środa, 28 czerwca 2017

"Shukuteki" - Rozdział 17




Początkowo miałem spory problem ze skupieniem na wykładach. Dopadła mnie jakaś paranoja. Przez cały czas odnosiłem wrażenie, iż wszyscy się na mnie patrzą, wiedząc, że to ja jestem tym, który dał się zaliczyć niedoszłemu przyrodniemu bratu. Nieważne, czy moje oczy napotkały wzrok zwykłego rówieśnika, czy któregoś z profesorów - za każdym razem, kiedy do tego doszło, w mojej głowie tworzyły się chore wizje.
Momentami miałem chęć zapaść się pod ziemię.
Na całe szczęście, wraz z upływem czwartej godziny, poniekąd mi przeszło.
Odetchnąłem z ogromną ulgą, chowając twarz w dłonie. Mimo iż spędziłem na wykładach dopiero tylko dwieście czterdzieści minut, byłem niezwykle wymęczony psychicznie. Aż zacząłem współczuć ludziom, którzy mają takie problemy na co dzień. Osobiście nie wiem, co zrobiłbym, gdyby przyszło mi się tak zadręczać dzień w dzień. Najprawdopodobniej wysiadłbym po tygodniu, kończąc w wariatkowie.
Dzięki Bogu, na tę chwilę, miałem spokój.
A przynajmniej tak podejrzewałem.
Cały czar prysł, kiedy nadeszła kolejna godzina wykładów, a moim nowym sąsiadem okazała się niezwykle barwna osóbka. Początkowo chyba mnie nie zauważył, gdyż nic nie mówił. Dodatkowo ja siedziałem z zasłoniętą twarzą, więc nie miał jak sprawdzić, kim byłem.
Cóż za szkoda, że w końcu musiałem oddalić dłonie od buzi i zająć się notowaniem słów wykładowcy. Gdy tylko to zrobiłem, momentalnie poczułem na sobie spojrzenie Yoon Jae. Już miałem wrażenie, że na nowo dopadła mnie paranoja, lecz kiedy zerknąłem ukradkiem na siedzącego obok chłopaka, spostrzegłem, iż ciemnowłosy rzeczywiście przypatrywał się mojej osobie. Nie wiedząc, co powiedzieć, po prostu odwróciłem wzrok, w pełni skupiając się na lekko przygarbionej sylwetce profesora, który dopiero co wszedł do sali. Jego twarz zdobił pakiet niewielkich zmarszczek, jednak, jak na swój wiek, wyglądał całkiem nieźle. Prócz tego czarował słowami, dzięki czemu nigdy nie nudziłem się, siedząc na wykładach, które też prowadził.
Zatraciwszy się w swoich rozmyślaniach, nawet nie spostrzegłem, jak Yoon Jae podsunął mi pod nos skrawek papieru, na którym było coś wyskrobane. Minęła chwila, zanim zdołałem w pełni rozczytać ten szyfr.
W porządku?
Uniosłem brwi i, nie kontrolując tego, obdarowałem szatyna zmieszanym spojrzeniem. Naprawdę zdziwiłem się, czego nie potrafiłem ukryć. Przez chwilę wpatrywaliśmy się bez słowa, lecz chłopak wreszcie przerwał ten gest i zaczął coś zapisywać w rogu zeszytu, w którym znajdowały się całkiem nieźle spisane notatki. A przynajmniej takie sprawiały wrażenie, pomimo wyjątkowo nieładnego pisma, jakim były sporządzone.
Po krótszej chwili otrzymałem nową wiadomość. Tym razem zawierała ona więcej, niż dwa słowa, w związku z czym czas, jaki musiałem poświęcić na rozszyfrowanie tej treści, nieco się wydłużył.
Ostatnim razem uciekłeś. Nie wyglądasz dobrze, dlatego pytam.
Nieznacznie zmrużyłem oczy, zastanawiając się, dlaczego chłopak o to pytał. Nie byliśmy sobie jakoś specjalnie bliscy, ba. Nawet dobrze się nie znaliśmy.
Nah, to nie to.
My w ogóle się nie znaliśmy.
Dlaczego w takim razie Yoon Jae sprawiał wrażenie zainteresowanego moim stanem? Nie miał ku temu najmniejszego powodu. Chcąc, nie chcąc, odpowiedziałem mu skinięciem głowy, co miało jednoznacznie wskazywać, iż wszystko było w jak najlepszym porządku.
Nie miałem najmniejszego zamiaru zwierzać się temu chłopakowi.
Nie, kiedy zupełnie nic o nim nie wiedziałem, w związku z czym nie miałem pojęcia, czego po nim się spodziewać.
Kolejne minuty zleciały mi wyjątkowo szybko. Słuchając słów wykładowcy, notowałem ważne kwestie w zeszycie, całkiem zapominając o wszelkich nieprzyjemnościach, jakie mnie ostatnio spotkały. Jednak Hisato miał rację, mówiąc, iż zajęcie umysłu czymś ważnym będzie w stanie odciągnąć moje myśli od nieciekawych kierunków.
Ocknąłem się, kiedy mój upierdliwy sąsiad szturchnął mnie w ramię. Niechętnie zwróciłem głowę w jego stronę, a gdy spostrzegłem, że ponownie wskazywał na swój zeszyt, westchnąłem, by po chwili podążyć wzrokiem za kierunkiem, który wskazywał jego długi, prosty palec wskazujący.
Jak to jest być gejem?
Momentalnie przybiłem sobie piątkę z czołem, będąc w stu procentach załamanym. Nie chciałem dalej w to brnąć, lecz niektóre rzeczy były silniejsze ode mnie. Nawet nie zauważyłem, jak odpowiadałem chłopakowi nieco innym pytaniem, które, nie wiedzieć czemu, wywołało na jego twarzy uśmiech.
Jak to jest być idiotą?
Pokręcił głową z rozbawieniem, co mnie niezmiernie zirytowało. Założyłem ręce na torsie, dumnie odwracając głowę, co najwyraźniej jeszcze bardziej rozśmieszyło Yoon Jae.
- Dzieciak. - mruknął wesołym tonem, najwyraźniej szukając zaczepki. Nie odpowiedziałem, mimo że bardzo tego chciałem. Ale nie mogłem dać mu za wygraną. Przecież o to chodziło. Abym w odpowiedzi palnął coś głupiego, wychodząc na jeszcze większego idiotę. - Więc? Jak to jest? - ponowił pytanie, szepcząc, co nieznacznie przykuło moją uwagę.
Czy on naprawdę był taki głupi?
Ja najwyraźniej byłem jeszcze gorszy, bez namysłu łykając haczyk.
- A jak to jest być hetero? Albo bi? Katolikiem? Ateistą? - uniosłem jedną brew, na co szatyn rozdziawił buzię, lecz nie zwróciłem na to większej uwagi i po prostu kontynuowałem. - To bezsens, pytać się osoby homoseksualnej, jak to jest mieć taką orientację. - uśmiechnąłem się w kpiący sposób, podpierając podbródek na dłoni. - Zupełnie, jakbym miał wiedzieć, jak to jest mieć inną orientację, od zawsze będąc gejem. - wywróciłem oczami, czym zakończyłem swoją krótką wypowiedź. Mimo że nie chciałem zabrzmieć zbyt ostro, bazując na wyrazie twarzy Yoon Jae, mogłem nieco przesadzić. Ale jeśli nie ująłbym tego w ten sposób, chłopak nie zrozumiałby mnie. Czasem trzeba po prostu na kogoś warknąć, aby dać tej osobie do zrozumienia pewną rzecz. - Dlaczego pytasz? - spytałem z zainteresowaniem, mrużąc oczy. Nie odrywałem pewnego spojrzenia od jego zdziwionej twarzy, czym zmieszałem go jeszcze bardziej. Gdy spuścił wzrok, również podążyłem swoimi oczami w innym kierunku. Nie czułem się jakoś szczególnie zobowiązany do spoglądania na niego.
- Bez większego powodu, pedałku. - odpowiedział cicho, podkreślając ostatni wyraz, na co teatralnie wywróciłem oczami, kwitując całość donośnym westchnięciem.
Przez chwilę wydawał się być zupełnie inny.
Ale cóż, cały czar prysł w momencie, kiedy na nowo nazwał mnie pedałkiem.
Tego dnia już nie zamieniliśmy między sobą ani jednego słowa więcej.
Nim zajęcia dobiegły końca, Hisato wysłał mi wiadomość, gdzie poinformował mnie, iż podjedzie pod uniwerek za jakiś kwadrans. Odetchnąłem w duchu na myśl, że nie będę musiał się męczyć w autobusie lub czymś podobnym, tylko na spokojnie wrócę samochodem, wraz ze swoim przyjacielem.
Już po paru minutach od odczytania wiadomości, znajdowałem się na świeżym powietrzu, zmierzając w stronę głównej bramy, gdzie rozchodzili się wszyscy studenci, kończący swoje zajęcia. Nawet na nich nie patrząc, stanąłem pod murem, czekając na przyjazd czerwonowłosego.
Byłem tak bardzo wgapiony w wyświetlacz telefonu, że początkowo nie zauważyłem towarzystwa osoby, której wyjątkowo mocno nie chciałem widzieć. Dopiero wtedy, kiedy do moich uszu dobiegł kpiący, kobiecy śmiech, uniosłem wzrok znad ekranu, od razu rejestrując obecność Ryou i jakiejś głupiej lochy. Jej twarz wydawała się znajoma, aczkolwiek nie na tyle, abym wiedział, kim była.
Początkowo czułem mocny ścisk za serce. Uczucie było tak mocne, że miałem problem z wzięciem oddechu. Ale w pewnym momencie to po prostu przeszło.
Tak o.
Nawet nie musiałem jakkolwiek kombinować, aby jakoś odciągnąć swoje myśli od jego osoby.
Zmierzyłem tę dwójkę surowym wzrokiem, by po chwili po prostu ich zignorować i udać się do samochodu, który dopiero co podjechał.
Nawet nie potrafiłem opisać swojej satysfakcji, kiedy ujrzałem końcowy wyraz twarzy Ryou.
Ta mina była wręcz bezcenna.
A ja byłem dzieciakiem, ciesząc się, jak głupi, z tak mizernego powodu.
Ale cóż z tego? Kto by się tym przejmował?
Na pewno nie ja.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic