego nie pojmowałem, jednak teraz... teraz wiem, jak kolosalny błąd popełniłem. Dlatego proszę cię o pomoc. Obiecuję, że po wszystkim cię zostawię.
Szatyn przez dłuższą chwilę nie dał żadnej odpowiedzi. Nie przejmował się tak bardzo tym, że będzie musiał na dobre zakończyć żywot swego ojca, jak tym, co się z nim stanie. Skoro moc była częścią jego, co go spotka, kiedy już jej nie będzie?
- Kiedy odejdę, pozostawię po sobie ogromną pustkę. - powiedział, zanim jeszcze Seth spytał. - I wierz mi, będziesz to odczuwać już do samego końca. Jednakże... jeśli to zrobię, wreszcie osiągniesz spokój. Bo nie tylko wampiry są twoim zmartwieniem, prawda? Jest jeszcze ta organizacja. - na myśl o Uroboros, wewnątrz nastolatka coś się zagotowało. Nienawidził on ich całym sercem. - Im tylko zależy na twojej mocy. Gdy zobaczą, że już jej nie ma... cóż, to może wydawać się proste, ale tak. Wtedy dadzą ci spokój.
Słowa Leatrasa były bardzo obiecujące, ale... na ile mogły być zgodne z prawdą?
- Więc? Na co się decydujesz?
Na co?
Odpowiedź, z pozoru ciężka, nasunęła się chłopakowi na język bez problemu.
Był jej pewny.
- Dobrze. Pomogę ci. - oznajmił, patrząc Leatrasowi. Na twarz ducha wpłynął uśmiech pełen dumy i zadowolenia. Nie było w nim nic przerażającego.
- Cieszę się. Współrzędne tej polany to X. Przekaż wszystko reszcie i wtedy zdradzę ci swój plan. - zmrużył oczy. - Dziękuję ci.
I po tym zniknął. Seth został sam, lecz nie na długo.
Wybudził się, gotów do działania.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic