sobota, 13 maja 2017

"Desirable blood" - Rozdział 68




Otworzył oczy, czując dziwny niepokój. Rozejrzał się wokół siebie, mając nadzieję, iż to dziwne uczucie lęku jest wynikiem nagłego wybudzenia z koszmaru, lecz jakże się zdziwił, kiedy spostrzegł, iż pomieszczenie, w którym się znajdował, nie było jego sypialnią. Pokój był stary i wyposażony w drewniane, wyniszczone meble. Coś jednak podpowiadało mu, iż już tutaj kiedyś był. Niepewnie zwlekł się z łóżka, które przy każdym, nawet najmniejszym, ruchu wydawało odgłosy skrzypienia. Zmarszczył brwi, dostatecznie zirytowany tym dźwiękiem, a następnie udał się w stronę wyjścia. A przynajmniej myślał, że tak robi.
Po naciśnięciu na klamkę i pchnięciu ciężkich, metalowych drzwi, które prawdopodobnie były jedyną rzeczą bez jakiejkolwiek skazy i jednocześnie stanowiącą część wyposażenia tej małej chaty, jego twarz została muśnięta powiewem chłodnego, aczkolwiek przyjemnego powietrza.
Było ciemno i cicho. Lecz tylko do czasu. W momencie, jak postawił pierwszy krok na wilgotnej trawie, został oślepiony mocnym promieniem światła, w wyniku czego zamknął oczy, dodatkowo zasłaniając twarz dłonią. Przeraził się, kiedy do jego uszu dobiegł nieznany mu głos.
Powoli uchylił powieki i momentalnie znieruchomiał. To, co ujrzał, przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Nie wiedział, jak się zachować, ale jedno było pewne. Mężczyzna, który znajdował się parę metrów przed nim, nie widział go.
Nieznajomy stał na środku kręgu, recytując coś w języku, którego nastolatek nie znał. Obok czarownika był ktoś jeszcze, lecz nie okazywał żadnych symptomów życiowych.
Prościej mówiąc - był martwy.
Nagle jego nogi same zaczęły się poruszać. Zupełnie, jakby stracił nad nimi kontrolę i nie mógł jej przejąć. Nie chciał na to patrzeć z bliska, a jednak coś go do tego zmuszało. Nawet nie był w stanie zamknąć oczu. Z każdym kolejnym krokiem obraz robił się coraz bardziej wyraźny.
Teraz dostał tę szansę na swobodny ruch.
Zatrzymał się i rozejrzał wokół siebie.
Od razu skojarzył to miejsce.
Polana, na której widywał Sartaela, a także z nim rozmawiał. Lecz teraz demona tutaj nie zastał. Zamiast niego trafił na inną osobę. Jednak nie wyglądało to na zwykły sen, jak i sytuację.
Mężczyzna, który do tej pory coś recytował, nagle zamilkł. Sekundę później krąg, w którym się znajdował on, jak i ktoś martwy, podświetlił się jeszcze bardziej, stopniowo zaczynając nabierać czerwonej barwy.
...tras.
Nieznany głos nagle odezwał się w jego głowie, lecz nie na tyle wyraźnie, aby Seth był w stanie usłyszeć ten wyraz w pełni.
Zmarszczył brwi, widząc, jak czarownik podszedł do zwłok leżących na kamiennym bloku, po czym przyłożył do czoła zmarłego dłoń i na nowo coś powiedział.
Tym razem trwało to znacznie krócej.
Ponownie coś usłyszał, lecz teraz były to dźwięki przypominające dudnienie. Wyjątkowo hipnotyzujące dudnienie.
Seth stał jakby w amoku, wytrzeszczonymi oczyma wpatrując się w postać nieznajomego mężczyzny.
Leatras.
Usłyszał ponownie i wtedy poczuł się, jakby był w najgorszym koszmarze. Złapał go paraliż. Nie był w stanie nawet wziąć oddechu.
Zupełnie, jakby spodziewał się najgorszego.
Tak też się stało.
Mężczyzna, który do tej pory leżał martwy, nagle podniósł się do siadu, nabierając głośno powietrza do płuc, a Seth momentalnie poczuł, jak po jego ciele przechodzą dreszcze.
Potem ujrzał tylko ciemność.
~~~
Gwałtownie zerwał się z pozycji leżącej, przerażony tym, co chwilę temu zobaczył. Nieświadomy, iż był to tylko sen, złapał się za głowę, automatycznie łapiąc spory wdech. Był rozpalony. Jego czoło pokrywały liczne krople potu. Kark miał mokry, a włosy w jego okolicy posklejane.
W dalszym ciągu nie kontaktował.
Co tak właściwie przed chwilą się wydarzyło?
Kim był ten mężczyzna?
Co robił?
W jakim języku mówił?
Dlaczego ta martwa osoba nagle ożyła?
Co oznaczało słowo: Leatras?
Z każdą chwilą pytań było więcej, a Seth nie potrafił znaleźć odpowiedzi na żadne z nich. Był przerażony tym, co zobaczył. Dlaczego w ogóle to zobaczył? Nigdy przedtem nie miał aż tak realistycznych snów. Dodatkowo całość nakładała się na siebie aż za dobrze, aby to mógł być zwykły przypadek.
To, co zobaczył we śnie, z całą pewnością miało jakiś większy sens.
Dopiero teraz zorientował się, że leżał we własnym łóżku, przebrany w luźniejsze ubrania, idealnie przeznaczone do snu. Lekko zmarszczył brwi, starając się sobie przypomnieć sposób, w jaki się tutaj znalazł.
Pamiętał, że wracał z Noahem do miasta i po prostu zasnął, kiedy był przez niego niesiony na plecach.
Czyżby przespał całą tę drogę?
Musiałem być naprawdę wymęczony.
Pomyślał, wzdychając cicho.
Na myśl o przyjacielu, mimowolnie się zarumienił.
Teraz słowo przyjaciel nie pasowało do blondyna.
Chłopak. To brzmiało znacznie lepiej. No i było zgodne z prawdą.
- Chłopak, co...? - szepnął pod nosem, mrużąc oczy. Mimo iż tak nie wyglądał, to był naprawdę szczęśliwy i przede wszystkim przepełniony ulgą. Nie spodziewał się, że sprawy potoczą się w ten sposób. Ale był zadowolony z takiego obrotu spraw.
Dzięki blondynowi zapominał o wszelkich zmartwieniach, które przez cały wolny czas go dobijały. Wampir był wprawdzie jedyną odskocznią od tego wszystkiego, co go przerażało czy stresowało.
Zupełnie, jak lek.
Niczym antybiotyk na wszelkie zmartwienia.
Silnie i długo działający.
Dobry.
I przede wszystkim uzależniający.
A ten ostatni przykład mógł z czasem okazać się gorszy, niż cokolwiek innego.
~~~
Czuł się zmieszany, patrząc na byłą przyjaciółkę, która dopiero co pojawiła się w jego domu. Czuł, że to odpowiednia chwila na szczerą rozmowę, jednak nie wiedział, jak się za nią zabrać. Kątem oka dostrzegł Viora, zabierającego gdzieś ze sobą Noaha i Isaaca. Jane i Andy'ego nie było w domu. Obydwoje mieli jakieś ważne sprawy do załatwienia, dlatego teraz, kiedy dwójka wampirów i były członek Uroboros gdzieś sobie poszli, Seth i Susan zostali sami.
Bo Kate nawet na moment nie pokazała się w jego domu.
Ale była gdzieś w pobliżu.
Szatyn uświadomił sobie, że wampirzyca jeszcze o niczym nie wiedziała. Mówiąc: o niczym, miał na myśli fakt, iż wraz z Noahem wyszedł z friendzone'u, przenosząc ich wspólną relację na wyższy szczebel.
Nie znał Kate, dlatego nie wiedział, jakiej reakcji się spodziewać.
Jednak logicznym było, iż nie będzie ona należeć do pozytywnych.
Bo raczej mało kto byłby zadowolony z faktu, iż najpierw został zdradzony, a następnie rzucony, bez jakiegokolwiek słowa wyjaśnienia.
To nie mogło skończyć się dobrze. Nie miało prawa.
- Porozmawiajmy, Seth. - powiedziała Susan jako pierwsza, posyłając szatynowi spojrzenie pełne bólu, ale też jednocześnie troski. Przez cały ten czas martwiła się o niego. Bała się, że chłopak znów przechodził przez coś strasznego, a ona sama nie mogła nic z tym zrobić.
- W porządku. - zgodził się, wzdychając. W ciszy poczłapał do salonu, gdzie od razu wygodnie się rozsiadł. Poczekał chwilę na zielonowłosą, a kiedy ta wreszcie klapnęła obok niego, zapytał sam siebie, o czym tak naprawdę chce rozmawiać. Rzeczy do wyjaśnienia było mnóstwo, lecz od której powinien zacząć? W jaki sposób zapytać, aby nie doprowadzić do niepotrzebnego nieporozumienia? Pozornie takie rozmyślania mogły wydawać się dziecinne i żałosne, lecz dla osób, które przechodziły przez ciężkie chwile, były one czymś na porządku dziennym.
- Przejdę od razu do sedna. - zaczęła, spuszczając wzrok. Seth kątem oka dostrzegł, jak dziewczyna zacisnęła dłonie na materiale spodni, co było wyraźnym znakiem, iż podchodziła do tej rozmowy na poważnie. - Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, co wtedy powiedziałam i wiem, że brzmiało to jednoznacznie. - wyznała szczerze, na co szatyn skinął głową na znak, że rozumie i czeka na ciąg dalszy. Susan postanowiła kontynuować, zaraz po tym, jak wzięła głębszy wdech. - Ale. - zaznaczyła twardo, nawiązując kontakt wzrokowy z Sethem. - Nie myślałam wtedy trzeźwo. - posmutniała, co udzieliło się też nastolatkowi. Oboje patrzeli na siebie z bólem w oczach, co było wyraźnym znakiem, iż sprzeczka, która ich poróżniła, źle na nich wpływała. - Najpierw zaczęli ginąć zwykli ludzie. Później do ofiar doszedł Liam. - mocno przygryzła dolną wargę. - Starałam się popełnić samobójstwo... przez co zmuszono mnie do napicia się krwi. - przypomniała z obrzydzeniem, ponownie kierując spojrzenie na podłogę. Minęła chwila, zanim Susan podjęła się kontynuacji. To musiało być dla niej niezwykle ciężkie. - A na samym końcu umarłam. - pokręciła głową, nie potrafiąc wyrazić emocji innym sposobem. Westchnęła ciężko, chowając twarz w dłoniach. - To było dla mnie zbyt wiele... W dodatku to, co czułam, kiedy przeszłam przemianę w wampira, było znacznie silniejsze, niż w momencie, gdy jeszcze byłam człowiekiem. Wszystkie emocje się spotęgowały i po prostu wybuchłam, mówiąc niekoniecznie to, co szczerze myślałam i przede wszystkim zamierzałam. - spojrzała na Setha, który wyglądał, jakby całą sytuację rzucił w niepamięć. Tak w sumie częściowo było. Susan była dla niego ważna i naprawdę nie chciał się na nią gniewać. Nie, kiedy wyraźnie żałowała swoich słów. Wiedział, że mówiła prawdę. Był tego pewien. - Musisz wiedzieć, że jesteś dla mnie niezwykle ważny. Może i nie znamy się jakoś szczególnie długo, ale ten krótki okres czasu mi wystarczył, abym cię pokochała. - ujęła jego dłonie w te swoje, po czym lekko się uśmiechnęła. - Skoczyłabym za tobą w ogień, naprawdę.
Seth nie musiał słyszeć nic więcej. Tyle mu wystarczyło, aby bezproblemowo stwierdzić, iż naprawdę nie miał za złe przyjaciółce, że pod wpływem przytłaczających emocji powiedziała zbyt wiele. Każdemu zdarzały się chwile słabości i mylnej interpretacji uczuć.
Dopiero, co on sam błędnie odczytał swoje myśli.
Przytulił ją, odczuwając przyjemne ciepło. Uśmiechnął się w duchu na myśl, że to już koniec. Że odzyskał swoją przyjaciółkę.
Naprawdę stęsknił się za nią.
~~~
Susan szczerze przyznała, iż towarzystwo Kate niezbyt jej przypadło. O wiele bardziej lubiła spędzać czas z Lydią, która twierdziła podobnie, jak ona. Obie dziewczyny zbliżyły się do siebie, zaczynając więcej ze sobą rozmawiać, jak i wspólnie trenować.
Rudowłosa była już dość obeznana i dobrze panowała nad swoimi wampirzymi pragnieniami, dlatego jej rady były bardzo pomocne dla Susan, która dopiero się uczyła to wszystko kontrolować.
Razem tworzyły zgraną drużynę.
Na obecną chwilę pozostał tylko jeden kłopot, który za wszelką cenę trzeba było rozwiązać.
Przyszła pora na rozmowę Noaha z Kate.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic