środa, 28 czerwca 2017

"Desirable blood" - Rozdział 72




Wspomnienie.
Pierwsza rzecz, z jaką Vior skojarzył sobie sen Setha. Skoro nawet on nie uważał, aby sytuacja, która przyśniła się szatynowi, była zwykłym przypadkiem, coś definitywnie musiało być na rzeczy. Lecz nawet wampir, mimo iż należał do rodu pierwszych, nie znał wszystkich szczegółów związanych z ich początkiem. Twierdził, że pewnego dnia po prostu ocknął się, wraz z niewielką grupą innych osób, nie wiedząc, gdzie jest ani co tutaj robi. Czuł się roztargniony, podburzony, emocje wręcz nim miotały, a on sam nie wiedział, co jest tego powodem. Wszystko, co odczuwał i czego pragnął, było dla niego kompletną nowością, której nie potrafił kontrolować.
Od tamtego czasu minęły wieki. I nawet po tym nie dowiedział się, kto zapoczątkował ich rasę, jak i również nie poznał przyczyny tego wydarzenia.
Jedynym źródłem ich informacji były przepowiednie wyroczni.
Jedna z nich przerażała mnóstwo wampirów. Vior wcześniej o niej nie wspominał, lecz teraz uznał, iż nadeszła odpowiednia chwila.
Zgodnie ze słowami Iruomy, wkrótce miał nadejść czas końca. Wampiryzm nie był czymś naturalnym. Powstał dzięki pewnemu potężnemu zaklęciu, lecz osoba, która je rzuciła, nie była nikomu znana. Czarnoskóra kobieta miała wizję, w której ujrzała koniec wampirów. Oznaczać to mogło jedynie fakt, iż wreszcie pojawił się ktoś, kto byłby zdolny do odwołania zaklęcia, które uczyniło tych wszystkich ludzi krwiopijcami. Wszystko wiązało się z Sethem i demonem siedzącym w jego wnętrzu, Sartaelem.
Leatras, który tak bardzo ciekawił szatyna, zgodnie z wersją Viora, był autorem obrazu ilustrującego polanę, lecz wampir mimo wszystko nie miał okazji widzieć się z malarzem twarzą w twarz. Na tę kwestię Seth zwrócił największą uwagę. Wampir nigdy nie widział tego mężczyzny. Coś mu nie pasowało.
Bazując na nowych informacjach, brązowowłosy doszedł do wniosku, iż w swoim śnie zobaczył nic innego, jak fragment z przeszłości, przedstawiający osobę odpowiedzialną za nadanie wampiryzmowi istnienia, która była w trakcie rzucania tego szczególnego zaklęcia.
Zastanawiał się tylko, dlaczego to zobaczył.
Akurat w tym momencie.
Kiedy Sartael nagle przestał się odzywać i nie dawał żadnego znaku życia.
To wszystko było zbyt dziwne, aby mogło być zwykłym przypadkiem.
Nie. W świecie, gdzie działy się tego typu rzeczy, nie było nawet mowy o zbiegach okoliczności. Tutaj nic nie działo się przypadkiem. Wszystko miało swoją przyczynę i skutek, co nie zawsze było pozytywne. Ale właśnie te kwestie charakteryzowały ten świat.
I dlatego, bazując na swoich doświadczeniach, Seth nie mógł uwierzyć w coś tak absurdalnego, jak zwykły przypadek. To było wręcz niemożliwe.
Ktoś definitywnie starał się mu pokazać przeszłość.
Lecz co było tego powodem?
Czyżby wizja, o której wspominał Vior, naprawdę miała się ziścić? I na dodatek to on miałby odpowiadać za jej spełnienie?
Nie mógłby żyć z myślą, iż pozbawił tak mnóstwo istnień życia.
Jednak, jakby się zastanowić nad tym głębiej, czy ich codzienność naprawdę można było nazwać życiem?
Seth doskonale wiedział, co o tym wszystkim myślał Noah. Ostatnio zwierzył mu się ze swoich uczuć, przez co szatyn doskonale wiedział, iż to, co czul blondyn, kompletnie nie było kolorowe.
Również nie wiadomo było, co stałoby się po odwołaniu zaklęcia. Wszystkie te wampiry tak po prostu umarłyby? Czy może dostałyby szansę kolejnego życia, ponownie jako ludzie?
Nastolatek nie wiedział tego, jednak czuł, że musi jakoś zdobyć potrzebne informacje, dzięki którym będzie w stanie udzielić sobie odpowiedzi na te pytania.
Bo wiedział, że nie bez powodu to wszystko teraz do niego docierało.
Siedząc w kawiarni w towarzystwie Isaaca, Lydii i Susan, zastanawiał się, jak poznać tę prawdę. Od czego zacząć i w którym kierunku zmierzać, by dowiedzieć się czegoś więcej na temat wampiryzmu. Nie mógł radzić się żadnych krwiopijców ani wyroczni, gdyż wszystko, co oni wiedzieli, było już wyjawione i nie zawierało nawet jednej konkretnej informacji. Jego myśli kierowały się tylko na jedną osobę.
Sartael.
On na pewno coś wiedział.
Był jeszcze Lark, jednak on... ponoć już odszedł.
Zamyślił się tak bardzo, że nawet nie spostrzegł, jak zaczął szkicować coś, czego sam nie mógł zidentyfikować, w niewielkim notatniku, leżącym na stole, w którym do tej pory notował same potrzebne rzeczy. Isaac, który siedział tuż obok szatyna, z uwagą przyglądał się wszystkiemu, nie mówiąc ani słowa. Nie przyznał tego otwarcie, lecz bardzo podobały mu się te niedbałe bazgroły, wykonywane przez Setha w stanie zamyślenia. Jego zdaniem nastolatek miał ogromny talent, który marnował, nie chcąc pokazywać swoich dzieł nikomu.
- Myślałeś kiedyś o szkole artystycznej? - spytał brunet, przez cały czas patrząc na niewielki, aczkolwiek wyjątkowo urodziwy rysunek, znajdujący się w rogu kartki. Seth automatycznie obdarował go zdumionym spojrzeniem, jakby nie wierzył, że takie pytanie padło właśnie z ust Isaaca. - Hm? Coś nie tak? - przechylił głowę na bok, przez cały czas utrzymując kontakt wzrokowy ze zdziwionym Sethem.
- Nie, nic... po prostu... trochę mnie zaskoczyłeś tym pytaniem. - uśmiechnął się w smutny sposób, spuszczając wzrok, po czym westchnął. - Chciałbym móc myśleć o takich rzeczach. Ale chyba nie mam do tego prawa. - Isaac zmrużył oczy na te słowa. Nie wiedzieć czemu, trochę się zirytował. Nie na samego Setha, lecz na słowa, które wypowiedział. Niby dlaczego nie miał do tego prawa? Był tylko zwykłym chłopakiem, który został wplątany w nietypowy konflikt. Należała mu się przerwa i chwila relaksu. Mógł myśleć o przyszłości i normalnych rzeczach.
- Nawet tak nie mów. To ty decydujesz o sobie i o tym, czego pragniesz. - powiedział, odwracając wzrok od przybitej twarzy brązowowłosego, który chyba zmieszał się słowami bruneta. Po tym Isaac ujął w dłoń niewielką filiżankę kawy, by następnie upić jej łyk, zaczynając delektować się nutą goryczy, dzięki której tak bardzo uwielbiał kawę bez dodatku cukru.
Seth poczuł dziwny ścisk w sercu, kiedy dotarły do niego szczere słowa czarnowłosego. Początkowo zaskoczony, wreszcie zaczął odczuwać nieopisane szczęście. Chyba tego potrzebował. Aby ktoś wreszcie mu powiedział, iż to jest jego życie i nie ma on z góry narzuconej jakiejś roli. Że może decydować o swoim losie, a nie tańczyć tak, jak mu zagrają.
Isaac jak zwykle wiedział, co powiedzieć, aby podnieść go na duchu.
- Dziękuję. - uśmiechnął się ciepło pod nosem, na co Isaac uniósł brwi, kątem oka zauważając nagłą zmianę u szatyna. Lydia i Susan były pochłonięte rozmową między sobą, dlatego nawet nie słuchały, o czym rozmawiali chłopcy.
- Za co? - spytał, zdziwiony podziękowaniami od Setha. Przecież nie zrobił on niczego, co wymagałoby słów wdzięczności. Nie miał nawet takiego zamiaru. Po prostu chciał zrobić coś, co pomogłoby szatynowi w porzuceniu tego głupiego nawyku ściągania wszystkiego do podziału: mam prawo i nie mam prawa.
Seth nieznacznie zwęził powieki, zastanawiając się, co byłoby dobrą odpowiedzią. Nie kontrolując swoich myśli, cicho westchnął.
Za to, że po prostu tutaj jesteś.
- Za nic szczególnego. - pokręcił głową, zamykając patrzałki. Isaac przypatrywał się wszystkiemu z ciekawością, zastanawiając się, dlaczego ten chłopak tak bardzo go obchodził. Nie pamiętał, aby kiedykolwiek przejmował się kimś tak bardzo, jak Sethem obecnie. Kim był ten chłopak? Dlaczego znaczył on dla niego aż tak wiele? - Po prostu... zawsze, chociażby jednym wyrazem, jesteś w stanie przerzucić moje myśli na inny tor. Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem ci za to wdzięczny.
Isaac ułożył usta w linię, po czym skierował spojrzenie na siedzące przed nimi Susan i Lydię, które chwilowo przerwały rozmowę i również skupiły się na brązowowłosym. Obie wymieniły między sobą wymowne spojrzenia, by następnie zerknąć na Isaaca i posłać mu łagodny, aczkolwiek jednoznaczny uśmiech.
One obie myślały podobnie, co Seth, i nawet tego nie ukrywały.
- To nic, za co powinieneś mi dziękować. - westchnął, po czym dopił kawę i podniósł się z miejsca. Tym czynem skupił na sobie trzy pary oczu, wyraźnie pytające, dokąd zamierza się udać. - Pomagam twojemu wujkowi przy jednej sprawie. - powiedział do Setha, na co ten pokiwał głową na znak zrozumienia. Gdy do wszystkich dotarła informacja, Isaac opuścił lokal, wcześniej płacąc za filiżankę kawy, którą zdążył wypić przez cały pobyt w barze.
Dziewczyny ponownie spojrzały na siebie ze specyficznym wyrazem, na co Seth lekko uniósł brwi, ciekaw, co im dwóm chodziło po głowie. Lydia postanowiła to wyjaśnić jako pierwsza. Gdy tylko spojrzała na brązowowłosego, uśmiechnęła się lekko i powiedziała:
- Jestem po prostu zszokowana zmianą Isaaca. W pozytywnym znaczeniu, rzecz jasna. - machnęła dłonią, po czym ujęła w dłoń mały widelczyk, który szybko zatopiła w kawałku szarlotki, który do tej spoty stał nietknięty. - Znam go trochę dłużej, niż ty, więc mniej więcej kojarzę, jak zachowywał się, zanim doszło do waszego spotkania. Chyba cię polubił. - zaśmiała się krótko, a następnie zajęła konsumpcją ciasta, czemu Susan przypatrywała się ze sporą uwagą. Sama nic nie tknęła od momentu przyjścia do baru. Chyba nie miała apetytu.
Zmienił się?
Pomyślał Seth, układając usta w niewielki dziubek.
Może minimalnie, ale... przecież nigdy nie był jakiś zły.
Pokręcił głową, odrzucając te myśli na bok. Nie miał niczego do zarzucenia brunetowi. Nawet, jeśli początkowo ich relacja nie wyglądała najlepiej, to szybko się zmieniła. Dodatkowo czarnowłosy był nawet gotów na powrót do Uroboros, co mogło grozić mu śmiercią, byle tylko ocalić Setha w trakcie ataku na ród Viora, dlatego chłopak wiedział, iż Isaac był kimś, na kim mógł polegać bez żadnych zmartwień. Nie miał przy sobie mnóstwa takich osób, aczkolwiek nie narzekał. Taka liczba w stu procentach mu wystarczyła. Cieszył się, że w ogóle miał kogokolwiek. Bo gdyby nie ci ludzie, już z pewnością załamałby się i leżał gdzieś w kącie, zdruzgotany wszystkim, co go otacza.
Potrafił docenić to, co posiadał.
- To i ja znikam. - powiedział wreszcie, po czym podniósł tyłek z siedzenia, wcześniej wyjmując pieniądze z portfela. - Na razie. - pożegnał się, w odpowiedzi otrzymując entuzjastyczne cześć od obu dziewczyn, po czym udał się w stronę wyjścia, a następnie swojego domu.
Naszło go na małe rysowanie. Nie wiedzieć czemu, w pewnym momencie w jego myślach po prostu pojawił się obraz jednego z mężczyzn, który gościł w jego ostatnim śnie, gdzie szczegółowo widział jego twarz. Od razu zapragnął to narysować. Jak najszybciej, zanim zapomni, co widział. Czuł, że to mu się przyda. A ostatnio przeczucia go nie zawodziły.
Także już wiedział, co zrobić na tę chwilę.





"Desirable blood" - Rozdział 71




Seth stał przez chwilę jakby w amoku, ślepo wpatrując się w drzwi, znajdujące się tuż przed nim. Dłonią niemalże dotykał klamki, na której głównie skupione było jego spojrzenie. Miał wrażenie, jakby czas stanął w miejscu, gdyż wszystko, co do tej pory słyszał, zamilkło. Wybudził się z tego transu dopiero wtedy, kiedy poczuł łagodny dotyk dłoni na swoim ramieniu. Wzdrygnął się, zupełnie nie spodziewając się przyjścia Noaha. Lecz podziękował mu za to w duchu. Cieszył się, że nie był już sam.
- Wszystko w porządku? - spytał blondyn, patrząc na brązowowłosego z troską. Nieco się przeraził, kiedy jego instynkty zarejestrowały nagłą zmianę u Setha, dlatego od razu pokierował się do korytarza. Nie spodziewał się u szatyna stanu przypominającego trans, jednak w momencie, gdy uświadomił sobie, iż niektóre informacje, które ostatnio do niego dotarły, mogły nakierować jego myśli na jeden, nieszczególnie ciekawy tor, wszystko stało się dla niego zrozumiałe.
- Nie wiem. - odpowiedział z zawahaniem, marszcząc brwi. Wręcz podskoczył, kiedy w pomieszczeniu ponownie rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Noah, widząc, iż jego chłopak nawet nie mógł ruszyć się z miejsca, cicho westchnął, a następnie podszedł bliżej wrót, by finalnie je otworzyć. Poczuł, jak u Setha wzrosło przerażenie. Lecz wszystko momentalnie uleciało, gdy oczy i jego, i szatyna, napotkały poważną twarz listonosza, nieco zniecierpliwionego tym czekaniem, aż ktoś łaskawie mu otworzy. Nawet nie pytając Noaha o to, czy jest mieszkańcem tego domu, wręczył mu niewielkie pudełko, po czym poszedł, donośnie wzdychając pod nosem. Blondyn uniósł brwi w geście zdziwienia, by następnie zerknąć na przesyłkę.
- Zaadresowana do Jane. - powiedział, po czym spojrzał na stojącego obok Setha, który wyglądał, jakby miał zaraz wyzionąć ducha. W pewnym momencie po prostu zamknął oczy i nabrał sporo powietrza do płuc, by po chwili powoli wypuścić całość. Naprawdę przejął się tą sytuacją.
- To był zwykły listonosz z normalną przesyłką. - rzekł cicho pod nosem, kręcąc głową z niedowierzania. Jeśli już teraz aż tak przerażał go zwykły dzwonek do drzwi, to co będzie później? Kiedy sprawy pokomplikują się jeszcze bardziej? Całość nie zapowiadała się zbyt kolorowo.
- To zrozumiałe, że mogłeś pomyśleć inaczej. - ułożył usta w linię, zastanawiając się, czy jest jakiś sposób na to, aby podnieść swojego chłopaka na duchu. Naprawdę dobijał go fakt, iż to właśnie Seth był tym człowiekiem, który musiał przechodzić przez te wszystkie przykre sprawy. Gdyby tylko istniał jakiś sposób, aby to zmienić... Wtedy nawet nie zawahałby się nad wciągnięciem jakiejś niewinnej osoby w wir tych nieciekawych zdarzeń. Wszystko, aby tylko Seth mógł wreszcie odetchnąć.
- Już mniejsza o to. - machnął dłonią, jednocześnie wzdychając, po czym spojrzał w oczy blondynowi. - Nie zmienię swojego sposobu myślenia. Nie w takich warunkach. - przełknął ślinę, odwracając wzrok. Złapał jasnowłosego za rękę i pociągnął go za sobą w kierunku swojej sypialni. Gdy już znaleźli się w pomieszczeniu, Seth usiadł na łóżku i spuścił głowę. Chciał powiedzieć Noahowi o swoim śnie. Blondyn, widząc zawahanie i coś jeszcze, czego nie był w stanie opisać, na twarzy szatyna, klapnął tuż obok niego, po czym objął go jednym ramieniem, co było niezwykle uspokajającym gestem.
- Wiesz, że możesz mi powiedzieć o wszystkim, prawda? - spytał, mimo iż doskonale znał odpowiedź. Wiedział, że Seth nie miał przed nim tajemnic. Był niczym otwarta księga. Wszystko dało się doskonale wyczytać z jego twarzy czy oczu.
- Oczywiście. - uśmiechnął się lekko, a następnie spojrzał na Noaha, który wyglądał w tej chwili na niezwykle skupionego. Naprawdę brał na poważnie tę sytuację, nawet, jeśli nie musiał. Ale mimo to starał się być całym sobą z Sethem. - Wiesz, co oznacza słowo Leatras? - spytał wreszcie, nieznacznie marszcząc brwi. Od samego początku kojarzył ten wyraz, aczkolwiek nie mógł sobie przypomnieć, skąd.
Noah znał odpowiedź.
- Czy to nie ten mężczyzna, który namalował obraz, który znajdował się u Viora? Wiesz, ten przedstawiający polanę. - rzekł, na co Seth rozdziawił buzię, dochodząc do wniosku, że blondyn się nie mylił. - Swoją drogą, twoje odtworzenie tego malunku wyszło idealnie. Wręcz identycznie. - zaśmiał się krótko, mając przed oczami obszerny rysunek, na którym znajdowała się wspaniale odwzorowana polana i parę innych elementów. - Zupełnie, jakbyś to ty był autorem tego pierwszego obrazu. - mimo iż żartował, Seth momentalnie spiął ramiona. Coś go pchnęło w tym kierunku. - Co z tym Leatrasem?
Szatyn uspokoił szybko swoje myśli, wracając do tego, co zamierzał od samego początku. Do poruszenia tematu swojego snu. Nie miał teraz czasu na zastanawianie się, dlaczego zareagował w taki, a nie inny sposób na zwykły żart blondyna.
- Może to zabrzmieć dziwnie, ale miałem sen. Ten z kategorii nieco bardziej realnych. - zaakcentował ostatni wyraz w specyficzny sposób, co Noah zrozumiał od razu. Wiedział o dziwnych wizjach szatyna nie tylko od jego samego, ale też od Larka, ojca Setha. Nie wiedzieć czemu, wampir wiedział o nim aż za dużo, jak na kogoś, kto nie miał choćby chwilowej styczności ze swoim dzieckiem. To od zawsze zastanawiało Noaha. Skąd Lark tyle wiedział? I dlaczego nagle postanowił zniknąć? Jego osoba była ogromną zagadką.
W następnej kolejności Seth opowiedział o swoim śnie, nie szczędząc sobie szczegółów. Najwięcej uwagi przywiązał do mężczyzny, który recytował jakąś mantrę, używając nieznanego mu języka. Noah wyraźnie ściągnął brwi, gdy Seth doszedł do momentu, jak człowiek, który przez cały ten czas był martwy, nagle zerwał się do siadu, zaczynając oddychać.
- Ożył? - powtórzył, wyraźnie zaskoczony tym, co chwilę wcześniej usłyszał. Nie mógł zaprzeczyć, iż początkowo myślał, że Seth miał kolejną wizję, której powodem były moce Sartaela, lecz teraz, kiedy już wiedział, co było tym snem Setha, jego podejrzenia trochę się zmieniły. To już nie wyglądało na zwykłą wizję.
Ta sytuacja była bardziej jak jakieś...
Wspomnienie.
- To stało się tak szybko, że nie zdążyłem zwrócić uwagi na szczegóły, ale... ten mężczyzna... on chyba... - mocno zmarszczył brwi, starając się wysilić swój umysł do powrotu do tej sceny, lecz, jak na złość, nie mógł tego zrobić. - Może to zabrzmieć śmiesznie, ale... on chyba miał... kły. - powiedział, po czym spojrzał na Noaha, który nawet nie podejmował się próby ukrycia swojego zmieszania. - Dlatego chcę porozmawiać z Viorem i spytać go, czy jest coś wiadome na temat... waszego początku. - przygryzł dolną wargę, przykładając się do powiedzenia tego, co podejrzewa w związku ze swoim snem. Minęła niedługa chwila, zanim się na to zdobył. - Mam wrażenie, że to, co widziałem, jest wyjątkowo mocno związane z początkiem wampiryzmu.
Noah przełknął głośno ślinę. W jednym momencie w jego myślach pojawiło się mnóstwo nowych wyjść, w tym jedno, które byłoby w stanie uchronić szatyna od żądnych krwi wampirów.
- Masz rację. Musimy jak najszybciej powiadomić o tym Viora. Bo twoja teoria to jedno, ale dzięki niej, być może, będziemy w stanie cię w pewien sposób wyswobodzić. - powiedział, na co Seth wstrzymał oddech.
Wyswobodzić?
Ale w jaki sposób?
Jak niby ta informacja miałaby mu pomóc?
Coś takiego było w ogóle możliwe? W położeniu, w jakim się znajdował? Kiedy wszyscy pragnęli jego śmierci?
Pewności nie było, ale musieli przynajmniej spróbować.



Obserwatorzy

Hope Land of Grafic