czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 82




To był pierwszy raz, jak Seth zaznał tak okropnego uczucia bólu. Wszystko wewnątrz niego płonęło. Szatyn czuł każdy swój organ, każdy pojedynczy nerw, wszystkie żyły, wewnątrz których płynęła wręcz wrząca krew. Ten ból był nie do zniesienia.
Chłopak w myślach błagał o śmierć.
To się nigdy przedtem nie zdarzyło.
Lecz pomiędzy tymi wszystkimi paskudnymi odczuciami, było coś kojącego. Nastolatek czuł czyjś dotyk. Ktoś gładził go po głowie w bardzo uspokajający sposób, jednak to nie wystarczyło, aby piekło, które stopniowo go wyniszczało, tak po prostu przeminęło. Tutaj trzeba było czegoś więcej.
Chłopak, mimo iż skąpany był w bólu, miał poniekąd świadomość tego, co się działo. Wiedział, iż powodem jego cierpienia był nie kto inny, jak Sartael. I właśnie dzięki posiadaniu tej informacji, starał się jakoś powstrzymać demona. Niestety ból był tak silny i intensywny, że szatynowi było bardzo ciężko skupić myśli na czymś innym, jak wewnętrznym krzyku.
Ten czyn był ogromnym wyzwaniem.
Pozornie niemożliwym do wykonania.
Ale Seth nie chciał się poddawać.
Starał się skupić na dotyku osoby, której tożsamości niestety nie mógł zidentyfikować. Ku jego zdziwieniu, poszło mu niebywale łatwo. Udało mu się nakierować swoje myśli na osobę, starającą się go wyciągnąć z tego piekielnego stanu. Nie wiedzieć czemu, nagle pomyślał o Noahu.
Czy to możliwe, że on...?
Nie skończył tej myśli, gdyż w nią zwątpił, nim jeszcze zdążył dojść do końca.
To był pierwszy raz, jak nastolatek zwątpił w swojego przyjaciela. I dlatego, że znowu skupił swój umysł na negatywnych odczuciach, ból ponownie przejął kontrolę, doprowadzając go do krzyku pełnego rozpaczy.
Dźwięk był dość stłumiony, przez gąbkę, którą chłopak miał w buzi, ale i tak sprawił, że zarówno Isaacowi, jak i Viorowi, i wprawdzie wszystkim pozostałym, włosy stanęły dęba. Zdołali się oni wczuć w sytuację nastolatka i zgodnie pomyśleli, że nie chcieliby być na jego miejscu, niezależnie od sytuacji.
Mimo wszystko współczuli mu i chcieli pomóc.
Isaac nie miał pojęcia, w jaki sposób powinien dotrzeć do chłopaka, aby dało to jakiekolwiek pozytywne efekty. Nie uważał siebie za odpowiednią osobę do tej roli. Jego zdaniem Seth nie myślał o nim, jak o kimś bliskim. Twierdził, że raczej miał on go za zwykłego znajomego. Prawda była nieco inna, gdyż brązowowłosy miał Isaaca za kogoś bliskiego, aczkolwiek ten drugi nie był tego świadom.
Postanowił skorzystać ze wskazówki Viora i przemówić do cierpiącego nastolatka.
- Seth. - powiedział ciepłym tonem, na który, o dziwo, nie musiał się wysilić, i mógłby przysiąc, iż w ułamku sekundy po twarzy chłopaka przemknęło pewnego rodzaju ukojenie. Przestał się on tak bardzo wierzgać, co było wyraźnym znakiem, iż głos Isaaca do niego dotarł.
I rzeczywiście tak było. Głos mężczyzny dotarł do nastolatka, jednakże nie na tyle dokładnie i wyraźnie, aby mógł on stwierdzić, do kogo ta barwa należała. Jednak to nie było ważne. Cel został osiągnięty i to na tym skupił się brunet. Postanowił kontynuować.
Kolejne wyrazy trafiały do nastolatka jak przez jakąś ścianę. Zrozumienie ich wszystkich przyszło mu z trudem, aczkolwiek dzięki temu, iż został zmuszony do wytężenia umysłu, oddalił się myślami od tego, jak bardzo cierpiał. Jego oddech się unormował, a twarz przestała wyrażać aż tak spory grymas. Teraz był po prostu rozpalony i zalany potem. Wciąż nie kontaktował, jednakże najważniejsze było to, że już nie próbował się zranić.
Teraz ból był do zniesienia.
Dlaczego mi to robisz?
Spytał w myślach, z nadzieją, iż otrzyma odpowiedź.
Dlaczego, Sartaelu?
Nie stało się to, czego oczekiwał. Nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Żaden głos nie rozbrzmiał w jego głowie, jak to miało miejsce poprzednim razem. Zamiast tego ujrzał ciemność. Kompletną czerń, na końcu której znajdowało się światło.
Ból minął.
Wszystko, co do tej pory czuł, przeszło.
Znowu to samo, pomyślał.
Lecz to nie była prawda. Tym razem z jego ciałem zaczęło dziać się coś dziwnego. Vior nie był jedynym wampirem w pomieszczeniu, jednakże tylko on zdołał zauważyć jedną kwestię. Serce Setha zaczęło bić zaskakująco wolno. Zdezorientowany, podszedł do łóżka i pochylił się na tyle blisko jego klatki piersiowej, że był w stanie idealnie usłyszeć każde uderzenie serca.
Nie pomylił się.
Jego tętno drastycznie zwolniło.
Wampir poczuł mocny skręt w żołądku. Autentycznie się przeraził.
- Isaac, nie przestawaj! - podniósł głos, pochłonięty nerwami. Czarnowłosy uniósł brwi, nie zdając sobie sprawy z tego, co właśnie miało miejsce. Jednak widząc niecodzienną powagę u Viora i ogrom emocji, malujących się na jego zimnej twarzy, postanowił wziąć to na poważnie. Zaczął na nowo nawoływać nastolatka. Niestety, z marnym skutkiem. Seth nie reagował.

Nastolatek czuł się dziwnie lekki. Przedtem odległość pomiędzy światłem, a jego obecną lokalizacją, za nic nie chciała się pomniejszyć. Teraz z każdym krokiem ten punkt wydawał się być coraz bliżej. Lecz tym samym, z każdym kolejnym przebytym metrem, szatyn miał wrażenie, jakby stawał się coraz mniej spięty, a znacznie bardziej wyluzowany.
To... nie należało do normalnych odczuć. Ta specyficzna lekkość była czymś, co powinno włączyć alarm w głowie Setha, jednak on nie zważał na to. Był otępiały i zaślepiony uczuciem ulgi, które go ocaliło. Bo jeszcze chwilę temu skomlał z bólu. Za nic nie chciał do tego wracać.
Zatrzymał się, kiedy od światła dzieliło go naprawdę niewiele. Wystarczyło mu parę kroków, aby w nie wstąpić. Coś go przed tym powstrzymywało. Ciało mówiło: idź, natomiast resztki świadomości rzekły: zawróć. Nie wiedział, czego się posłuchać.

Vior natomiast doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co właśnie miało miejsce.
Tracił Setha.
Oni wszyscy go tracili.
- Co się dzieje?! - wrzasnęła zrozpaczona Jane, patrząc to na Viora, to na twarz siostrzeńca, by finalnie wytrzeszczyć ślepia. Zauważyła, że skóra chłopaka, chwilę wcześniej przypominająca barwą pomidora, teraz była nienaturalnie blada. No i sam wyraz twarzy wampira świadczył o najgorszym. - Nie... - pokręciła głową, nie mogąc odwrócić oczu od spokojnej twarzy brązowowłosego. - Nie może być...
Wampir fuknął pod nosem, zaciskając zęby. Nie miał pojęcia, co zrobić. Sartael był dla niego czystą zagadką.
To nie mogło się tak skończyć.
Żadne z nich nie mogło do tego dopuścić, choćby nie wiadomo co.

Powinienem iść dalej...?
Chłopak wahał się przed postawieniem kolejnego kroku. Nie wiedział, czego się spodziewać. Ta sytuacja była czymś nowym, a w połączeniu ze stanem sprzed chwili, wręcz niepokojącym. Dodatkową kwestią była ta nagła zmiana w jego samopoczuciu.
Alarm się uruchomił.
Późno, ale nie za późno.
Cofnął się o parę kroków.
- Dlaczego się zatrzymałeś? Czy nie tego właśnie pragnąłeś jeszcze chwilę temu? - nagle usłyszał głos zza siebie. Gwałtownie obrócił się na pięcie w kierunku, z którego dobiegła znajoma mu barwa, po czym wytrzeszczył ślepia. Mimo iż był w wyjątkowo otępiałym stanie, nadal jakoś kontaktował i rozpoznawał ludzi. - Chciałeś umrzeć. Teraz masz idealną okazję, aby tego dokonać. Zupełnie bezboleśnie.
Przed jego oczami było coś... nietypowego. Tajemnicza powłoka, przypominająca chmurę, ewentualnie jakąś formę dymu, na sekundę bądź dwie formująca się w nieco bardziej wyraźną sylwetkę czegoś lub kogoś.
Już widział to coś. Całkiem niedawno, kiedy był sam w domu. Wówczas pomyślał, że miał jakieś zwidy, jednak... teraz wiedział, że ta sytuacja wydarzyła się naprawdę.
Miał tak wiele pytań.
Było tak mnóstwo rzeczy, o których nie miał bladego pojęcia.
Jednak... kiedy wreszcie nadarzyła się okazja, aby rozwiązać choć minimalną ilość problemów, ogarnęła go nicość. Stał jakby w amoku, ślepo patrząc przed siebie. Jednakże... nie mógł zmarnować takiej okazji. To mogła być jego ostatnia szansa, aby móc się czegoś dowiedzieć. Nie chciał zawalić.
Nabrał sporo powietrza do płuc, by następnie je wypuścić głośnym świstem. Jego twarz nabrała powagi, a powieki nieznacznie zwęziły. Dość zabawy w ciepłą, nieporadną kluchę.
- Nie jesteś Sartaelem. - powiedział pewnie, lecz po chwili ściągnął brwi, jakby jednak zwątpił w swoje słowa. - Czy może jesteś i to właśnie tak wygląda twoja prawdziwa forma? - taka opcja również wchodziła w grę i była całkiem prawdopodobna.
Jednakże duch zaprzeczył.
- Nie. Nie jestem nim.
Seth przez chwilę milczał. Zastanawiał się, od czego zacząć, ale miał też skrytą nadzieję, iż to jego towarzysz wyjdzie z inicjatywą i powie o sobie coś więcej. Trochę się przeliczył.
- Czy to ty jesteś odpowiedzialny za to piekło, przez które niedawno przeszedłem? - spytał z nutą nerwów w głosie, po czym mocno zacisnął zęby, usta formując w linię.
- I tak, i nie. - odpowiedział niezrozumiale, na co szatyn zmarszczył brwi.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
Duch nie powiedział nic przez parę chwil. Przez ten czas stawał się albo bardziej wyraźny, albo nieco mniej, lecz finalnie przybrał formę człowieka, wyższego od Setha o głowę i wreszcie przemówił. Wciąż był jednak ciemną powłoką.
- To poniekąd moja wina, jednakże nie zrobiłem tego celowo. To przez moc, która w tobie drzemie. - szatyn uniósł brwi. Przez myśl przemknęła mu teoria, nad którą się głowił, nim doszło do stracenia nad sobą kontroli. - Twoje ciało ją odrzuca. Z tego powodu cierpisz. I wierz mi, będzie znacznie gorzej, jeśli tego nie zaakceptujesz. Skoro już mnie widzisz i słyszysz, jesteś gotowy.
Nastolatek rozdziawił buzię. Gotowy? Na co? Co duch chciał mu tym przekazać?
Nagle przypomniał sobie wszystko, o czym kiedyś wspomniał mu Sartael. O tym, że pewnego dnia będzie musiał się z nim połączyć, bo inaczej zginie. Albo o tym, jakie skutki będzie mogło przynieść to połączenie. Uda mu się i zyska moc lub... umrze.
To nie wchodziło w grę.
- Co, jeśli nie chcę jej zaakceptować? - spytał, chcąc sprawdzić, czy w ogóle istnieje jeszcze jakaś inna opcja. - Nie chcę tej mocy. Chcę się jej pozbyć.
- To niemożliwe. - wypalił od razu, na co Seth zamarł.
Kłamał? Mówił prawdę? A może grał na czas?
Opcji było mnóstwo, jednak... która z nich była prawdziwa?
- Ta moc jest częścią ciebie. - dodał po chwili, na co Seth przygryzł dolną wargę.
Teraz albo nigdy. Musiał się upewnić, czy to, co podejrzewał, było choć trochę sensowne.
- Czy... - zaczął, lecz przerwał, w obawie o prawdę. Spuścił głowę, zaciskając dłonie w pięści. Nie mógł teraz stchórzyć. Obiecał sobie, że z tym skończy. Teraz albo nigdy. Powtórzył to sobie w myślach, a następnie na nowo spojrzał na postać przed nim i spytał: - Czy tą mocą jest Sartael?
Zdążył doliczyć do dziesięciu, nim usłyszał odpowiedź.
- To jest dość skomplikowane. - powiedział, a następnie zniknął, by po chwili znów pojawić się w tym samym miejscu, lecz teraz jako... ktoś, kogo Seth kojarzył ze swoich snów. Momentalnie zrobiło mu się gorąco.
O cholera.
Przełknął ślinę, nie mogąc odwrócić wybałuszonych oczu od twarzy mężczyzny.
Nie może być.
Ciemnowłosy spojrzał po sobie, po czym wyprostował plecy i skinął głową z uśmiechem.
- Udało się.
Seth poczuł ścisk w żołądku. To było zbyt wiele, jak na jedną chwilę. Spodziewał się mnóstwa rzeczy. Nawet tego, iż Sartael był formą mocy, która jakiś cudem do niego trafiła. Ale za nic nie liczył na to, iż w swojej podświadomości ujrzy osobę, która była odpowiedzialna za cały ten cyrk.
Tego diabła, który z ludzi uczynił nieśmiertelnych krwiopijców.
- O co tu chodzi? - wydukał zmieszany nastolatek, kręcąc głową z niedowierzania. - Dlaczego cię widzę?
Już po chwili Seth pożałował, że spytał.
- Ponieważ w mocy, którą posiadłeś, zawarłem swoją cząstkę. Jestem tym, który był jej pierwotnym właścicielem. Powinieneś wiedzieć, jak się nazywam. - zmrużył oczy, a szatyn momentalnie znieruchomiał.
To imię cisnęło mu się na usta, lecz on nie chciał go wypowiadać.
Bał się.
Niestety...
To było silniejsze od niego.
- ...Leatras? - wypowiedział bardzo cicho, niepewnie zerkając w kierunku mężczyzny.
Gdy ten w odpowiedzi uśmiechnął się szeroko, szatynowi serce stanęło w gardle.
- Zgadza się. Jestem Leatras.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic