sobota, 13 maja 2017

"Shukuteki" - Rozdział 15




- Żartowałem. - szepnął kpiącym tonem, a mnie momentalnie zamurowało.
Niepewnie uniosłem głowę, wzrok kierując na Ryou, który dopiero co oddalił się od mojej twarzy. Spoglądał na mnie z rozbawieniem, śmiejąc się oczami, co było wyraźnym dowodem szczerości jego słów.
Wszystko, co powiedział, było żartem.
Nawet przez chwilę nie był poważny względem mojej osoby.
Planował to od samego początku...?
- Tylko się nie rozbecz. - posłał mi spojrzenie pełne pogardy, prostując kręgosłup.
Szczerze? Tego akurat się spodziewałem. Że wybuchnę rozpaczą, nie mogąc nad nią zapanować. Ale, ku mojemu zdziwieniu, do niczego takiego nie doszło.
Nawet jeśli za pierwszym razem wybuchłem płaczem, wybiegając przy tym z domu, to teraz jakoś nie mogłem tego zrobić.
Byłem zszokowany. To prawda. Było mi też przykro. Bez wątpienia dopadło mnie rozczarowanie. Bo szczerze liczyłem, iż blondyn się zmienił i był poważny względem mnie.
Ale...
Te uczucia trzymały się mnie tylko przez chwilę.
- Płakać? - powtórzyłem, unosząc jedną brew. - Z twojego powodu? Nie rozśmieszaj mnie.
Uśmiechnąłem się krzywo, co wyraźnie zdziwiło Ryou, co ten od razu dał po sobie poznać. Najprawdopodobniej do samego końca liczył, iż mnie zniszczy.
- Jesteś śmieciem, Ryou. - wyznałem bez zawahania, nawet na moment nie odrywając zimnych oczu od zdezorientowanej twarzy blondyna.
Udało mu się. Zniszczył mnie.
Bez słowa spuściłem wzrok i wyszedłem z pokoju chłopaka, od razu kierując się na schody. Przed wyjściem z domu pożegnałem się z rodziną, dodatkowo odbierając od mamy niewielkie pudełko wypełnione piernikami własnej roboty.
Stojąc na chodniku, zaraz za furtką prowadzącą na podwórko, spojrzałem w górę, przymrużone oczy kierując na błękitne niebo.
- Zapowiada się na burzę. - stwierdziłem, w oddali dostrzegając ciemne chmury, stopniowo zbliżające się w stronę miasta.
Zaraz po tym ruszyłem przed siebie, kierując się do przystanku autobusowego. Chwilę poczekałem na środek transportu, a kiedy ten wreszcie przyjechał, wsiadłem do środka i pojechałem na sam koniec trasy. Po wyjściu z busa, przeszedłem parę przecznic, finalnie zatrzymując się przed wieżowcem, który obecnie zamieszkiwałem. Na parkingu stał samochód Hisato, co mogło oznaczać tylko to, iż mężczyzna był już w mieszkaniu.
Już po paru minutach stałem prze drzwiami prowadzącymi do apartamentu czerwonowłosego. Nie musiałem pukać, aby wejść do środka, ale mimo to tak postąpiłem. W mgnieniu oka wrota stały otworem, a w ich progu znajdował się Hisato.
- Dlaczego wciąż pukasz? - spytał, wpuszczając mnie do środka. - Przecież mówiłem, że nie musisz tego robić. - westchnął, a następnie udał się w głąb mieszkania. Zrobiłem to samo, jak tylko zdjąłem buty z nóg.
Idąc korytarzem, nieco rozluźniłem ramiona, dłonią rozmasowując kark. Wreszcie zatrzymałem się w miejscu, gdyż tuż przede mną stanął czerwonowłosy, zastawiając mi tym czynem przejście, i wyciągnął rękę w moim kierunku.
- Dla ciebie. - powiedział, wręczając mi niewielki przedmiot, jakim okazał się być klucz, a raczej jego kopia. Uniosłem brwi, domyślając się, co to oznacza. - Jak poszedł obiad z rodziną? - spytał, posyłając mi ciepłe spojrzenie.
Nieznacznie zwęziłem powieki, przypominając sobie o słowach, które skierował w moją stronę Ryou.
Ale... to nie było nic ważnego.
Nic, o czym warto wspominać.
- Chyba dobrze. - odpowiedziałem, po czym przypomniałem sobie o pudełku pierników, które zostawiłem na korytarzu. Szybko się po nie wróciłem, by następnie zanieść słodycze do kuchni.
Wziąłem jedno ciastko do ręki i, opierając się drugą dłonią o blat kuchenny, zatopiłem zęby w przysmaku, od razu stwierdzając, iż pierniki wyszły nieźle. Powoli przeżuwałem słodycz, patrząc w jeden punkt.
Nawet nie wiedziałem, o czym myślałem. Początkowo miałem wrażenie, że o niczym. Po prostu stałem w miejscu i spoglądałem na czystą ścianę, całkiem skupiony na jedzeniu.
Ale, nie wiedzieć czemu, tak prosta czynność doprowadziła mnie do płaczu.
Nawet nie spostrzegłem, jak z kącików moich oczu zaczęły wypływać łzy. Zszokowany takim obrotem spraw, przetarłem patrzałki, lecz na nic to się nie zdało. Łzy nie chciały przestać wypływać.
Pociągnąłem nosem, czując, że powoli zaczynam ulegać emocjom.
Dlaczego?
Czy przypadkiem nic nie czułem?
Czy ten ból nie był tylko chwilowy?
Upuściłem ciastko, które w mgnieniu oka upadło na podłogę, łamiąc się na kilka części. Przygryzłem dolną wargę, nie mogąc opanować myśli. Schowałem twarz w dłoniach, mocno zaciskając powieki. Miałem nadzieję, iż tym czynem jakoś powstrzymam potok łez.
Lecz nic mi to nie dało.
Bo w końcu nic nie mogło powstrzymać nieuniknionego.
- Shun? - usłyszałem wreszcie, w związku z czym odsłoniłem buzię, niepewnie spoglądając na zaskoczonego Hisato. Czerwonowłosy wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczyma, starając się coś powiedzieć.
Jednak żadne słowo nie wydobyło się z jego ust.
Po prostu podszedł i mnie objął.
To był naprawdę prosty, zwykły gest, ale... wierzcie mi.
Pomógł, jak nic innego.
Ten chłopak zawsze niweczył każdą chwilę zwątpienia w ludzkość, jaka tylko mnie dopadała. Był kimś, dzięki komu miałem nadzieję, iż jednak nie wszyscy są tak zepsuci, jak Ryou.
Bez wątpienia był kimś prawdziwym.
Kimś, kogo z całą pewnością mogłem obdarzyć mianem przyjaciela.



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic