czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Epilog




- Dzieeeń dobry mojemu najulubieńszemu studentowi malarstwa! - krzyknął Noah entuzjastycznie, wpraszając się do pokoju Setha. Kiedy tylko znalazł się w pomieszczeniu, zaniemówił. Brązowowłosy stał przed lustrem i poprawiał kołnierzyk koszuli, będąc wyraźnie nad tym skupionym. W mgnieniu oka na twarz Noaha wdarł się szeroki uśmiech. Niemożliwe! - A dokąd to się tak stroisz? - spytał, sugestywnie ruszając brwiami.
Na policzki Setha wdarły się zdradliwe rumieńce. Chłopak wciąż nie radził sobie z tym pozytywnym nastawieniem blondyna, mimo iż spędzał w jego towarzystwie każdy możliwy dzień przez parę ostatnich miesięcy.
Szybko odwrócił wzrok od podekscytowanej twarzy Noaha, a następnie ułożył usta w dziubek i powiedział:
- Idę na spotkanie. - zaraz po tym powrócił do poprawiania koszuli.
Noah zmrużył oczy.
- Spotkanie? - powtórzył, unosząc brwi. - Chyba chciałeś powiedzieć... randkę! - zaświergotał, podchodząc bliżej przyjaciela.
Seth spuścił wzrok. Głośno przełknął ślinę.
Chciałbym móc ci powiedzieć mnóstwo innych rzeczy.
Niemal od razu pokręcił głową, porzucając tę myśl, po czym westchnął i zwrócił do przyjaciela z uśmiechem.
- Żadna randka. To tylko znajomy. - wyjaśnił, na co Noah wywrócił oczami.
- Tylko znajomy i tak się poprawiasz? Jaasne~
Seth westchnął.
- Bo idziemy do kawiarni. Nie wypada pójść w pomiętej koszuli. - kontynuował tłumaczenie się. Naprawdę tego nie lubił, ale tym samym nie potrafił pozostawiać spraw bez sprostowania. Męczyły go takie sytuacje.
- No skoro tak uważasz. - odpuścił, a następnie przeszedł się wzdłuż pokoju, finalnie rzucając się na łóżko. Ukrył twarz w poduszkę i leżał w ciszy przez dłuższą chwilę. Przez ten czas Seth skończył się szykować. Odwrócił się plecami do lustra, po czym skupił swe spojrzenie na sylwetce przyjaciela.
Wciąż zdarzały się momenty, jak spoglądał na niego z wyraźnym smutkiem i żalem.
Wciąż wszystko pamiętał.
Nadal darzył go uczuciem.
Ale...
Musiał o tym zapomnieć.
- Chcesz to się tutaj prześpij, pewnie wrócę za parę godzin. - oznajmił brązowowłosy, a kiedy w odpowiedzi otrzymał ciche mruknięcie, westchnął, po czym wyszedł z pokoju bez słowa, zamykając za sobą drzwi.
Nim opuścił dom, wstąpił jeszcze do kuchni, gdzie przebywała Jane i przygotowywała drugie śniadanie dla Andy'ego. Uśmiechnęła się do siostrzeńca na powitanie i wróciła do swojego zadania.
- Wychodzisz? - spytała, nie odrywając wzroku od patelni.
- Tak. Wrócę za jakiś czas. W pokoju śpi Noah, więc nie przestrasz się, jak usłyszysz coś dziwnego. - oznajmił na jednym wdechu, zabawnie gestykulując.
Kobieta zmrużyła oczy.
- Jak się czujesz? Wiem, że często o to pytam, ale... dziwne, żebym nie pytała, kiedy znam całą sytuację. - na jej twarz wpłynął grymas. Naprawdę było jej ciężko z tym wszystkim. Wiedziała, jak wielki ból sprawiało ukrywanie przed kimś prawdy.
- Nie, w porządku. - pokręcił głową z uśmiechem. - Jest lepiej. - wyznał szczerze, na co Jane skinęła głową. Wierzyła chłopakowi. Rzeczywiście wyglądał, jakby było z nim lepiej. - To lecę.
- Uważaj na siebie! - krzyknęła, kiedy chłopak już wyszedł z pomieszczenia.
Chwilę później Seth znajdował się na świeżym powietrzu. Nawykowo schował ręce do kieszeni cienkiej kurtki, którą przed wyjściem narzucił na koszulę, a następnie ruszył w kierunku kawiarni, w której miał umówione spotkanie ze znajomym.
Mężczyzna był już na miejscu i zajmował jeden z wielu stolików. Kiedy przy wejściu dostrzegł Setha, jego usta same wywinęły się w niewielki łuk. Szatyn bez problemu wyłapał znajomą twarz. Podszedł do stolika, przy którym siedział czarnowłosy, a następnie zdjął kurtkę. Przewiesił ją przez oparcie krzesełka, po czym na nim usiadł.
- No cześć, Isaac. - przywitał się z uśmiechem, a następnie zerknął na kartę menu. - Nic dzisiaj nie zjadłem, więc pewnie zrobię niemałe zamówienie. - szepnął, wzdychając przy okazji.
- To mnie ani trochę nie dziwi. - wzruszył ramionami, dodatkowo kręcąc głową z rozbawieniem.
Seth złożył zamówienie, składające się z kilku większych dań, podczas gdy Isaac ograniczył się do dużej czarnej kawy i porcji sernika, który szatyn tak bardzo uwielbiał. Brunet postanowił sprawdzić, jak smakowało ciasto, za którym Seth wręcz szalał.
Gdy czekali na zamówienie, brązowowłosy postanowił opowiedzieć, co Noah dziś mu zasugerował, kiedy zobaczył go przed lustrem. Isaac nie ukrywał rozbawienia. Miał już okazję porozmawiać z nowym Noahem. Różnica charakterów między tym, a tamtym chłopakiem, była spora, jednak mimo wszystko to był wciąż Noah.
Seth, na wspomnienie o przyjacielu, mimowolnie spochmurniał. To mu się zdarzało aż za często. Najczęściej w momentach, kiedy komuś o nim wspominał. Wówczas wracał myślami do tego, co było kiedyś, a to jedynie pogarszało jego stan.
Isaac wyczuł zmianę u młodszego. Spojrzał na niego badawczo, po czym spytał:
- Czy... wciąż bardzo cierpisz? - jego głos przepełniała troska. Brunet szczerze martwił się o Setha. I nie tylko on. Nawet Susan ostatnio pytała, jak Seth znosił to wszystko. Oczywiście nie ujęła tego w taki dosadny sposób, jednakże sens jej pytania był bardzo zbliżony.
Seth zacisnął dłonie na materiale spodni, nieznacznie mrużąc oczy.
Pozornie odpowiedź wydawała się oczywista i prosta, ale w rzeczywistości on sam nie wiedział, co dokładnie czuł.
- To... boli, owszem... ale... - zmarszczył brwi, zastanawiając się, w jaki sposób najlepiej określić swoje myśli. Całość go dobijała i nie ukrywał tego, ale tym samym wiedział, że nie było innej opcji, która mogłaby przynieść im wszystkim spokój. Chłopak brał pod uwagę wszystkich tych, którzy go otaczali. Gdyby Noahowi nie usunięto wspomnień, chłopak z pewnością oszalałby. - Ale to najlepsze wyjście. - przełknął gulę, tkwiącą w jego gardle. Zaraz po tym spojrzał na bruneta, który przyglądał mu się przez dłuższy czas.
- To, co zrobiłeś, jest naprawdę godne podziwu. - w jego głosie bez problemu można było wyczuć szczerość. Isaac zawsze taki był w stosunku do Setha.
Szatyn uśmiechnął się pod nosem.
- Dziękuję ci, Isaac. - przechylił głowę na bok, wciąż utrzymując kontakt wzrokowy z brunetem. - Naprawdę dziękuję. Nawet nie wiesz, jakie to wszystko było dla mnie ciężkie. Kiedy Susan i Vior oznajmili mi, że dołączą do rodu Zalhara i tym samym oddalą się ode mnie... ogarnął mnie lęk. - przygryzł dolną wargę. Nagle mówienie o swoich uczuciach zrobiło się dla niego trudne. Ale mimo to postanowił kontynuować. - Dlatego... gdy tylko spytałem cię, co zamierzasz, bałem się, jak cholera, że i ty postanowisz odejść. Jestem... naprawdę szczęśliwy.
Nim spuścił łebek w dół, spojrzał Isaacowi głęboko w oczy. Coś w nich błysnęło.
Brunet dopiero teraz zdał sobie sprawę z wagi słów Setha.
- Masz jutro czas? - spytał, korzystając z okazji.
Seth w odpowiedzi skinął głową.
- Tak. - na nowo spojrzał na Isaaca. Teraz czarnowłosy przyglądał się nastolatkowi ze znacznie większą intensywnością. Szatyn zaczął nerwowo błądzić wzrokiem po pomieszczeniu. - Do momentu rozpoczęcia studiów, mam mnóstwo czasu. Powiedzmy, że mogę korzystać z niego do woli. - zaśmiał się cicho, rozluźniając się nieco.
Isaac oparł podbródek o dłoń. Nieznacznie zwęził złote patrzałki.
- Co powiesz na kino?
Seth, słysząc to pytanie, z automatu uniósł brwi. Nie spodziewał się tego.
- Kino? - powtórzył, jakby nie dosłyszał. Ale wszystko zrozumiał doskonale. Po prostu był zaskoczony. Raczej... do tego typu miejsc zapraszało się z konkretnym zamiarem.
- Kino. - odpowiedział Isaac z ciepłym uśmiechem.
Znowu to samo. Znów ten onieśmielający uśmiech. Seth poczuł dziwny ścisk w klatce. Nerwowo przełknął ślinę. Policzki zaczęły go piec, ale zignorował ten fakt. Szczerze się podekscytował.
- Kino brzmi świetnie.
Oczy Isaaca błysnęły satysfakcją. Wyprostował się na krzesełku, gdyż kelnerka przyniosła jego zamówienie. Wziął kubek do ręki, by następnie przyłożyć go do ust. Przez cały czas nie zdejmował spojrzenia z twarzy zawstydzonego nastolatka. Podobał mu się ten widok.
Nim upił łyk gorzkiej kawy, rzucił tylko:
- Już nie mogę się doczekać.
A w następnej kolejności obserwował, jak policzki Setha robiły się coraz bardziej czerwone.
Naprawdę podobał mu się ten widok.
- Tak... ja też. - odpowiedział szczerze, uśmiechając się oczami.
Nie kłamał.
Naprawdę już nie mógł się doczekać tego spotkania.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic