czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 81




- Zbieraj się. - powiedział nagle Vior, a Seth aż na niego spojrzał. - Za nic nie uwierzę, że Noah miałby tylko udawać jednego z nas. Nie wiem, co on znowu wymyślił, ale nie odpuszczę. - wyjaśnił, na co szatyn rozdziawił buzię. On także nie chciał myśleć, że jasnowłosy miałby być zdrajcą. Jego najcenniejszy przyjaciel, którego znał od małego... To było wręcz nie do pomyślenia. - Wiem, że myślisz tak samo.
Zdenerwowanie przemknęło po twarzy brązowowłosego. Dlaczego znowu pomyślał o blondynie, jak o przyjacielu? Przecież ten etap mieli już za sobą.
- To chyba oczywiste. - ściągnął brwi, po czym spojrzał na Viora. - Ale... dokąd tak właściwie chcesz się udać? Przecież on wystrzelił stąd z prędkością światła. - na moment przygryzł dolną wargę, milknąc. W tym czasie wrócił myślami do chwili, w której Noah powiedział, co powiedział i wyszedł. W jego zachowaniu było coś nienaturalnego. To głównie z tego powodu w głowie Setha panował istny chaos. - Ja... nie mam pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi. - zmartwił się, co było widać po samym jego spojrzeniu. Niemal od razu zaraził tym uczuciem Viora. Wampir także spochmurniał, nie mogąc dojść do żadnego sensownego rozwiązania.
Do cholery, Noah, w co ty grasz?
- To ma jakiś związek z Larkiem. To nie przypadek, że Noah uciekł, kiedy prawda wyszła na jaw. - ułożył usta w linię, mrużąc oczy. Seth skinął łebkiem, zgadzając się z wampirem. - W końcu był on wychowankiem Larka przez kupę czasu. Dopiero rok temu trafił do mnie. - zaczął nerwowo stukać palcami w drewniany róg łóżka. - Mimo że z Larkiem byliśmy przyjaciółmi, nie wiedziałem o nim mnóstwa rzeczy. Jestem pewien, że Noah był o wiele lepiej doinformowany, niż ja. - przełknął ślinę, jeszcze bardziej zwężając powieki. - I dam sobie głowę uciąć, że jego zachowanie ma z tym duży związek.
- Czyli co? - spytał Seth, marszcząc brwi. - Bo, póki co, kompletnie nic nie łapię.
Vior skierował swoje błyskotliwe oczy na zdezorientowaną twarz nastolatka.
- Chcę ci powiedzieć to, mój drogi, iż przypuszczam, że Lark tak naprawdę żyje. I to do niego w tej chwili kieruje się Noah. - oznajmił, a Seth momentalnie rozdziawił buzię. Nie przesłyszał się. Vior naprawdę powiedział, iż jego ojciec może żyć. Ale... dlaczego w takim razie oddał Noaha pod opiekę Viora, usprawiedliwiając się tym, że nadeszła jego pora? Kolejna zagadka bez rozwiązania.
- To... - zaczął, otwierając szerzej oczy. Przemknęła po nich nuta zwątpienia. - Myślisz, że to możliwe? - nie chciał w to wątpić, zważywszy na fakt, że gdyby to była prawda, zachowanie Noaha byłoby poniekąd sensowne, ale tym samym nie potrafił w żaden sposób wyjaśnić, dlaczego jego ojciec nakierował wszystkich na swoją śmierć, po czym zniknął. Co to miało na celu?
- Tak uważam. - spuścił wzrok, łapiąc się za podbródek. Nic więcej nie powiedział. Bardzo intensywnie nad czymś rozmyślał. Seth w tym czasie nie mógł na niczym skupić swoich myśli. W jego głowie przewijały się miliardy przeróżnych obaw i wizji, i, tak szczerze mówiąc, nie chciał on wierzyć w żadną z nich.
Sekundy mijały i napięcie wciąż rosło. W głowie Viora utworzyła się pewna teoria, lecz bał się on wierzyć w jej realność. Teraz, dzięki snom nastolatka, wiedział on coś więcej o początku wampiryzmu. Przedtem nawet on miał zagadkę, kiedy rozmyślał nad tym, co było powodem ich istnienia.
Kojarzył to mniej więcej tak, że pewnego dnia po prostu otworzył oczy, zmęczony i wyjątkowo spragniony jedzenia. Widział i słyszał więcej, niż powinien, dodatkowo był znacznie silniejszy, niż przedtem. To przedtem było tylko wrażeniem. Nie pamiętał niczego sprzed czasu, jak się obudził, aczkolwiek trzymały się go pewne odczucia. Tym sposobem wiedział, że był aż za silny i zwinny. Drugą sprawą było dziwne pieczenie w gardle i nieznośny głód, który ani trochę nie malał, nawet jeśli brunet wciąż jadł i jadł. Zdawał sobie sprawę, że działo się z nim coś dziwnego.
No i wtedy pojawił się Lark.
Wprowadził Viora w cały ten świat, co początkowo wydawało się mu nienormalne i straszne, lecz z czasem mężczyzna przywykł. Poznał więcej takich, jak on. Lata mijały, a ich populacja stopniowo wzrastała.
To Lark nazwał ich grupę rodem pierwszych.
Jednak... nikt nigdy nie zastanawiał się, skąd Lark to wszystko wiedział. Nikt nigdy nie pytał.
Teraz to stało się jasne.
Lark był prawdziwym pierwszym wampirem. Stworzonym za pomocą zaklęcia, którego autorem był...
No właśnie, kto? Kto był odpowiedzialny za istnienie tych wszystkich krwiopijców? To właśnie ta informacja była im niezwykle potrzebna. Czy to możliwe, że Noah coś wiedział? Lecz... dlaczego uciekł?
Zagłębianie się w tę sprawę było zgubą.
- Seth, powiedziałeś mi kiedyś, że Sartael starał się przeciągnąć ciebie na złą stronę mocy i przekazał ci pewną informację na temat żywotności pierwszych wampirów. Twierdził, że nie mogą one umrzeć, zgadza się? - spytał, patrząc prosto w oczy nastolatkowi. Ten niepewnie skinął łebkiem, jakby w obawie, że jeden zły ruch i znowu stanie się coś strasznego.
- To prawda. - zmrużył oczy. - Powiedziałeś, że to kłamstwo.
- Ponieważ wiem, że prawda jest nieco inna. - odwrócił wzrok. - Byłem świadkiem walki dwóch pierwszych i jeden z nich zginął. Tak naprawdę zginął. Jednakże... jeśli wziąć pod uwagę wszystko, co wiem, i rzec, że tak naprawdę to Lark jest jedynym pierwszym... - zawahał się, lekko rozchylając pełne usta. Nie był pewny swoich słów, dlatego nie chciał tego mówić na głos. Jednak mimo wszystko zrobił to. - Sartael mógł powiedzieć prawdę.
Seth nabrał głośno powietrze, po czym zamarł.
To, co powiedział Vior, mogło oznaczać, że...
Lark był nieśmiertelny.
Jego ojciec był nieśmiertelny.
O. Mój. Boże.
Teraz z jego myślami było jeszcze gorzej. Jeśli chwilę temu był on w tragicznym stanie, to teraz ten poziom osiągnął maksimum, a nawet więcej.
- Tylko pomyśl. Noah został przez niego zmieniony. Czy nie uważasz, że jego przemiana odbiegła trochę od normy? Powinien wyglądać, jak dwunastolatek, bo to właśnie w tym wieku został przemieniony, a jest dojrzałym mężczyzną. Znacznie silniejszy i zwinniejszy, niż przeciętny wampir, jakim powinien być. To nie ma sensu. - pokręcił głową. Seth wpatrywał się w niego w milczeniu, zdając sobie sprawę z wagi tych słów. To, o czym mówił Vior, było niezwykle poważną sprawą. - Że też nigdy wcześniej o tym nie pomyślałem... - dodał nieco ciszej, prawdopodobnie do samego siebie.
- Normalnie nie odczuwa się potrzeby, aby kalkulować wszystkie opcje. - wtrącił nieco zmieszany. - Nie masz o co się winić, naprawdę. - ułożył usta w linię, a Vior momentalnie złagodniał. Seth miał rację. To nie tak, że każdy zawsze myśli o wszystkim, co może się wydarzyć.
Pewna teoria zrodziła się w głowie Setha.
Skoro jego ojciec był kimś, kto został wampirem dzięki zaklęciu, niczym jakiś eksperyment, mógł jakimś cudem przelać trochę tej magii na swoje dziecko w momencie poczęcia.
Sartael mógł być tą mocą.
Skoro w jego głowie przejawiały się obrazy z przeszłości, przedstawiające sytuacje, których nastolatek nie miał szansy doświadczyć, odpowiedź sama sunęła się na język.
Nagle jego głowa zaczęła dziwnie pulsować. Czoło zrobiło się niebywale gorące, do czego z czasem dołączył niebywały ból. Seth złapał się za skronie, nie mogąc poradzić sobie z tym nieciekawym uczuciem, po czym pochylił się do przodu i zacisnął zęby.
Teraz miał wrażenie, jakby głowa miała mu za moment wybuchnąć.
Vior zarejestrował dziwne zachowanie u Setha, dlatego zerwał się z miejsca i podszedł do niego. Niemal od razu wyczuł zmianę temperatury jego ciała, a także fakt, iż jego skóra nabrała dziwnego koloru. Miała lekko czerwonawą barwę, jakby od zbyt dużego ciśnienia. Żyły powychodziły w wielu miejscach, tworząc dość nieciekawy efekt.
Szatyn wewnątrz płonął. A przynajmniej tak mu się wydawało.
Vior mówił do niego, lecz wszystkie te słowa trafiały do niego jak przez jakąś powierzchnię. Miał wrażenie, jakby był gdzieś zamknięty. W jakiejś szklanej klatce. Z tego powodu wszystko, co słyszał, było stłumione i ledwo słyszalne. Na dodatek przez niebywały ból, jaki odczuwał, nie mógł nawet podnieść głowy i spojrzeć na wampira. Nie miał pojęcia, co się działo. Był autentycznie przerażony.
Coś... jakby starało się z nim połączyć, lecz... jego ciało wyraźnie się opierało, czego wynikiem był wzrost temperatury ciała i niebywały ból.
Czuł bicie własnego serca w gardle. Miał wrażenie, że za moment upieką mu się gałki oczne. Dłonie zaciskał tak mocno na głowie, że paznokciami rozcinał skórę. Dla Viora, który nie był niczego świadomy, ta sytuacja wyglądała piekielnie. Czuł się okropnie, gdyż nie wiedział, jak mógłby temu zaradzić. Mógł tylko siedzieć i patrzeć.
Postanowił skontaktować się z Jane. Kobieta, jako wyrocznia, znała mnóstwo sztuczek i wampir był niemal pewny, iż będzie miała ona jakiś pomysł, jak zaradzić tej sytuacji. Bał się tylko, że ciotka nie zdąży. Z Sethem działo się coś naprawdę dziwnego.
Nie czekając, podniósł się po czym złapał za telefon i wykonał połączenie.
Seth nie wiedział, co działo się wokół niego. Nie mógł się na niczym skupić. Słyszał głos Viora, wyjątkowo cichy i stłumiony, ale jednak go słyszał. Rozmawiał z kimś, lecz nastolatek nie mógł stwierdzić, z kim prowadzona była rozmowa. Czy wampir mówił do niego, czy do kogoś innego, tego nie wiedział. Nie miał pojęcia, ile osób znajdowało się w jego pokoju. Czy w ogóle pojawił się ktoś więcej - to było dla niego niewiadome.
Nawet nie wiedział, jak i kiedy to się stało, ale po pewnym czasie leżał na czymś miękkim, prawdopodobnie swoim łóżku, i był unieruchomiony przez coś bądź kogoś. Dzięki temu nie miał okazji, by dalej się krzywdzić. Ale mimo to ból nie ustępował. Miał chęć krzyczeć, lecz nawet to mu nie wychodziło.
Włóż mu coś do ust, bo jeszcze odgryzie sobie język.
Usłyszał to zdanie niemal idealnie, jednak nie mógł stwierdzić, do kogo należał wypowiadający je głos. Już po chwili poczuł coś miękkiego w buzi, na czym niemal od razu zacisnął zęby, zupełnie niekontrolowanie. Zmusiła go do tego kolejna fala bólu. Wygiął plecy w łuk, a z kącików jego oczu wypłynęło parę łez.
To był okropny widok.
Przy łóżku stała przerażona Jane, starająca się skupić ze wszystkich swoich sił, aby jakoś pomóc swojemu siostrzeńcowi. Nigdy przedtem nie widziała nikogo w choćby podobnym stanie, więc nie miała pomysłu, jak temu zaradzić, ale mimo wszystko postanowiła spróbować. Szeptała pod nosem odpowiednie formułki, lecz to ani trochę jej nie pomagało.
Isaac, który przyjechał wraz z nią i Andy'm, który swoją drogą był niezwykle zszokowany stanem Setha i miał wrażenie, że za moment zemdleje przez zbyt dużą dawkę wrażeń, stał w kącie pokoju i uważnie spoglądał to na Jane, to na nastolatka i nie mógł wyzbyć się jednej, wyjątkowo nietaktownej myśli.
Jak z egzorcyzmów Emily Rose.
Ta myśl, pozornie nieodpowiednia, była poniekąd wskazówką, która sprawiła, że brunet zaczął nad tym rozmyślać nieco intensywniej.
Podszedł do Viora, który z nerwów obgryzał paznokcie w kącie. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, można by rzec, iż atmosfera w pokoju jeszcze bardziej zgęstniała.
- Czy Sartael już kiedyś próbował przejąć nad nim kontrolę? - wypalił od razu, na co Vior na moment zastygł.
Cóż, to było niemal oczywiste, iż powodem nietypowego stanu Setha był demon znajdujący się wewnątrz niego, aczkolwiek wampir nie chciał myśleć, iż byłby on zdolny do zadania aż takiego cierpienia swojemu nosicielowi.
- Tak, ale wtedy nic podobnego nie miało miejsca. Seth był po prostu otępiały i trzeba było go wyprowadzić z tego stanu. - oznajmił wampir. Isaac skinął głową na znak zrozumienia, po czym spytał o coś, co jego zdaniem było niezwykle ważne.
- W jaki sposób tego dokonaliście?
Vior spuścił wzrok na myśl o jasnowłosym wampirze. Wzbudzał on w nim teraz mnóstwo odczuć.
- Noah do niego mówił. Wiem, brzmi banalnie, ale właśnie takie drobne rzeczy czasem są najlepszym rozwiązaniem. - powiedział, patrząc na cierpiącego nastolatka. - Ale myślę, że teraz to nie zadziała.
I to nie tylko przez wzgląd na to, iż Seth cierpiał o wiele bardziej, jak poprzednio. Teraz brakowało osoby, która wówczas pomogła nastolatkowi.
- Wcale nie uważam, aby to było banalne. Moim zdaniem moc więzi z bliskimi jest czymś potężnym i warto ją stosować, o ile jest tylko taka okazja. - rzekł poważnym tonem. - Zalecam spróbować tego samego. - rozejrzał się, w poszukiwaniu konkretnej osoby. - Gdzie Noah? On na pewno byłby w stanie tego dokonać.
Vior momentalnie spiął ramiona. Ale nie mógł się teraz załamywać. Isaac wzbudzał w nim różne sprzeczne odczucia, ale koniec końców gadał z sensem, więc wampir postanowił wziąć pod uwagę jego słowa.
- Nie ma go. - powiedział, skupiając na sobie uwagę nie tylko Isaaca, ale też Jane. - I nie będzie. Zdradził nas. - wypalił bez najmniejszego oporu, wprawiając dwójkę słuchających w osłupienie. Jane od razu wybałuszyła oczy, zastanawiając się, czy usłyszała dobrze, czy może się przesłyszała. Ale nie. Vior mówił poważnie i Isaac to wiedział. Jednak mimo to nie mógł dopuścić do świadomości tej informacji.
- To nie ma sensu. - wyraził opinię, na co wampir mimowolnie się uśmiechnął. Sam nie mógłby tego lepiej określić.
- Ale ty tu jesteś.
Isaac uniósł brwi, zaskoczony. Nie uważał, aby relacja jego i Setha była jakaś specjalnie bliska. Na pewno nie tak wyjątkowa, jak ta, która łączyła szatyna i Noaha.
- Warto spróbować. - powiedział z westchnieniem, na co Vior uniósł kąciki ust, formując na twarzy niewielki uśmieszek. Mimo tego, jak paskudnie się czuł przez zdradę kogoś, w kim pokładał ogromne zaufanie, nie mógł teraz zachowywać się, jakby czekał ich koniec świata. Musiał wziąć się w garść i zająć najważniejszym.
A był tym...
- Seth!
Nagle w pomieszczeniu pojawił się ktoś jeszcze. Susan stała zdyszana, jakby przebiegła maraton, i zerkała w stronę łóżka, na którym leżał nastolatek, spowity bólem. Na ten widok zasłoniła dłonią usta. Aż zaparło jej dech w piersiach.
Isaac od razu zaproponował, aby to Susan zajęła się przywoływaniem Setha. Znała go wystarczająco długo i byli sobie bardzo bliscy, dlatego brunet stwierdził, że to mogłoby zadziałać. A przynajmniej dałoby to większe prawdopodobieństwo powodzenia, niż jakby to on miał się zająć chłopakiem.
- Nalegam, abyś zrobił to jednak ty. - powiedział wampir.
Isaac zmarszczył brwi, ale nic nie powiedział. W ciszy podszedł do łóżka, na którym leżał Seth, a następnie usiadł na jego krańcu i wlepił swe poważne, przenikliwe ślepia w twarz chłopaka.
To może zadziałać, pomyślał Vior. Mimo iż nie są przyjaciółmi, jak to było w przypadku Noaha, to bez wątpienia mogę stwierdzić, że łączy ich dziwna więź. Mam nadzieję, że sobie poradzisz, Isaac.
Wszyscy mieli taką nadzieję.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic