czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 79




Seth poczuł ścisk w klatce piersiowej, kiedy wreszcie ujrzał twarz jasnowłosego wampira. Nie widział się z Noahem przez pewien czas i naprawdę stęsknił się za nim. Nawet nie próbował ukrywać swojej radości, spowodowanej powrotem chłopaka. Pewnie nie byłby w stanie tego dokonać, zważywszy na jego szczere nawykowe reakcje. Ale prócz ogromnego zadowolenia, towarzyszyła mu także ulga. Teraz miał tę pewność, iż blondynowi nic nie groziło. Wreszcie był w domu, cały i zdrowy.
Vior również nie wyglądał, jakby coś mu dolegało. Ten wampir chyba zawsze trzymał się świetnie. Seth pomyślał, że nigdy nie widział go w sytuacji kryzysowej. Odkąd sięgał pamięcią, brunet był zaradny i opanowany. Nie mógł sobie wyobrazić, jak Vior wpada w poważne kłopoty. To było dla niego niewykonalne, mimo że miał całkiem bujną wyobraźnię. Zazdrościł mu tego. Potęga czarnowłosego tkwiła nie tylko w jego sile fizycznej, ale także w psychice. W jego charakterze. Był kimś, przy kim można było poczuć się bezpiecznie. Od początku zaskakiwał Setha swoją zaradnością i pomysłowością. Nawet w najbardziej skomplikowanych sytuacjach potrafił wymyślić jakiś plan, który dziwnym trafem skutkował spokojem. Chwilowym, ale jednak spokojem. Tym, czego szatyn tak bardzo pragnął.
Widok ich dwóch był ogromnym uspokojeniem dla nastolatka. Teraz mógł on odetchnąć ze świadomością, iż oni obaj wrócili w jednym kawałku.
Niby tylko kilkanaście dni rozłąki, ale... dla Setha były one niczym wieczność.
Lecz mimo tego, jak bardzo cieszył się z powrotu dwóch ważnych dla niego osób, niecierpliwość i zdenerwowanie wzięły górę nad wszystkim. Szatyn spojrzał najpierw na cichego jasnowłosego, lekko uśmiechającego się w jego kierunku, później z kolei na Viora, sprawiającego wrażenie, jakby coś zauważył, by wreszcie zamknąć oczy i westchnąć. Na twarzach obu wampirów pojawiło się zapytanie.
- Wydaje mi się, że musimy poważnie porozmawiać. - powiedział nastolatek, po czym otworzył oczy i utkwił stanowcze spojrzenie w brunecie. Vior nieznacznie zwęził patrzałki, lecz nic nie powiedział. Jedynie skinął głową, zdając sobie sprawę z powagi, jaką wyrażał Seth. Bez słowa ruszył na górę, prosto do pokoju nastolatka.
- Coś się stało? - spytał Noah, nieco zaniepokojony. Nie spodziewał się tego. Przypuszczał, że kiedy on i Vior wrócą, Seth będzie zalewał ich mnóstwem pytań, sprawdzając, czy oby na pewno wszystko z nimi w porządku.
- Przypuszczam, że tak. - odpowiedział niezrozumiale, po czym ruszył za Viorem, kierując się na schody. Noah uniósł brwi w zdumieniu. Wymijająca odpowiedź nie była w stylu brązowowłosego. Jego postawa była wyjątkowo specyficzna. Blondyn domyślił się, że do czegoś doszło podczas ich nieobecności. Nie podobał mu się dystans szatyna, jednak nic na ten temat nie powiedział. Podejrzliwe myśli zachował dla siebie. Również udał się na górę, gdzie już znajdowali się Seth i Vior, wzajemnie mierzący się badawczym spojrzeniem.
Okej, to już naprawdę wygląda dziwnie.
- Słucham cię, Seth. - zaczął Vior, zakładając ręce na torsie. Spojrzenie nastolatka przestało mu się podobać. Teraz był nim zirytowany. Seth wyglądał, jakby miał jakieś podejrzenia względem niego. Jeśli chciał coś powiedzieć, teraz miał do tego idealną okazję.
Jednak to nie było tak, że chłopak zaczął o coś podejrzewać wampira. On po prostu był tak pogrążony w myślach, że nie kontrolował swoich emocji. Został mylnie odebrany.
- Myślę, że to najwyższa pora, aby szczerze porozmawiać. Tym razem bez wymijania. - zaproponował, siadając na brzegu łóżka. Oparł ręce o uda. Nadgarstki swobodnie zwisały mu pomiędzy nimi.
- Sugerujesz, że wcześniej byliśmy nieszczerzy? - spytał Noah, wyginając jedną brew.
- Cóż, zdarzały się takie momenty, ale nie to miałem na myśli. - wyjaśnił, wzdychając. Noah zerknął na Viora, który również wyglądał, jakby nic nie rozumiał. Obaj czekali na jakiekolwiek wyjaśnienie ze strony nastolatka, lecz ten nie sprawiał wrażenia, jakby zależało mu na czasie. Przez dłuższą chwilę patrzył na swoje dłonie, milcząc, jednak po jej upłynięciu wypuścił powietrze nosem, nieznacznie unosząc łebek. Teraz jego oczy błądziły po podłodze. - Wybaczcie, jeśli brzmię, jakbym was o coś obwiniał. To nie tak. - pokręcił głową, ponownie wzdychając. - Ale naprawdę nie wiecie, kim był Leatras?
Słysząc to imię, Vior wyraźnie zmarszczył brwi.
- Coś nie tak? - spytał brązowowłosy, zauważając coś dziwnego w mimice wampira. Ukradkiem zerknął na Noaha, który podpierał ścianę i nad czymś intensywnie rozmyślał.
- Leatras. Sartael. - powiedział cichym, aczkolwiek wyraźnym tonem. Zaraz po tym powtórzył te słowa parę razy, wprawiając Setha w jeszcze większe zakłopotanie. Nastolatek wciąż nie rozumiał. - Zbieg okoliczności czy jakiś głupi żart? - uniósł jedną brew, nie powstrzymując się przed wyrażeniem irytacji.
- Zauważyłeś? - odezwał się Noah, wciąż zerkając w przestrzeń.
- Trochę późno. - odparł poważnie, przygryzając dolną wargę. - Za późno. - dodał nieco ciszej, po czym warknął. Seth rozdziawił buzię w zdumieniu. Nie rozumiał, co było powodem nerwów u wampira. - Zakładam, że ty tego jeszcze nie zauważyłeś, Seth. - rzekł spokojnie, patrząc na nastolatka. Ten w odpowiedzi przełknął ślinę, wahając się przed odpowiedzią. Nawet jeśli początkowo był napalony na rozmowę i wręcz tryskał pewnością siebie, teraz wszystko z niego uleciało. A to wszystko za sprawą spojrzenia Viora, które mogło zabijać.
- ...czego? - nieznacznie ściągnął brwi, po czym przygryzł policzki od wewnątrz.
- Jak jest od tyłu: Sartael?
Seth szybko przeliterował sobie w myślach ten wyraz, by wreszcie zdać sobie sprawę z pewnej ważnej kwestii. Momentalnie znieruchomiał, szeroko otwierając patrzałki.
Niemożliwe, że nie zauważył tego przedtem.
Przecież przez cały czas powtarzał sobie te imiona.
Non stop myślał o swoich snach.
Naprawdę był aż tak głupi, że nie spostrzegł tak ważnej i jednocześnie wyraźnej kwestii?
- Dlaczego o nim wspomniałeś? - w pokoju ponownie rozbrzmiał wyraźny głos Viora. Seth, mimo swojego zamyślenia i szoku, doskonale go zrozumiał. Posłał mu zmieszane spojrzenie, by szybko wyjaśnić, co od początku planował.
- Miałem kolejny sen. - oznajmił, zaciskając dłonie w pięści. - A przynajmniej coś, co przypominało sen. Znowu ktoś do mnie przemawiał. Nie mam pojęcia, kto to był, ale jednego jestem pewien. To na pewno nie był Sartael. Głos należał do kogoś innego. No i to, co mi powiedział... - zamilkł na chwilę, spuszczając wzrok. Na myśl o tych słowach, czuł gęsią skórkę. - Początkowo byłem w jakimś ciemnym pomieszczeniu, ale po jakimś czasie przeniosłem się na polanę. - podkreślił.
A raczej ten ktoś mnie tam przeniósł, dodał w myślach.
- Zgodnie ze słowami tego kogoś, to właśnie tam wszystko miało swój początek.
- O tym już nam mówiłeś. Podejrzewałeś to od jakiegoś czasu, czyż nie? - spytał Vior, siadając obok Setha. Noah w dalszym ciągu przyglądał się im w milczeniu, bez przerwy nad czymś rozmyślając. 
Nastolatek pokręcił głową.
- To nie wszystko. - zamknął oczy, po czym nabrał sporo powietrza do płuc. Całość wypuścił powoli noskiem i zacytował: - To tutaj wszystko miało początek, Seth. I dokładnie w tym samym miejscu będzie musiało się skończyć. - przełknął głośno ślinę, niepewnie otwierając ślepia. Na twarzy Viora malowało się niedowierzanie, natomiast Noah... zamarł. Seth poczuł wyraźne i bolesne ukłucie, kiedy dostrzegł ból i przerażenie w jego pozornie obojętnych oczach.
Brunet zaczął nad czymś intensywnie rozmyślać. Zapadła wyjątkowo stresująca cisza. Szatyn bał się cokolwiek powiedzieć. Czuł się wystarczająco zakłopotany, kiedy wydawał dźwięki, zwyczajnie oddychając. To była naprawdę nieciekawa chwila.
- To by oznaczało, że przepowiednia Iruomy... była trafna. - powiedział wreszcie Noah, w wyniku czego i Seth, i Vior, skupili na nim swoje oczy.
- Niekoniecznie. - wtrącił czarnowłosy wampir. - Przepowiednie mogą ulec zmianie, w zależności od okoliczności i osób, których bezpośrednio dotyczą.
Przez myśl Setha przemknął pomysł, który z pewnością nie spodobałby się żadnemu z nich. Nawet nastolatek nie był z niego zadowolony.
Po prostu musiałbym zniknąć.
Ale coś takiego nie wchodziło w grę.
- Myślę, że nie bez powodu widzę to wszystko. Najpierw coś na zasadzie wspomnienia, gdzie widziałem tego dziwnego mężczyznę, rzucającego zaklęcie, oraz trupa, który nagle ożył, stając się wampirem. Idealnie pamiętam ich twarze. Nawet naszkicowałem jednego z nich. Tego, z którego zrobiono wampira. - mimowolnie zerknął na drzwiczki szafki, w której trzymał swoje rysunki, w tym podobiznę mężczyzny ze snu. - I teraz ten głos. - zmarszczył brwi, nie mogąc wyobrazić sobie siebie samego w roli kogoś, kto zdejmuje czar wampiryzmu, pozbawiając mnóstwa istnień dodatkowego życia. To było dla niego po prostu nie do pomyślenia. - Ty wygląda, jak jakiś znak.
Vior podrapał się w tył głowy.
- Mógłbyś pokazać ten rysunek? - spytał, zerkając na Setha z dziwną emocją.
Ten, nie wiedząc, co powiedzieć, jedynie skinął głową, a następnie podszedł do szafki. Już po chwili trzymał w ręce dużą, białą kartkę, na której znajdowała się podobizna tajemniczego mężczyzny. Podszedł do wampira i pokazał mu swoje dzieło.
Vior momentalnie wytrzeszczył oczy. Noah, widząc to niecodzienne zjawisko, podszedł do bruneta i również rzucił okiem na rysunek swojego chłopaka.
Momentalnie zaparło mu dech w piersiach.
Oba wampiry ślepo wpatrywały się w podobiznę osoby ze snu, samymi oczami wyrażając czyste przerażenie, jak i niezrozumienie. Seth wyczuł to niecodzienne napięcie i odniósł wrażenie, jakby nogi zaczęły uginać mu się w kolanach. Spiął się niesamowicie.
- Seth, czy... - zaczął brunet, głośno przełykając ślinę. - ...czy jesteś pewien, że to ten mężczyzna był w twoim śnie?
Chłopak przez pewną chwilę spoglądał niepewnie na wampira, by wreszcie posłać mu twierdzącą odpowiedź, czym było niezdarne skinięcie głową.
- Wiecie, kim on jest? - spytał z nutą nadziei, ale też niepewności.
Vior spuścił wzrok, mocno zaciskając szczękę. Seth nigdy nie widział go w takim stanie. Wampir był przepełniony bólem, co bez problemu można było odczuć. Niepewnie przeniósł spojrzenie na Noaha, licząc, że być może on udzieli mu odpowiedzi. Kiedy ich oczy się spotkały, po ciele brązowowłosego przeszedł dreszcz.
To była krótka chwila, ale dłużyła się w nieskończoność.
- Lark. - przemówił blondyn, a szatynowi wszystkie włosy momentalnie stanęły dęba. - Ten mężczyzna to Lark. Twój ojciec.



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic