środa, 28 czerwca 2017

"Stay with me" - Rozdział 5

Masz ochotę na jakiś film?





                Od momentu, kiedy Will dowiedział się prawdy o moich uczuciach, minęło już trochę czasu. Z pewnością mogłem rzecz, iż między nami nie zmieniło się zupełnie nic. Wciąż byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, co mnie poniekąd martwiło, ale też cieszyło. Najważniejsze, że swoim wyznaniem nie popsułem tego, co nas łączyło. W duchu dziękowałem Willowi, że nie utworzył między nami dziwnej ściany. Wiedziałem, że nagły dystans by mnie zniszczył. Może nie od razu, ale z czasem po prostu zacząłbym czuć się źle i w pewnym momencie usunął z drogi.
                Nikt nie zdawał sobie sprawy, jak wielką ulgę przyniosły mi słowa przyjaciela: Nigdy nie rzucam słów na wiatr i to, co one zagwarantowały. Doprawdy, to było wręcz nie do wyobrażenia dla osoby, która nigdy przedtem nie doświadczyła czegoś podobnego.
              Uważnie śledziłem wzrokiem wychodzących rodziców, którzy parę dni temu wywołali u mnie dziwne odczucia, a to wszystko za sprawą dziwnej wizytówki, o której postanowiłem im wspomnieć. Najpierw zareagowali szokiem, od razu upewniając się, czy oby na pewno nie wiedziałem, kim był ten mężczyzna, a następnie wręcz rozkazali mi, abym nie próbował się tego dowiadywać. Tkwiłem w szoku i tylko im przytaknąłem, nie rozumiejąc całej tej sytuacji, jednakże teraz, gdy trochę ochłonąłem i spojrzałem na tę sprawę z nieco innej perspektywy, zacząłem się zastanawiać, o co w tym wszystkim tak naprawdę mogło chodzić. Ich reakcja nie była normalna. Tego byłem pewny.
                Kiedy zostałem sam, odetchnąłem z ulgą. Przyłożyłem otwartą dłoń do klatki piersiowej, spuszczając łebek, a następnie zamknąłem oczy i wziąłem głębszy wdech. Byłem bardzo spięty. Chciałem jakoś temu zaradzić, lecz nie mogłem znaleźć złotego środka. Nawet, jeśli takie kontrolowane oddechy coś dawały, to tylko na moment. Po chwili znowu stałem spięty i zestresowany, nawet nie wiedząc, czemu. Tak po prostu było i nie mogłem nic na to poradzić.
                Najpewniej powodem była… samotność.
                Na tę chwilę, to właśnie jej bałem się najbardziej.
                Mimo że otwarcie o tym nie mówiłem, to w głębi bałem się zostawać sam. Obawiałem się, iż wówczas stanie się coś, z czym nie będę w stanie sobie poradzić. Że nie będzie przy mnie żadnej osoby, kiedy będę potrzebować jej pomocy.
                Strach od zawsze był normalną i jednocześnie standardową emocją, lecz dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak bardzo przerażającą.
                Cisza, jaka panowała w domu, była uspokajająca, ale też w pewien sposób przygnębiająca. Nie chciałem przesiąknąć tą negatywną emocją, dlatego postanowiłem wyjść na zewnątrz, co mogło wydawać się trochę nierozważne, ale przecież nie miałem zamiaru przebiec żadnego maratonu. Po prostu chciałem się przejść i trochę odetchnąć. Miałem do tego prawo.
                Narzuciłem na siebie luźniejszą kurtkę i założyłem pierwsze lepsze trampki, po czym wyszedłem z mieszkania, uprzednio zabierając plecak z niezbędnymi przedmiotami. Zamknąłem drzwi na zamek, po czym odwróciłem się na pięcie i ruszyłem naprzód. Mimowolnie zerknąłem ku niebu, sprawdzając jego stan. Było czyste i zapowiadało świetną pogodę na resztę dnia. Słońce mimo wszystko nie prażyło. Miałem wrażenie, że gdyby nie kurtka, odczuwałbym łagodny chłód. Taką pogodę lubiłem najbardziej.
                Tylko…
                Dokąd tak właściwie planowałem się udać?
~~~
                Wieczór nadszedł szybciej, niż mógłbym przypuszczać. Nawet nie zauważyłem, jak niebo przybrało nieco ciemniejszą barwę, przez którą przebijały się nieliczne, słabe gwiazdy.             
                Byłem taki sam, jak one. Również byłem słaby. Czułem się malutki. Bez wsparcia i osób, które mogłyby mi go udzielić, nie istniałem. Ja również potrzebowałem czyjegoś oparcia, aby móc świecić.
                Zastanawiałem się, kiedy zgasnę.
                Z rozmyślań wyrwał mnie dość smętny kawałek, grany przez ulicznych muzyków. Zatrzymałem się, by móc ich posłuchać. Zespół składał się z czterech osób, co raczej było takim standardem. Każde z nich wyglądało młodo. Osobiście mógłbym im dać maksymalnie dwadzieścia lat. Jedyna dziewczyna w zespole była wokalistką o wyjątkowo specyficznej barwie głosu. Początkowo sprawiała wrażenie, jakby nie trafiała w dźwięki, lecz po chwili słuchania, od razu zmieniało się o niej zdanie.
                Przekierowałem swoje spojrzenie na jednego z dwóch chłopaków, grających na gitarze. Był wyprostowany i skupiony na swoich dłoniach. Na jego twarzy malował się ogrom emocji. Sam nie potrafiłem stwierdzić, jak wyglądało jego obecne samopoczucie. Drugi z gitarzystów sprawiał wrażenie nieco bardziej rozluźnionego. Uśmiechał się radośnie, nie mogąc się powstrzymać od kołysania na boki, w rytm muzyki. Trzecim i zarazem ostatnim członkiem zespołu, był klawiszowiec. Dopiero teraz spostrzegłem, że wyglądał identycznie, jak wokalistka.
- Bliźniaki. – nieświadomie szepnąłem pod nosem, czego, na całe szczęście, nikt nie usłyszał. Odetchnąłem w duchu z ulgą, a następnie na nowo spojrzałem na muzyków.
                Powoli lustrowałem wzrokiem każdego z nich, aż wreszcie spotkałem się oczami z chłopakiem grającym na klawiszach. Swoim spojrzeniem wprawił mnie w taki stan, że przez moment odnosiłem wrażenie, jakby czas wokół nas zatrzymał się. Nie widziałem kompletnie nic, prócz tych jego szmaragdowych oczu, błyszczących wyjątkowo mocno i pięknie, a także nie słyszałem więcej, jak do tej pory. W mojej głowie jedynie rozbrzmiewał dźwięk melodii, którą oni wszyscy wykonywali. Czułem się, jakby rzucono na mnie jakiś urok.
                Bałem się tego uczucia.
                A to dlatego, że nigdy wcześniej go nie doświadczyłem.
                To, co jest nam nieznane, przeraża nas bardziej, ale tym samym niezwykle mocno intryguje.
                Spuściłem wzrok, nieświadomie wzdychając. Odczułem wibracje w kieszeni, więc wyjąłem z niej telefon i odebrałem połączenie.
- Tak? – powiedziałem cicho, oddalając się od muzyków z myślą, że pewnie już nigdy ich nie zobaczę. Nie wiedzieć, czemu, z tego powodu odczuwałem lekki zawód. Powoli zacząłem podążać w kierunku swojego domu.
- Jesteś w domu? – na moją twarz mimowolnie wpłynął uśmiech, kiedy usłyszałem głos Willa. Od razu poczułem się lepiej. Ten chłopak naprawdę był moim złotym środkiem. Niezależnie, jak źle czy dziwnie się czułem, on samym swoim głosem potrafił sprawić, że wszystkie nieprzyjemności znikały. Jak on to robił?
- Nie, ale już wracam. – powiedziałem szczerze, na co usłyszałem ciche: rozumiem, wypowiedziane z nutą zawahania.
- Wiesz, mam dwa bilety do kina. – wspomniał po chwili milczenia, co w ogóle nie było niewygodne. Jakoś w jego przypadku nie czułem się skrępowany, kiedy dopadała nas cisza. Lubiłem ten stan. Mogłem wtedy pomyśleć i powspominać. Niby robiłem to cały czas, ale to nie było to samo, kiedy w pobliżu nie było osoby, której te myśli w większości dotyczyły. – Szkoda, żeby się zmarnowały. – zaśmiał się melodyjnie, na co zmrużyłem oczy w radosny sposób. – Masz ochotę na jakiś film? – spytał, jakby moja odpowiedź nie była oczywista. Miałbym mu odmówić i siedzieć w domu? Dobry żart.
- Pewnie. – odpowiedziałem, dodatkowo kiwając głową, czego chłopak nie mógł zobaczyć. Ale takie gesty były naturalne i przede wszystkim nawykowe, dlatego w ogóle mnie nie dziwiły. – Gdzie chcesz się spotkać?
- Mogę po ciebie podejść. – zaproponował, na co zaśmiałem się krótko.
- Przecież mówię, że nie ma mnie w domu. – przypomniałem mu, na co zareagował szybkim: aaa, no przecież! Pokręciłem głową z niedowierzania, nie mogąc zdjąć z twarzy uśmiechu. – Więc może na miejscu? Pod centrum? – zatrzymałem się, ukradkiem zerkając na wspomniany przez siebie samego budynek.
- W porządku. Będę za parę minut. – przystał na to, co mnie zadowoliło. Rozłączyłem się, po czym schowałem telefon do kieszeni i rozejrzałem się wokół siebie. Kątem oka dostrzegłem muzyków, którzy zaczynali zbierać swoje rzeczy. Jednak nie odszedłem tak daleko, jak przypuszczałem, skoro wciąż byłem w stanie ich dostrzec.
                Szybko odwróciłem wzrok i ponownie spojrzałem na niebo, które zdobiło już mnóstwo gwiazd. Teraz były one niezwykle wyraźne. Uwielbiałem ten kontrast pomiędzy ciemnym niebem, a jasnymi punkcikami, które od zawsze przykuwały moje spojrzenie.
                Uśmiechnąłem się pod nosem, po czym schowałem dłonie do kieszeni i skierowałem wzrok na ulicę, na której już po chwili dostrzegłem znajomą sylwetkę. Chłopak chyba również mnie zauważył, bo od razu zaczął machać. Już miałem odpowiedzieć mu tym samym, jak obok mnie stanęła dziewczyna, która przedtem śpiewała ze swoim zespołem, szeroko uśmiechająca się w stronę chłopaka.
                Momentalnie mnie zgasiło.

"Shukuteki" - Rozdział 17




Początkowo miałem spory problem ze skupieniem na wykładach. Dopadła mnie jakaś paranoja. Przez cały czas odnosiłem wrażenie, iż wszyscy się na mnie patrzą, wiedząc, że to ja jestem tym, który dał się zaliczyć niedoszłemu przyrodniemu bratu. Nieważne, czy moje oczy napotkały wzrok zwykłego rówieśnika, czy któregoś z profesorów - za każdym razem, kiedy do tego doszło, w mojej głowie tworzyły się chore wizje.
Momentami miałem chęć zapaść się pod ziemię.
Na całe szczęście, wraz z upływem czwartej godziny, poniekąd mi przeszło.
Odetchnąłem z ogromną ulgą, chowając twarz w dłonie. Mimo iż spędziłem na wykładach dopiero tylko dwieście czterdzieści minut, byłem niezwykle wymęczony psychicznie. Aż zacząłem współczuć ludziom, którzy mają takie problemy na co dzień. Osobiście nie wiem, co zrobiłbym, gdyby przyszło mi się tak zadręczać dzień w dzień. Najprawdopodobniej wysiadłbym po tygodniu, kończąc w wariatkowie.
Dzięki Bogu, na tę chwilę, miałem spokój.
A przynajmniej tak podejrzewałem.
Cały czar prysł, kiedy nadeszła kolejna godzina wykładów, a moim nowym sąsiadem okazała się niezwykle barwna osóbka. Początkowo chyba mnie nie zauważył, gdyż nic nie mówił. Dodatkowo ja siedziałem z zasłoniętą twarzą, więc nie miał jak sprawdzić, kim byłem.
Cóż za szkoda, że w końcu musiałem oddalić dłonie od buzi i zająć się notowaniem słów wykładowcy. Gdy tylko to zrobiłem, momentalnie poczułem na sobie spojrzenie Yoon Jae. Już miałem wrażenie, że na nowo dopadła mnie paranoja, lecz kiedy zerknąłem ukradkiem na siedzącego obok chłopaka, spostrzegłem, iż ciemnowłosy rzeczywiście przypatrywał się mojej osobie. Nie wiedząc, co powiedzieć, po prostu odwróciłem wzrok, w pełni skupiając się na lekko przygarbionej sylwetce profesora, który dopiero co wszedł do sali. Jego twarz zdobił pakiet niewielkich zmarszczek, jednak, jak na swój wiek, wyglądał całkiem nieźle. Prócz tego czarował słowami, dzięki czemu nigdy nie nudziłem się, siedząc na wykładach, które też prowadził.
Zatraciwszy się w swoich rozmyślaniach, nawet nie spostrzegłem, jak Yoon Jae podsunął mi pod nos skrawek papieru, na którym było coś wyskrobane. Minęła chwila, zanim zdołałem w pełni rozczytać ten szyfr.
W porządku?
Uniosłem brwi i, nie kontrolując tego, obdarowałem szatyna zmieszanym spojrzeniem. Naprawdę zdziwiłem się, czego nie potrafiłem ukryć. Przez chwilę wpatrywaliśmy się bez słowa, lecz chłopak wreszcie przerwał ten gest i zaczął coś zapisywać w rogu zeszytu, w którym znajdowały się całkiem nieźle spisane notatki. A przynajmniej takie sprawiały wrażenie, pomimo wyjątkowo nieładnego pisma, jakim były sporządzone.
Po krótszej chwili otrzymałem nową wiadomość. Tym razem zawierała ona więcej, niż dwa słowa, w związku z czym czas, jaki musiałem poświęcić na rozszyfrowanie tej treści, nieco się wydłużył.
Ostatnim razem uciekłeś. Nie wyglądasz dobrze, dlatego pytam.
Nieznacznie zmrużyłem oczy, zastanawiając się, dlaczego chłopak o to pytał. Nie byliśmy sobie jakoś specjalnie bliscy, ba. Nawet dobrze się nie znaliśmy.
Nah, to nie to.
My w ogóle się nie znaliśmy.
Dlaczego w takim razie Yoon Jae sprawiał wrażenie zainteresowanego moim stanem? Nie miał ku temu najmniejszego powodu. Chcąc, nie chcąc, odpowiedziałem mu skinięciem głowy, co miało jednoznacznie wskazywać, iż wszystko było w jak najlepszym porządku.
Nie miałem najmniejszego zamiaru zwierzać się temu chłopakowi.
Nie, kiedy zupełnie nic o nim nie wiedziałem, w związku z czym nie miałem pojęcia, czego po nim się spodziewać.
Kolejne minuty zleciały mi wyjątkowo szybko. Słuchając słów wykładowcy, notowałem ważne kwestie w zeszycie, całkiem zapominając o wszelkich nieprzyjemnościach, jakie mnie ostatnio spotkały. Jednak Hisato miał rację, mówiąc, iż zajęcie umysłu czymś ważnym będzie w stanie odciągnąć moje myśli od nieciekawych kierunków.
Ocknąłem się, kiedy mój upierdliwy sąsiad szturchnął mnie w ramię. Niechętnie zwróciłem głowę w jego stronę, a gdy spostrzegłem, że ponownie wskazywał na swój zeszyt, westchnąłem, by po chwili podążyć wzrokiem za kierunkiem, który wskazywał jego długi, prosty palec wskazujący.
Jak to jest być gejem?
Momentalnie przybiłem sobie piątkę z czołem, będąc w stu procentach załamanym. Nie chciałem dalej w to brnąć, lecz niektóre rzeczy były silniejsze ode mnie. Nawet nie zauważyłem, jak odpowiadałem chłopakowi nieco innym pytaniem, które, nie wiedzieć czemu, wywołało na jego twarzy uśmiech.
Jak to jest być idiotą?
Pokręcił głową z rozbawieniem, co mnie niezmiernie zirytowało. Założyłem ręce na torsie, dumnie odwracając głowę, co najwyraźniej jeszcze bardziej rozśmieszyło Yoon Jae.
- Dzieciak. - mruknął wesołym tonem, najwyraźniej szukając zaczepki. Nie odpowiedziałem, mimo że bardzo tego chciałem. Ale nie mogłem dać mu za wygraną. Przecież o to chodziło. Abym w odpowiedzi palnął coś głupiego, wychodząc na jeszcze większego idiotę. - Więc? Jak to jest? - ponowił pytanie, szepcząc, co nieznacznie przykuło moją uwagę.
Czy on naprawdę był taki głupi?
Ja najwyraźniej byłem jeszcze gorszy, bez namysłu łykając haczyk.
- A jak to jest być hetero? Albo bi? Katolikiem? Ateistą? - uniosłem jedną brew, na co szatyn rozdziawił buzię, lecz nie zwróciłem na to większej uwagi i po prostu kontynuowałem. - To bezsens, pytać się osoby homoseksualnej, jak to jest mieć taką orientację. - uśmiechnąłem się w kpiący sposób, podpierając podbródek na dłoni. - Zupełnie, jakbym miał wiedzieć, jak to jest mieć inną orientację, od zawsze będąc gejem. - wywróciłem oczami, czym zakończyłem swoją krótką wypowiedź. Mimo że nie chciałem zabrzmieć zbyt ostro, bazując na wyrazie twarzy Yoon Jae, mogłem nieco przesadzić. Ale jeśli nie ująłbym tego w ten sposób, chłopak nie zrozumiałby mnie. Czasem trzeba po prostu na kogoś warknąć, aby dać tej osobie do zrozumienia pewną rzecz. - Dlaczego pytasz? - spytałem z zainteresowaniem, mrużąc oczy. Nie odrywałem pewnego spojrzenia od jego zdziwionej twarzy, czym zmieszałem go jeszcze bardziej. Gdy spuścił wzrok, również podążyłem swoimi oczami w innym kierunku. Nie czułem się jakoś szczególnie zobowiązany do spoglądania na niego.
- Bez większego powodu, pedałku. - odpowiedział cicho, podkreślając ostatni wyraz, na co teatralnie wywróciłem oczami, kwitując całość donośnym westchnięciem.
Przez chwilę wydawał się być zupełnie inny.
Ale cóż, cały czar prysł w momencie, kiedy na nowo nazwał mnie pedałkiem.
Tego dnia już nie zamieniliśmy między sobą ani jednego słowa więcej.
Nim zajęcia dobiegły końca, Hisato wysłał mi wiadomość, gdzie poinformował mnie, iż podjedzie pod uniwerek za jakiś kwadrans. Odetchnąłem w duchu na myśl, że nie będę musiał się męczyć w autobusie lub czymś podobnym, tylko na spokojnie wrócę samochodem, wraz ze swoim przyjacielem.
Już po paru minutach od odczytania wiadomości, znajdowałem się na świeżym powietrzu, zmierzając w stronę głównej bramy, gdzie rozchodzili się wszyscy studenci, kończący swoje zajęcia. Nawet na nich nie patrząc, stanąłem pod murem, czekając na przyjazd czerwonowłosego.
Byłem tak bardzo wgapiony w wyświetlacz telefonu, że początkowo nie zauważyłem towarzystwa osoby, której wyjątkowo mocno nie chciałem widzieć. Dopiero wtedy, kiedy do moich uszu dobiegł kpiący, kobiecy śmiech, uniosłem wzrok znad ekranu, od razu rejestrując obecność Ryou i jakiejś głupiej lochy. Jej twarz wydawała się znajoma, aczkolwiek nie na tyle, abym wiedział, kim była.
Początkowo czułem mocny ścisk za serce. Uczucie było tak mocne, że miałem problem z wzięciem oddechu. Ale w pewnym momencie to po prostu przeszło.
Tak o.
Nawet nie musiałem jakkolwiek kombinować, aby jakoś odciągnąć swoje myśli od jego osoby.
Zmierzyłem tę dwójkę surowym wzrokiem, by po chwili po prostu ich zignorować i udać się do samochodu, który dopiero co podjechał.
Nawet nie potrafiłem opisać swojej satysfakcji, kiedy ujrzałem końcowy wyraz twarzy Ryou.
Ta mina była wręcz bezcenna.
A ja byłem dzieciakiem, ciesząc się, jak głupi, z tak mizernego powodu.
Ale cóż z tego? Kto by się tym przejmował?
Na pewno nie ja.


Obserwatorzy

Hope Land of Grafic