sobota, 13 maja 2017

"Shukuteki" - Rozdział 14




Zatrzymałem się dopiero wtedy, kiedy naprawdę zacząłem odczuwać potrzebę przerwy, a mówiąc nieco bardziej konkretnie, dostałem lekkiej zadyszki. Moja marna kondycja raczej nie była niczym zadziwiającym. Szedłem wzdłuż chodnika, jednocześnie łapiąc spore hausty powietrza, co musiało wyglądać komicznie dla osób przechodzących obok.
Wreszcie skręciłem w uliczkę obok przystanku autobusowego, prowadzącą do parku, w którym znalazłem się już po chwili. Zająłem miejsce na jednej z ławek i głęboko westchnąłem, łokcie opierając o uda. Trochę się garbiłem, siedząc w ten sposób, ale kto by się tym przejmował. Mimowolnie schowałem twarz w dłonie, zamykając oczy.
Miałem chęć zapaść się pod ziemię. Nie tylko zachowałem się jak zwykły tchórz, uciekając przed Ryou bez słowa, ale też zbłaźniłem się na oczach Yoon Jae, który z całą pewnością po tej szopce nawiązał jakiś kontakt z blondynem. Bo Ryou na sto procent nie próżnował i spytał Koreańczyka, o czym ten ze mną rozmawiał. Chyba już w życiu tam nie wrócę.
Zmieniłem pozycję, w której siedziałem, kiedy poczułem wibracje w tylnej kieszeni spodni. Z wyraźną niechęcią spojrzałem na wyświetlacz telefonu, a gdy ujrzałem na nim słowo mama, trochę się uspokoiłem, od razu odbierając połączenie. Flegmatycznym ruchem przystawiłem głośnik do ucha, opierając się plecami o drewniane oparcie ławki.
- Tak? - spytałem łagodnym tonem, rzucając przelotnym spojrzeniem po okolicy.
- Shun, tutaj mama. - oznajmiła, na co wywróciłem oczami.
No przecież wiem.
- Jesteś dziś zajęty? - spytała po chwili, gdyż nie zapowiadało się, abym to ja coś powiedział.
- Chyba nie. - wypuściłem powietrze nosem, lewą ręką rozmasowując prawe ramię. Od siedzenia w takiej niewygodnej pozycji naprawdę zaczęły boleć mnie plecy. - Dlaczego pytasz?
- Pomyślałam, że moglibyśmy zjeść razem obiad. - tą informacją wywołała u mnie nagły napływ nerwów. Nie minęło wiele czasu, jak poczułem, że pocą mi się dłonie.
Odchrząknąłem, gdyż nie chciałem, aby kobieta cokolwiek sobie pomyślała, słysząc, jak odpowiadam drżącym głosem.
- Gdzie miałbym przyjść? - podrapałem się po policzku, przygryzając dolną wargę.
Mimo wszystko nie mogłem jej odmówić, nawet jeśli chciałem. Koniec końców była moją mamą, która teraz potrzebowała wsparcia bliskich osób, gdyż zbliżało się jej ważne wydarzenie, co z całą pewnością wiązało się ze sporym stresem.
- No jak to gdzie? - zaśmiała się melodyjnie. - Do nas do domu. To znaczy, do swojego domu. - poprawiła się szybko, wyraźnie zakłopotana. - Przez to, że tyle cię nie ma, zaczynam się mylić.
- To tylko kilka dni. - oznajmiłem spokojnie, w myślach stwierdzając, iż to naprawdę tylko chwila, jak mnie z nimi nie ma. - Ale w porządku, mogę wpaść, tylko o której? - spytałem, podnosząc tyłek z ławki.
- Właśnie włączyłam piekarnik, dlatego bądź maksymalnie za godzinkę. - nie czekając na moją odpowiedź, rozłączyła się. Bez słowa schowałem telefon do tylnej kieszeni spodni, czyli tam, gdzie było jego należyte miejsce, a następnie rozejrzałem się wokół siebie. Jak na dość wczesną porę, park świecił pustkami. Zastanawiam się, dlaczego.
Cicho westchnąłem i ruszyłem przed siebie, kierując się do jednego z pobliskich supermarketów. Wypadałoby coś kupić, skoro dostało się zaproszenie. Po chwili spostrzegłem, że zachowuję się, jakbym naprawdę się stamtąd wyprowadził. Poniekąd była to prawda. Nawet jeśli tylko chwilowo tam nie mieszkałem, to jednak było to pewną formą wyprowadzki.
Nim wszedłem do sklepu, wysłałem do Hisato wiadomość, iż będę trochę później, ponieważ idę do domu na obiad. Nieświadomie spytałem, czy nie chciałby ze mną tam pójść, lecz odmówił, usprawiedliwiając się pracą. Zrozumiałem to w pełni i już po chwili zajmowałem się wyborem ciasta, stojąc przed jedną z gablotek w cukierni. Jakoś porzuciłem cel, którym był supermarket, kiedy minąłem szyld z mega przesłodzonym napisem. Wybrałem dwa rodzaje ciast, sernik oraz jakieś kawowe coś, a następnie zapłaciłem i wyszedłem ze sklepu.
Domyślałem się, że minęło już prawie pół godziny, dlatego chcąc, nie chcąc, udałem się na przystanek autobusowy, gdzie usiadłem na ławeczce, czekając na transport. Nie chciało mi się iść tylu kilometrów do domu. Nie, kiedy już odbębniłem dzisiejsze ćwiczenia, w wersji extreme.
Bus wreszcie do podjechał, a ja do niego wsiadłem, wcześniej zabierając papierową torbę z logiem cukierni, w której znajdowały się dwa większe kawałki ciasta, na które, o dziwo, miałem chęć. Usiadłem na wolnym siedzeniu i wlepiłem wzrok w szybę, za którą już po chwili zaczął przewijać się krajobraz. Po kilkunastu minutach opuściłem pojazd, od razu skręcając w prawo na drogę, która prowadziła do mojej dzielnicy. Trochę się zestresowałem, kiedy w oddali ujrzałem swój dom. Ale poszedłem tam. Przemierzając niewielkie stopnie, zacisnąłem dłoń na uchu papierowej torby, lekko ja ugniatając. Na szczęście nie miało to żadnego wpływu na słodycze znajdujące się wewnątrz siatki.
Nie pukając, wszedłem do środka, już na wejściu zdejmując trampki z nóg. Rzuciłem przelotne spojrzenie na pozostałe pary butów, stojących przy szafce. W domu z pewnością byli już wszyscy, również on.
Ciężko westchnąłem, idąc w głąb holu. Wreszcie skręciłem do kuchni, gdzie znajdowała się mama. Uśmiechnęła się na mój widok, po czym podeszła i spytała, jak się mam. Odpowiadając, skłamałem. Nie chciałem jej martwić.
- Kupiłem ciasto. - uniosłem rękę, w której trzymałem papierową torbę ze słodką zawartością. - Pomyślałem, że na deser dobrze byłoby zjeść jakiś deser, a to chyba lepsza z jego form.
- To miło z twojej strony. - zdziwiła się trochę, lecz nic więcej nie powiedziała.
Zabierając wcześniej ode mnie siatkę, posłała mnie do jadalni, gdzie, jak się spodziewałem, zasiadali już pozostali domownicy. Yuki, kiedy tylko mnie zobaczył, łagodnie się uśmiechnął, machając mi. Zająłem miejsce obok brata, skinięciem głowy witając się z Renem.
Chcąc, nie chcąc, musiałem wreszcie spojrzeć na niego.
Przypatrywał mi się z wyraźną desperacją w oczach, co mnie trochę przytłaczało.
- Co to za projekt ci wypadł, że aż musiałeś zamieszkać u przyjaciela? - spytał narzeczony mojej mamy, zwracając na siebie uwagę wszystkich w pomieszczeniu. 
Szybko zastanowiłem się nad odpowiedzią, co na szczęście nie sprawiło mi żadnego problemu.
- Razem z kolegą musimy zająć się pewnym wydarzeniem. W naszym obowiązku leży przygotowanie wszystkiego, dlatego stwierdziliśmy, że najlepiej będzie, jeśli u niego przez jakiś czas zostanę.
Dobrze, że potrafiłem kłamać i robiłem to bez zawahania. Chociaż tyle miałem z tego swojego udawanego charakteru. Przynajmniej tego się nauczyłem. Bo jednak ukrywanie emocji aż tak świetnie mi nie wychodziło, jak podejrzewałem. Nie po moim dzisiejszym wyścigu.
- Rozumiem. - pokiwał głową. - No cóż, miejmy nadzieję, że wasze starania nie pójdą na marne. - odsłonił rząd równych zębów.
- Oby. - odparłem, spuszczając wzrok.
Kątem oka udało mi się dostrzec, jak Ryou kładzie swoje ręce na stół.
- Ja tam liczę na to, że dzisiaj porozmawiamy. W szkole coś nie wyszło, dlatego może tutaj się uda. - powiedział blondyn, przez co ja miałem chęć wstać od stołu i wyjść z tego domu.
Nie podobał mi się fakt, iż Ryou poruszał ten temat przy innych. Bo z całą pewnością nie uda mi się uniknąć pytań, dlaczego mamy ze sobą rozmawiać i skąd bierze się moja ciągła odmowa z tym związana.
- Pokłóciliście się o coś? - spytała wchodząca do jadalni mama, niosąca jakiś półmisek.
No i właśnie to miałem na myśli.
- Nie. - burknąłem dostatecznie głośno, patrząc na swój pusty talerz.
- Doszło między nami do pewnego nieporozumienia i teraz Shun nie daje mi szansy na wyjaśnienia. - odpowiedział, całkowicie zaprzeczając moim słowom, przez co poczułem, jakby wewnątrz mnie coś zaczynało się gotować. Zezłościłem się.
Kobieta posłała mi pytające spojrzenie, a ja, nie wiedząc, co mogę powiedzieć, jedynie wzruszyłem ramionami, po czym na nowo spojrzałem na jakże interesujący przedmiot, jakim był czysty, biały talerz.
- Może odłóżmy tę sprawę na bok i zajmijmy się obiadem, co wy na to? - zaproponował Ren, zmieniając temat, za co miałem chęć mu podziękować. Tym jednym pytaniem niebywale mnie wyswobodził z ciężaru, jaki powoli zaczynał ciążyć mi na plecach.
Nikt nic więcej nie powiedział. Mama doniosła resztę jedzenia, a następnie usiadła obok Ryou. Szczerze mówiąc, spodziewałem się krępującej ciszy, spowodowanej wcześniejszym, niezbyt korzystnym dla mnie tematem, lecz nic takiego nie miało miejsca. Ren przez cały czas dyskutował z moją mamą o przygotowaniach dotyczących ślubu, co jakiś czas zwracając się do mnie, Yukiego czy Ryou, pytając o naszą opinię. Odpowiadałem, co myślę, momentami dość niezrozumiale, ale uważam, że starsi nie mieli z tym problemu. Raczej mnie rozumieli.
Po skończonym posiłku postanowiłem pomóc rodzicielce w sprzątaniu, choć ta miała co do tego lekkie opory. Ale koniec końców przystała na moją propozycję. Zwinnie zabrałem ze stołu stos brudnych talerzy, które następnie schowałem do stojącej w kuchni zmywarki. Szybko umyłem dłonie, co było chyba moim nawykiem, po czym wróciłem do jadalni, nie wiedząc, co jeszcze mogę zrobić. W sumie mógłbym już wracać, bo co miałem do roboty? Nic.
A tym bardziej napędzał mnie fakt, iż jeśli teraz wyjdę, uniknę dalszej konfrontacji z Ryou.
Niestety, kiedy tylko wróciłem do jadalni, blondyn jakby wyłonił się znikąd, zastawiając mi przejście. Posłał mi nerwowe spojrzenie, przygryzając dolną wargę, na której skupiłem spojrzenie. Pomyśleć, że jeszcze niedawno, kiedy tylko patrzyłem na jasnowłosego w ten sposób, w następnej kolejności między naszą dwójką dochodziło do czegoś, co mnie wówczas tak trochę cieszyło. Teraz prędzej zwróciłbym obiad, aniżeli uśmiechnął się, gdyby Ryou mnie pocałował lub zrobił coś więcej.
- Daj mi szansę na wyjaśnienie, proszę. - powiedział miękkim tonem, zbliżając swoją twarz do mojej. Nawiązałem z nim kontakt wzrokowy, starając się wychwycić nutkę kłamstwa w jego ślepiach. Niestety nie wyszło mi to.
Mimowolnie westchnąłem, odsuwając się od chłopaka.
- Naprawdę myślisz, że jest tutaj coś do wyjaśnienia? - zapytałem z wyraźnym gniewem w głosie, marszcząc przy tym brwi. - Wyraźnie słyszałem, że zaliczyłeś mnie, bo...
Nie zdołałem dokończyć, gdyż chłopak w tempie błyskawicznym zasłonił mi usta, zaczynając się rozglądać na boki. Oczywiście, że nikogo z nami nie było. W innym wypadku nie powiedziałbym tego na głos. Ale on chyba tego nie rozumiał.
- Nie tutaj. - przełknął ślinę, na nowo zwracając swoje spojrzenie ku mojej osobie. - Chodźmy do mnie.
Przystałem na propozycję chłopaka, aby tylko mieć już tę rozmowę z głowy. W ciszy udałem się za nim, wreszcie stając na środku jego sypialni, której ściany pokrywała ciemna farba. Nad łóżkiem wisiało mnóstwo plakatów, głównie jakichś zespołów, ale nie brakowało też tych z gier, na co mimowolnie prychnąłem pod nosem.
Automatycznie zwróciłem się w stronę chłopaka, unosząc jedną brew.
- Czy to nie przez zakład o grę musiałeś się do mnie zbliżyć? - spytałem ostro, akcentując niektóre słowa.
Chłopak wyprostował plecy, układając usta w linię.
- Tak. - odpowiedział krótko, przez co poczułem, jakbym znalazł się nad jakąś przepaścią.
Od razu opuściłem ramiona wzdłuż ciała, nieco szerzej otwierając patrzałki.
To nie tak miałem zareagować. Przecież wiedziałem o tym od samego początku. Dlaczego więc czułem tak ogromne rozczarowanie i ból, wywołane jego słowami?
Najwyraźniej gdzieś tam w głębi szczerze musiałem pragnąć, aby to wszystko okazało się parszywym kłamstwem, zwykłym nieporozumieniem. Naprawdę musiałem tego chcieć. W innym wypadku nie miałbym teraz chęci się rozpłakać, co było do mnie niepodobne.
Spuściłem głowę w dół, po chwili ujmując własną twarz w dłonie. Moje policzki były niebywale gorące.
- Ale... - dodał po chwili, na co uniosłem łebek, od razu kierując swe przepełnione bólem spojrzenie na wyraźnie zasmuconą twarz Ryou. - Zakład napędzał mnie tylko na początku. Wiem, że zrobiłem ci coś paskudnego, ale chcę, abyś wiedział, że tego żałuję.
Czy on liczył, że po tym wyznaniu nagle rzucę mu się w ramiona? Dobre sobie.
- I co, dopiero teraz zdałeś sobie z tego sprawę? - założyłem ręce na torsie, nieznacznie unosząc brwi. - Akurat w momencie, kiedy wygrałeś zakład, a ja się o wszystkim dowiedziałem? - uśmiechnąłem się kącikiem, nie spuszczając oczu ze zdziwionej twarzy blondyna.
Chłopak jednak szybko spoważniał.
- Właśnie przez to dostrzegłem swój błąd. W momencie, kiedy zobaczyłem, jak wielki sprawiłem ci ból, zdałem sobie sprawę, że... nie jesteś mi obojętny. - zbliżył się do mnie, po czym ujął moje dłonie w te swoje, nawet na moment nie przerywając kontaktu wzrokowego. Nie zareagowałem na to w żaden sposób, gdyż nie byłem w stanie. - Przepraszam cię, Shun.
Po tych słowach mnie objął. Mocny uścisk Ryou nie pozwolił mi na wyrwanie się z jego objęć, więc chcąc, nie chcąc, musiałem po prostu to przeczekać.
Jednak w pewnym momencie blondyn niespodziewanie rozluźnił uścisk, po czym, nachylając się do mojego ucha, szepnął:
- Żartowałem.
A ja wtedy poczułem, jak pęka mi serce, które i tak już było w kawałkach od jakiegoś czasu.


1 komentarz :

  1. Wow, no tego to się cholera nie spodziewałam ;_;

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic