niedziela, 30 kwietnia 2017

"Stay with me" - Rozdział 2

"Dałem jej szansę"





Rankiem otworzyłem oczy z nadzieją, że cała historia ze szpitalem i chorobą była tylko niemiłym snem. Na moje nieszczęście, przerosłem własne oczekiwania. Było gorzej, niż mógłbym się przypuszczać. Wczoraj zachowywałem się normalnie, nawet nie miałem problemu z ukrywaniem uczuć przed innymi, natomiast dzisiaj chciało mi się krzyczeć. Byłem bliski płaczu.
Dopiero teraz wszystko do mnie dotarło.
Byłem chory na raka.
Ale nie mogłem tego zrobić. Nie, kiedy w pobliżu był Will.
Chłopak wrócił do domu zaraz po ogarnięciu się i zjedzeniu śniadania. Kiedy wreszcie zostałem sam w swoim pokoju, odetchnąłem z ulgą, nie musząc się już obawiać, że chłopak się czegoś domyśli, widząc mój wyraz twarzy.
Po krótszej chwili zadumy, zostałem wyrwany z rozmyślań przez wchodzącą do pokoju rodzicielkę. Chwilę ze mną porozmawiała, a następnie oznajmiła, iż umówiła mnie na spotkanie z psychologiem. Z początku trochę się zdziwiłem tą informacją, ale jak dłużej zastanowiłem się nad tym, stwierdziłem, że to nie taka zła opcja.
Po jakimś czasie ubrałem się i poszedłem do kuchni. Na stole czekał na mnie gotowy obiad. Szybko go zjadłem, a brudne naczynia włożyłem do zmywarki. Umyłem ręce, następnie poszedłem się szykować do wyjścia. Na koniec z szafki zdjąłem swój plecak, do którego szybko spakowałem potrzebne rzeczy, a następnie wyszedłem z mieszkania. Zamknąłem za sobą drzwi, później z kolei pokierowałem się w stronę niedaleko znajdującego się gabinetu psychologa.
Nie spieszyłem się. Szedłem dość normalnym tempem. Wiatr w pewnym momencie zawiał trochę mocniej, rozkopując moje brązowe kłaki. Odczułem lekki chłód, więc włożyłem dłonie do kieszeni bluzy, mając nadzieję, iż pomoże mi to w jakikolwiek sposób. Idąc do celu, rozglądałem się po budynkach miasta. Pomimo tego, że wprowadziłem się tutaj ponad dwa lata temu, to nadal czułem się obco. W dalszym ciągu nie rozpoznałem się doskonale w tym mieście. Często myliły mi się ulice, drogi, miejsca. W sumie wszystko na raz.
Doprawdy, jestem beznadziejny.
W końcu znalazłem się pod ładnie wykonanym budynkiem. Ciemne barwy przeważały, ale zestawienie ich z tymi jaśniejszymi tworzyło milszy klimat. Złapałem większy oddech, po czym wszedłem do środka. Od razu zrobiło mi się cieplej, więc zdjąłem z siebie bluzę. Wszedłem do pokoju, w którym miałem mieć za chwilę spotkanie z psychologiem, po czym rozsiadłem się na wygodnej, białej sofie i zacząłem oczekiwać przybycia mężczyzny, z którym miałem odbyć rozmowę. Nie musiałem długo czekać, ponieważ psycholog przybył po kilku minutach. Usiadł za biurkiem, znajdującym się tuż przede mną, po czym zaczął sprawdzać coś w notesie. Wreszcie założył nogę na nogę, a przedmiot, w którym chwilkę temu coś sprawdzał, odłożył na biurko.
- Jesteś Glenn, zgadza się? – zapytał, spoglądając prosto w moje oczy. Poczułem dziwny dyskomfort, dlatego szybko odwróciłem wzrok, skupiając się na błękitnym kubku, stojącym obok paru segregatorów.
- Tak. – pokiwałem twierdząco łebkiem, splatając ze sobą palce obu dłoni. To na nich w następnej kolejności skupiłem swoje spojrzenie.
- W porządku. – ponownie wziął coś do ręki, lecz nie wiedziałem, co takiego, gdyż na niego nie spoglądałem. Szelest kartek uświadomił mnie w przekonaniu, iż był to jakiś zeszyt lub dziennik. Coś o takiej formie.
Po tym zapadła dłuższa chwila ciszy. Siedziałem spokojnie, czekając, aż mężczyzna ponownie się odezwie. Sam nie miałem zamiaru tego zrobić.
- No dobrze. – westchnął, przyciągając moją uwagę. W dalszym ciągu spoglądał, jak się okazało, w notes, dlatego chwilowo nie musiałem się martwić, że nagle na nowo utworzy ze mną kontakt wzrokowy. W spokoju przyjrzałem się jego twarzy. Moje oczy od razu zarejestrowały niewielką bliznę nad prawą brwią, a także znikome ilości zmarszczek. Wyglądał na około trzydzieści lat, ale mogłem się mylić. Nieraz zdarzało się, że osoby dużo starsze, wyglądały, jakby dopiero osiągnęły wiek dwudziestu wiosen. Zawsze mnie zastanawiało, jak ci ludzie to robili. – Na początek spytam, co cię tutaj sprowadza. – oznajmił, po czym zwilżył dolną wargę. – Więc?
Zmrużyłem patrzałki, na myśl o rodzicielce, z którą jeszcze niedawno rozmawiałem. Kobieta chciała dla mnie jak najlepiej, co wiedziałem i rozumiałem, ale mimo to po prostu nie potrafiłem okazać wdzięczności. Przychodziło mi to z ogromnym trudem.
- Mama mnie tu wysłała. – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Mężczyzna zaczął coś notować. Prawdopodobnie będzie zapisywać każde moje słowo. W końcu jest psychologiem.
- Rozumiem. – podrapał się po prostym nosie, po czym cicho odchrząknął i kontynuował wywiad. – Jaki był powód wysłania cię tutaj?
Z nim chyba mogę być szczery. Bo to nie tak, że ten mężczyzna zaraz wyleci i wszystkim wypapla informację, iż jestem chory. Nie na tym polega jego praca.
- Wczoraj dowiedziałem się, że choruję na raka. – odpowiedziałam ze spokojem, na co mężczyzna uniósł wzrok znad kartki i uchylił usta, najprawdopodobniej ze zdziwienia.
- Mówisz to z taką obojętnością, jakby to było coś normalnego. – stwierdził zaskoczony.
Może jestem taki, bo rzeczywiście uważam tę sprawę za nic szczególnego?
Chociaż, jak tak sobie przypominam dzisiejszy poranek, zmuszony jestem odrzucić tę myśl.
To nie tak, że jestem obojętny. Ja po prostu staram się na takiego wyjść.
- Być może. – wzruszyłem ramionami. Postanowiłem zachować tę maskę na dłużej.
Mężczyzna głośno westchnął, zamykając na moment oczy. Złapał się za skronie, intensywnie nad czymś rozmyślając.
- Nie powinieneś postępować w taki sposób. – rzekł twardo, co mnie trochę zdziwiło. Ale koniec końców nie dałem tego po sobie poznać. – Jak złe by nie było twoje podejście do życia, mówienie o śmiertelnej chorobie z taką łatwością jest kompletną przesadą. – posłał mi ostre spojrzenie, które chcąc, nie chcąc, wyłapałem od razu.
Nabrałem nieco grymasu na twarzy.
- Glenn... – westchnął ponownie, kręcąc głową. Musiał być naprawdę zdziwiony moją postawą. Cóż, nie był pierwszą osobą, która reagowała w taki sposób, ale jednak sprawiał, iż szczerze miałem chęć zastanowić się nad sposobem, w jaki postępuję ze wszystkim. – Coś czuję, że nasze rozmowy nie będą należeć do łatwych. – uśmiechnął się lekko, podłapując moje spojrzenie. – Dlatego proszę cię o współpracę.
Współpracę?
To naprawdę mogłoby zadziałać?
- Nie lubię rozmawiać z innymi o tym, co czuję. – wyznałem szczerze, zaciskając łapki na materiale spodni. Naprawdę tego nie znosiłem. Mówienie o uczuciach było ciężkie i zawsze przychodziło mi z trudem. Dodatkowo odczuwałem pewnego rodzaju krępację, co nie było normalne. Ale taki już byłem.
- Zdradzisz mi powód? – spytał, a ja uniosłem brwi.
Powód?
Jaki powód? W tej kwestii nie ma powodu. Tak po prostu mam i już.
Nie odpowiedziałem.
- Rozumiem... – odchrząknął, na nowo spoglądając w kartkę notesu. – Czyli jednak łatwe to nie będzie. – zamilkł na moment, lecz wreszcie odłożył zeszyt na bok i oparł się łokciem o biurko, po czym uśmiechnął się kącikiem i dodał: – Jednak jednego jestem pewien.
- Hm? Czego? – zapytałem znużonym tonem głosu.
Uśmiech mężczyzny poszerzył się, a mi momentalnie przeszły po plecach ciarki.
- Już niedługo to się zmieni. – powiedział pewnie, na co ja uniosłem jedną brew. Nie wiem czemu, ale irytowała mnie taka pewność siebie u innych. Prawdopodobnie przez to, iż ja sam nie potrafiłem taki być i po prostu zazdrościłem tej cechy ludziom, którzy ją posiadali.
Doprawdy, jestem beznadziejny.
- Skąd pan może o tym wiedzieć? – spytałem zupełnie nieświadomie.
- Tajemnica zawodowa. – powiedział, szczerząc się.
Wywróciłem oczami. W głębi spodziewałem się takiej odpowiedzi.
- Myślę, że tyle wystarczy, jak na pierwszą wizytę. – spojrzał na zegarek, prostując plecy. – Czy masz jakieś pytania?
- Nie. – zaprzeczyłem, chcąc jak najszybciej opuścić to miejsce.
- W takim razie możesz iść już do domu. – skinął głową, po czym wyjął telefon z kieszeni i zaczął coś na nim sprawdzać.
Bez słowa podniosłem się z sofy, a następnie opuściłem pomieszczenie, wcześniej zabierając swoje rzeczy.
Tacy ludzie od zawsze przytłaczali mnie swoją obecnością.
~~~
Powrót do domu zajął mi więcej czasu, niż początkowo przypuszczałem. Nim jednak wszedłem na teren swojej posesji, przed drzwiami do mieszkania dostrzegłem znajomą twarz. Will podpierał ścianę, grzebiąc w telefonie. Mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem, podchodząc do chłopaka.
- Cześć. – przywitałem się z radością w oczach, czym nawet ja sam się zdziwiłem. Czy ten chłopak naprawdę potrafił zmienić moje samopoczucie w jednym ułamku sekundy, samą swoją obecnością?
Czarnowłosy oderwał oczy od jasnego ekranu, niemal od razu kierując je na mnie.
- Nowe wieści. – wypalił nagle, biorąc głęboki wdech, a ja ponownie zbaraniałem, nie wiedząc, o co mu chodziło. Ledwo mnie zobaczył i już wyskakiwał z czymś takim? – Postanowiłem jej nie odrzucać!
W jednej chwili cały spokój, którzy trzymał się mnie od momentu wyjścia z domu, uleciał, a na jego miejsce wślizgnęło się przerażenie.
Will jednak nie zauważył tego szoku, więc kontynuował.
- Doszedłem do wniosku, że nie powinienem tak po prostu jej odrzucić. Postanowiłem zacząć od zwykłej znajomości. Chcę ją lepiej poznać. – uśmiechnął się ciepło, wlepiając spojrzenie w czubki własnych butów. Wtedy przez myśl mi przeszło, iż to wreszcie się stało. Pojawiła się osoba, która miała szansę stać się kimś ważnym dla Willa. Zdobyć jego serce. Zająć myśli. Rozdzielić naszą dwójkę.
- Oh. – od razu poczułem się przybity, w związku z czym spuściłem wzrok, układając usta w linię.
- Oczywiście nie nastawiam się z góry na związek, nic z tych rzeczy. – podrapał się w tył głowy, myśląc nad tym, jak określić swoje myśli. – Póki co nie potrzebuję drugiej połówki. – rzekł pewnie, a ja momentalnie odczułem ulgę. Lecz nie na tym odczuciu zatrzymały się moje myśli. Po chwili dopadło mnie rozczarowanie. Dlaczego? – Wystarczy mi to, co mam. – uśmiechnął się pod nosem, obdarowując mnie wyjątkowo specyficznym spojrzeniem. Nie wiedziałem, jak to zinterpretować. – Poza tym... związki to same problemy. – wywrócił oczami teatralnie, na co mimowolnie się zaśmiałem.
- Haha, z pewnością. – pokręciłem głową, nie dowierzając, że to właśnie Will był autorem tych słów. – Masz jakieś plany na resztę dnia? Czy może raczej... wieczoru?– poprawiłem się, spoglądając na ciemne niebo.
- Wrócić do domu i porządnie się wyspać. Jestem padnięty. – ziewnął, co było idealnym dowodem na szczerość jego słów. Nawet przez chwilę nie sądziłem, iż chłopak kłamał.
- No tak, rozmowa z tą dziewczyną musiała cię baaardzo zmęczyć. – umyślnie przeciągnąłem jeden wyraz, uśmiechając się w duchu.
- Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo. – posłał mi rozbawione spojrzenie. Chcąc, nie chcąc, zaśmiałem się, co wyszło mi wyjątkowo melodyjnie. Udało mi się odłożyć na bok zmartwienia. Zasługi znowu przypadały na tę jedną osobę. Na Willa.
Myśląc o tym, poczułem się źle z myślą, iż trzymam przed nim w sekrecie fakt, iż jestem chory. I to poważnie chory.
Chwilę później chłopak poszedł w swoją stronę, a ja zostałem sam, znowu żałując, że nie wyznałem mu prawdy.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic