piątek, 5 maja 2017

"Desirable blood" - Rozdział 67




Seth doskonale zdawał sobie sprawę, iż kwestia, którą poruszył w trakcie rozmowy z Noahem, nie była niczym prostym dla jego przyjaciela. Lecz mimo to rozpoczął temat, proponując blondynowi coś tak szalonego, jak pokazanie się przed rodziną, co się wiązało z wyjściem na jaw tajemnicy istnienia wampirów.
Oczywiście nie dowiedziałby się zaraz o tym cały świat, ale sam fakt, iż wampir miałby się pokazać swoim rodzicom, którzy przez ostatnie parę lat myśleli, iż ten jest martwy, był niezmiernie absurdalny.
Noah nie potrafił podjąć decyzji.
Szczerze pragnął tego spotkania, ponieważ zdawał sobie sprawę, że kiedy zobaczy rodziców, zyskując pewność, iż jest z nimi wszystko w porządku, wreszcie będzie w stanie zostawić za sobą przeszłość. A tego potrzebował.
Musiał ruszyć naprzód.
Seth mu to teraz umożliwił, jednak... nie miał pojęcia, jak postąpić.
- To nie tak, że musisz się zaraz im pokazać i o wszystkim powiedzieć. - rzekł Seth, patrząc na zamyślonego blondyna. Obaj siedzieli w salonie, wspólnie myśląc nad podjęciem decyzji. Noah całą noc spędził na zastanawianiu się, co zrobić, lecz nawet po tym nie był w stanie dość do sedna. Dlatego poprosił swojego przyjaciela, aby ten pomógł mu w podjęciu ostatecznej decyzji.
- To znaczy? - uniósł brwi, nie rozumiejąc, co szatyn miał na myśli. Początkowo chciał, aby Noah i jego rodzice się spotkali, a teraz mówił, że jednak wcale nie musi tego robić? To jak w końcu miał postąpić?
- Chcesz po prostu wiedzieć, że wszystko z nimi w porządku, tak? - uśmiechnął się łagodnie, pewnie patrząc na twarz jasnowłosego. Już nie krępował się kontaktu wzrokowego. Teraz, kiedy zdał sobie sprawę z własnych uczuć, osobiście zaczął się zastanawiać, w jaki sposób je wyjawić.
To znaczy...
Czy w ogóle powinien je wyjawić.
Bo jakby nie patrzeć, jego przyjaciel miał dziewczynę.
Jednak z drugiej strony... gdyby szczerze ją kochał, naprawdę pozwoliłby na to, aby między nim, a Sethem, doszło do jakiegokolwiek większego zbliżenia?
- Tak. - zgodził się, powoli kiwając głową.
- Więc na sam początek wystarczy, że po prostu tam się pojawisz. Nie musisz zaraz wyskakiwać przed rodzicami, mówiąc, że to ty. - przechylił głowę na bok, nie odrywając oczu od zmieszanej twarzy jasnowłosego, który uważnie śledził wzrokiem każdy gest Setha. - Możesz po prostu stać w ukryciu i dopiero wtedy zadecydować, co dalej. Czy chcesz zachować dystans, czy może zrobić coś więcej. Bo albo postanowisz zakończyć na takiej obserwacji, albo... - zmrużył oczy, nabierając poważnego wyrazu. - Spróbujesz nawiązać jakiś kontakt.
Noah rozdziawił buzię, spuszczając wzrok na dłonie Setha, które chłopak miał swobodnie ułożone na sofie. Blondyn wziął na poważnie słowa przyjaciela.
Lecz, mimo że cały plan miał już gotowy, wciąż coś go blokowało.
Bał się tego spotkania. Obawiał się, że jeśli tylko zbliży się do ważnych mu osób, wydarzy się coś nieciekawego, co zagrozi im wszystkim. A naprawdę nie chciał mieszać swojej rodziny w ten paskudny świat, gdzie na każdym kroku czekało coś paskudnego.
- Nie chcę cię poganiać, ale myślę, że powinieneś jak najszybciej podjąć decyzję, co zrobić. - powiedział Seth, przenosząc swe duże oczy na ekran telewizora, w którym leciał jakiś serial o wilkołakach. - Najwygodniej by było, gdybyśmy uporali się ze wszystkim przed powrotem Viora. Aby później nie dokładać sobie zadań. Bo teraz i tak nic nie robimy.
Noah nie mógł się nie zgodzić ze słowami przyjaciela. Jeśli chcieli gdziekolwiek się udać, to musieli zrobić to teraz, bo później, po przyjeździe wampira, w którym pokładali całą nadzieję, nie byłoby na nic takiego czasu.
- Masz rację. - przytaknął skinięciem głowy, po czym przygryzł dolną wargę.
Jednak... co zrobić? Pomyślał, marszcząc brwi.
Tak się przejął całością, że nawet nie spostrzegł, jak z nerwów przegryzł dolną wargę, z której w mgnieniu oka zaczęła sączyć się krew. Seth, zmartwiony stanem przyjaciela, zbliżył się do niego, dłoń kładąc mu na ramieniu.
- Spokojnie, Noah. - posłał mu spojrzenie pełne troski, co było miłą odskocznią od ostatnich wydarzeń. Bo jakby nie patrzeć, przedtem to Noah robił za pocieszyciela Setha, gdyż szatyn nie radził sobie z niczym. Teraz role się odwróciły, jednak każdy zdawał sobie sprawę, że nie na długo. Lecz mimo to Seth chciał wykorzystać tę szansę i zrobić coś pomocnego dla swojego przyjaciela. - Nie będziesz tam sam. - lekko się uśmiechnął.
- Wiem. - westchnął, nastawiając się w myślach na podjęcie decyzji. Nie trwało to długo, lecz chłopak nie był przekonany do samego końca. Nawet po zdecydowaniu się na spotkanie. Wciąż coś go namawiało do rezygnacji. Ale nie chciał już dłużej uciekać. - Dlatego... w porządku. - zamknął oczy, nie wierząc, iż to powiedział. - Zróbmy to.
Seth momentalnie wstrzymał oddech, niezmiernie ciesząc się w duchu z podjętej przez Noaha decyzji. Zdawał sobie sprawę, iż było to bardzo trudne, lecz tym samym miał świadomość, że to spotkanie może przynieść więcej dobrego, aniżeli złego.
To był krok w stronę zmiany na lepsze.
Oni obaj to rozumieli i najwyraźniej postanowili podążyć w tym kierunku.
~~~
Nim nastał wieczór, Seth wraz z Noahem opuścili teren Mysterious Rises, uprzednio informując o tym pozostałych. Jane, wiedząc, jak wielkie niebezpieczeństwo towarzyszy jej siostrzeńcowi, początkowo miała opory z puszczeniem tej dwójki, lecz kiedy dowiedziała się, co tak konkretnie planują, przestała się przeciwstawiać i odłożyła swoje obawy na bok. Pozostali poszli jej ślady, pozwalając chłopakom na odrobinę swobody.
Blondyn uznał, że normalne środki transportu byłyby zbyt dużym kłopotem, dodatkowo zajmującym mnóstwo czasu, dlatego jednogłośnie z Sethem zdecydowali się na posłużenie wampirzą prędkością.
Seth już chyba przywykł do bycia noszonym przez innych. I nawet, jeśli sprawiał pozory, jakby mu to przeszkadzało, w rzeczywistości był za takim obrotem spraw. Mocno trzymając się blondyna, zamknął oczy, skupiając wszystkie swoje instynkty na zmieniającym się otoczeniu, a także zapachu łagodnych perfum, których używał wampir.
Nieświadomie zaciągnął się powietrzem, mocniej zaciskając ręce wokół szyi blondyna. Tym czynem jeszcze bardziej się do niego zbliżył, co jedynie utwierdziło go w przekonaniu, iż definitywnie postrzegał go w nieco innym świetle, jak przedtem.
Zastanawiał się, kiedy tak naprawdę to się zaczęło. 
W którym momencie nastąpiła ta szczególne chwila, gdy jego uczucia względem przyjaciela się zmieniły.
Nie potrafił sobie odpowiedzieć na to pytanie, nieważne jak bardzo i szczegółowo nad tym rozmyślał.
Otworzył oczy, kiedy zauważył, iż wiatr przestał rozwiewać jego włosy. Oznaczać to tylko mogło, że się zatrzymali. Niepewnie rozejrzał się wokół, rozpoznając znajomą okolicę. Mimowolnie uśmiechnął się pod nosem na widok parku, w którym spędził pół swojego dzieciństwo. Mina jednak szybko zrzedła, gdy chłopak uświadomił sobie, iż dokładnie w tym miejscu znalazł swojego przyjaciela, który wówczas znajdował się na skraju śmierci.
Mimo że nie tak dawno się stąd wyprowadził, bo minęło dopiero parę miesięcy od jego pojawienia się w Mysterious Rises, to bez wątpienia mógł stwierdzić, że stęsknił się za tym miejscem.
Zszedł z pleców przyjaciela, w dalszym ciągu rozglądając się wokół siebie. Wreszcie skierował spojrzenie na dzielnicę mieszkalną, którą powinni podążyć, aby dojść do swojego starego miejsca zamieszkania. Seth bez chwili wahania podążył w tamtym kierunku, lecz kiedy zdał sobie sprawę, iż szedł tylko on, zatrzymał się, odwracając się w stronę przyjaciela, który wciąż stał w miejscu, parę metrów dalej.
- Noah? - posłużył się łagodnym tonem, wyrywając wampira z rozmyślań. - Coś nie tak?
- ...a co, jeśli ich już tutaj nie ma? Mogli się równie dobrze wyprowadzić, dlatego... - zamilkł, spuszczając wzrok. Zdał sobie sprawę, że zaczął się wykręcać, przerażony wizją spotkania z rodziną.
- Poważnie? Chcesz zrezygnować, kiedy zaszedłeś tak daleko? - uniósł jedną brew, posyłając przyjacielowi spojrzenie z nutą rozczarowania, co najwyraźniej nieco go ogarnęło. Bez słowa ruszył w kierunku szatyna, w pewnym momencie go wymijając. Seth, widząc, iż wampir postanowił jednak powrócić do swojego pierwotnego celu, szybko dorównał mu kroku, nie mogąc wyzbyć się podziwu spowodowanego powrotem do starego miejsca zamieszkania.
Szli w ciszy wzdłuż ulicy, wreszcie skręcając w ich starą dzielnicę, na której mieściły się same domy jednorodzinne, w większości wciąż zamieszkiwane. Noah z każdym kolejnym krokiem zaczynał się coraz bardziej denerwować, aż finalnie skończył na ponownym podgryzaniu dolnej wargi. Zapomniał, jak się oddycha, kiedy w oddali ujrzał swój stary dom. Budynek wyglądał na taki, w którym wciąż ktoś mieszkał. Lecz jego instynkt nie wychwycił nikogo wewnątrz. Ale powód mógł być inny: chłopak był po prostu tak bardzo rozkojarzony, że nie był w stanie się wystarczająco skupić, aby wychwycić czyjąkolwiek obecność.
- Chyba jesteśmy na miejscu. - powiedział szatyn, zatrzymując się przed furtką prowadzącą na teren mieszkalny państwa Cane. Bez chwili wahania uchylił drzwiczki i wparował na podwórze, nie czekając na reakcję przyjaciela. Jednak zanim zapukał do drzwi frontowych, powiedział cicho pod nosem: - Jeśli nadal nie wiesz, co chcesz zrobić, schowaj się gdzieś, gdzie cię nie zauważą. Powiem im, że przyjechałem w odwiedziny na grób i tak dalej. To będzie twoja decyzja, czy się pokażesz, czy zostaniesz w ukryciu. Ale przynajmniej w obu przypadkach ujrzysz swoich rodziców i upewnisz się, że wszystko z nimi w porządku. - uśmiechnął się pod nosem, a następnie uformował dłoń w piąstkę, kierując ją na drewniane wrota, w które po chwili zapukał.
Noah stał jak zamroczony, wpatrując się szeroko otwartymi ślepiami w plecy przyjaciela, który wyglądał na bardzo zdeterminowanego, aby tylko mu pomóc. Wreszcie zdał sobie sprawę, że miał się schować, dlatego odwrócił się w bok, stawiając pierwszy krok naprzód. Kiedy skierował spojrzenie w kierunku, w którym zmierzał, momentalnie znieruchomiał, mając wrażenie, jakby cały świat wokół niego nagle zaczął wirować.
Kobieta, stojąca naprzeciw niego, upuściła siatki, które do tej pory trzymała w ręce, a następnie zasłoniła usta, również zapominając o takiej czynności, jaką było oddychanie. Mężczyzna, który znajdował się tuż obok kobiety, wytrzeszczył oczy, bezwładnie opuszczając ręce wzdłuż ciała.
Cała trójka wpatrywała się w siebie w milczeniu, nie robiąc kompletnie nic. Po prostu stali w bezruchu.
Seth, zaciekawiony dźwiękiem upadającego przedmiotu, obrócił się na pięcie w tył. Nie spodziewał się, że akurat tutaj spotkają rodziców Noaha, ale mimo wszystko ucieszył się w duchu, że tak wyszło. Widok tej przepełnionej emocjami sceny, złapał go za serce.
- Niemożliwe... - powiedziała stłumionym głosem matka blondyna, kręcąc głową i jednocześnie jeszcze bardziej wytrzeszczając oczy, które już po chwili się zaszkliły. Nie trzeba było czekać długo na to, aż pojawią się łzy.
Podczas kiedy kobieta stała w miejscu, nie dowierzając w to, co widzi, ojciec Noaha zebrał się w sobie i podszedł do chłopaka, nawet na moment nie odwracając od niego swoich mokrych od łez oczu, jakby w obawie, że jeśli tylko to zrobi, jego syn zniknie.
Otworzył usta, mając zamiar coś powiedzieć, lecz ostatecznie nie zdobył się na nic, co miałoby choćby najmniejszy sens.
Jednak cisza wystarczyła tej trójce. Noah wciąż nie wyzbył się szoku, jaki go dopadł w momencie, kiedy ujrzał twarze swoich rodziców. Jego mamie przybyło zmarszczek, lecz mimo to wciąż wyglądała pięknie i pogodnie. Na głowie ojca pojawiło się parę siwych włosów, ale wcale nie dodawało mu to lat. Oboje wyglądali, jakby byli w dobrej formie.
Zupełnie, jakby... byli szczęśliwi.
Noah nawet nie zdążył zareagować, jak jego ojciec mocno go objął. Gwałtownie wciągnął powietrze nosem, spinając każdy mięsień. Czuł to. Bicie serca taty. Jego puls. Niespokojny oddech. Zapach. Wszystko, co utwierdzało go w przekonaniu, iż mężczyzna był cały.
Z lekkim zawahaniem uniósł ręce, by wreszcie odwzajemnić uścisk, który sprawił, iż tak dorosły i poważny mężczyzna, jakim był jego ojciec, rozpłakał się jak małe dziecko. Słysząc szloch tego człowieka, którego od zawsze uważał za osobę zawsze trzymającą emocje na wodzy, sam przestał nad sobą panować. Zamknął oczy, mocno zaciskając zimne dłonie na kurtce ojca, jakby starał się wyrazić tym gestem całą frustracje, jaka mu przez cały ten czas doskwierała.
Pan Cane wreszcie rozluźnił uścisk, powoli odsuwając się od syna. Ujął w drżące dłonie jego lodowatą twarz, po czym uśmiechnął się szeroko, nie mogąc powstrzymać łez i rzekł:
- Tak bardzo się zmieniłeś. - pociągnął nosem, nie przerywając kontaktu wzrokowego z synem. - Ale mimo że tak wydoroślałeś, od razu cię rozpoznałem. - zaśmiał się łamliwym głosem, po czym na nowo zaniósł się płaczem, zamykając oczy.
Seth nie mógł odwrócić wzroku od tej sceny. Sam poczuł się niezwykle poruszony. Widząc, jak do chłopaka wreszcie podchodzi matka, reagując w ten sam sposób, co ojciec, ułożył usta w linię, na siłę starając się powstrzymać łzy. Uśmiech wpłynął na jego twarz, lecz nawet ten gest nie był w stanie wyrazić tego, co chłopak czuł.
Nawet jeśli Noah nie planował tego spotkania, chcąc się ograniczyć do obserwacji z ukrycia, to teraz był niezmiernie zadowolony z takiego obrotu spraw. Dzięki tej bliskości upewnił się, iż jego rodzice byli cali i zdrowi. Że nic im nie groziło.
Kolejne minuty spędzali w ciszy, nawet nie podejmując się próby rozmowy. Cieszyli się swoją bliskością, doskonale zdając sobie sprawę, iż niedługo czeka ich rozłąka.
Noah zdawał sobie sprawę, że musi to skończyć teraz, ponieważ jeśli zostanie w towarzystwie rodziców dłużej, nie pozbiera się, kiedy na nowo ich opuści. Teraz liczyła się każda sekunda.
Dlatego, zaraz po tym, jak zamknął ślepia, siłą zmusił się do opanowania emocji. Gdy uspokoił oddech, zaczął powoli otwierać błękitne, w obecnej chwili również poważne, oczy, po czym, nawiązując kontakt wzrokowy ze swoim ojcem, rzekł:
- Zapomnisz o tej chwili.
Mężczyzna momentalnie zamarł w bezruchu, a na jego twarz wdarła się obojętność. To wyglądało tak, jakby ktoś dostał się do jego umysłu, przejmując kontrolę nad jego myślami i emocjami. Matka blondyna patrzyła na całe zajście z szokiem w oczach, nie rozumiejąc, co się działo. Gdy zobaczyła, jak jej mąż się uspokaja i staje się nieprzytomny na umyśle, zrozumiała, że to samo czeka ją.
Dlatego w spokoju czekała na swoją kolej, ciesząc się ostatnimi chwilami z jej synem.
Seth nabrał sporo powietrza do płuc, a następnie, powoli wypuszczając je nosem, zszedł po stopniach na dół i opuścił teren posesji rodziców wampira, przemykając niezauważonym na chodnik. Oddalił się o parę metrów i na nowo spojrzał na rodzinę, która właśnie przeżywała swoje ostatnie wspólne chwile.
Tak musiało być.
Nie wiadomo, co by ich spotkało, gdyby wiedzieli o istnieniu wampirów czy możliwości zmartwychwstania
Dlatego Noah, nie chcąc ryzykować i narażać swoich bliskich, zdecydował się na wymazanie tego spotkania z ich głowy.
Mijając chwilowo nieprzytomnych rodziców, zbliżył się do Setha, wreszcie bez słowa przechodząc obok niego. Szatyn ostatni raz zerknął na państwo Cane, które powoli wybudzało się z transu, a kiedy upewnił się, iż oboje odzyskali świadomość i posłali sobie pytające spojrzenia, jakby nie wiedzieli, co się właśnie wydarzyło, obrócił się w tył, woląc pozostać niezauważonym. W ciszy podążał za przyjacielem, zastanawiając się, jak wiele musiał teraz czuć.
Gdy blondyn się zatrzymał, on również stanął. Bez problemu mógł wyczuć ból, jaki towarzyszył wampirowi. To z całą pewnością było ciężkie spotkanie, nie wspominając o tym, co chłopak uczynił na sam koniec.
Seth podszedł do przyjaciela, skupiając spojrzenie na jego przybitej twarzy.
Nie wiedział, co powiedzieć albo co zrobić.
Mógł po prostu stać i czekać, aż Noah zareaguje w jakikolwiek sposób.
Odezwał się szybciej, niż Seth przypuszczał.
- Nie żałuję, że to zrobiłem, ale jednocześnie... - zmarszczył brwi, przez chwilę nic nie mówiąc, jakby starał się ułożyć odpowiedź w głowie. - Czy postąpiłem słusznie? - przełknął głośno ślinę, patrząc gdzieś przed siebie nieobecnym wzrokiem.
Szatyn lekko uniósł kąciki ust w górę.
- Moim zdaniem to była słuszna decyzja. - wyznał szczerze, przez co Noah na niego spojrzał smutnym wzrokiem. Jego oczy były zaczerwienione od płaczu. Ale blondyn nie wstydził się tego.
- Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak bardzo brakowało mi tych ludzi. - przygryzł dolną wargę. - Przez to, że jestem sam, czasem naprawdę nie wiem, jak radzić sobie z problemami.
Seth zmrużył oczy, układając usta w linię. Trochę zmartwiły go te słowa. Przecież wampir nie był sam. Miał wokół siebie tylko dobrych osób, na które zawsze mógł liczyć.
Dlaczego więc twierdził, iż był samotny?
- Sam? - powtórzył, unosząc brwi. - Przecież nie jesteś sam. - nawiązał z wampirem kontakt wzrokowy, a bliskość, która im w tej chwili towarzyszyła, przyprawiła szatyna o szybsze bicie serca. Kiedy tak spoglądał na przygnębionego Noaha, miał chęć zrobić wszystko, co tylko mogłoby mu pomóc. Co zabrałoby choć odrobinę ciężaru z jego barków. - Masz mnie. Zawsze możesz na mnie liczyć i doskonale o tym wiesz. - rzekł pewnie, wyrażając całą powagę i szczerość oczami, co biło od niego na kilometr. Wreszcie uśmiechnął się ciepło i dodał szybko: - W końcu jesteśmy... - lecz zamilkł równie błyskawicznie, jak zaczął, zdając sobie sprawę, że nie jest w stanie tego powiedzieć.
- Przyjaciółmi? - skończył za szatyna, posyłając mu badawcze spojrzenie. Koleje sekundy jedynie utwierdziły go w przekonaniu, iż ta relacja, która ich łączyła, popsuła się. - Nie jesteś zadowolony z tego faktu? - spytał, widząc niepewność malującą się na twarzy Setha.
Seth spuścił wzrok, zdając sobie sprawę, że jeśli teraz sobie tego nie wyjaśnią, to drugiej szansy nie będzie.
Czuł, że to odpowiedni moment.
- To nie tak. - powiedział cicho, przełykając ślinę.
- Więc jak? - zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, co jego przyjaciel chciał mu przekazać. Miał już dość tych podchodów.
Gotów wyrzucić z siebie cały gniew, zamarł, kiedy Seth pewnie uniósł łebek, bez wahania łącząc z nim spojrzenia. Przez chwilę wpatrywali się w siebie w ciszy, w trakcie której szatyn finalnie postanowił sprawdzić swoje uczucia.
Ten moment jedynie utwierdził go w przekonaniu, iż się nie pomylił.
Naprawdę przestał widzieć w Noahu przyjaciela.
Teraz dostrzegał tam kogoś więcej.
- Jesteś dla mnie kimś więcej. - wyznał wreszcie, po czym poczuł się, jakby z jego ramion spadł ogromny ciężar. To jedynie było dla niego potwierdzeniem prawdziwości tych słów, których i tak był już pewien, zanim poczuł tę miłą rzecz, która wyswobodziła go z pewnego rodzaju uścisku, jakim była obawa, iż jeśli tylko wyzna prawdę na temat swoich uczuć, wszystko się popsuje. Ale nic takiego nie nastąpiło.
Minęła chwila, zanim Noah uświadomił sobie, iż to, co usłyszał, było najszczerszą prawdą. Nie przesłyszał się ani nie miał też żadnych halucynacji. Osobą, która przed nim stała i jednocześnie wyznała mu swoje uczucia, był nie kto inny, jak Seth. Jego przyjaciel, do którego od dawna czuł coś więcej.
Czy to był jakiś sen?
Seth, nie mogąc się powstrzymać, dodał sobie parę centymetrów stając na palcach, po czym złączył usta swoje i blondyna w czułym pocałunku, który niemal od razu uderzył w głąb niego, pozbawiając go wszelkich zahamowań. Starał się tym przekazać wampirowi wszystko, co czuł, nie szczędząc sobie kompletnie niczego. Mocny, ale jednocześnie delikatny pocałunek, doprowadził tę dwójkę do braku tchu, który poskutkował utratą sił u szatyna. Noah, widząc jak Seth zaczął podupadać, złapał go w pasie, dzięki czemu nastolatek nie upadł, a następnie nieznacznie odsunął swoją twarz od tej jego, łącząc z nim spojrzenia.
Żadne słowa nie były im potrzebne.
Wystarczyły emocje, które wręcz biły z ich oczu czy czynów.
Obaj uśmiechnęli się w duchu, zadowoleni z takiego obrotu spraw, po czym jednocześnie stwierdzili:
- Wracajmy.
I ruszyli w kierunku, z którego przyszli, dążąc w stronę Mysterious Rises, gdzie już z całą pewnością czekało na nich mnóstwo spraw.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic