wtorek, 2 maja 2017

"Desirable blood" - Rozdział 65




Seth poważnie przeraził się na wieść, iż stał się celem wampirów. Oznaczało to, że teraz jego jedynym zagrożeniem nie było Uroboros, ale masa silnych krwiopijców. Lecz to nie znaczyło, że tamte dwie strony połączyły siły. Nic z tych rzeczy.
Każdy miał inny cel.
Uroboros chciało chłopaka żywego. Bo w końcu ktoś będzie musiał doprowadzić do zniszczenia świata, posługując się mocą Sartaela.
Połączone rody wampirów chciały śmierci nastolatka, gdyż zdawały sobie sprawę, jak wielkie niebezpieczeństwo może przynieść jego istnienie. Już wiele złego się stało, choć szatyn tak naprawdę nic szczególnego nie zrobił.
Dlaczego w takim razie nikt nie chciał się podjąć zadania Viora? Czemu nawet nie brali pod uwagę opcji, iż można unicestwić demona, nie musząc przy tym pozbawiać życia niewinnego chłopaka?
Bo wszyscy wątpili w fakt istnienia tego przedmiotu.
- Nie możemy mu o tym powiedzieć. - rzekła przejęta Jane, siadając przy stole w kuchni.
- Za późno. - oznajmił Noah, na co kobieta spięła ramiona, panicznie spoglądając w stronę wejścia do pomieszczenia. Blondyn uśmiechnął się na ten widok pod nosem, po czym wyjaśnił: - Nie ma go tam. To znaczy... już go nie ma. - zmrużył oczy, a w Jane momentalnie się zagotowało.
- Dlaczego nic nie powiedziałeś?! - podniosła głos, rzucając wampirowi spojrzenie pełne złości.
- Bo i tak planowałem mu wszystko wyjawić przy najbliższej okazji. Chyba nie chciałaś tego przed nim ukrywać? - zmarszczył brwi, zakładając ręce na torsie.
- Właśnie taki miałam zamiar! - zerwała się na nogi, a następnie zaczęła krążyć po pomieszczeniu, głęboko zastanawiając się nad czymś. - On ma zbyt wiele na głowie... Nie powinniśmy mu jeszcze dokładać... - schowała twarz w dłoniach, opierając się plecami o ścianę.
- To prawda, ale ukrywanie tak ważnej kwestii, jak to, że ktoś chce go zabić, mogłoby go doszczętnie zniszczyć. A ja nie mam zamiaru do tego dopuścić. Już wystarczająco spaprałem sprawę, nie mówiąc mu nic o cenie, jaką płaci, kiedy używa siły Sartaela. Także wybacz, Jane, ale w tej kwestii niestety nie dojdziemy do porozumienia.
- Masz rację. - zgodziła się, odsłaniając buzię. - Nie dogadamy się.
Po tym wyszła z kuchni, zostawiając Noaha i Isaaca samych. Przez chwilę tkwili w ciszy, przez cały czas wpatrując się w jeden punkt, lecz wreszcie jeden z nich postanowił coś powiedzieć.
- Zgadzam się z tobą. - oznajmił brunet, przenosząc poważne spojrzenie na lekko zdziwionego Noaha. - Według mnie dłuższe ukrywanie prawdy na nic dobrego się nie zda. Bo w końcu i tak wszystko wyszłoby na jaw.
- Cieszę się, że jesteśmy jednego zdania. - uśmiechnął się łagodnie. Jednak szczęście nie malowało się na jego twarzy zbyt długo. Blondyn szybko spoważniał, zastanawiając się, jak wybrnąć z tej nieciekawej sytuacji. Plusem było to, że mało kto wiedział, jak wyglądał nosiciel Sartaela. Nie każdy wiedział, iż był nim Seth More. Minusem mogłyby być wszelkie dokumenty czy akta, które posiadali chociażby ludzie z rady miasta. Musieli się ich jakoś pozbyć.
Zmuszeni byli odłożyć sprawę odnalezienia przedmiotu na bok.
Teraz mieli nowy cel.
Wymazać istnienie chłopaka, przynajmniej do czasu, aż nie znajdą jakichś dowodów na to, iż można unicestwić demona, nie narażając przy tym nikogo.
Wierzyli, że jest to możliwe.
Musieli po prostu znaleźć sposób.
- Vior, Susan i Kate powinni niedługo wrócić. Dajmy im kilka dni. - rzekł przejęty Noah. Sytuacja naprawdę go przerastała. Nie mógł uwierzyć, że jego Seth był w tak ogromnym niebezpieczeństwie.
Przeklinał tego, który skazał go na taki los.
Dlaczego to musiał być Seth?
Na świecie było tak wiele osób, więc dlaczego musiało paść akurat na jego przyjaciela?
Blondyn nie wstydził się przyznać, iż gdyby tylko istniał jakiś sposób, aby przenieść Sartaela na kogoś innego, zrobiłby to. Nie obchodziłoby go, że tym czynem skazałby kogoś na niebezpieczeństwo. Nie interesowało go to.
Nie przejmował się innymi.
Liczył się tylko Seth.
Dla niego gotów byłby poświęcić swoje człowieczeństwo.
- Myślisz, że wymazanie jego danych zadziała? - spytał Isaac, siadając przy stole. Domyślił się, że Noah wpadł na podobny pomysł. W końcu teraz mogli zrobić tylko to.
- Nie na długo. Ale da nam trochę czasu. - westchnął, przygryzając dolną wargę. - Tylko... co wtedy? Załóżmy, że nam wyjdzie. Usuniemy wszelkie dane, czym opóźnimy wampiry. Ale co dalej? Jaki tak właściwie mamy cel? Unicestwienie Sartaela to zbyt ogólne określenie. Musimy wiedzieć, jak tego dokonać.
- Słuszne spostrzeżenie. - zgodził się Isaac, kiwając głową. - Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że Uroboros nie odpuszczą do samego końca. Dlatego nie ma nawet mowy o tym, że przez resztę czasu będziemy uciekać, bo oni i tak w końcu wpadną na nasz trop.
- To pewne. - westchnął. - Vior udał się do Rzymu, aby zdobyć jakąkolwiek poszlakę, która miałaby większy bądź mniejszy związek z tym obrazem. Ale wątpię, żeby to osiągnął. Pomijając fakt, iż musi już wracać, co nam daje bardzo mało czasu na rozeznanie w całej sprawie, to i tak... - zamilkł na moment, marszcząc brwi. - Nie uważasz, że to byłoby zbyt proste? Gdyby tak po prostu wpadł na jakiś trop?
- To wszystko jest pokręcone. - burknął, na co wampir mimowolnie się uśmiechnął. Sam nie ująłby tego lepiej.
- Poczekajmy, aż wróci Vior. Wtedy ustalimy, co dalej. - zaproponował Noah, na co Isaac przystał bez żadnych zastrzeżeń.
~~~
Stojąc na środku pokoju, niechętnie spojrzał na wystający spod kołdry szkicownik. Mimowolnie podążył wzrokiem w stronę szafki, w której schowany był portret Noaha. Już miał tam podejść i go wyciągnąć, czego sam nie rozumiał, lecz w momencie, kiedy tylko zrobił krok do przodu, usłyszał, jak ktoś otwiera drzwi od jego pokoju, niemal od razu wchodząc do środka.
Początkowo myślał, że odwiedziła go tylko jedna osoba, jednak kiedy się odwrócił, ujrzał dwie znajome twarze.
- Coś się stało? - spytał niepewnie, przenosząc spojrzenie to na Isaaca, to na Noaha, aż wreszcie zatrzymując się na podłodze. Jakoś nie potrafił patrzeć żadnemu z nich w oczy przez dłuższy czas.
- Sprawdzamy, czy się trzymasz. - wyjaśnił Isaac, na co Seth uniósł brwi.
Czy się trzymam?
To pewne, że nie.
Chyba widać, że jestem kłębkiem nerwów.
Prychnął pod nosem, czym zdziwił dwójkę wyższych od siebie chłopaków, po czym powiedział:
- To do ciebie niepodobne, aby zadawać tak głupie pytania. - przechylił głowę na bok. - Nie ma mowy, aby było dobrze. Nie w chwili, kiedy się dowiedziałem, że jestem nowym celem wampirów. - uśmiechnął się, sfrustrowany całością.
Nie chciał naskakiwać na Isaaca, ale nie kontrolował tego. Nie potrafił opanować tego przerażenia, nawet jeśli bardzo tego chciał.
Tak. Bał się. Jeszcze bardziej, niż przedtem.
- Dlatego tutaj przyszliśmy. - powiedział Noah, a Seth momentalnie skupił na nim spojrzenie, milknąc. Brunet od razu wyłapał to dziwne uczucie, które biło od nastolatka, lecz nic nie przyznał otwarcie. - Żaden z nas nie pozwoli, aby coś ci się stało. Musimy wytrzymać do czasu powrotu Viora i wtedy zaczniemy działać.
Seth rozdziawił buzię, gotów o coś spytać. Lecz początkowo nie mógł wydać z siebie żadnego dźwięku.
Znów to samo.
Westchnął, zażenowany własnym zachowaniem, po czym wreszcie przemówił:
- Macie jakiś plan? - ściągnął brwi, układając usta w linię. - To znaczy... jakikolwiek pomysł, jak sobie z tym wszystkim poradzić? Bo mi nic nie przychodzi do głowy.
Dopiero po powiedzeniu tego spostrzegł, że przez cały ten czas nawet na moment nie oderwał wzroku od twarzy przyjaciela. To było silniejsze od niego.
To był błąd, Noah.
Na myśl o tym, co powiedział, zrobiło mu się źle na duszy. 
Teraz to wiedział.
Błędem nie był fakt, że się ze sobą przespali, lecz sposób, w jaki chłopak zinterpretował swoje uczucia.
- Planem bym tego nie nazwał, ale... mamy pomysł, jak sobie z tym poradzić. - uśmiechnął się niemrawo. - Dlatego nie martw się. Jakoś sobie z tym poradzimy.
Jakoś... sobie poradzimy?
Powtórzył w myślach, spuszczając wzrok.
Nie potrafił myśleć pozytywnie, lecz... co innego mu pozostało?
Może i znajdował się w martwym punkcie, jednak jeszcze nie wszystko było stracone. Wciąż istniała szansa, że uda mu się przez to przebrnąć.
Tak.
Nadzieja była tym, czego mógł się teraz trzymać.
Aż do samego końca.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic