niedziela, 28 maja 2017

"Desirable blood" - Rozdział 70




Seth miał wrażenie, iż sen, który mu się ostatnio przyśnił, był pewnego rodzaju znakiem. Wszystko wydawało mu się aż nazbyt realne, aby było tylko po prostu zwykłym wyobrażeniem. Wydarzenia w nim zawarte, całość, która odegrała się w znanym mu miejscu, a także ten wyraz: Leatras, który już gdzieś słyszał. Nie mógł tego tak zostawić.
Przez cały poranek był sam w domu. Wszystkich gdzieś wywiało, w związku z czym miał on małą chwilę dla siebie, którą postanowił poświęcić na tworzenie różnych teorii, związanych, rzecz jasna, z jego wcześniejszym snem.
Jednak nieważne, jak intensywnie nad tym rozmyślał, każdy pomysł po chwili wydawał mu się durny i absurdalny. Zdawał sobie sprawę, iż bez podstawowej wiedzy nawet nie miał co się zastanawiać. Lecz jak miał sobie poradzić, kiedy nikogo z nim nie było?
Nie było przy nim żadnej osoby, która pomogłaby mu w jakikolwiek sposób.
Dopiero pod wieczór ktoś się pojawił.
Kiedy tylko Seth usłyszał, jak drzwi frontowe od domu otwierają się, automatycznie zerwał się z sofy i udał w stronę przedpokoju. Jakie to zdziwienie przeżył, gdy w pomieszczeniu zarejestrował nie tylko swojego chłopaka, ale też dziewczynę, której dopiero co rozwalił związek. Momentalnie zrobiło mu się słabo. Nie wiedział, jak zareagować na widok roześmianej Kate, dlatego tylko przypatrywał się tej dwójce bez wyrazu.
Noah zauważył niepewność, jak i zapytanie w oczach Setha, lecz zważywszy na obecność brunetki, nie poruszał tego tematu. Jedynie posłał brązowowłosemu lekki uśmiech, mający za zadanie rozwianie wszelkich wątpliwości, przewijających się w jego głowie.
Chyba podziałało.
- Długo wam zeszło. - zauważył szatyn, zakładając ręce na torsie. Dopiero po chwili spostrzegł, iż ton, jakim się posłużył, mógł uchodzić za podejrzliwy. Nie chciał wyjść na zazdrosnego, mimo że właśnie taki był. Ufał Noahowi, aczkolwiek wciąż towarzyszyła mu jakaś obawa, której sam nie potrafił uzasadnić.
- Ano. - potwierdził skinięciem głowy, po czym niepewnie zerknął na stojącą obok Kate, która przypatrywała się twarzy Setha z widocznym spokojem. Nie wyglądała, jakby chciała go zamordować, a przecież powinna. W końcu... to przez niego to wszystko miało miejsce. - To była... ciężka rozmowa. - powiedział, na co Kate uśmiechnęła się w smutny sposób, jednak nic nie dodała. Spuściła wzrok i po prostu stała w milczeniu, czekając, aż którykolwiek z chłopaków powie coś więcej.
- Rozumiem. - burknął cicho szatyn, po czym zawrócił do salonu, w myślach mając parę pytań, których w tej chwili wolał nie wypowiadać. Usiadł na miękkiej sofie, po czym włączył telewizor, w pełni skupiając na nim swoją uwagę. Nawet, jeśli nie chciał okazywać swojej zazdrości, w niektórych momentach po prostu nie dawał sobie rady. To było silniejsze od niego.
- Od rana jesteś sam? - spytał Noah, siadając obok nastolatka. Ten nie obdarował go nawet jednym spojrzeniem. Wciąż wgapiony był w ekran telewizora, czego najwyraźniej nie zamierzał przerywać. Blondyn uśmiechnął się lekko pod nosem, gdyż doskonale zdawał sobie sprawę z powodu takiego zachowania u Setha. Nie powinien się cieszyć, aczkolwiek fakt, iż jego chłopak był aż tak o niego zazdrosny, w pewnym stopniu mu schlebiał.
- Tak. - potwierdził cichym mruknięciem, po czym przyciągnął do torsu nogi. Oparł na kolanie podbródek, po czym cicho westchnął. - Jane i Andy mają dziś jakąś rocznicę, więc nie ma co liczyć, iż wrócą w ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin. Vior i Isaac gdzieś zniknęli na równi z tobą. - wzruszył ramionami, jakby nieprzejęty całością, jednak wiadomym dla wszystkich  było, iż chłopak w rzeczywistości myślał inaczej. - A jest coś, o czym chciałbym mu powiedzieć. - zmrużył oczka, myślami wracając do swojego snu. Nie powiedział jeszcze o nim Noaowi, gdyż wcześniej nie miał żadnej okazji, aby to zrobić. Teraz w sumie byli sami. Jego oczy nigdzie nie zarejestrowały Kate, dlatego chłopak uznał, iż dziewczyna gdzieś poszła. Chciał o to spytać, lecz w tej chwili za priorytet uważał swój sen, a nie obecność brunetki.
Noah obdarował szatyna spojrzeniem pełnym troski. Wiedział, że coś się stało. Po było widać po jego chłopaku. Za każdym razem, gdy przytrafiło mu się coś złego bądź nieciekawego, na jego twarzy malował się ogrom emocji, które wszystko zdradzały.
- O co chodzi? - spytał łagodnym tonem, przysuwając się bliżej szatyna. Teraz taka bliskość nie krępowała żadnego z nich. Obaj wręcz jej pożądali. Lecz tym samym zdawali sobie sprawę, iż nie mogli sobie pozwalać na zbyt wiele w towarzystwie innych. Teraz plus był taki, że w domu byli tylko oni dwaj.
- Sam do końca nie wiem. - wyznał niepewnie, po czym westchnął. Naprawdę nie miał pojęcia, o czym tak konkretnie chciał rozmawiać. To pewne, że o swoim śnie, lecz w jaki sposób powinien poruszyć ten temat, aby wszystko jak najprościej wyjaśnić? Takie sprawy zawsze go zastanawiały i dręczyły przez dłuższy okres czasu. - Gdzie tak w ogóle zniknęła Kate? - spytał, zmieniając temat, gdyż czuł, że jeśli się nie dowie, to nic konkretnego nie powie.
Noah spuścił wzrok, układając usta w prostą linię. Seth zauważył tę drobną zmianę w mimice blondyna, lecz nic nie powiedział. Po prostu czekał, aż ten odpowie.
- Stwierdziła, że nie chce się mieszać między naszą dwójkę. - wyjaśnił, na co Seth skinął łebkiem. Takie zachowanie mogłoby pasować do dziewczyny, zważywszy na sytuację, w jakiej się znalazła, ale jeśli tak, to dlaczego w ogóle postanowiła tutaj przyjść? Tylko po to, aby po chwili sobie pójść? Zdaniem Setha to było dziwne.
- Okej. - uśmiechnął się lekko, po czym nawiązał kontakt wzrokowy z jasnowłosym. Zatraciwszy się w głębi jego patrzałek, momentalnie zapomniał, że był zły. Tak już działał na niego Noah i nie mógł nic z tym zrobić. - Jak poszła rozmowa? - spytał, mając świadomość, iż był to trudny temat. Ale mimo wszystko pragnął wiedzieć. - Kate wyglądała na... - zamilkł, szukając odpowiedniego określenia.
- Szczęśliwą? - dokończył za Setha, a kiedy ten w odpowiedzi skinął głową, postanowił kontynuować. - Cóż, może i sprawiała takie wrażenie, ale w głębi była poważnie zraniona. To była naprawdę ciężka rozmowa dla naszej dwójki. - zmrużył oczy, spuszczając wzrok na prawą dłoń Setha, swobodnie ułożoną na siedzeniu. Dokładnie lustrując wzrokiem jego chude, długie palce, przygryzł dolną wargę. - Jakby nie patrzeć, spędziliśmy w swoim towarzystwie mnóstwo czasu, dlatego... - przerwał, zastanawiając się, co tak właściwie chciał powiedzieć. Zaczął ten temat bez namysłu, a teraz, kiedy już powiedział parę słów, zastał kompletną pustkę w swojej głowie.
- Zdaję sobie z tego sprawę. - Seth postanowił jakoś odciążyć Noaha, gdyż widział, że ten miał niemały problem z określeniem samego siebie. Nie chciał już dłużej drążyć tego tematu, lecz była jeszcze jedna sprawa, która go ciekawiła. - Żałujesz?
Noah uniósł brwi, automatycznie kierując zdziwione spojrzenie na poważną twarz Setha. Wiedział, że szatyn nie żartował ani nie zgrywał głupa. Pytał w stu procentach poważnie. Postanowił odpowiedzieć w taki sam sposób.
- Nie. - oznajmił, na co brązowowłosy odczuł ogromną ulgę w duchu. Nawet, jeśli wierzył w Noaha i miał świadomość, iż uczucia, jakimi go darzył, były szczere, to wciąż, gdzieś tam wewnątrz niego, tkwiła jakaś obawa. Nie wiedział, czym była ona spowodowana. Przecież nie miał powodu do strachu. Powodem najprawdopodobniej była jego zmiana. To, że stał się ogromnym pesymistą i teraz we wszystkim doszukiwał się negatywnych stron czy błędów. Nie potrafił tego zmienić. - Kate jest dla mnie ważna, to prawda. - wyznał szczerze, na co Seth spiął ramiona. - Ale to nie w niej jestem zakochany. - ujął dłonie szatyna w te swoje, by następnie je ucałować. Przez ciało szatyna przeszły dreszcze, kiedy tylko poczuł na swojej skórze dotyk miękkich ust jasnowłosego. Automatycznie zapragnął czegoś więcej. - Dlatego nie martw się o nic, co miałoby z nią związek. Wszystko między nami jest już jasne. - uniósł spojrzenie znad bladych dłoni chłopaka, kierując je prosto na jego zagubioną twarz. Seth, nie wiedząc, co powiedzieć, po prostu przygryzł dolną wargę, co wyglądało aż nazbyt kusząco. Noah przełknął głośno ślinę na ten widok. Niepewnie zbliżył swoją twarz do tej Setha, by wreszcie połączyć ich usta w łagodnym pocałunku. Początkowo ułożył dłonie na policzkach chłopaka, lecz po chwili zsunął je na dół, wsuwając pod koszulkę brązowowłosego. Spokojnie sunął opuszkami palców po gładkich plecach nastolatka, co jakiś czas podgryzając jego wargę. Takie pieszczoty bardzo podobały się Sethowi.
Gdy wreszcie Noah oderwał się od ust szatyna, zajął się szyją, która była słabym punktem nastolatka. Zassał się na jednym punkcie, tworząc tym różową malinkę, na co Seth cicho westchnął, zaciskając obie dłonie na torsie jasnowłosego. Czuł, jakby miał się za chwilę rozpłynąć.
Zwinnym ruchem zdjął przez głowę koszulkę blondynowi, a następnie samemu sobie. Po tym na nowo wpił się w usta chłopaka, w międzyczasie zajmując się jego paskiem od spodni. Gdy wreszcie udało mu się pozbyć przeszkody, cicho westchnął w usta Noahowi, na co ten przyciągnął go bliżej siebie.
Szatyn usiadł okrakiem na biodrach blondyna, po czym oplótł swoje ramiona wokół jego szyi. Nie chciał pozostać mu dłużnym, dlatego od razu przyssał się do jego szyi, robiąc parę malinek, by następnie skierować się nieco wyżej. Podgryzając ucho jasnowłosego, zajął się rozporkiem, z którym poszło znacznie szybciej, jak z upierdliwym paskiem.
- Wiesz, Seth. - szepnął Noah, starając się jakoś zapanować nad swoim tonem głosu. Szatyn nie chciał dać blondynowi nawet chwili wytchnienia, lecz kiedy ten złapał jego dłonie, powstrzymując go przed dalszym rozbieraniem, posłał mu pytające spojrzenie. - Naprawdę nie chcę kończyć w tym momencie, ale... ktoś się zbliża do drzwi. - oznajmił, po czym cicho się zaśmiał, widząc zmieszaną, jak i przerażoną twarz Setha.
Brązowowłosy w trybie natychmiastowym oderwał się od Noaha, po czym sięgnął po koszulkę, niemal od razu zakładając ją na siebie. Nieważne, że złą stroną. Nie zwrócił na to uwagi. Noah zrobił to nieco wolniej i, w przeciwieństwie do swojego chłopaka, poprawnie.
- Nie szkodzi. Skończymy później. - powiedział, po czym udał się w stronę drzwi, w które już po chwili ktoś zapukał.
Chłopak był ciekaw, któż to zaszczycił go swoją obecnością.
To z całą pewnością nie był ktoś, kogo znał. Tacy ludzie nawet nie pukali. Po prostu wchodzili bez słowa, gdyż zdawali sobie sprawę, iż zawsze byli mile widziani.
Gdy brązowowłosy już miał złapać za klamkę, przypomniały mu się słowa Noaha, które niedawno podsłuchał.
Że teraz stał się on nowym celem wampirów.
Momentalnie stanął w bezruchu, nie będąc pewnym, czy chce wiedzieć, kto stoi po drugiej stronie wrót. 
Ale mimo wszystko musiał to zrobić.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic