czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 76




Nastolatek nieco się przeraził, kiedy po otworzeniu oczu, zamiast swojego pokoju, zastał ciemność. Wcale nie czuł, aby zasnął, dlatego był naprawdę zdziwiony zaistniałym stanem rzeczy. Nie widział kompletnie nic, co pomogłoby mu stwierdzić w choć minimalnym stopniu, gdzie się znajdował. Logicznym był fakt, że to miejsce było jednym z tych wyjątkowych, w których zwykł spotykać Sartaela, lecz tym razem nie czuł jego obecności. Nie czuł kompletnie nic.
Doskonale pamiętał, że był w podobnym miejscu, kiedy demon starał się przejąć nad nim kontrolę. Wówczas błądził po ciemnym korytarzu przez nieokreśloną ilość czasu, nie wiedząc, co począć. Na szczęście był z nim ktoś, kto od razu postarał się jakoś zaradzić tej sytuacji i wyciągnąć Setha z odmętów jego własnego umysłu. Udało mu się, a to wszystko dzięki Noahowi.
Lecz teraz wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Nic nie próbowało przejąć kontroli nad chłopakiem. Żadne istnienie nie wciągnęło go siłą do tego miejsca. Seth sam zdecydował o swoim pojawieniu się tutaj. Może nie wyobrażał sobie pomieszczenia spawanego ciemnością, aczkolwiek w gruncie rzeczy chciał pojawić się gdzieś, gdzie byłby w stanie spotkać Sartaela. A to miejsce z pewnością zaliczało się do tych wyjątkowych.
Jednak nastolatek miał pewien problem. Demona nie było w pobliżu i nic nie wskazywało, aby miał pojawić się za chwilę. Seth nie wiedział, jak go wezwać. Zwykłe słowa nie działały, o czym świadczyło ostatnie zniknięcie Sartaela. Cień nie dawał żadnego znaku przez naprawdę długi czas. Wszyscy zaczęli myśleć, że Seth po prostu jakimś cudem go zapieczętował. Wprawdzie tę teorię można było nadal utrzymywać, zważywszy na fakt, iż Sartael miał niemały problem ze skontaktowaniem się z szatynem, a sam chłopak nie rozumiał, co ten chciał mu przekazać, jednak i tak nikt nie miał pewności, co było prawdą, a co kłamstwem.
W momencie, kiedy w głowie brązowowłosego zaczęły przejawiać się dziwne, niezrozumiałe treści, a także sny, przedstawiające coś, skrajnie przypominające początki wampiryzmu, pojawiło się pytanie.
Co to wszystko mogło oznaczać?
Odpowiedzi mógłby udzielić Sartael, gdyż to on był tym bytem, który wiedział wszystko. Jednakże miał on spory minus. Często kłamał, chcąc zadziałać na swoją korzyść. Nikt tak naprawdę nie miał pewności, czy demon starał się pomóc, czy raczej działał przeciwnie i tylko jeszcze bardziej mieszał. Poproszenie go o pomoc było niezwykle ryzykownym ruchem, mogącym przynieść wiele złego. Ale Seth mimo to postanowił się zdecydować na konfrontację ze swoim cieniem.
Nawet, jeśli tak sobie postanowił, to tak naprawdę nie wiedział, w jaki sposób mógłby nawiązać z nim kontakt. Wołanie w myślach nie działo. Nic nie chciało go przyzwać. Seth w pewnym momencie zwątpił, iż mu wyjdzie.
Jednak, jak to powiadają, nadzieja umiera ostatnia.
Kiedy chciał już zrezygnować i wrócić do swojego prawdziwego świata, dostrzegł światło. Teraz korytarz, którym się przemieszczał, przypominał tunel, na którego końcu znajdowało się wyjście. Szatyn zaczął podążać w tamtym kierunku, mając nadzieję, że dzięki temu coś zdziała. Lecz droga, jak na złość, dłużyła się i dłużyła, nie chcąc się skończyć.
Wyjątkowo irytujące zjawisko.
W pewnym momencie chłopak coś usłyszał. Zatrzymał się, a na jego twarzy pojawiło się lekkie zmieszanie. Niepewnie rozejrzał się wokół siebie, jakby z nadzieją, iż wreszcie kogoś zastanie, lecz jego oczy nikogo nie napotkały. Wciąż był sam.
Znów zaczął podążać w stronę światła, a niewyraźne i ciche słowa, które rejestrowały jego uszy, z każdym kolejnym krokiem nasilały się i stawały się coraz bardziej dokładne. Chłopak wreszcie dotarł do miejsca, z którego był w stanie wychwycić jedno zdanie.
On jest skutkiem mojej chciwości.
Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy dobrze usłyszał.
Bez wątpienia, nie pomylił się.
Lecz osobą, która to powiedziała, ne był Sartael. Barwa głosu nie zgadzała się. Ktoś inny starał się przemówić do nastolatka. Albo chodziło tutaj o coś zupełnie innego, co nie miało kompletnie nic wspólnego z przekazywaniem informacji przez inną osobę.
Istniała szansa, że to, czego Seth obecnie doświadczał, było kolejną wizją lub czymś w tym rodzaju.
Nie przerywając marszu, przysłuchiwał się nieznajomemu głosowi. Prócz wciąż powtarzanego zdania: on jest skutkiem mojej chciwości, nie był w stanie wyłapać nic innego, co miałoby choć najmniejszy sens. Pojedyncze wyrazy, niestety nie składające się w całość i jakiś niezrozumiały bełkot. To było co, co Seth słyszał w głównej mierze.
Kto był skutkiem tej chciwości?
I kogo owa chciwość się tyczyła?
Dlaczego ten ktoś nie chciał się ujawnić przed nastolatkiem?
Czemu dawał jedynie tak niezrozumiałe znaki?
Czy naprawdę nie był w stanie się objawić?
Mnóstwo pytań przewijało się w głowie brązowowłosego. Każde kolejne pozostawiało jedynie coraz więcej niewiadomych. Chłopak w pewnym momencie pożałował, iż zdecydował się na porozumienie z demonem. Teraz czuł się jeszcze bardziej skołowany.
Lecz to uczucie szybko przeobraziło się w irytację.
Zatrzymał się, po czym zacisnął dłonie w pięści i rzekł pewnym tonem:
- Pokaż się. - przełknął głośno ślinę, marszcząc brwi. Naprawdę miał już dość tych podchodów. Pragnął informacji. Dojścia do prawdy. Rozwiązania tych upierdliwych zagadek. Chciał czegoś, co doprowadziłoby go do spokoju. A niestety, wszystko, co do tej pory się wydarzyło, podążało w przeciwnym kierunku do zamierzonego. Jak na złość, wszystko komplikowało się coraz bardziej. - Na pewno możesz to zrobić. - jego głos nie wyrażał ani krzty zawahania. Seth był zaskoczony tą pewnością siebie, którą wyrażał, pomimo wielu sprzecznych myśli. - Kim jesteś?
Światło.
Ogromny promień świetlny, który oślepił chłopaka.
Tak wyglądała odpowiedź ze strony tajemniczego rozmówcy.
Seth zakrył oczy, nie mogąc znieść tak mocnego blasku. Mimowolnie zmarszczył brwi, spuszczając łebek. Czuł niekomfortowe pieczenie patrzałek, co doprowadziło go do uronienia nielicznych łez. To była naturalna reakcja na tak nagłe oślepienie.
Usłyszał świst. Delikatny podmuch wiatru, trącający gałęzie drzew i liście krzewów. Niepewnie uchylił patrzałki, a kiedy napotkał znajomy widok, zmieszał się jeszcze bardziej.
Nagle, nie wiedzieć czemu, przeniósł się na tę polanę.
Tę polanę, na której pierwszy raz spotkał Sartaela.
Tę polanę, którą dostrzegł na obrazie.
Tę polanę, którą odtworzył na własnym rysunku.
Tę polanę, która pojawiła się w jego śnie, ukazując coś skrajnie przypominającego początki wampiryzmu.
Dokładnie tę polanę, która objawiała się mu na każdym kroku.
To miejsce bez wątpienia miało jakieś znaczenie.
Jednak po Sartaelu wciąż nie było śladu.
Seth ściągnął brwi, przygryzając dolną wargę. Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie był sam, mimo iż nie dostrzegał nikogo innego w pobliżu. Lecz kim była osoba, która przeniosła go w to miejsce? Dlaczego zrobiła to dopiero wtedy, kiedy chłopak się odezwał?
- Kim jesteś? - spytał, mając nadzieję, iż tym razem otrzyma normalną odpowiedź, nie będącą przeniesieniem w inne miejsce ani falą niezrozumiałych bełkotów. Wciąż liczył na to, że ten ktoś pokaże się i wyjaśni, o co w tym wszystkim chodziło.
Lecz zamiast tego, w jego głowie pojawiły się jeszcze inne informacje. Treści, które przyprawiły go o osłupienie. Zaraz po tym, jak zarejestrował całość w swoich myślach, na nowo ujrzał ciemność, która tym razem doprowadziła go do wybudzenia się.
Podniósł się do siadu i rozejrzał po pokoju, jakby chciał zyskać pewność, iż teraz znajdował się we własnym domu, we własnym łóżku. Tak było.
To tutaj wszystko miało początek, Seth.
To nie zdziwiło chłopaka aż tak. Już od dłuższego czasu podejrzewał, że ta polana miała większy bądź mniejszy związek z wampiryzmem czy Sartaelem.
Tym, co aż tak bardzo zszokowało chłopaka, było coś innego.
I dokładnie w tym samym miejscu będzie musiało się skończyć.



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic