czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 78




Po czwartym sygnale, osoba znajdująca się po drugiej stronie słuchawki, wreszcie postanowiła odebrać telefon. Do uszu Setha dotarła znajoma barwa głosu, lecz nie ta, którą chłopak chciał usłyszeć. Zmarszczył brwi, oddalając komórkę od ucha, by zerknąć na wyświetlacz i zyskać pewność, że dobrze usłyszał.
Wszystko się zgadzało.
- Isaac? - powiedział niepewnie, kiedy na nowo przystawił telefon do ucha.
- Zgadza się. - brunet odpowiedział swoim słynnym, poważnym tonem, a Seth momentalnie spiął ramiona. - Potrzebujesz czegoś, że dzwonisz?
Szatyn nie odpowiedział przez dłuższą chwilę, pozostawiając czarnowłosego w lekkiej nieświadomości, co z czasem zaczęło go irytować. Cicho odchrząknął, z nadzieją, że może po tym Seth postanowi cokolwiek powiedzieć, lecz ten w dalszym ciągu milczał. Na jego twarzy malowało się niezrozumienie.
- Przepraszam, chyba pomyliłem numery... - powiedział niepewnie, mocno ściągając brwi. Podrapał się w tył głowy, w myślach mając pytanie: dlaczego to zrobiłem? Nie potrafił sobie na nie odpowiedzieć, mimo że próbował znaleźć jakąś sensowną odpowiedź.
- No w porządku. - rzekł Isaac już nieco spokojniej, na co Seth odetchnął z ulgą. Sam nie rozumiał, dlaczego zestresował się tak bardzo. Największy udział w jego czynach i myślach prawdopodobnie miała rozmowa z Susan, która odbyła się dłuższą chwilę temu. Przez to Seth teraz nie mógł się wyzbyć niektórych przypuszczeń, w związku z czym zaczynał robić coś nieświadomie. Na przykład pomylił się i zadzwonił do niewłaściwej osoby.
Brunet wreszcie rozłączył się, lecz Seth nawet po usłyszeniu dźwięku zakończonego połączenia, nie odsunął telefonu od ucha. Wciąż wpatrywał się w jeden punkt, z niezrozumieniem wypisanym na twarzy.
- Zdecydowanie za dużo o tym myślę... - burknął pod nosem, po czym westchnął i, lekko kręcąc głową, udał się do kuchni. Miał ogromną ochotę na coś słodkiego, dlatego niemal od razu sięgnął do szafki, w której zwykle znajdowały się jakieś ciastka bądź czekolada, a następnie wyjął z niej paczkę pianek. Już po chwili wypchał sobie nimi całą buzię i już miał udać się do salonu, lecz wtedy coś wprawiło go w osłupienie. Momentalnie zamarł w bezruchu, wypuszczając z ręki opakowanie słodyczy i wytrzeszczył oczy, zupełnie, jakby zobaczył coś przerażającego.
Lecz w rzeczywistości nic nie znajdowało się przed jego osobą.
A przynajmniej nic, co byłby w stanie dostrzec przeciętny człowiek.
Przetarł oczy z wrażenia, jednak nawet po tym widział dziwną, nieznaną powłokę. Coś podobnego do mgły, przyprawiające o spore przerażenie i zdenerwowanie. Chłopak nie był w stanie wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Zdawał sobie sprawę, że nie miał żadnych zwidów, lecz tym samym wiedział, iż to, co widział, nie było niczym normalnym.
To znowu był jakiś dziwny znak.
Wyjątkowo niezrozumiały.
Mgła zniknęła tak samo niespodziewanie, jak się pojawiła, pozostawiając Setha w jeszcze większym szoku i niezrozumieniu. Chłopak pożałował, że był sam, gdyż nie miał najmniejszego pojęcia, co zrobić. Nie chodziło już o samą kwestię specyficznego uczucia obawy, lecz to, iż po prostu nie wiedział, jak się zachować. Czy wrócić do wykonywania zwykłych, codziennych czynności, czy może uznać sytuację sprzed chwili za jakąś próbę kontaktu i spróbować zrobić coś na własną rękę?
Zaczynał czuć się coraz gorzej, kiedy tak intensywnie nad tym rozmyślał.
- Mam już tego dość. - powiedział sam do siebie, kiedy niespodziewanie odczuł irytację. To uczucie nie było niczym dziwnym, zważywszy na coraz to bardziej skomplikowane i nie posiadające żadnych wyjaśnień sytuacje. Seth chciał mieć spokój. Pragnął rozwiązania tej sytuacji, lecz, jak na złość, wszystko komplikowało się coraz bardziej, pozostawiając za sobą jeszcze więcej niewiadomych.
A gdyby tak zignorować to wszystko?
Taki pomysł przemknął przez myśl chłopakowi, na chwilę odwodząc go od nowej zagadki, jaką była powłoka z mgły.
Seth miał wyraźny zakaz działania na własną rękę, zważywszy na parę incydentów z przeszłości. Wiedział, że działając pod wpływem emocji, robił źle, gdyż wówczas nie zwracał uwagi na potencjalne zagrożenia czy fakt, iż dany czyn będzie mógł przynieść w przyszłości same nieprzyjemności. Już nieraz postąpił w taki sposób, czego później żałował, dlatego obawiał się działania samemu, nie znając opinii innych.
Ale mimo to miał już dość czekania na Viora i Noaha. Coś mu podpowiadało, że nawet po ich powrocie nie dowie się niczego konkretnego. Wiedział, że najlepszym sposobem byłby kontakt z Sartaelem, gdyż to on był powodem wszystkiego.
Sam nie rozumiał, co go przed tym powstrzymywało, lecz co do jego miał pewność. Był już na granicy. Niewiele brakowało, aby ta bariera pękła. Czuł, że jeśli jeszcze jeden raz coś podobnego będzie miało miejsce, złamie obietnicę i ponownie zrobi coś na własną rękę. Bał się tego, ale też był ciekaw, czy może wtedy te problemy się rozwiążą. Nic nigdy nie było pewne, a bez podjęcia ryzyka nawet nie było mowy o jakichkolwiek efektach.
Chociaż tyle, że na razie mieli spokój od Uroboros.
Spokój ten trwał przez kilka kolejnych dni. Do momentu, aż nie wrócili Vior i Noah.




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic