sobota, 22 kwietnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 63

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 63.
Autor: Chizu Chan.





Spokojnie sunął końcem ołówka wzdłuż obszernej kartki, powoli kończąc swój rysunek. Cieniując twarz osoby, którą postanowił naszkicować, starał się skupić najbardziej, jak tylko mógł, aby idealnie odtworzyć jej rzeczywisty wygląd. Największą uwagę przywiązał do oczu chłopaka, w których chciał zamieścić pewnego rodzaju uczucie.
Tę głębię, która przyprawiała o niezwykle potężne przygnębienie.
Nie wiedział, ile czasu minęło, odkąd zabrał się za szkicowanie. Nie zwracał na to uwagi. Mógł jedynie powiedzieć, że trochę mu zeszło, gdyż w momencie, kiedy zaczynał, było jeszcze jasno, a teraz na niebie gościł czysty mrok, oświetlany przez nieliczne gwiazdy i księżyc w pełnej postaci.
Teraz, gdy spoglądał na ukończony portret, nie wiedział, jak interpretować to, co czuł. Dlaczego w ogóle podjął się naszkicowania swojego przyjaciela? Rysując różne walory natury, widoki i obrazy ze wspomnień, nawet nie spostrzegł, jak zaczął odtwarzać twarz Noaha.
Najprawdopodobniej zrobił to pod wpływem chwili, pochłonięty ogromem myśli.
Przyłożył chudą dłoń do malunku, po czym, przymrużywszy oczy, zaczął sunąć palcem wzdłuż linii określającej szczękę blondyna.
Idealnie odtworzył każdy milimetr twarzy przyjaciela.
Seth z całą pewnością miał talent, jeśli chodziło o rysowanie.
Cicho westchnął, po czym złapał za krawędź kartki i wyrwał ją ze szkicownika. Flegmatycznym ruchem zszedł z łóżka, zabierając ze sobą portret, a następnie podszedł do szafki, w której miał zamiar schować ten rysunek.
Nie chciał, aby ktokolwiek go zobaczył.
Nawet on sam nie chciał go widzieć.
Bo nieważne, jak pewnie wyglądało jego początkowe podejście do tego, co powiedział Noahowi: iż fakt, że się ze sobą przespali, był błędem, to teraz, kiedy tylko wracał myślami do tego wieczoru, stwierdzał, że tak naprawdę nie żałował tego.
Już sam nie wiedział, co w jego głowie było prawdą, a co kłamstwem.
~~~
Tej nocy nie mógł zasnąć. Do rana siedział przy oknie, spoglądając na gwiazdy i dumając nad wszystkim po kolei. Rankiem odłożył wszystkie sprawy na bok i poszedł się wykąpać. Gdy pozbył się wszystkich części garderoby, stanął przed sporym lustrem, skupiając wzrok na swoim odbiciu. Mimowolnie przyłożył dłoń do ramienia, na którym widniała blizna po pierwszym postrzale. Następnie podążył oczami w dół, zatrzymując się na paskudnie sinej i żylastej nodze, która przywoływała go o odruchy wymiotne.
Brzydził się własnego ciała.
Nie chcąc na to dłużej patrzeć, szybko wszedł pod prysznic i zmienił temperaturę wody na lodowatą. Nie dbał o to, że po pewnym czasie zaczął trząść się z zimna. Czuł, że ten chłód mu pomagał.
Dopiero, kiedy zrobiło mu się słabo, wyszedł z kabiny, zakręcając wcześniej wodę. Narzucił sobie na głowę ręcznik, po czym usiadł na niskim stołku i się zastanowił, co tak właściwie wyprawia.
- Co ja robię...? - szepnął, chowając twarz w dłonie.
Nie rozumiał tego.
Kim się stał?
Kiedy zaczął się zachowywać tak bezmyślnie?
W którym momencie zmienił się w zupełnie inną osobę?
Pomyślał, że czasy, kiedy o niczym nie wiedział, będąc po prostu zwykłym nastolatkiem - Sethem More - były dla niego najlepsze i jednocześnie najbezpieczniejsze. Tęsknił za tymi chwilami. Brakowało mu normalnego życia. Miał już dość zasadzek i wiecznie czyhającej na rogu śmierci.
Czy był sposób, aby to jakoś skończyć?
By przywrócić wszystko do dawnego stanu?
- Obstawiam, że nie. - burknął z krzywym uśmiechem, po czym podniósł tyłek z siedzenia i zaczął się wycierać ręcznikiem, który do tej pory narzucony miał na głowę. Wreszcie ubrał się w coś, co zakrywało całe jego ciało.
Bo skoro on czuł tak wielkie obrzydzenie do samego siebie, to co dopiero musieli myśleć sobie inni.
Wyszedł z łazienki, kierując się na schody, którymi w następnej kolejności zszedł na dół. Wszedł do kuchni i podszedł do lodówki, od razu ją otwierając. Mimo że wszystkie półki były zapełnione po brzegi, chłopak i tak nie wiedział, co zjeść.
Finalnie zabrał jakiś duży jogurt i łyżeczkę z szafki obok, po czym klapnął przy stole i zajął się jedzeniem. Uwielbiał smak jagód.
Puste opakowanie wyrzucił do kosza, a łyżeczkę umył i odłożył do szafki. Dopiero wtedy do pomieszczenia weszła kolejna osoba, zaszczycając chłopaka zmartwionym spojrzeniem.
- Wyglądasz jak siedem nieszczęść. - skwitował Isaac, wzdychając pod nosem. - Spałeś w ogóle?
- Dziękuję za komplement. - odparł z niewielkim uśmiechem, patrząc brunetowi prosto w oczy. - Nie, nie spałem. Nie mogłem zasnąć. - spuścił wzrok.
Czarnowłosy minął chłopaka, kierując się do elektrycznego czajnika. Wstawił w nim wodę, po czym sięgnął do szafki po dwa kubki, do których po chwili nasypał kawy.
- To przez tę waszą kłótnię? - spytał wreszcie, kończąc zalewać wrzątkiem obie szklanki. - Czy coś zupełnie innego? - podał jeden z kubków szatynowi.
- I to, i to. - odpowiedział zwięźle, niepewnie sięgając po przedmiot. Zamyślony zapomniał, że kubek zalany był wrzątkiem, dlatego kiedy tylko ujął go w obie dłonie, syknął pod nosem, odsuwając poparzone ręce od szklanki. Naczynie upadło na ziemię, roztrzaskując się na kawałki, przy okazji brudząc kawą podłogę. Isaac momentalnie wytrzeszczył oczy. Odłożył swój kubek na blat i spojrzał na chłopaka, który już sięgał po ostre fragmenty zbitego kubka.
W dalszym ciągu nie odzyskał pełnej świadomości, dlatego przy pierwszej lepszej okazji przeciął sobie palec, w wyniku czego wykrzywił twarz w grymasie.
Isaac szybko kucnął przed chłopakiem, błyskawicznie odciągając jego ręce od potłuczonego szkła.
- Zostaw to. - rzucił zmartwionym spojrzeniem na dłoń chłopaka. Przecięcie na szczęście nie było głębokie. Z westchnieniem podniósł się, pociągając za sobą Setha. - Usiądź przy stole i się nie ruszaj. - powiedział, po czym podszedł do wiszącej na ścianie apteczki i wyciągnął z niej niewielki plaster oraz wodę utlenioną. Wrócił do brązowowłosego, od razu zajmując się odkażaniem rany. Finalnie zakleił przecięcie plastrem, kwitując całe zajście odetchnięciem pełnym ulgi. Patrząc na wzorki w żółte kurczaki, mimowolnie uśmiechnął się pod nosem.
Seth już miał na nowo podjąć się pozbierania wszystkich kawałków kubka, lecz brunet mu w tym przeszkodził.
- Lepiej już tego nie dotykaj. Ja to pozbieram. - kręcąc głową, zajął się sprzątaniem podłogi.
Szatyn przyglądał się wszystkiemu w ciszy, nawet na moment nie odwracając wzroku od poważnego Isaaca. Gdy ten skończył, wziął swój kubek i zasiadł naprzeciw nastolatka. Posłał mu spojrzenie pełne troski.
- Z tobą naprawdę nie jest dobrze. - stwierdził, układając usta w linię.
Zdawał sobie sprawę, że Setha przerastały te wszystkie sprawy. Że chłopak miał już dość wiecznych problemów i zagrożeń, lecz dziś pierwszy raz zobaczył go w tak okropnym stanie.
Znacznie bledszy, niż normalnie. Oczy sine, podkrążone. Nieświadomy, z głową w chmurach.
Wręcz prosił się o pomoc.
- Mam już po prostu tego wszystkiego dość. - wyznał nagle załamanym głosem, kładąc głowę na stole. - To mnie przerasta...
Isaac zmrużył oczy.
W takich chwilach docierało do niego, że wcale nie był taki obojętny, za jakiego uchodził.
Chciał jakoś pomóc nastolatkowi. Zrobić coś, co choćby w minimalnym stopniu pozbawiłoby go tego całego bólu.
Lecz jak miałby tego dokonać?
Obecnie mógł po prostu siedzieć i czekać, aż chłopak się uspokoi. Bo to tego najbardziej potrzebował.
Spokoju.
Chwili wytchnienia.
Seth zamknął oczy, cicho wzdychając.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo tęsknię za czasami, kiedy o niczym nie wiedziałem. Gdy nie musiałem się martwić, że za chwilę ktoś mnie zaatakuje, chcąc do czegoś wykorzystać. - powiedział zmęczonym głosem, rozluźniając ramiona.
Dlaczego dopiero teraz zachciało mi się spać?
- Ale... wiesz co? - nie czekając na odpowiedź ze strony Isaaca, kontynuował. - Kiedy myślę, że chciałbym, aby było jak dawniej, zdaję sobie sprawę, że wtedy bym was wszystkich nie spotkał. - zaśmiał się spokojnie, stopniowo odpływając w kierunku nieświadomości, wywołanej powolnym zasypianiem. - I jak tu wiedzieć, czego tak naprawdę się chce?
Brunet siedział przez chwilę w ciszy, obserwując milczącego nastolatka.
Seth zasnął.
Isaac podniósł się z miejsca, po czym podszedł do śpiącego chłopaka i wziął go na ręce.
- Wybierałbyś chociaż wygodniejsze miejsca do snu. - szepnął, niosąc brązowowłosego do jego pokoju, w którym to położył go na łóżku i przykrył kołdrą. - Spokojnych snów. - przymknął oczy, opuszczając pomieszczenie.
Bo jeśli nie mógł liczyć na spokój w normalnym życiu, zasługiwał na niego przynajmniej w snach.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic