czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 74




Na posterunku panowała dość specyficzna atmosfera. Taka chyba była magia tych miejsc. Seth, mimo iż nie był tutaj pierwszy raz, zważywszy na to, że jego wujek był posterunkowym, to czuł się niepewnie. Tego typu odczucia towarzyszyły mu za  każdym razem, kiedy znajdował się w jakimś nowym, nieznanym miejscu. Plus był taki, że miał przy sobie osobę, na którą mógł liczyć.
Isaac stał ze spokojem przy biurku, w dłoni trzymając plik paru kartek. Seth przyjrzał się jego poważnej twarzy, zupełnie nieświadomie. Od zawsze fascynowały go oczy bruneta. Miały piękną złotą poświatę, która wręcz hipnotyzowała. Efekt potęgował się, gdy czarnowłosy używał swojej umiejętności. Wówczas jego oczy przypominały te gadzie, gdyż ich źrenice znacznie zwężały się. Seth był ciekaw, czy po świecie chodziło więcej osób o podobnych zdolnościach. Jakby nie patrzeć, nawet Vior, jeden z pierwszych wampirów, był niezwykle zdziwiony, kiedy dowiedział się o umiejętności Isaaca. Oznaczać to mogło jedynie, iż nigdy przedtem nie spotkał kogoś podobnego. Wniosek nasuwał się sam. Takich ludzi było  albo bardzo mało, albo Isaac był jedynym obdarzonym. Bo nawet, jeśli ci ludzie ukrywaliby się, to i tak wampiry, po tylu wiekach, spotkałyby jednego z nich.
Ciekawe, czy Isaac wiedział coś więcej na temat swojej umiejętności. Czy znał kogoś podobnego, kto posiadał tego typu zdolność.
Szatyn zawsze mógł o to spytać. Jak tak teraz pomyślał, niewiele wiedział o brunecie. Nieco martwił go ten fakt. Wcześniej nie przywiązywał do tego większej uwagi, ale teraz jego spojrzenie nieco się zmieniło. Chciał poznać Isaaca lepiej. Dowiedzieć się czegoś więcej na jego temat.
- To jak, gotowy na rozmowę z upartą dziennikarką? - spytał Isaac, wciąż patrząc na dokumenty, które trzymał w ręku. Był bardzo skupiony na ich treści. Seth, słysząc to, zastanowił się nad jedną kwestią.
- Chyba nie zamierzasz mnie zostawić, co? - uniósł brwi, nie do końca rozumiejąc zamiary wyższego. Isaac zaśmiał się cicho, rozbawiony przerażeniem szatyna, po czym pokręcił głową i zaprzeczył.
- Wolałbym nie. - rzekł z rozbawieniem, na co Seth odetchnął w duchu. Koniec końców obawiał się rozmowy w cztery oczy z podejrzliwą dziennikarką. Podejrzewał, że pod wpływem stresu i zdenerwowania, palnąłby coś głupiego, co jedynie pogorszyłoby jego położenie. Lecz teraz, kiedy wiedział, iż towarzyszyć będzie mu Isaac, mógł mieć pewność, że do niczego takiego nie dojdzie.
Wraz z wyższym od siebie mężczyzną, przemieścił się o kilka pięter, finalnie trafiając do niewielkiego, aczkolwiek dostatecznie dużego pomieszczenia, którego głównym wyposażeniem były kanapa, biurko oraz parę krzeseł, równo ustawionych w jednym rzędzie. Ściany pokoju zdobiło parę obrazów, jak i kilka kwiatów posadzonych w doniczkach. Gabinet był oświetlany przez wpadające przez okno promienie słoneczne. Mimo zbliżającej się zimy, słońce świeciło zaskakująco mocno.
Seth klapnął na kanapie, przy okazji wzdychając. Czekając na Isaaca i kobietę, zamyślił się nieco. Zastanawiał się, kiedy wróci Noah. No i, rzecz jasna, Vior. Jednak na pierwszym miejscu w jego głowie był blondyn. To jego chciał widzieć najbardziej.
Otrząsnął się z rozmyślań, kiedy w pomieszczeniu ponownie pojawił się Isaac. O dziwo był sam. Towarzyszyło mu jedynie zmieszanie, malujące się na twarzy. Przez chwilę stał w progu drzwi, niepewnie zerkając na szatyna, by wreszcie otworzyć buzię, będąc gotowym do powiedzenia tego, co planował. Lecz miał z tym niemały problem.
- Dobra, nie wiem, co jest grane, ale jeden z chłopaków z dyżuru powiedział, że ta kobieta chwilę wcześniej wybiegła z posterunku. - zmarszczył brwi, nie rozumiejąc sytuacji. Seth niepewnie skinął łebkiem, jakby nie wiedząc, co innego zrobić. Isaac nie ukrywał swojego zdezorientowania. Przeszedł się wzdłuż pomieszczenia, finalnie siadając na jednym z krzeseł. Brązowowłosy przypatrywał mu się w milczeniu, nie ukrywając lekkiego rozbawienia. Gdy Isaac podłapał jego radosne spojrzenie, uniósł brwi w geście niezrozumienia. - Coś nie tak? - spytał, po czym odchrząknął, gdyż miał lekką chrypę.
- Nie, nic. - zaprzeczył, uśmiechając się lekko. Jakoś nie miał odwagi przyznać się do faktu, iż chwilę temu uznał zdezorientowanie Isaaca za coś pociesznego. Brunet uwierzył i już po chwili zachowywał się, jak gdyby nigdy nic. - To co teraz? Skoro dziennikarka uciekła, to chyba nie mamy nic więcej do roboty, no nie?
- Właśnie to mnie tak bardzo zastanawia... - ściągnął brwi, po czym podrapał się w tył głowy. Na moment skupił swe spojrzenie na czystym biurku, by następnie pokierować je na ciekawą twarz Setha. - Dlaczego tak nagle zrezygnowała z rozmowy, skoro zabiegała o nią przez parę ostatnich godzin? To nie ma najmniejszego sensu.
- Być może coś jej wypadło. - chłopak wzruszył ramionami, nie potrafiąc przejąć się tą sytuacją. Isaac skinął głową, jakby na znak, iż taka opcja wchodziła w grę, a następnie westchnął, podnosząc tyłek z siedzenia. Brązowowłosy poszedł w jego ślady.
- W takim wypadku mamy wolne. - oznajmił, układając usta w linię. Rozluźnił się na myśl o wizycie w jednej z lubianych przez siebie kawiarni. Ostatnio często tam bywał. Mieszkanie, które wynajął, mieściło się w jej pobliżu, co było ogromnym plusem. W końcu miejsce, które serwowało świetną kawę i desery, miał niemalże pod nosem. Kto nie uznałby czegoś takiego za plus. - Odstawić cię do domu czy masz chęć napić się czegoś? - spytał, wzrok kierując na Setha, który przez cały czas stał w milczeniu, czekając, aż Isaac wreszcie coś zaproponuje.
Szatyn zastanowił się przez chwilę nad odpowiedzią, jakby myśląc, czy woli wrócić do domu i pójść spać, czy może jednak spędzić trochę czasu w towarzystwie innych. Szybko zdecydował się na drugą opcję, o czym niezwłocznie powiadomił Isaaca. Obaj już po chwili znajdowali się na świeżym powietrzu, zmierzając w stronę samochodu, którym jeździł Isaac. Dojechanie do zamierzonego miejsca zajęło im moment, głównie przez dobrą lokalizację posterunku, jak i kawiarni. Wewnątrz kafejki nie było tłoczno, dlatego obaj chłopcy trafili na wolny stolik w rogu, tuż pod oknem. Podczas gdy Isaac zastanawiał się nad wyborem wielkości kubka czarnej kawy, Seth przeglądał całe menu, nie mogąc się zdecydować na jedną, konkretną rzecz. Finalnie wybrał parę kawałków ciast, największego shake'a oraz krążki cebulowe. Natomiast brunet ograniczył się do wyboru zwykłej, dużej kawy.
- Normalnie też jadasz w takich ilościach? - spytał czarnowłosy z ciekawości, z podziwem patrząc na ogrom talerzy, za które powoli zabierał się Seth.
- Chyba tak. - potwierdził, po czym zatopił widelczyk w sporym kawałku sernika, by następnie przenieść jego mniejszą część prosto do swojej buzi. Uwielbiał ten smak. Lecz to nie był jedyny powód, przez który sernik był jego ulubionym ciastem. - Kocham ten smak, naprawdę. - powiedział z pełną buzią, nie mogąc odwrócić oczu od deseru.
- Widać. - zaśmiał się cicho, lecz szybko spoważniał i napił się kawy. - To akurat do ciebie pasuje. - dodał, kiedy odłożył kubek z powrotem na stół.
- Czyżby? - spytał, unosząc wzrok znad talerza, skupiając go prosto na twarzy bruneta. Gdy ten skinął głową, Seth ponownie skupił oczy na swoim talerzu, zastanawiając się chwilę nad jedną kwestią. Już kiedyś słyszał coś podobnego. Być może była w tym szczypta prawdy. - W sumie dokładnie to samo mogę powiedzieć o tobie. - uśmiechnął się lekko, nawiązując kontakt wzrokowy z Isaaciem. - Filiżanka kawy pasuje do ciebie o wiele bardziej, niż kawałek jakiegoś słodkiego ciasta.
- Uznam to za komplement. - pokręcił głową z niemrawym uśmiechem, by następnie wypić dobrą połowę zawartości swojego kubka.
W czasie, kiedy Isaac podziwiał sposób zdobienia naczynia, w którym podano mu kawę, Seth przyglądał mu się w milczeniu, w głowie analizując sprawy, o których myślał wcześniej. Był niezmiernie ciekawy, czy brunet znał kogoś podobnego do siebie. Osobę, która posiadała zdolność z tej samej grupy, co on sam. Nie wiedział tylko, jak o to spytać. Niby nie było to nic takiego, ale jednak sprawiało pewien problem szatynowi.
- Wcześniej... - zaczął Seth niepewnie, przerywając po powiedzeniu jednego słowa. Czarnowłosy obdarował młodszego zaciekawionym spojrzeniem, wcześniej podpierając podbródek na jednej z dłoni. - Wcześniej wspominałeś, że byłeś z Uroboros, odkąd tylko pamiętasz. Dlatego uważałeś tę organizację za swój dom, a jej członków za rodzinę.
Isaac niepewnie skinął głową, jakby nie wiedział, dlaczego Seth nagle poruszył ten temat.
- To prawda. - potwierdził poważnym tonem, który był u niego standardem, po czym dopytał: - Coś się stało, że tak nagle o to pytasz? - nieznacznie uniósł brwi, co miało wyrazić niewielkie zaskoczenie.
Seth cicho odchrząknął, jednocześnie spuszczając wzrok. Odłożył widelczyk na serwetkę, chcąc całkiem skupić się na rozmowie.
- Ciekawi mnie parę kwestii. - oznajmił spokojnym głosem, wciąż patrząc na plastikowy kubek z napojem, który stał na stoliku, tuż obok reszty zamówienia. - Chyba nikt z naszej grupy nie pytał cię o to, ale... - niepewnie zerknął na opanowaną twarz bruneta, by po chwili na nowo skupić się na shake'u. - Jest więcej ludzi takich, jak ty? Z podobnymi zdolnościami? Potrafiących przewidzieć zbliżające się zagrożenie?
Isaac nieznacznie zmrużył oczy. Nawet na moment nie oderwał ich od zamyślonej buzi Setha. Przez cały czas zastanawiał się, co takiego chciał dowiedzieć się nastolatek, sprawiając wrażenie tak bardzo zestresowanego, lecz teraz, kiedy dane pytania padły, czarnowłosy nie mógł wyzbyć się pewnego specyficznego uczucia. Jakby zdumienia, iż coś tak banalnego było uznawane przez Setha za ciężki temat. Jednak nie oceniał podejścia chłopaka.
- Tylko raz udało mi się spotkać dziewczynę, potrafiącą dostrzegać aurę śmierci. Nie była bezpośrednim członkiem Uroboros, aczkolwiek miała z nimi jakieś powiązania. Widziałem się z nią tylko jeden raz. Innej okazji nie było, ponieważ dzień po tym, jak ostrzegła mnie przed niebezpieczeństwem, zginęła. Nie potrafiłem wtedy dobrze używać swojej umiejętności, więc nie dostrzegłem jej aury, w związku z czym wyszło, jak wyszło. - ułożył usta w linię, po czym westchnął. - Prócz niej, nie spotkałem nikogo podobnego. Biorąc pod uwagę specjalne traktowanie mojej osoby przez Uroboros, jak i zdziwienia Viora w momencie, kiedy dowiedział się o tej zdolności, można podejrzewać, iż nie ma wielu takich osób. Pewnie jest nas garstka. Ci pozostali dobrze się ukrywają. W sumie to nie jest nic dziwnego. - wzruszył ramionami, nieco smutniejąc. - Gdybym wiedział, co mnie czeka przez tę zdolność dostrzegania niebezpieczeństwa, też pewnie bym się ukrywał.
Seth wyczuł przygnębienie w głosie starszego. Zdawał sobie sprawę, iż to wszystko było dla niego trudne, gdyż Uroboros było jego domem, który musiał porzucić. Lecz tym samym wiedział, że ten krok był najlepszym rozwiązaniem, spośród wszystkich możliwych. Isaac po prostu potrzebował czasu.
Brązowowłosy nie chciał pytać o nic więcej. Przynajmniej nie na tę chwilę. Zmienił temat na nieco łagodniejszy, wracając do konsumpcji deserów. Wszystko szło świetnie do momentu, aż nie usłyszał znajomego głosu w swojej głowie.
A przynajmniej czegoś na zasadzie echa, odbijającego się gdzieś głęboko.
Zupełnie, jakby Sartael chciał się z nim skontaktować, jednak nie mógł tego zrobić.
Seth momentalnie zamarł, nie wiedząc, co zrobić. Lecz w tej sytuacji nie było czasu do stracenia. Musiał szybko podjąć decyzję. Zważywszy na wszystko, czego ostatnio doświadczył, postanowił wybrać tę pozornie głupszą opcję, czym była odpowiedź dla demona.
Po prostu musiał spytać go o parę rzeczy. Nie widział innego wyjścia.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic