czwartek, 3 sierpnia 2017

"Desirable blood" - Epilog




- Dzieeeń dobry mojemu najulubieńszemu studentowi malarstwa! - krzyknął Noah entuzjastycznie, wpraszając się do pokoju Setha. Kiedy tylko znalazł się w pomieszczeniu, zaniemówił. Brązowowłosy stał przed lustrem i poprawiał kołnierzyk koszuli, będąc wyraźnie nad tym skupionym. W mgnieniu oka na twarz Noaha wdarł się szeroki uśmiech. Niemożliwe! - A dokąd to się tak stroisz? - spytał, sugestywnie ruszając brwiami.
Na policzki Setha wdarły się zdradliwe rumieńce. Chłopak wciąż nie radził sobie z tym pozytywnym nastawieniem blondyna, mimo iż spędzał w jego towarzystwie każdy możliwy dzień przez parę ostatnich miesięcy.
Szybko odwrócił wzrok od podekscytowanej twarzy Noaha, a następnie ułożył usta w dziubek i powiedział:
- Idę na spotkanie. - zaraz po tym powrócił do poprawiania koszuli.
Noah zmrużył oczy.
- Spotkanie? - powtórzył, unosząc brwi. - Chyba chciałeś powiedzieć... randkę! - zaświergotał, podchodząc bliżej przyjaciela.
Seth spuścił wzrok. Głośno przełknął ślinę.
Chciałbym móc ci powiedzieć mnóstwo innych rzeczy.
Niemal od razu pokręcił głową, porzucając tę myśl, po czym westchnął i zwrócił do przyjaciela z uśmiechem.
- Żadna randka. To tylko znajomy. - wyjaśnił, na co Noah wywrócił oczami.
- Tylko znajomy i tak się poprawiasz? Jaasne~
Seth westchnął.
- Bo idziemy do kawiarni. Nie wypada pójść w pomiętej koszuli. - kontynuował tłumaczenie się. Naprawdę tego nie lubił, ale tym samym nie potrafił pozostawiać spraw bez sprostowania. Męczyły go takie sytuacje.
- No skoro tak uważasz. - odpuścił, a następnie przeszedł się wzdłuż pokoju, finalnie rzucając się na łóżko. Ukrył twarz w poduszkę i leżał w ciszy przez dłuższą chwilę. Przez ten czas Seth skończył się szykować. Odwrócił się plecami do lustra, po czym skupił swe spojrzenie na sylwetce przyjaciela.
Wciąż zdarzały się momenty, jak spoglądał na niego z wyraźnym smutkiem i żalem.
Wciąż wszystko pamiętał.
Nadal darzył go uczuciem.
Ale...
Musiał o tym zapomnieć.
- Chcesz to się tutaj prześpij, pewnie wrócę za parę godzin. - oznajmił brązowowłosy, a kiedy w odpowiedzi otrzymał ciche mruknięcie, westchnął, po czym wyszedł z pokoju bez słowa, zamykając za sobą drzwi.
Nim opuścił dom, wstąpił jeszcze do kuchni, gdzie przebywała Jane i przygotowywała drugie śniadanie dla Andy'ego. Uśmiechnęła się do siostrzeńca na powitanie i wróciła do swojego zadania.
- Wychodzisz? - spytała, nie odrywając wzroku od patelni.
- Tak. Wrócę za jakiś czas. W pokoju śpi Noah, więc nie przestrasz się, jak usłyszysz coś dziwnego. - oznajmił na jednym wdechu, zabawnie gestykulując.
Kobieta zmrużyła oczy.
- Jak się czujesz? Wiem, że często o to pytam, ale... dziwne, żebym nie pytała, kiedy znam całą sytuację. - na jej twarz wpłynął grymas. Naprawdę było jej ciężko z tym wszystkim. Wiedziała, jak wielki ból sprawiało ukrywanie przed kimś prawdy.
- Nie, w porządku. - pokręcił głową z uśmiechem. - Jest lepiej. - wyznał szczerze, na co Jane skinęła głową. Wierzyła chłopakowi. Rzeczywiście wyglądał, jakby było z nim lepiej. - To lecę.
- Uważaj na siebie! - krzyknęła, kiedy chłopak już wyszedł z pomieszczenia.
Chwilę później Seth znajdował się na świeżym powietrzu. Nawykowo schował ręce do kieszeni cienkiej kurtki, którą przed wyjściem narzucił na koszulę, a następnie ruszył w kierunku kawiarni, w której miał umówione spotkanie ze znajomym.
Mężczyzna był już na miejscu i zajmował jeden z wielu stolików. Kiedy przy wejściu dostrzegł Setha, jego usta same wywinęły się w niewielki łuk. Szatyn bez problemu wyłapał znajomą twarz. Podszedł do stolika, przy którym siedział czarnowłosy, a następnie zdjął kurtkę. Przewiesił ją przez oparcie krzesełka, po czym na nim usiadł.
- No cześć, Isaac. - przywitał się z uśmiechem, a następnie zerknął na kartę menu. - Nic dzisiaj nie zjadłem, więc pewnie zrobię niemałe zamówienie. - szepnął, wzdychając przy okazji.
- To mnie ani trochę nie dziwi. - wzruszył ramionami, dodatkowo kręcąc głową z rozbawieniem.
Seth złożył zamówienie, składające się z kilku większych dań, podczas gdy Isaac ograniczył się do dużej czarnej kawy i porcji sernika, który szatyn tak bardzo uwielbiał. Brunet postanowił sprawdzić, jak smakowało ciasto, za którym Seth wręcz szalał.
Gdy czekali na zamówienie, brązowowłosy postanowił opowiedzieć, co Noah dziś mu zasugerował, kiedy zobaczył go przed lustrem. Isaac nie ukrywał rozbawienia. Miał już okazję porozmawiać z nowym Noahem. Różnica charakterów między tym, a tamtym chłopakiem, była spora, jednak mimo wszystko to był wciąż Noah.
Seth, na wspomnienie o przyjacielu, mimowolnie spochmurniał. To mu się zdarzało aż za często. Najczęściej w momentach, kiedy komuś o nim wspominał. Wówczas wracał myślami do tego, co było kiedyś, a to jedynie pogarszało jego stan.
Isaac wyczuł zmianę u młodszego. Spojrzał na niego badawczo, po czym spytał:
- Czy... wciąż bardzo cierpisz? - jego głos przepełniała troska. Brunet szczerze martwił się o Setha. I nie tylko on. Nawet Susan ostatnio pytała, jak Seth znosił to wszystko. Oczywiście nie ujęła tego w taki dosadny sposób, jednakże sens jej pytania był bardzo zbliżony.
Seth zacisnął dłonie na materiale spodni, nieznacznie mrużąc oczy.
Pozornie odpowiedź wydawała się oczywista i prosta, ale w rzeczywistości on sam nie wiedział, co dokładnie czuł.
- To... boli, owszem... ale... - zmarszczył brwi, zastanawiając się, w jaki sposób najlepiej określić swoje myśli. Całość go dobijała i nie ukrywał tego, ale tym samym wiedział, że nie było innej opcji, która mogłaby przynieść im wszystkim spokój. Chłopak brał pod uwagę wszystkich tych, którzy go otaczali. Gdyby Noahowi nie usunięto wspomnień, chłopak z pewnością oszalałby. - Ale to najlepsze wyjście. - przełknął gulę, tkwiącą w jego gardle. Zaraz po tym spojrzał na bruneta, który przyglądał mu się przez dłuższy czas.
- To, co zrobiłeś, jest naprawdę godne podziwu. - w jego głosie bez problemu można było wyczuć szczerość. Isaac zawsze taki był w stosunku do Setha.
Szatyn uśmiechnął się pod nosem.
- Dziękuję ci, Isaac. - przechylił głowę na bok, wciąż utrzymując kontakt wzrokowy z brunetem. - Naprawdę dziękuję. Nawet nie wiesz, jakie to wszystko było dla mnie ciężkie. Kiedy Susan i Vior oznajmili mi, że dołączą do rodu Zalhara i tym samym oddalą się ode mnie... ogarnął mnie lęk. - przygryzł dolną wargę. Nagle mówienie o swoich uczuciach zrobiło się dla niego trudne. Ale mimo to postanowił kontynuować. - Dlatego... gdy tylko spytałem cię, co zamierzasz, bałem się, jak cholera, że i ty postanowisz odejść. Jestem... naprawdę szczęśliwy.
Nim spuścił łebek w dół, spojrzał Isaacowi głęboko w oczy. Coś w nich błysnęło.
Brunet dopiero teraz zdał sobie sprawę z wagi słów Setha.
- Masz jutro czas? - spytał, korzystając z okazji.
Seth w odpowiedzi skinął głową.
- Tak. - na nowo spojrzał na Isaaca. Teraz czarnowłosy przyglądał się nastolatkowi ze znacznie większą intensywnością. Szatyn zaczął nerwowo błądzić wzrokiem po pomieszczeniu. - Do momentu rozpoczęcia studiów, mam mnóstwo czasu. Powiedzmy, że mogę korzystać z niego do woli. - zaśmiał się cicho, rozluźniając się nieco.
Isaac oparł podbródek o dłoń. Nieznacznie zwęził złote patrzałki.
- Co powiesz na kino?
Seth, słysząc to pytanie, z automatu uniósł brwi. Nie spodziewał się tego.
- Kino? - powtórzył, jakby nie dosłyszał. Ale wszystko zrozumiał doskonale. Po prostu był zaskoczony. Raczej... do tego typu miejsc zapraszało się z konkretnym zamiarem.
- Kino. - odpowiedział Isaac z ciepłym uśmiechem.
Znowu to samo. Znów ten onieśmielający uśmiech. Seth poczuł dziwny ścisk w klatce. Nerwowo przełknął ślinę. Policzki zaczęły go piec, ale zignorował ten fakt. Szczerze się podekscytował.
- Kino brzmi świetnie.
Oczy Isaaca błysnęły satysfakcją. Wyprostował się na krzesełku, gdyż kelnerka przyniosła jego zamówienie. Wziął kubek do ręki, by następnie przyłożyć go do ust. Przez cały czas nie zdejmował spojrzenia z twarzy zawstydzonego nastolatka. Podobał mu się ten widok.
Nim upił łyk gorzkiej kawy, rzucił tylko:
- Już nie mogę się doczekać.
A w następnej kolejności obserwował, jak policzki Setha robiły się coraz bardziej czerwone.
Naprawdę podobał mu się ten widok.
- Tak... ja też. - odpowiedział szczerze, uśmiechając się oczami.
Nie kłamał.
Naprawdę już nie mógł się doczekać tego spotkania.

"Desirable blood" - Rozdział 88




Seth szybko odzyskał przytomność. Pomijając fakt, iż był kompletnie wycieńczony i wyssany z jakiejkolwiek energii, było z nim wszystko w porządku. Nie miał problemów z oddechem. Kojarzył wszystko doskonale, dlatego kwestia z zaburzeniami wspomnień również się wykluczała.
Po prostu wyszedł z tego cało.
Otępiały, rozejrzał się wokół, a raczej podjął próbę wykonania tej czynności. Ledwo ruszył głową, jak po jego ciele przeszły dreszcze. Każdy ruch sprawiał mu trudność, lecz to było jak najbardziej zrozumiałe. Jeszcze chwilę temu jego umysł zamieszkiwał duch prastarego czarownika, który spełniał swoją ostatnią wolę, korzystając z sił zwykłego śmiertelnika.
Taka reakcja organizmu na zbyt duże zużycie energii była naturalną rzeczą.
Najważniejsze, że Seth żył.
- Isaac? - spytał, niezdarnie zadzierając głowę do góry. Brunet błyskawicznie nawiązał z nim kontakt wzrokowy. - ...już po wszystkim? - kontynuował bardzo cicho. Nawet nie miał siły na wzmocnienie głosu. Mógł tylko szeptać.
- Tak. - potwierdził skinięciem głowy. Zaraz po tym uśmiechnął się lekko, z ulgą malującą się w oczach. - Już po wszystkim. Jesteś bezpieczny.
W ułamku sekundy oczy nastolatka się zaszkliły. Ogarnęła go przeogromna ulga. Wciąż pamiętał, co się działo, nim doszło do jego utraty przytomności. Jak oni wszyscy byli w kropce. Jak Noah rzucił się na Susan i Lydię. Jak Vior nie mógł nawet zareagować. Lark miał nad nimi pełną kontrolę. Chłopak rozejrzał się w celu odnalezienia mężczyzny, lecz po nim nie było nawet śladu.
Isaac domyślił się, kogo szukał Seth.
- Z Susan i Lydią wszystko w porządku. Jane obecnie się nimi zajmuje. Vior również wyszedł z tego cało. - brunet nie wiedział, co powiedzieć o Noahu. Miał straszną obawę co do niego. Skoro Lark zamienił się w popiół, kiedy pozbawiono go wampiryzmu, aż bał się myśleć, co stało się z jasnowłosym. Bo jeśli Isaac dobrze zrozumiał rozmowę Leatasa i Larka, wszyscy przemienieni przez tego drugiego, również musieli pójść w jego ślady.
- A Lark...? - głośno przełknął ślinę, co sprawiło mu ból. - Czy on...? - nie skończył, gdyż zaczął kasłać. Było mu bardzo sucho w gardle.
Isaac spuścił wzrok.
- Tak. - dał jednoznaczną odpowiedź.
Seth nie drążył tematu mężczyzny. W głębi uważał, że zasłużył on na taki los. Nie zdążył zapytać o nic więcej, gdyż na horyzoncie pojawił się Vior, niosący kogoś na rękach. Po chwili przypatrywania się, Seth spostrzegł, że tym kimś był nie kto inny, jak Noah.
Momentalnie poderwał się do siadu, lecz w mgnieniu oka na nowo leżał, tym razem zwijając się z bólu.
- Seth, jesteś przemęczony. - powiedział Isaac z troską, nieznacznie marszcząc brwi. Szatyn nie mógł wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Nie, kiedy jego organizm był na skraju wyczerpania. - Bądź spokojny.
Zachowanie spokoju przyszło mu z trudem, ale postanowił posłuchać starszego. Wiedział, że Isaac nie chciał dla niego źle.
Vior znalazł się szybko przy nich. Powoli ułożył ciało blondyna na ziemi, by następnie przy nim usiąść. Seth niepewnie sunął wzrokiem po całej sylwetce Noaha. Jego klatka unosiła się i opadała. Chłopak oddychał. Żył.
Seth odetchnął z ulgą.
- Musicie o czymś wiedzieć. - zaczął Vior niepewnie. Nastolatek i Isaac skupili na nim swoją uwagę. Nie mieli pojęcia, czego się spodziewać. - W momencie, kiedy Lark stał się człowiekiem... - przełknął ślinę, wzrokiem wędrując do twarzy Noaha. - Jego również to spotkało.
Seth rozdziawił buzię.
Czy Vior mówił poważnie?
Noah znowu był człowiekiem?
Ale w takim razie...
Czy... czekało go to samo, co Larka?
Szatyna momentalnie ogarnęło przerażenie. Zesztywniał, nie mogąc wykrztusić z siebie żadnego słowa. Tak bardzo chciał poznać odpowiedź na to pytanie, ale nie mógł go zadać. Nie potrafił.
- Vior. - powiedział Isaac, z powagą wypisaną na twarzy. - Pewnie już to zauważyłeś, ale ciało Larka niemal od razu zmieniło się w popiół. - zmarszczył brwi, skupiając oczy na leżącym jasnowłosym. - Ile czasu minęło, odkąd Noah... no wiesz, na nowo został człowiekiem?
Wampir zastanowił się przez chwilę.
- Trochę. - uniósł jedną brew, drapiąc się w tył głowy. Na myśl przyszła mu pewna teoria. - Lark był wampirem przez naprawdę wiele lat. Znacznie więcej, niż ja sam. A wierzcie mi, mam już trochę na karku. - uśmiechnął się specyficznie, spuszczając wzrok. - Przygoda Noaha zaczęła się dopiero sześć wiosen temu. Wiecie, co chcę wam przez to powiedzieć?
Isaac w odpowiedzi skinął głową. Seth także bez problemu zrozumiał, co Vior chciał przekazać.
Ciało Larka było aż za stare, aby mogło funkcjonować w normalnym świecie.
- Ale to nie koniec historii. - kontynuował wampir. - To, co teraz powiem, może wam się trochę nie spodobać.
Zgodnie z jego słowami, kiedy Noah poniekąd odzyskał świadomość po przemianie, był otępiały i nie kojarzył mnóstwa rzeczy. Zupełnie, jakby wraz z wampiryzmem, wyparowała część jego wspomnień. Zapewne odpowiadała za to kontrola Larka. Najprawdopodobniej wszystkie sytuacje, w których swój udział miał wampir, zniknęły wraz z nieśmiertelnością.
A tych zdarzeń było mnóstwo.
- Kiedy się ocknie, będzie mieć kompletny chaos w głowie. Wiele kwestii nie będzie się zgadzać, a pozostałe jedynie namieszają mu w głowie. - zmrużył oczy, a następnie spojrzał na Setha. Chłopak był przerażony. Wiedział, co Vior do niego mówił. Rozumiał każde słowo, ale mimo to nie potrafił przyjąć do świadomości, że Noah miałby tak po prostu nie pamiętać wielu rzeczy. To go dobijało. - To może mu doszczętnie zniszczyć psychikę. - wziął głęboki wdech, mentalnie przygotowując się na wyjawienie swojego pomysłu. - To, co pragnę zaproponować, może wam się nie spodobać. Jednakże uważam, że to jedyne słuszne wyjście.
Kolejne słowa Viora były jedynie pogłębieniem szoku, jaki towarzyszył nastolatkowi. Seth nie mógł tego słuchać. Nie potrafił.
Ale tym samym wiedział, że wampir chciał jak najlepiej.
Wyraziwszy zgodę na pomysł Viora, poczuł gdzieś wewnątrz pustkę.
~~~
Uroboros postanowiło odpuścić. Członkowie, którzy wszystko widzieli, uznali te wydarzenia za coś niezwykłego. Byli zafascynowani siłą, jaką prosperował Leatras, ale też przy okazji mieli świadomość, że to był jedyny i ostatni raz, jak mogli coś takiego zobaczyć.
Leatras odszedł na dobre.
Uroboros również.
Dodatkowo...
Noah znów był człowiekiem. Po ponad sześciu latach męki i pałania do siebie samego nienawiścią, odzyskał stracone człowieczeństwo. Ponownie był kimś normalnym. Niestety przypuszczenia Viora okazały się prawdziwe. Chłopak miał spore braki we wspomnieniach, o czym świadczyło parę rozmów, w których ten brał udział. Sytuacje, które kojarzył, w większości mieszały się ze sobą, w związku z czym nie miały najmniejszego sensu. Nie pamiętał, kim był Lark ani też nie wiedział, jak znalazł się u Viora. Bruneta jako tako kojarzył, aczkolwiek nie pamiętał większości sytuacji z nim związanych. To samo tyczyło się pozostałych. Nie wiedział nic o zdradzie, do której został zmuszony. O momencie, jak gotów był zabić Susan, aby pomóc Larkowi. Nic z tych rzeczy nie przychodziło mu do głowy.
Ale było coś, co doskonale pamiętał.
Jego uczucia do Setha. One nie były kwestią rozkazów Larka, aczkolwiek mężczyzna wykorzystywał je przeciw blondynowi.
Ale liczyło się, że były one szczere.
Jednak to nie wystarczyło, aby blondyn zachował zdrowy rozsądek.
Dlatego...
- Wszystko w porządku, Seth? - spytała Jane, odwracając się na fotelu w stronę chłopaka. Całą rodziną jechali właśnie do miejsca, w którym Seth żył od dziecka. Wspólnie zdecydowali się porzucić Mysterious Rises. To miejsce przywodziło im aż za dużo złych wspomnień. Chcieli wrócić tam, gdzie było im dobrze od samego początku. Niestety ich stary dom już był przez kogoś zamieszkiwany, dlatego zmuszeni byli do zakupu innego. Mieli wprowadzić się dwa domy dalej od państwa Cane.
- Nie. - odpowiedział szczerze ze spuszczoną głową. - Nic nie jest w porządku, Jane.
Kobieta zmrużyła oczy, jednak nic nie powiedziała. To był dopiero początek ich podróży, dlatego kobieta nie chciała psuć nikomu atmosfery, skoro oni wszyscy musieli jeszcze spędzić kilka godzin w samochodzie. Doskonale rozumiała, dlaczego Seth był taki przybity. Nie mogła nic na to poradzić.
Chłopak wrócił myślami do wydarzenia sprzed kilku dni.
Do tego pamiętnego wieczoru, w którym coś zyskał, ale też jednocześnie stracił.

- Zamierzamy pójść w ślady Viora i dołączyć do rodu Zalhara. - oznajmiła Susan, stojąc tuż obok Lydii. Po paru godzinach od śmierci Larka, dziewczyny wróciły do formy. W ogóle nie było widać, że jedna z nich jeszcze niedawno miała wszystkie połamane kości, natomiast druga była o krok od uduszenia. Wampirza regeneracja była zadziwiająca.
Seth nie ukrywał zdziwienia wyznaniem przyjaciółki.
- Jesteś pewna? Przecież... w Mysterious Rises jest twoja rodzina. - powiedział chłopak, patrząc na pewną twarz zielonowłosej.
- Myślę, że to najwłaściwsza pora, aby zrobić krok naprzód. - uśmiechnęła się ze smutkiem w oczach. - Jestem pewna swojej decyzji.

Seth przygryzł dolną wargę, na siłę powstrzymując łzy. To był czas ich rozłąki. Pewnie jeszcze nieraz się spotkają, ale nadal nie mógł znieść faktu, że przestanie widywać twarze ich wszystkich na co dzień.
Skończy się wspólne wstępowanie do baru z Susan i Lydią.
Już nie będzie mógł liczyć na zaradność Viora.
Tutaj ich drogi się rozchodziły.

- A co z tobą, Isaac? - spytał wreszcie Seth, zwracając się do czarnowłosego. Ten w odpowiedzi posłał mu niepewne spojrzenie, by wreszcie spuścić wzrok i zastanowić się nad tym, co planował.
- Nie mam pojęcia. - wzruszył ramionami. - Nic mnie nigdzie nie trzyma. Nie mam domu, do którego chciałbym wrócić. - przechylił głowę na bok, uśmiechając się lekko. Nawiązał kontakt wzrokowy z Sethem. - Ale to nie tyczy się ciebie. Tego właśnie chciałeś, czyż nie? Aby to wszystko dobiegło końca. Znów możesz żyć, jak zwykły człowiek.

Isaac miał rację.
Było już po wszystkim. Seth mógł na nowo żyć jak zwykły nastolatek, z tą różnicą, że teraz jego myśli przepełniały przeróżne wspomnienia.
- Zaskoczyłeś mnie, Andy. - powiedziała nagle Jane, zwracając się do siedzącego za kółkiem policjanta. - Nie spodziewałam się, że złożysz Isaacowi ofertę pracy.
- Co się tak dziwi? Świetnie mi się z nim współpracowało. - oznajmił ze szczerym uśmiechem. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że zgodził się podjąć współpracę. Bo to jednak będzie wymagać od niego małej przeprowadzki.
- Prawda. - zgodziła się kobieta, kiwając głową.
Szatyn przysłuchiwał się ich rozmowie w milczeniu. Wiedział, że jego wujek zaproponował pracę Isaacowi. Miał świadomość, iż Isaac był pewny tej decyzji, gdyż, jak sam wówczas stwierdził, nic go nigdzie nie trzymało, dlatego nie wahał się przed drobną zmianą. O ile nagłą przeprowadzkę można było nazwać drobną zmianą.
Jednak Seth na tę chwilę nie potrafił się niczym cieszyć.
Po prostu nie mógł zdobyć się na uśmiech.
~~~
Jego nowy dom znajdował się w okolicy, którą doskonale kojarzył. W końcu mieszał na niej od urodzenia, tyle że w innym budynku. Od momentu wprowadzenia, nie opuszczał swojego pokoju prawie wcale. Robił to tylko w sytuacjach kryzysowych, kiedy albo musiał skorzystać z toalety, albo zmuszony był do wyjścia do sklepu.
Tak też było tym razem.
Z westchnieniem założył buty na nogi, by następnie złapać za klamkę od drzwi frontowych. Już po chwili znajdował się na ganku, rozglądając się na boki. Przy pobliskich domach kręciło się mnóstwo dziennikarzy, wypytujących wszystkich mieszkańców dzielnicy o ostatnie zdarzenie.
Chłopak spuścił łebek i udał się prosto do sklepu.
Nie chciał rozmawiać z żadnym z tych ludzi.
Szybko zrobił zakupy, finalnie płacąc za nie należytą sumę. Nim wyszedł z marketu, rzucił przelotnym spojrzeniem na stoisko z gazetami. Tylko jeden nagłówek przykuł jego uwagę.
Znaleziony po ponad sześciu latach.
Momentalnie poczuł się dziwnie przybity. 
Bez słowa opuścił sklep. Udał się prosto do domu.
Ponad sześć wiosen temu, doszło do zaginięcia dwunastoletniego chłopaka. Nie udało się go odnaleźć, a dodatkowo biorąc pod uwagę zeznania jego przyjaciela i śladów znalezionych na miejscu, w którym chłopczyk zgłosił całą sprawę, Noah Cane został uznany za martwego.
Dwa tygodnie temu na posterunku pojawił się młody chłopak. Nie pamiętał, jak się tam znalazł i co robił przez ostatni czas, jednak jednego był pewien. Swojego imienia.
Przedstawił się jako Noah Cane.
Od razu wszczęto dochodzenie na ten temat. Powiadomiono rodziców, przeprowadzono wszystkie konieczne badania, mające potwierdzić zgodność DNA. Chłopak nie uniknął wizyt u przeróżnych specjalistów, gdzie dokładnie zbadano jego kondycję psychiczną, jak i fizyczną.
Prócz pewnych luk we wspomnieniach, wszystko było z nim w porządku.
Noah Cane odnalazł się. Po ponad sześciu latach wrócił do domu. Do kochających rodziców.
Gazety, w których opisywano tę sytuację, rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Teraz tylko o tym mówiono. Gdzie się nie znalazło, ludzie tylko wspominali o chłopcu, który został znaleziony po kilku latach. Seth już nie mógł tego słuchać, dlatego tak bardzo unikał kontaktu ze światem.
Wolał przeczekać do momentu, aż wszystko ucichnie.
Właśnie ta sytuacja była planem Viora. Wszystko poszło po jego myśli.
~~~
Było południe. Seth chodził od pokoju do pokoju, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Włączył telewizję, od razu przełączając ją na kanał z muzyką. Ustawił wysoką głośność, później z kolei pokierował się do kuchni. Z lodówki wyjął puszkę napoju gazowanego.
Jednakże, nim zdążył ją otworzyć, w całym domu rozległo się dość głośne pukanie do drzwi. Szatyn odłożył puszkę na blat, po czym ruszył w stronę korytarza. Po paru sekundach stał przed drzwiami. Złapał za klamkę bez zbędnego namysłu, od razu ją naciskając.
Świeże powietrze musnęło jego twarz, zmuszając do go lekkiego zmrużenia oczu.
W jednej chwili miliard scen mignęło mu przed oczami. Muzyka, którą do tej pory słyszał, jakby sama się wyciszyła, a wszystko, co znajdowało się wokół niego, tak po prostu wyparowało. Wszystko, prócz tej jednej osoby, stojącej tuż przed nim. Seth widział tylko jego.
Gość brązowowłosego głośno przełknął ślinę.
- Sethie... - powiedział cichym, miłym głosem, co wprawiło szatyna w czyste osłupienie. Wytrzeszczył ślepia, otwierając przy tym buzię. Poczuł się, jakby miał zaraz zemdleć. To nie było żadne złudzenie. On naprawdę stał tuż przed nim. - Sethie. - powtórzył, przechylając głowę na bok. W mgnieniu oka na jego twarzy zagościł ciepły uśmiech. Duże, błękitne oczy przepełniała troska i delikatność. Dokładnie ten sam wyraz twarzy, jak za dawnych lat.
To był on.
To był dawny Noah.
Seth poczuł mocny ścisk w żołądku. Nie był w stanie wykrztusić z siebie nawet jednego słowa.
Blondyn zrobił krok do przodu.
- Dawno się nie widzieliśmy. - powiedział, zupełnie nieświadomy tego, co działo się przez kilka ostatnich miesięcy.
Brązowowłosemu oddech ugrzązł gdzieś w płucach, a w głowie zagościła kompletna pustka.
Dawno...?
Pomyślał, nie mogąc odwrócić oczu od twarzy przyjaciela.
Dawno?
Jego serce zabiło naprawdę mocno. Na tyle potężnie, że był w stanie je usłyszeć. W jednym momencie przed jego oczami pojawiło się mnóstwo scen, które miały miejsce w przeciągu paru ostatnich miesięcy.
Ich spotkanie na cmentarzu, kiedy Seth jeszcze nie był niczego świadomy.
Dnia, jak spotkali się ponownie, kiedy szatyn podjął się próby ucieczki z Uroboros. Wciąż miał w głowie ten widok, jak wiatr strącił Noahowi kaptur z głowy. W dalszym ciągu widział te oczy, wyssane z wszelkich uczuć. Ten uśmiech pełen ulgi, kiedy Seth bez problemu rozpoznał swojego wybawiciela.
Każdy kolejny dzień pojawiał się przed jego oczami.
Jak Seth przedstawiał jasnowłosego Susan i Liamowi. Jak o wszystkim powiedział Jane. Jak wszystko sobie wyjaśnili, starając się wrócić do tego, co było dawniej. Jak Noah pomagał mu, kiedy był w trudnych chwilach.
Chwil, w których Noah był dla niego ogromnym wsparciem.
Jak doszło między nimi do pierwszego zbliżenia. Skóra go piekła na wspomnienie tego każdego dotyku. Aż zrobiło mu się gorąco.
Jak wreszcie uświadomił sobie swoje uczucia i tym samym wszystko mu wyznał.
...dawno się nie widzieli?
Seth zmusił się do lekkiego uśmiechu. W jego oczach zebrały się łzy.
- Tak. Minęło już trochę czasu. - powiedział łamiącym się głosem. Noah podszedł jeszcze bliżej, a następnie objął Setha. Wtedy w szatynie coś pękło.
- Brakowało mi ciebie. - szepnął blondyn, uśmiechając się w duchu.
Seth początkowo nieznacznie zmrużył oczy, nie mogąc przyjąć tego wszystkiego do wiadomości. Tak. To naprawdę się działo. Noah był tutaj. Zachowywał się, jakby naprawdę nie widział Setha przez te wszystkie lata. Jakby kompletnie niczego nie pamiętał.
Rzeczywiście tak było.
Wspomnienia chłopaka zostały zmienione. Wszystko, co wydarzyło się w ciągu tych sześciu lat, zostało wymazane z jego głowy. Na miejsce starych wspomnień, wstąpiły nowe.
Teraz Noah był po prostu zwykłym człowiekiem. W wieku dwunastu lat porwany, odnalazł się dopiero po tak długim czasie, pamiętając mało co.
Seth zatopił głowę w ramieniu przyjaciela, jednocześnie mocno zaciskając powieki. Bał się płaczu i wszelkich wybuchów emocji. Ale nie mógł tego powstrzymać.
- Mi ciebie też, Noah. - wykrztusił z trudem, a następnie zaniósł się płaczem.
W chłopaku kłębiło się mnóstwo emocji, co było wynikiem wielu ostatnich wydarzeń. Płakał z wielu powodów.
Płakał, ponieważ odebrano mu część niego. Pozbawiono go uczuć, a raczej sprawiono, aby on o nich zapomniał. Sytuacje, które były dla niego niezwykle ważne i jednocześnie uświadomiły go o uczuciach, jakimi darzył Noaha, zostały po prostu odebrane temu drugiemu. Tylko on pamiętał, co tak właściwie się wydarzyło. Teraz tylko on był tym, który kochał.
Płakał, ponieważ dopadła go rozłąka z przyjaciółmi. Już nie mógł widywać ich twarzy codziennie. Ludzie, którzy byli z nim przez cały ten czas i darzyli go wsparciem, poszli w swoją stronę.
Ale przede wszystkim płakał z ulgi. Bo to już był prawdziwy koniec. Koniec z wampirami. Koniec z Uroboros. Koniec z ucieczkami i chowaniem się.
To... naprawdę był już koniec.
Teraz mogli po prostu żyć normalnie i cieszyć się sobą.
Zupełnie, jak za starych, dobrych lat.



Obserwatorzy

Hope Land of Grafic