czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 77




Szatyn poczuł się niezwykle zmieszany nową informacją. Osoba, która mu ją przekazała, z całą pewnością nie była Sartaelem, aczkolwiek jakieś pojęcie na temat demona, jak i wampirów, posiadała. Chłopak zastanawiał się, kim był ten tajemniczy rozmówca i dlaczego nie chciał się ujawnić.
Znowu pojawiło się coś, co obróciło jego spojrzenie na sytuację o sto osiemdziesiąt stopni.
Jednak, mimo wszystko, na tę chwilę postanowił nikomu nic nie mówić.
Rankiem odwiedziła go Susan, czego zupełnie się nie spodziewał, gdyż ostatnio widywał ją sporadycznie, a jeśli już się zobaczyli, to dziewczyna była z Lydią. Tym razem przyszła sama. Seth obdarował ją szczerym uśmiechem na powitanie, po czym zaprosił do środka i zaparzył herbaty dla ich dwójki. Po przygotowaniu kubków i zalaniu ich wrzątkiem, poszedł do salonu, gdzie siedziała Susan od początku przybycia. Dziewczyna nerwowo stukała paznokciami w blat stołu, będąc wyraźnie zamyśloną. Seth spostrzegł stan przyjaciółki, dlatego nieco zmartwił się, ponieważ wiedział, że zielonowłosa nie była typem osoby, który zbyt intensywnie nad czymś rozmyślała.
- Wszystko dobrze? - spytał troskliwie, siadając tuż obok przyjaciółki. Ta jakby wyrwana z amoku, spojrzała na Setha z paniką, która po chwili zmieniła się w coś innego, nieco łagodniejszego, aczkolwiek wciąż wyrażającego niepokój. Dziewczyna spuściła wzrok po paru sekundach i westchnęła. To wystarczyło, aby szatyn wysunął wniosek, że coś się stało. - Co się dzieje, Susan? - zbliżył się do przyjaciółki. Następnie łagodnie dotknął jej ramienia, z nadzieją, iż tym sposobem nawiąże z nią jakiś kontakt. Zielonowłosa w odpowiedzi zmrużyła oczy i dość mocno przygryzła dolną wargę.
- Chyba jestem chora, Seth. - wyznała, a jej oczy momentalnie się zaszkliły. W myślach brązowowłosego pojawiło się miliard scenariuszy, przedstawiających najgorsze rodzaje chorób. Ale to było niemożliwe. Susan była wampirem. Nie żyła. Nie było opcji, aby zachorowała i ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Ale... mimo to twierdziła, iż coś jej dolegało.
- Chora? - powtórzył, marszcząc brwi. Nie rozumiał, co przyjaciółka miała na myśli. - Przecież wiesz, że to niemożliwe, Susan... - powiedział niepewnie, w obawie o reakcję dziewczyny. Ku jego zaskoczeniu, ta jedynie skinęła łebkiem, zupełnie świadoma tych słów. - Więc...? - zamrugał parę razy, otępiały. Teraz już całkiem się pogubił. Skoro Susan miała tę świadomość, że jako wampirzyca nie może zachorować, to dlaczego twierdziła, iż coś ją złapało?
- Ja... chyba nie jestem normalna. - dość specyficznie podkreśliła ostatni wyraz, jakby chciała tym sposobem dać coś znać. Seth obdarował ją pytającym spojrzeniem, a kiedy ta spostrzegła, iż jej przyjaciel oczekiwał na jakieś dalsze słowa wyjaśnienia, postanowiła kontynuować. Niepewność, malująca się w jej głosie, grała pierwszoplanową rolę. - Chyba potrzebuję leczenia albo jakiejś terapii.
- Co masz przez to na myśli? - Seth uniósł brwi. Przeraził się, że Susan znowu dopadły jakieś problemy na tle psychicznym, związane z wampiryzmem i jej nową codziennością. Pamiętał, jak dużym problemem było uspokojenie dziewczyny na samym początku. Nie chciał powtórki nie tylko przez fakt, iż cała ta nauka kontroli była niezwykle ciężka, ale też przez sam wzgląd na dziewczynę. Susan przeszła za wiele. - Gdzie jest Lydia? Ona wie o twoim problemie? - gdy padło to pytanie, dziewczyna momentalnie spanikowała. Obdarowała Setha przerażonym spojrzeniem, by po chwili uspokoić się i zamilknąć. Teraz brązowowłosy miał kompletny mętlik w głowie. - Susan? Czy to ma jakiś związek z Lydią? Pokłóciłyście się? - zielonowłosa w odpowiedzi pokręciła głową, co było wyraźnym zaprzeczeniem. - W takim razie o co chodzi? Nie pomogę ci, jeśli nie powiesz mi, co powoduje u ciebie taką panikę. - powiedział przejęty.
- Trochę wstydzę się do tego przyznać... - zacisnęła dłonie w pięści, skupiając na nich swoje spojrzenie. Seth przyglądał jej się w spokoju, czekając, aż usłyszy prawdę. - Nie pokłóciłam się z nią, ale... to właśnie o nią chodzi. O Lydię. - przełknęła głośno ślinę. Seth skinął głową na znak, że zrozumiał, lecz dziewczyna tego nie dostrzegła. Była aż za bardzo skupiona na jednym punkcie, jakim były jej blade, lodowate dłonie. Nie widziała niczego wokół. - Dzieje się ze mną coś dziwnego... Lydia jest moją przyjaciółką, ale mimo to... zaczynam czuć coś dziwnego, jak jestem w jej pobliżu... mam dziwne myśli i... pragnienia... - ostatnie słowo przeszło jej przez gardło z ogromnym trudem. Zaraz po tym zamilkła, chowając twarz w dłonie. Nagle wszystko stało się jasne dla Setha. Uśmiechnął się lekko, po czym zaczął gładzić przyjaciółkę po plecach, co było niezwykle uspokajającym gestem. - To chore, prawda? Czuć coś takiego do własnej przyjaciółki...
Seth zaśmiał się cicho, co nieco zmieszało Susan. Dziewczyna odkryła twarz, by następnie spojrzeć na lekko rozbawionego szatyna. Nie wiedziała, co powiedzieć.
- Mówisz to chłopakowi, który zaczął spotykać się ze swoim najlepszym przyjacielem. - wyznał bez trudu, a Susan momentalnie wytrzeszczyła oczy, zaprzestając jakiejkolwiek czynności, nawet oddychania. Zamurowało ją.
- Nie... - wydukała ledwo co, prostując się. - Mówisz, że ty i... - zmarszczyła brwi, nie będąc pewną, czy kontynuować. - Noah...? - gdy Seth pokiwał głową na potwierdzenie, rozdziawiła buzię i wlepiła w chłopaka zszokowane ślepia. Nie wierzyła.
- Dlatego, cóż... nie uważam, aby to było chore. - podrapał się po policzku, nie wiedząc, co innego powiedzieć.
- Ja... - zaczęła, lecz szybko zamilkła, szukając odpowiednich słów w głowie. Finalnie nie wpadła na nic konstruktywnego, dlatego powiedziała najbardziej oczywistą rzecz, jaką mogła. - Jestem zaskoczona.
- Domyślam się. - pokiwał głową z lekkim uśmiechem.
- Nie samą twoją orientacją, bo coś w głębi podejrzewałam, ale... - po tym Seth zbaraniał, zastanawiając się, czy dobrze usłyszał, lecz nic nie powiedział. - Samym faktem, że to Noah jest twoim wybrankiem. - nie potrafiła ukryć zdziwienia.
- To aż takie nietypowe? - spytał w pełni ciekawy odpowiedzi. Zastanawiało go, dlaczego Susan aż tak zdziwiła się informacją, iż to blondyn był jego chłopakiem.
- Nie wiem... Widać, że jesteście świetnymi przyjaciółmi, ale no właśnie. Przyjaciółmi. - wyraźnie zaznaczyła to jedno słowo, a Seth zamilkł. - Nie wiem, jak to określić, ale... kiedy ktoś jest z kimś w związku, to to rzuca się w oczy. Wiesz, chemia, te sprawy. - podrapała się w tył głowy, niezbyt pewna, czy dobrze się określiła. - Ale u was tego nie dostrzegłam. Chociaż to zapewne kwestia tego, że się ukrywacie czy coś. - zaśmiała się, by jakoś rozluźnić atmosferę, lecz to na nic się nie zdało. Seth cały czas miał w głowie słowa przyjaciółki, które mocno na niego wpłynęły. - Jeśli mam być szczera, to bardziej podejrzewałam ciebie i Isaaca o coś więcej... - powiedziała cicho, co Seth ledwo usłyszał.
- Isaac? - zdziwił się jeszcze bardziej, lecz następnie wybuchnął donośnym, niekontrolowanym śmiechem, co przykuło uwagę Susan. Dziewczyna  przypatrywała się przyjacielowi w ciszy, czekając, aż ten się uspokoi. - Daj spokój! To dopiero niemożliwa rzecz! - otarł łzy z kącików oczu, kiedy trochę opanował zachowanie. - Nie żartuj tak nawet.
Susan tego nie powiedziała, ale dokładnie w tym momencie utworzyło się się pewne podejrzenie w jej głowie. Jednak, nieważne co, nie chciała o tym mówić, w obawie, iż tylko namiesza.
- Dziękuję. - uśmiechnęła się lekko, spuszczając wzrok. - Pomyślę, co dalej. - Seth objął dziewczynę jednym ramieniem i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Nie wiedział tego, aczkolwiek powiedzenie tych słów było wręcz wymagane. Susan teraz potrzebowała czegoś, co dałoby jej kopa motywacji do dalszych działań.
Dziewczyna wkrótce poszła, zostawiając Setha samego z natłokiem myśli. Stanął przed lustrem i zastanowił się, czy to, co powiedziała Susan, rzeczywiście mogło być prawdą. Czy naprawdę między nim, a Noahem, nie było tego czegoś, co zawsze świadczyło o związku. Był pewny swoich uczuć, lecz teraz, gdzieś wewnątrz niego, pojawiło się w nim ziarno zwątpienia.
W momencie, kiedy jego myśli przekierowały się na zdanie: "Jeśli mam być szczera, to bardziej podejrzewałam ciebie i Isaaca o coś więcej...", znowu wybuchnął śmiechem, jednak teraz szybko nad tym zapanował i się uspokoił. Pokręcił głową z niedowierzaniem, po czym odszedł od lustra z głupawym uśmiechem na twarzy.
Susan chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, pomyślał, a następnie złapał za telefon komórkowy, by wpisać numer do Noaha i wreszcie zadzwonić.
Naprawdę stęsknił się za nim.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic