czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 75




Twarz Setha nabrała grymasu, gdy w głowie chłopaka rozbrzmiało słowo: uważaj. Szatyn nie wiedział, czy potraktować to jako formę ostrzeżenia, czy może zignorować przemawiający do niego głos, wracając tym samym do rozmowy z brunetem. Finalnie nie zdecydował się na żadną z wcześniej wymienionych opcji. Spojrzał na Isaaca, zmieszany, a kiedy ten dostrzegł niepewność w jego oczach, zmarszczył brwi, od razu zastanawiając się, o co chodzi.
- Wszystko w porządku, Seth? - spytał, nachylając się w stronę chłopaka. Coś podpowiadało mu, iż młodszy coś poczuł. Coś, co miało większy bądź mniejszy związek z wampirami czy Sartaelem. Tym samym wiedział, iż miejsce, w którym znajdowali się obecnie, nie było najlepszym miejscem do dzielenia się informacjami. Dlatego od razu wyjął z portfela nieco większą sumę, niż wskazywał rachunek, zostawiając całość na stoliku, po czym złapał zmieszanego Setha za przedramię i pociągnął go za sobą w stronę wyjścia. Chłopak nawet przez chwilę nie protestował. Kiedy obaj siedzieli w samochodzie, Isaac ponownie skupił na nim swoje troskliwe oczy. Ponowił pytanie, które zadał kilka minut wcześniej. - O co chodzi?
Szatyn nawiązał kontakt wzrokowy z czarnowłosym, przygryzając dolną wargę. Przez chwilę milczał, zastanawiając się, czy to, co słyszał, rzeczywiście miało miejsce. Ostatecznie stwierdził, że głos, który rozbrzmiewał w jego głowie, naprawdę należał do Sartaela, a przynajmniej czegoś, co przyprawiało go o podobne odczucia, kiedy demon się objawiał.
- Sartael. - powiedział niezrozumiale, ściągając brwi. Isaac ułożył usta w linię, nawet na moment nie odrywając podejrzliwych oczu od zagubionej twarzy młodszego. Seth naprawdę nie wiedział, jak zabrać się za wyjaśnienia. - Wydaje mi się, że starał się ze mną skontaktować.
Isaac zmarszczył brwi w geście niezrozumienia.
- Wydaje ci się? - powtórzył, bacznie obserwując twarz szatyna, kiedy ten błądził niepewnym wzrokiem po wnętrzu samochodu. Nie mógł skupić się na jednej rzeczy. Był roztrzęsiony. Isaac, widząc to nietypowe zachowanie u Setha, cicho westchnął, by po chwili spoważnieć i złapać chłopaka za ramiona. Ten momentalnie uspokoił się, niemal od razu kierując swoje oczy na te złote, należące do bruneta. - Seth. Musisz się uspokoić. - powiedział pewnie, mając na celu choć lekkie uspokojenie chłopaka. Brązowowłosy w odpowiedzi kiwnął głową, jakby na znak, iż zrozumiał. Głośno przełknął ślinę, a następnie nabrał trochę powietrza do płuc. Zamknął oczy i postarał się jakoś wyciszyć. W tym czasie Isaac puścił jego ramiona i na nowo oparł się o oparcie fotela, na którym cały czas siedział. Seth wreszcie wypuścił całe powietrze, jednocześnie otwierając oczy. Już nie malowało się w nich tak wielkie zagubienie, jak chwilę wcześniej, aczkolwiek wciąż można było dostrzec w nich niepewność. - Więc? - spytał Isaac łagodnym tonem, na który musiał się trochę wysilić, gdyż ten standardowy był głęboki i poważny. - Co takiego usłyszałeś?
- Większość tego, co mówił, było niewyraźnym echem, ale... udało mi się wyłapać jedno słowo. Powiedział, abym uważał. - zmrużył oczy, mimowolnie zaciskając dłonie w pięści. - Nie wiem, jak to potraktować. Jako ostrzeżenie? A może chodziło o coś zupełnie innego? - pokręcił głową ze zrezygnowania, nie wiedząc, jak podejść do tej całej sytuacji. - Jeszcze do wszystkiego dochodzi mój ostatni sen... Wiesz, o który chodzi, prawda? - spytał, spojrzenie kierując na bruneta.
- Tak. - przytaknął, lekko skinąwszy głową. Nie powiedział nic więcej, gdyż nie wiedział, co jeszcze mógłby dodać. Seth cicho westchnął, po czym spuścił łebek, splatając ze sobą palce obu dłoni. To na nich skupił swoje oczy. Wreszcie udało mu się zawiesić spojrzenie na jednej, konkretnej rzeczy.
Seth, mimo iż był nieco zagubiony, w głębi tak naprawdę odczuwał ulgę przez to, że nie poszedł do domu, a został z Isaaciem. Gdyby nie towarzystwo bruneta, zapewne wciąż siedziałby przerażony, nie mogąc pozbierać swoje myśli. Bolał go fakt, iż w pobliżu nie było Noaha, ale koniec końców nie narzekał. Czarnowłosy również był kimś zaufanym, więc nie musiał się przejmować. Tym bardziej, że Isaac robił wszystko, aby tylko uspokoić nastolatka.
- Odwiozę cię do domu. Może powinieneś się przespać. - zasugerował wyższy, kątem oka patrząc na szatyna, który najwyraźniej nie miał zamiaru wnosić żadnego sprzeciwu. Brunet włożył kluczyk do stacyjki, po chwili odpalając silnik samochodu. Wrzucił pierwszy bieg i powoli popuścił sprzęgło, wprawiając samochód w ruch.
W czasie, kiedy czarnowłosy skupiał się na drodze, Seth spoglądał przez szybę, znużonym spojrzeniem obserwując szybko przewijający się krajobraz. Wreszcie zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu, z zamiarem lekkiego odprężenia. Zdołał nieco wyciszyć umysł, lecz nie na długo, gdyż po paru minutach samochód zatrzymał się, co oznaczało dojechanie na miejsce.
- Wychodzi na to, że twoja ciotka już jest w domu. - stwierdził brunet, patrząc na wyglądającą przez okno kobietę. Kiedy Jane dostrzegła samochód Isaaca, pomachała z uśmiechem, zdając sobie sprawę, że wewnątrz pojazdu znajdowali się zarówno czarnowłosy, jak i jej siostrzeniec. Seth powoli wyszedł z auta. Zanim całkiem zniknął za drzwiami, prowadzącymi do wnętrza jego domu, odwrócił się w stronę samochodu, z którego wcześniej wysiadł, jakby dla upewnienia się, że Isaac wciąż tam był. Uśmiechnął się niemrawo, po czym wszedł do środka i zamknął drzwi na zamek. Nie musiał czekać długo na konfrontację z Jane. Kobieta zmartwiła się, widząc zmarnowaną twarz nastolatka. Uśmiechnęła się do niego ciepło, zdając sobie sprawę, iż zapytanie, czy wszystko w porządku, było bezsensowne. To jasne, że tak nie było. Nie widziała sensu w pytaniu o coś oczywistego.
- Masz ochotę na kubek gorącego kakao? - na słowo: kakao, Seth jakby wyrwał się z transu. Kilka razy kiwnął głową, dając tym twierdzącą odpowiedź swojej ciotce, a następnie zajął się zdejmowaniem zbędnej odzieży, czyli butów i kurtki. Po wszystkim pokierował się do salonu, gdzie klapnął na sofie. Nie miał nawet siły na oglądanie telewizji. Stwierdził, że napije się czekoladowego mleka i pójdzie spać. Potrzebował teraz odpoczynku. Miał nadzieję, że kiedy wstanie, zastanie swojego przyjaciela. Brakowało mu jego towarzystwa.
Jane pojawiła się w pomieszczeniu po paru minutach, kładąc na stoliku parujący kubek. Usiadła obok siostrzeńca, a następnie złapała za książkę, leżącą w rogu mebla. Otworzyła w miejscu, gdzie zostawiła zakładkę, po czym skupiła się na treści podręcznika. Seth, nie chcąc przeszkadzać kobiecie w czytaniu, złapał kubek za ucho i udał się do swojego pokoju. Powoli wypił całą zawartość naczynia, by następnie położyć się na łóżku. Nawet nie pofatygował się zdjęciem ubrań. Po prostu zamknął oczy, cicho wzdychając, z zamiarem jak najszybszego zaśnięcia.
Do samego końca wyobrażał sobie postać Sartaela. Za wszelką cenę chciał się z nim spotkać. Ta potrzeba była silniejsza od jego rozsądku.



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic