wtorek, 2 maja 2017

"Desirable blood" - Rozdział 64




Po tym, jak zasnął w kuchni, totalnie wycieńczony, przespał ponad dobę we własnym łóżku. Nie istniało nic, co byłoby w stanie go w tym czasie zbudzić. Spał, jak zabity i nic na niego nie działało. Jane zaczęła się poważnie martwić stanem siostrzeńca. Nie wiedziała, co o tym myśleć, a kiedy jeszcze usłyszała od Isaaca o tym, jak zachowywał się przed zapadnięciem w stan hibernacji, tym bardziej się zaniepokoiła. Noah także nie wydawał się tym wszystkim obojętny. Najprawdopodobniej martwił się najbardziej ze wszystkich.
Bo w końcu stan Setha miał pewien związek z jego osobą.
Gdy szatyn wreszcie otworzył oczy, rzucił wciąż nieprzytomnym spojrzeniem po pokoju. Przy łóżku siedziała jego zmartwiona ciotka, która głośno odetchnęła, gdy spostrzegła, że Seth wreszcie wstał.
Bała się, że to tak szybko nie nastąpi.
- Coś się stało? - spytał nastolatek zachrypniętym głosem, jednocześnie przecierając oczy.
- To raczej ja powinnam cię o to spytać. - odparła zmartwiona, ujmując dłonie chłopaka w te swoje, a kiedy poczuła niemiłosierny chłód, bijący od kończyn brązowowłosego, cała się spięła. Nawet jeśli przespał tyle czasu, jego skóra nie powinna być aż tak bardzo zimna.
Seth od razu wyłapał niepokój na twarzy Jane. Nie wiedział, jak to zinterpretować. W jego głowie pojawiło się wiele scenariuszy, w większości tych nieciekawych. Nie można było się temu dziwić. Po tym, co przeszedł w przeciągu ostatnich miesięcy, to było naprawdę zrozumiałe, że jeśli tylko dostrzegał u kogoś niepokój, od razu spodziewał się najgorszego.
Dawniej myślał pozytywnie. Nawet na siłę starał się postrzegać coś w dobrym świetle. Nieważne, że było to ciężkie.
Ale ostatnie wydarzenia bardzo go zmieniły.
Cały optymizm zniknął, a jego miejsce zajął pesymizm.
Gdzieś wewnątrz ciebie jest mrok, którego nie jesteś świadom, słońce.
Czy rzeczywiście tak było? Czy te wszystkie paskudne sytuacje i śmierci bliskich mu osób, mogły mieć na niego aż tak drastyczny wpływ?
- Martwiłam się. - ścisnęła mocniej dłonie chłopaka, czym ten się zdziwił. Lekko uniósł brwi, nie wiedząc, co powiedzieć. - Isaac powiedział mi, jak się zachowywałeś. - ułożyła usta w linię, przełykając ślinę. - Dlatego... jeśli tylko jest coś, co cię niepokoi... cokolwiek. - westchnęła. - To powiedz mi o tym, dobrze?
- W porządku... - odparł niepewnie, powoli wysuwając dłonie z uścisku ciotki.
Coś go niepokoiło w jej zachowaniu i ogólnym sposobie mówienia.
Znał ją nie od wczoraj. Potrafił rozpoznać, kiedy coś nie grało. A w chwili obecnej definitywnie nie była sobą.
To znaczy...
Nie zachowywała się, jak ta Jane, którą znał Seth.
- Masz ochotę na naleśniki? - spytała, podnosząc się z siedzenia. W następnej kolejności odstawiła krzesełko pod biurko, gdzie było jego należyte miejsce.
- Coś bym zjadł. - przytaknął, mrużąc oczy. Do samego końca nie był w stanie spostrzec, co tak konkretnie mu nie pasowało.
- Zawołam cię, jak skończę. - uśmiechnęła się lekko.
- Mogę pomóc. - zaproponował, lecz od razu spotkał się z odmową.
- Nie, ty lepiej odpoczywaj. - na tym skończyła rozmowę, od razu wychodząc z pokoju.
Seth rozdziawił buzię. Dobrze pamiętał, co zrobił, zanim zasnął przy stole w kuchni. Potrzaskał kubek i zranił się w rękę, a później coś majaczył o zapomnieniu wszystkiego, lecz... czy te drobne sprawy naprawdę mogłyby być powodem niecodziennego zachowania jego ciotki?
Wątpił w to.
Zdecydowanie było coś jeszcze na rzeczy.
Coś znacznie poważniejszego.
Zwlekł się z łóżka, ziewając przy tym, a następnie podszedł do szafy z wielkim lustrem. Dokładnie przyjrzał się swojej twarzy i odetchnął w duchu. Było znacznie lepiej, niż ostatnim razem, kiedy spoglądał na swoje odbicie.
- Przynajmniej nie ma już tych paskudnych sińców. - stwierdził pod nosem, po czym odwrócił się plecami do mebla i wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Idąc w stronę schodów, rozruszał ramiona, kręcąc nimi w przód. Następnie zajął się karkiem, którego rozluźnienie uznał za priorytet, gdyż od samego początku towarzyszyło mu dziwne spięcie w jego okolicy.
- Dzień dobry, Seth. - powiedziała Lydia, gdy ujrzała szatyna w salonie. Posłała mu ciepły uśmiech, co chłopak od razu odwzajemnił. Zajął miejsce obok niej, rozglądając się na boki. Prócz dziewczyny, w pomieszczeniu nikogo nie było. - Jeśli szukasz pozostałych, to musisz trochę poczekać, bo Noah z Isaaciem gdzieś pojechali. - wyjaśniła, na co Seth skinął głową, dając tym znak, iż zrozumiał. - Już wszystko w porządku? - spytała z troską.
- Tak. - potwierdził pewnie. - Byłem tylko trochę zmęczony. - spuścił wzrok, skupiając się na podłodze.
- Domyślam się. - na nowo skupiła się na telewizorze, zaczynając oglądać jakiś program. - Chociaż, moim skromnym zdaniem, i tak jesteś niezwykły.
Szatyna zamurowało. Nie spodziewał się takich słów.
Trochę się przez to zmieszał.
- Niezwykły? - powtórzył, drapiąc się w tył głowy. - Cóż, może i tak. W końcu nie na co dzień spotyka się chłopaka opętanego przez demona. - zaśmiał się nerwowo, zdając sobie sprawę, jak wielką głupotę palnął.
- Nie o to mi chodzi. - pokręciła głową, zwracając się do brązowowłosego. - Mówię o tym, jak nieugięty jesteś. Bo wiesz... to naprawdę niesamowite, że pomimo wszystkiego, co cię spotyka, ty się nie załamujesz i wciąż jesteś sobą. Podziwiam cię za to.
Seth, słuchając tych słów, poczuł wewnątrz siebie nieprzyjemne drgnięcie.
Dlaczego?
Bo nic, co powiedziała Lydia, nie było jego zdaniem prawdą.
W końcu... zmienił się. Przestał postrzegać wszystko w dobrym świetle. Powoli tracił nadzieję na to, że może jednak jutro będzie lepiej. Zaczął myśleć, że będzie jeszcze gorzej, niż jest obecnie. Już nie dawał sobie rady z tym wszystkim. Każda rzecz przytłaczała go coraz bardziej, stopniowo pozbawiając go zdrowia psychicznego.
Bał się, że jeśli dalej tak pójdzie, stanie się kimś strasznym.
Typem osoby, której od zawsze się brzydził.
Potrzebował pomocy.
Spokoju.
Chwili wytchnienia.
Swojego dawnego życia.
Aby parę ostatnich miesięcy okazało się tylko paskudnym koszmarem.
Lecz do tych dwóch ostatnich przykładów bał się przyznać.
Lydia przerwała, odwracając głowę w stronę korytarza połączonego z holem. Chwilę wsłuchiwała się w coś, czego niestety Seth nie był w stanie usłyszeć, lecz on, widząc przerażenie malujące się na jej twarzy, doszedł do oczywistego wniosku.
Znów coś się wymykało, ewentualnie już wymknęło, spod kontroli.
~~~
Jane odłożyła gotowanie na bok, kiedy w kuchni ujrzała Noaha i Isaaca, którzy dłuższą chwilę temu wyszli z domu, nie wyjaśniając swojego celu podróży. Widząc ich miny, sama się zestresowała, mimo że jeszcze nie poznała prawdy.
Ale domyśliła się, że to, co zaraz usłyszy, nie będzie niczym ciekawym.
Bo przecież ostatnio nic, co miało miejsce, nie było pozytywne.
~~~
Seth wiedział, że Lydia, dzięki swym wampirzym zmysłom, będzie w stanie wszystko usłyszeć z tego miejsca, czego niestety on już nie mógł osiągnąć. Gestem poprosił dziewczynę, aby była cicho, po czym sam pokierował się w stronę kuchni, nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Zatrzymał się przy uchylonych drzwiach.
Gdy prócz głosu Jane, usłyszał także dwa inne, lecz znajome, ułożył sobie całość w głowie.
No to czym teraz mnie zaskoczycie? Pomyślał, opierając się plecami o ścianę.
Zdawał sobie sprawę, że Noah najpewniej wyłapał już jego obecność. Bo przecież był wampirem. Ale tym samym pamiętał, iż wampir obiecał mu już nie mieć przed nim więcej tajemnic.
Wierzył, że jego przyjaciel nie złamałby danego mu słowa.
- Udało wam się skontaktować z Viorem? - spytała kobieta, widocznie poddenerwowana całą sytuacją.
- Nie z Viorem, a z Kate. - poprawił Noah. - Jakby to ująć... Vior nie jest fanem elektroniki. Woli wszystko załatwiać osobiście. - szatyn mógłby przysiąc, że jego przyjaciel wywrócił w tej chwili oczami. Czuł to. - Ale i tak było ciężko się skontaktować. Kate wspominała, że w miejscu, w którym się znajdują, ciężko o zasięg, dlatego wymieniliśmy się tylko paroma informacjami. Vior wiedział, co się stało z jego rodem, zanim mu o tym powiedzieliśmy. Wiesz, co to oznacza, prawda? - nastąpiła chwila ciszy, na którą Seth wyzywał w myślach. Chciał już wiedzieć o wszystkim. - To znaczy, że wieści o ataku Uroboros rozeszły się po innych rodach. A każdy zdaje sobie sprawę z tego, jakie niebezpieczeństwo może przynieść ta organizacja.
Szatyn przestał oddychać, co zauważył dopiero wtedy, kiedy zabrakło mu powietrza.
Po podsłuchaniu paru kolejnych zdań pożałował, że w ogóle zdecydował się na to.
Bo czasem niewiedza była lepsza od wiedzy.
Z niemrawym wyrazem twarzy wrócił do salonu, gdzie na nowo usiadł obok Lydii. Dziewczyna również nie wyglądała na zbyt szczęśliwą. Można by rzec, że i ona, i Seth, wyglądali tak samo.
W głowie wciąż powtarzał sobie słowa Noaha.
Teraz naszym problemem nie będzie tylko Uroboros, ale też znaczna część wampirów. Bo po tym, jak wyszła informacja, że potężny ród Viora został wybity z taką łatwością, pozostali zaczęli się bać o siebie, w związku z czym wyznaczyli sobie pewien cel. Pozbyć się źródła problemów.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic