czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 73




Seth, wpatrując się w portret mężczyzny ze swojego snu, który skończył szkicować parę godzin wcześniej, czuł dziwną więź, łączącą go z tym osobnikiem. Mimo że nie kojarzył jego twarzy, miał wrażenie, iż skądś się znali. Ale to było przecież niemożliwe. Skąd mieliby się znać, skoro nigdy wcześniej się nie spotkali? To nie miało najmniejszego sensu.
Jeszcze nie zdążył nikomu pokazać swojego rysunku. Od rana przesiadywał sam, podczas gdy Vior, wraz z Noahem, poszedł podzielić się z Zalharem nowymi informacjami, mając nadzieję, iż to w pewien sposób pomoże szatynowi. Co prawda nie wszyscy pragnęli jego śmierci, aczkolwiek do grona tych wampirów zaliczała się dość pokaźna ilość, co było aż za dużym zagrożeniem dla chłopaka. Dlatego, jeśli tylko istniała jakaś szansa, aby to przerwać, musieli ją wykorzystać.
Chłopak nie czuł się źle, będąc samemu w domu. Codziennie odwiedzały go Lydia i Susan, na czym ostatnio skupił się nieco bardziej, zastanawiając się, jak tak właściwie wyglądała relacja dziewczyn. Bardzo się do siebie zbliżyły. Praktycznie wszystko robiły razem. Seth zauważył, że stan jego przyjaciółki znacznie się poprawił. To było jasne, że nadal bolało ją odejście Liama, w końcu nawet Seth wciąż nie mógł dopuścić do myśli faktu, iż chłopaka już z nim nie ma, jednak oboje starali się tego aż tak nie okazywać. Susan wychodziło to znacznie gorzej, jednak ostatnio zmieniła się. Być może odnalazła pewnego rodzaju poparcie w rudowłosej, a może po prostu pozbierała myśli i coś sobie postanowiła. Opcji było kilka.
Szatyn siedział na sofie i skakał po kanałach telewizyjnych, szukając czegoś ciekawego, lecz, jak na złość, nie mógł na nic takiego trafić. O zamachu terrorystycznym przestano już wspominać, co zapewne było sprawką wampirów, odpowiedzialnych za zabranie i spalenie ciał swych pobratymców. Teraz już nawet nie wiedział, czego szukać. Nie miał ochoty na zwykłe seriale czy filmy. Przez to, co teraz działo się w jego życiu, wszystko wydawało się głupie i absurdalne. Stracił wszystkie zainteresowania. Czuł się jakby wyssany z energii. Nie potrafił powstrzymać ogromu pesymistycznych myśli.
To nowe życie powoli go wyniszczało.
A on nie mógł nic z tym zrobić.
Nie był w stanie.
Wreszcie podniósł tyłek z siedzenia i pokierował się do kuchni. Kiedy już znalazł się w pomieszczeniu, podchodząc do lodówki, rzucił przelotnym spojrzeniem na kalendarz, znajdujący się na blacie, stojącym obok kuchenki.
Małymi kroczkami zbliżały się jego dziewiętnaste urodziny.
Westchnął od niechcenia, po czym otworzył drzwi od lodówki i zlustrował całą jej zawartość. Wziął jednego banana i wrócił do salonu, wcześniej zamykając mebel. Zaczynając jeść, stwierdził, że wcale nie cieszy go nadchodzące wydarzenie. Co prawda do tego czasu musiały minąć jeszcze dwa miesiące, aczkolwiek już teraz, na samą myśl o swoich urodzinach, z którymi wiązała się dziewiętnasta rocznica jego matki, czuł straszną niechęć.
Urodziny nigdy go zbytnio nie cieszyły, w głównej mierze przez to nieszczęście, które wówczas miało miejsce, jednak teraz jego zdanie znacznie się pogorszyło.
Usłyszawszy dźwięk otwierających się drzwi, przełknął ostatni kawałek banana, po czym zwrócił głowę w stronę korytarza, gdzie po chwili pojawił się Andy, szepczący coś pod nosem. Szukał czegoś po kieszeniach, nawet przez moment nie patrząc na Setha. Szatyn zaciekawił się stanem wujka. Zazwyczaj był tak bardzo przejęty, kiedy miał na głowie nową, niekoniecznie barwną, sprawę, związaną z jego pracą policjanta. Tym razem też coś musiało się zadziać.
Odłożył skórkę od banana na stół, nawet nie fatygując się wyrzuceniem jej do kosza, po czym stanął na równe nogi i przeszedł się wzdłuż salonu, zastanawiając się, co takiego mogło się wydarzyć. Chciał o to spytać, ale Andy gdzieś zniknął, ponownie zostawiając go samego. Już po chwili w domu pojawiła się jeszcze jedna osoba. Na widok czarnowłosego, wysokiego mężczyzny, Seth uśmiechnął się pod nosem.
- Jak tam w pracy? - spytał, patrząc na bruneta, co ten od razu odwzajemnił. Isaac cicho odchrząknął, nieznacznie ściągając brwi. To mogło oznaczać tylko jedno. Przypuszczenia szatyna okazały się słuszne.
- Kilka drobnych kradzieży i upierdliwa dziennikarka, bez przerwy wypytująca o zamach. Coś jej się ubzdurało, że Mysterious Rises ma jakiś związek z tym wybuchem i nie ustępuje. My oczywiście nie zamierzamy jej nic wyjawiać. Wreszcie sobie odpuści. Nie będzie miała innego wyjścia. - westchnął, przymykając oczy. Naprawdę był wykończony tą sprawą. Ale o wiele gorzej znosił fakt, iż nic nie robił. Nie potrafił siedzieć w miejscu i tylko oddychać. Musiał się czymś zajmować. - A jak z tobą? Noaha i Viora nadal nie ma?
- Mhm. - potwierdził, spuszczając wzrok na podłogę. Isaac w tym czasie rozejrzał się po pomieszczeniu, finalnie układając usta w linię.
- Od rana jesteś sam? - spytał, zdziwiony takim stanem rzeczy. Co prawda nie uważał, aby przebywanie samemu było niebezpieczne dla chłopaka, jednakże sądził, że taka samotność mogła z czasem przeobrazić się w coś znacznie gorszego.
- Przed południem Lydia i Susan wpadły na chwilę, ale nie licząc ich wizyty, to tak, od rana siedzę sam. - wyjaśnił, wzruszając ramionami, jakby nie było to dla niego nic specjalnego. Nawet, jeśli tak sądził, w głębi czuł się źle. Potrzebował towarzystwa i wsparcia, choć nie był tego świadom.
Brunet ponownie westchnął, kręcąc głową z niedowierzania. Gdyby wcześniej wiedział, z pewnością zabrałby chłopaka ze sobą, gdyż oczywistym było, iż w takich chwilach po prostu nie powinien być sam. Nie, kiedy tyle przeszedł i aż się prosił o wsparcie.
Isaac spostrzegł, że aż za bardzo martwił się o Setha. Znowu.
Zastanawiam się, dlaczego...
- Jeśli chcesz, możesz jechać z nami. - powiedział, na co Seth uniósł łebek, zdziwiony nagłą propozycją. Między tą dwójką utworzył się kontakt wzrokowy, który, o dziwo, nie został zerwany przez żadnego z nich. - Andy na pewno nie będzie mieć nic przeciwko. Decyzja należy do ciebie.
Seth, co prawda, był zdziwiony, ale też podekscytowany. Już umierał z nudów, nie mając nic do roboty, bo wszystko wydawało się aż nazbyt nudne. Na szczęście z odsieczą pojawił się Isaac.
Niczym rycerz na koniu.
Jak tak chłopak myślał, czarnowłosy już od początku ich znajomości ratował go z opałów, nie oczekując przy tym niczego w zamian. Był dla niego ogromnym wsparciem.
- Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo chcę się stąd wyrwać. - zaśmiał się cicho, lekko rozluźniając ramiona. Dopiero teraz spostrzegł, że od jakiegoś czasu stał spięty, czego zupełnie nie rozumiał. Ale zignorował to, na nowo wracając do Isaaca. - Co z tą dziennikarką? - spytał, ciekaw, czego konkretnie chciała kobieta i o co wypytywała bruneta. Sądził, że sprawa z zamachem już ucichła, lecz najwyraźniej niektórzy wciąż się nią interesowali.
Brunet wyjaśnił zwięźle, że kobieta wypytywała go o szczegóły związane z zamachem, co było dostatecznym znakiem, iż w pewnym stopniu go podejrzewała. Nie w kwestii bycia osobą odpowiedzialną za tę masakrę, lecz jako kogoś, kto wie znacznie więcej, niż wyjawia. 
W tym kierunku zapewne popychała ją kobieca intuicja.
Jak zawsze niezawodna.
Ale Isaac nie miał zamiaru ustępować.
- Wystarczy ją spławić, tak? - dopytał Seth, jakby nie rozumiejąc, czego tak naprawdę chciał brunet. Andy wciąż do nich nie dołączył, dlatego nadal stali w tym samym miejscu, delektując się ciszą i spokojem. - To nie może być nic trudnego. - ułożył usta w dziubek, patrząc w jeden punkt. Isaac prychnął, jakby rozbawiony postawą młodszego.
- Jeśli myślisz, że to takie proste, to proszę bardzo. Kwestię tej baby zostawiam tobie. - pokręcił głową, uśmiechając się kącikiem, co było niemal niewidoczne. Ale Seth nie zauważył tego. Nadal patrzył przed siebie, zadumany. Odpłynął. - Wierz mi, jest wyjątkowo upierdliwa.
Gdy przez krótszą chwilę nie usłyszał odpowiedzi, zerknął na szatyna, który samymi oczami dawał wyraźny znak, iż znajdował się teraz w innym świecie. Czarnowłosy westchnął, po czym oparł rękę na biodrze i postarał się zrozumieć, o czym myślał Seth. Niestety opcji było tak wiele, że nie zdołał określić jednej, konkretnej sytuacji. Znając nastolatka, najpewniej myślał on o wszystkim naraz, co akurat nie było niczym dobrym.
Isaac zmrużył oczy, w których malowała się troska, po czym rzekł:
- Między tobą, a Noahem już wszystko gra? - spytał łagodnym tonem, a Seth, na słowo Noah, jakby wyrwał się z amoku, wzrok automatycznie kierując na skupioną twarz wyższego. Brunet odwrócił spojrzenie od rozkojarzonego chłopaka, po czym dodał: - Pytam, bo ostatnio obaj sprawialiście wrażenie pokłóconych.
Seth lekko się uśmiechnął, spuszczając wzrok. Niby to pytanie nie było niczym szczególnym, a jednak sprawiło, że chłopak poczuł się o niebo lepiej. Od razu pomyślał sobie, że brunet się o niego martwił. Przejmował się jego stanem.
Cieszył się, że był ktoś, kto brał jego uczucia pod uwagę.
- Tak. - potwierdził skinięciem głowy, przygryzając dolną wargę. Nie mógł powiedzieć Isaacowi o pewnym, ważnym szczególne, a mianowicie fakcie, iż teraz byli oni ze sobą. Nie wiedział, jakie brunet miał podejście do takich związków. Nawet, jeśli zawsze sprawiał wrażenie opanowanego i zdystansowanego do wszystkiego, nadal mógł mieć odmienne zdanie w niektórych kwestiach. Dodatkowo coś blokowało Setha przed powiedzeniem tego. Po prostu nie mógł. - Wyjaśniliśmy sobie wszystko i już jest dobrze. - spojrzał na profil czarnowłosego, który dokładnie w tym czasie odwrócił głowę w jego stronę i również na niego zerknął. Lekko się uśmiechnął, na co szatyn poczuł lekkie drgnięcie wewnątrz.
- To dobrze. - skwitował krótko, a następnie skierował oczy na wychodzącego zza rogu Andy'ego, który wyglądał, jakby już wszystko miał pod kontrolą. Całkowite przeciwieństwo tego, co Seth zastał dłuższą chwilę wcześniej.
Isaac powiedział mężczyźnie, że zabiera ze sobą Setha, z czym ten nie miał żadnego problemu. Sam uważał, że chłopak nie powinien przesiadywać sam w domu, mając tak wiele problemów na głowie. Dźwigał ogromne brzemię na plecach, z czym sobie nie radził. Potrzebował kogoś, kto byłby w stanie pomóc mu je dźwigać. Osoby, która zabrałaby od niego choć odrobinę tego ciężaru.
Chętnych było więcej, niż szatyn mógłby przypuszczać.
Był im za to dozgonnie wdzięczny.
Po chwili cała trójka opuściła dom, finalnie zamykając drzwi na zamek, a następnie pokierowali się do samochodu, którym w następnej kolejności ruszyli na posterunek.
Czekała ich niemała zabawa z upierdliwą dziennikarką, która sprawiała dziwne wrażenie, jakby coś wiedziała.



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic