piątek, 5 maja 2017

"Desirable blood" - Rozdział 66




Rankiem Kate na nowo skontaktowała się z Noahem. Zdradziła mu wtedy, że Vior już zajął się usuwaniem danych na temat Setha. Udało mu się znaleźć osobę, która również była po ich stronie i jednocześnie posiadała dobre umiejętności grzebania w sieci, nie będąc przy tym wykrywalnym.
Jednak nie mogli dać się tym zwieść. Nawet jeśli na temat nastolatka nie było żadnych informacji w bazie czy dokumentach, to nadal istnieli ludzie czy wampiry, którzy wiedzieli o nim. Bo przecież John sam mu kiedyś powiedział, iż Uroboros wiedziało o nim od zawsze.
Więc...
Było tak, jak podejrzewali od początku.
Ten ruch był w stanie dać im jedynie trochę czasu, a nie całkowitą wolność. Jeżeli chcą osiągnąć to drugie, to niestety, ale będą musieli się namęczyć trochę bardziej.
- To naprawdę zadziała? - Seth nie był do końca przekonany całością. Może i wymazanie jego osoby ze wszystkich możliwych źródeł było sensowne, lecz wewnątrz niego wciąż tkwiło coś, co z góry narzucało mu zdanie: nie uda się.
To było coś, co odpychało od niego wszelkie myśli zawierające nadzieję. A przecież miał się niej teraz trzymać.
- Nie dowiemy się, póki nie spróbujemy. - blondyn wzruszył ramionami, po czym klapnął na sofie i włączył telewizję. Zapanowała chwilowa cisza, którą wreszcie przerwały co rusz zmieniające się programy. Noah zaczął skakać po różnych kanałach, szukając tych informacyjnych. Był ciekaw, czy w telewizji wciąż mówiono o niedawnym zamachu terrorystycznym.
- Czego szukasz? - spytał szatyn, siadając obok przyjaciela.
Niby rozmawiali ze sobą. Niby nie byli skłóceni. Nie darli ze sobą kotów, jak i nie wspominali o tym całym zajściu, które miało miejsce niedawno między nimi.
Ale mimo to pomiędzy tą dwójką utworzyła się dziwna ściana.
- Jestem ciekaw, czy mówią coś o ciałach zabranych na badania. - wyjaśnił, nawiązując do tego, co usłyszał w tracie podsłuchiwania wampirów z innego rodu. - W telewizji wypaplają wszystko, o ile da im to szansę na podniesienie oglądalności. - wywrócił oczami, jakby zażenowany poziomem dziennikarzy i reporterów. Ale zaraz zdał sobie sprawę, że działali oni normalnie. Po prostu robili to, co leżało w ich obowiązku i zadaniu.
- Nawet nie chcę myśleć, co by nastąpiło, gdyby się wydało, że po świecie chodzą wampiry... - wyznał zmieszany, spuszczając wzrok. Noah oderwał się od ekranu telewizora, głowę odwracając w stronę przyjaciela.
- Odpowiedź jest prosta. - powiedział, na wskutek czego Seth uniósł łebek, od razu nawiązując kontakt wzrokowy z jasnowłosym. Zatracił się w głębi jego niebieskich tęczówek. Czekając, aż ten skończy, nawet ma moment nie oderwał wzroku od zabójczego błękitu, który ostatnimi czasy przyprawiał go o zawroty głowy. Wreszcie, kiedy Noah otworzył buzię, gotów, by oświecić szatyna oczywistym, ten przeniósł spojrzenie na jego pełne usta. - Chaos.
Całość widział jakby w zwolnionym tempie, a słowo, które finalnie usłyszał, rozbrzmiało echem w jego głowie.
Chaos.
No tak. To było przecież oczywiste. Jakiej innej reakcji spodziewać się u ludzi, którzy do tej pory nie mieli styczności z czymś tak nietypowym?
- Dlatego za nic nie możemy do tego dopuścić. - westchnął, na nowo zwracając się w stronę telewizora. Ujął w dłoń pilot, po czym ponownie rozpoczął podróż po kanałach, dokładnie śledząc programy na nich puszczane. Wreszcie, gdy miał już zrezygnować, na ekranie pojawiła się młoda prezenterka, za którą pojawiały się obrazy ciał pochowanych w workach. Blondyn pomyślał, że to musiało być to. Szybko podgłośnił, czego akurat nie potrzebował, gdyż miał doskonały, a nawet lepszy, niż doskonały, słuch. Chyba to pozostało mu z czasów, kiedy był normalnym człowiekiem. Wówczas miał w nawyku podgłaśnianie wszystkiego, co uznał za ciekawe bądź sensowne.
Tak drobna rzecz, a jednak niezmiernie go cieszyła.
Kobieta zdradziła informację, której Noah tak bardzo pożądał. Wszystkie ciała zostały zabrane na badania i oddane szczegółowej analizie. Jako, iż  był to atak terrorystyczny, ludzie wzięli pod uwagę zamach na większą skalę. W obawie, że ciała mogą mieć w sobie jakąś nieciekawą substancję, postanowiono je wszystkie spalić.
To był dobry ruch.
Ogień potrafił zmienić ciało martwego wampira w nicość.
- ...to dobrze, tak? - spytał Seth, widząc ulgę malującą się na twarzy wampira. Sam do końca nie rozumiał, jak powinien odbierać to wszystko, gdyż nie był wszechwiedzący, a po prostu naiwny, lecz sugerując się reakcją swojego przyjaciela, postanowił również odłożyć obawę dotyczącą tej kwestii na bok.
- Tak. - potwierdził kiwnięciem głowy, po czym wyłączył telewizor. - Jeden problem z głowy. Ogólnie Zalhar, głowa rodu odpowiedzialnego za to rozwiązanie, jest typem myślącego wampira, dlatego wydaje mi się, że nie musimy się martwić, iż będzie jednym z tych depczących nam po piętach. Ale nie możemy też mieć co do tego pewności. - podrapał się w tył głowy, lekko marszcząc brwi. - Jest dobrym znajomym Viora, dlatego... eh, źle mi z tym, że tak wiele na niego zrzucamy. - westchnął, kończąc temat.
- To prawda. Za bardzo polegamy na Viorze... - zgodził się, ściągając brwi.
Obaj byli jednego zdania. Noah chciał też zacząć polegać na swojej sile. Posiadał ją, a jednak coś go blokowało przed jej użyciem.
Tylko... co?
- Jak tak teraz myślę... - zaczął Seth, odchylając głowę do tyłu. Lekko zmrużył oczy, skupiając się na białym suficie. Noah zerknął na niego ukradkiem, ciekaw, co przyjaciel miał mu do powiedzenia. - Niedługo wybije szósta rocznica twojego pogrzebu. - oznajmił, przez co blondyn rozdziawił buzię, zdziwiony nagłym poruszeniem tak nic nieznaczącego tematu.
- Dlaczego teraz o tym wspominasz? - spytał, trochę poddenerwowany zaistniałą sytuacją. Nie wiedzieć czemu, odczuwał frustrację, kiedy tylko wracał myślami do wspomnień czy chwil, które przeżywał wraz z rodziną, kiedy jeszcze był człowiekiem. Doskonale pamiętał twarze rodziców, którzy płakali nad jego grobem, nie mogąc uwierzyć w to, że ich dziecko zginęło. Najbardziej przykry był fakt, iż blondyn za nic nie mógł im się pokazać. Przez te wszystkie lata nie ukrywał się tylko przed Sethem, ale też wszystkimi bliskimi, do których zaliczali się także rodzice.
- Sam nie wiem. - wzruszył ramionami, przełykając ślinę. - Może dlatego, że ta szczególna data się zbliża? - przeczesał dłonią włosy, układając usta w linię. Zaraz po tym niepewnie spojrzał na blondyna, który to od dłuższego czasu się w niego wpatrywał ze zmieszaną miną. - Powiedz... twoi rodzice nie wiedzą, że żyjesz, prawda? - spytał, podkreślając jedno słowo.
Klatka piersiowa wampira gwałtownie się uniosła i została w tej pozycji przez dłuższą chwilę. Zaskoczony pytaniem szatyna, nie miał pojęcia, jak sformułować odpowiedź. Bo przecież... to było oczywiste, czyż nie?
Ale mimo to przyszło mu to z ogromnym trudem.
- Nie. - zaprzeczył, marszcząc brwi. - To chyba jasne. Jak niby miałbym im o tym powiedzieć? Umarłem, ale jednak żyję, będąc wampirem? - zirytował się nieco, choć nie miał ku temu najmniejszego powodu. Po prostu nadal nie pogodził się z faktem, iż musiał żyć w ukryciu.
Chociaż... co to za życie, kiedy żadna z ważnych dla ciebie osób nie wie, że jednak jesteś cały?
- Już, już, spokojnie. - powiedział łagodnym tonem, unosząc dłonie w geście kapitulacji. Nie chciał zdenerwować przyjaciela, lecz wiedział, że będzie to nieuniknione, zważywszy na jego podejście do całości. - Wybacz, że poruszyłem tak niewygodny temat. - zmartwił się.
- Nie... to ja przepraszam. - odwrócił wzrok, zaciskając dłonie w pięści. - Po prostu... to zbyt ciężkie. - westchnął, po czym zamknął oczy. W jego głowie pojawiły się twarze rodziców, za którymi chłopak tak bardzo tęsknił.
- Nigdy nie próbowałeś im się pokazać? - spytał cicho, bacznie obserwując przygnębioną twarz Noaha. Nie chciał drążyć tematu, ale jednocześnie chciał wiedzieć, co czuł jego przyjaciel w tej sytuacji.
- Nie. - odpowiedział zgodnie z prawdą, powoli otwierając oczy. Zaczął błądzić smutnym okiem po obszarze znajdującym się przed nim, aż wreszcie zatrzymał się na gablotce, której półki zdobiły różne książki i parę fotografii w ramkach. Widząc szczęśliwe twarze rodziny znajdującej się na jednym ze zdjęć, momentalnie poczuł przytłaczające przygnębienie.
On też kiedyś taki był.
- Od początku wiedziałem, że to głupota, dlatego trzymałem się z daleka. Kiedy to był ostatni raz, jak widziałem ich twarze...? - zamilkł, zastanawiając się na odpowiedzią. - Hm... najprawdopodobniej dzień po tym, jak mnie pochowano. - uśmiechnął się krzywo, podkreślając ostatni wyraz.
Seth wpadł na pewien pomysł.
Może i wyglądało to na istne szaleństwo, ale... dlaczego mieliby nie spróbować?
- Chciałbyś się z nimi spotkać? - nieświadomie przysunął się do przyjaciela, czego ten nie spostrzegł. Skupiony był na czymś zupełnie innym. Na absurdalności pytania, które zadał mu szatyn. Obdarował go niezrozumiałym spojrzeniem, jakby nie był pewien, czy chłopak mówił poważnie.
- Żartujesz sobie? - zmarszczył brwi, przybierając na twarzy odrobinę złości.
- Pytam poważnie. - rzekł pewnie, prostując plecy.
Noah, widząc powagę malującą się na twarzy Setha, rozluźnił ramiona, które to miał od dłuższego czasu spięte, a następnie nabrał sporo powietrza do płuc, opierając się plecami o ogromną, miękką poduszkę. Powoli wypuścił powietrze nosem, uspokajając się nieco.
Czy chciał tego spotkania?
To chyba oczywiste.
- To przecież jasne. - rzekł cicho, wbijając spojrzenie w podłogę. - Jak mógłbym nie chcieć?
Seth przygryzł dolną wargę, gotów, by zaproponować coś niebywale absurdalnego.
Ale... nie byłby sobą, gdyby nie wpadł na taki pomysł.
- Więc to zróbmy. - powiedział dostatecznie wyraźnie, aby Noah zyskał całkowitą pewność, iż się nie przesłyszał. Niemal od razu obdarował brązowowłosego zmieszanym, ale też przerażonym spojrzeniem, po czym uniósł brwi w geście jeszcze większego zmieszania.
- Eh? - przełknął głośno ślinę, w chwili obecnej nie mogąc wydusić z siebie nic więcej. Zastanawiał się, czy Seth mówił poważnie. Widząc jego podejście, nie mógł pomyśleć inaczej. On... naprawdę chciał to zrobić.
- Przemyśl to. - podniósł tyłek z sofy, po czym, zanim udał się do swojego pokoju, dodał. - Może i według ciebie to czysta głupota i niepotrzebne narażanie się na niebezpieczeństwo, ale... moim zdaniem to coś koniecznego, abyś wreszcie mógł zostawić za sobą przeszłość. - po tym pokierował się prosto na schody, by następnie przemieścić się na piętro i wejść wreszcie do swojej sypialni.
Seth był zdeterminowany i szczerze chciał, aby jego przyjaciel zdecydował się na spotkanie z rodzicami. Miał nieodparte wrażenie, że jeśli do tego dojdzie, Noah wreszcie zyska szansę na zrobienie kroku do przodu.
Nie tylko Noah chciał dobrze dla Setha.
Szatyn również pragnął wszystkiego, co dobre dla jego przyjaciela.



Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic