sobota, 22 kwietnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 61

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 61.
Autor: Chizu Chan.







Chłopak nie spodziewał się, że zastanie kogokolwiek na nogach o tak później porze, dlatego, kiedy tylko się wykąpał, wrócił do swojego pokoju, po czym włączył laptopa, wygodnie usadawiając się na obrotowym fotelu, tuż przed biurkiem. Odczekał chwilę, aż komputer się włączył i otworzył przeglądarkę. Ledwo zalogował się na jeden z popularniejszych portali, jak na tablicy głównej wyskoczyło mu mnóstwo wyników, związanych z jednym wydarzeniem. Momentalnie wytrzeszczył oczy, spoglądając na nagłówek, napisany wytłuszczonym drukiem: "W nocy wysadzono budynek! Na miejscu zdarzenia znaleziono mnóstwo ciał. Zamach terrorystyczny czy coś zupełnie innego? " Bez chwili zawahania wszedł w link i od razu pochłonął cały artykuł, nie dowierzając własnym oczom.
Gwałtownie odsunął się od biurka, zaciskając dłonie w pięści. Poderwał się z siedzenia i błyskawicznie opuścił swój pokój, kierując się do tego, w którym powinien spać Noah. Zdziwił się, kiedy nie zastał tam przyjaciela. Lydii również nigdzie nie było.
- Gdzie wszyscy? - powiedział sam do siebie cicho, marszcząc brwi. Co prawda wszędzie światła były pogaszone, ale pomimo to chłopak sądził, że w którymś pokoju zastanie jakąś znajomą twarz. To niestety nie nastąpiło. W domu był on sam.
Wrócił do siebie, po czym wyciągnął z szafy ciepłą bluzę, którą niemal od razu na siebie narzucił. Spokojnie zszedł po schodach na dół, od razu przechodząc na korytarz, którym podążył w stronę drzwi frontowych. Nie fatygując się zmianą obuwia, wyszedł z domu w samych klapkach. Stojąc na świeżym powietrzu, poczuł powiew świeżego, ale też chłodnego powietrza. Spuścił wzrok, skupiając się na swoich stopach.
- Dobrze, że mam skarpetki. - burknął pod nosem, a następnie zaczął iść przed siebie, pocierając ramiona dłońmi z nadzieją, iż ta czynność w jakiś sposób pomoże mu się ogrzać.
Nie chciał się zbytnio oddalać. Przeszedł kilkanaście metrów wzdłuż ulicy i zawrócił. W pewnym momencie oślepiło go światło samochodu, wjeżdżające na posesję jego domu. Za kierownicą siedział Andy, który najprawdopodobniej dopiero zakończył swoją zmianę. Mężczyzna często wracał do domu o tak późnej porze. Zdziwił się na widok Setha, stojącego na chodniku, na dodatek ubranego tak cienko. W końcu robiło się coraz chłodniej. Jakby nie patrzeć, lato już minęło.
- Co ty tutaj robisz, Seth? - spytał po zamknięciu pojazdu. - Nie jest ci za gorąco? - spytał żartobliwie, na co szatyn mimowolnie uśmiechnął się pod nosem.
- Jest w porządku. - wzruszył ramionami, podchodząc bliżej mężczyzny. - Wszystkich gdzieś wywiało. Nie mam pojęcia dokąd. - przełknął ślinę, po czym nabrał nieco powagi, co od razu wychwycił Andy. - Zapewne już wiesz o tych wybuchach. - uniósł jedną brew, dokładnie lustrując wzrokiem twarz wujka.
- Tak. - skinął głową na potwierdzenie, a następnie zaczął zmierzać w stronę drzwi wejściowych. Seth podążył za nim. Kiedy znalazł się w domu, odetchnął z ulgą. Różnica temperatur była dość wysoka. - Jane do mnie dzwoniła. Mówiła, że kiedy wrócę, może jej nie być w domu. Z tego, co zrozumiałem, ten twój przyjaciel, Noah, powiadomił ją o jakieś ważnej sprawie, przez co musiała do niego pojechać. Bodajże udał się z nią ten drugi chłopak. Isaac? Nie nadążam za tymi wszystkimi, nowymi ludźmi. - westchnął.
Seth usiadł przy stole, lekko marszcząc brwi. Z tego, co powiedział wujek, wywnioskował, iż oni wszyscy udali się do konkretnego miejsca, gdyż coś odkryli.
- Wspominała, co to za ważna sprawa? - dopytał, nie odrywając ciekawskich oczu od twarzy Andy'ego.
O dziwo chłopak nawet przez moment nie narzekał w myślach, że znów nikt mu o niczym nie powiedział, tak po prostu wychodząc. Prawdopodobnie nadal był wycieńczony. Nie tylko fizycznie, ale również psychicznie.
Stwierdził, że teraz potrzebował odpoczynku, dlatego w sumie ucieszył się na wieść, iż mógł zostać w domu, nie martwiąc się o swoje bezpieczeństwo.
Ale też był ciekaw, co takiego odkrył jego przyjaciel. To musiało być coś ważnego, skoro zwołał wszystkich w jedno miejsce.
Chyba że chodziło tutaj o coś zupełnie innego.
No cóż, nie dowie się, póki tamci nie wrócą. Musi jakoś wytrzymać.
- Nie. - pokręcił głową. - Jane nie miała czasu na jakieś szczegółowe wyjaśnienia. Wyraźnie było słychać, że się spieszyła.
- Rozumiem. - przeniósł spojrzenie na stół, a raczej jego fragment, na którym po chwili położył obie dłonie. Splótł ze sobą ich palce, układając usta w linię. - Doszły już do was jakieś szczegółowe informacje? Wiesz, na temat tego zamachu terrorystycznego. - podkreślił dwa ostatnie wyrazy, mając na twarzy kpiący uśmiech. Dopiero po chwili zorientował się, jaką minę zrobił. Szybko usunął uśmiech z twarzy, po czym zerknął panicznie na wujka. Na szczęście mężczyzna stał do niego tyłem, wstawiając wodę w czajniku elektrycznym. Seth zdołał się trochę rozluźnić, ale nadal pewna obawa pozostała w jego sercu.
Co to była za reakcja?
- Wiemy tylko to, co podawane jest w wiadomościach. - oznajmił, wyciągając kubek z szafki. - Napijesz się czegoś?
- Nie. Lepiej pójdę do siebie i położę się spać. - poniósł się z miejsca, przecierając zmęczone oczy. Nawet jeśli przespał tyle godzin, w dalszym ciągu był wymęczony, przez co nie mógł się na niczym skupić. Ziewnął przeciągle, wchodząc po schodach na górę. Uznał, że najlepszym rozwiązaniem będzie kolejna drzemka. Chciał już wiedzieć, na co wpadli jego bliscy, lecz nie wiedział, ile czasu zajmie czekanie na ich powrót. Zamiast siedzieć i się niecierpliwić, wolał po prostu położyć się spać, bo wtedy czas płynął niebywale szybko.
Może kiedy się obudzę, oni już tutaj będą. Kto wie.
~~~
Grupa wróciła dopiero po południu. Seth do tego czasu drzemał, lecz kiedy tylko jego zmysły zarejestrowały kilka różnych głosów, błyskawicznie się rozbudził i zszedł na dół, ciekawy nowych wieści.
W salonie siedzieli już wszyscy, dokładnie nad czymś dyskutując. Kiedy tylko dostrzegli stojącego w progu Setha, momentalnie zamilkli, skupiając na nim oczy. Chłopak poczuł się trochę przytłoczony, lecz zrzucił to uczucie na drugi bok i podszedł do bliskich.
Nie wiedział, od czego zacząć.
- Już lepiej? - jako pierwsza spytała Lydia, z wyraźną troską w głosie. Seth kiwnął głową w jej kierunku w geście twierdzącej odpowiedzi, a następnie przeniósł spojrzenie na ciotkę.
- Gdzie byliście? - uniósł brwi na widok nagłej zmiany w mimice Jane. Kobieta w jednej chwili zmieniła wyraz twarzy z zatroskanego na przerażony, a chłopak nie wiedział, co było tego powodem.
- Jest coś, o czym powinieneś wiedzieć. - wtrącił Noah, na wskutek czego został obdarowany wściekłym spojrzeniem Jane. Kobieta ewidentnie nie chciała, aby blondyn poruszał ten temat przy jej siostrzeńcu. Ale cóż, po ostatnich wydarzeniach, wampir nie chciał nic ukrywać przed swoim przyjacielem. A na pewnie nie rzeczy czy informacje, które go dotyczyły. - Wybacz, ale nie mogę tego przez nim ukrywać, mimo iż nie mam pewności co do prawdziwości tych pogłosek. - wzruszył ramionami.
Seth posłał mu podejrzliwe spojrzenie.
- Jakich pogłosek? - lekko ściągnął brwi, zajmując miejsce obok blondwłosego wampira.
- Już ci tłumaczę. - jasnowłosy nabrał sporo powietrza do płuc. Nie wiedział, od czego zacząć i jak to wszystko ująć, aby z jego wyjaśnień nie wyszła jedna, wielka klapa. - Wczoraj wróciliśmy tam z Lydią, aby sprawdzić, jak wygląda cała ta sytuacja z reporterami i tym podobnymi. Prócz dziennikarzy, mnóstwa kamerzystów, funkcjonariuszy i innych służb, nie zastaliśmy nikogo. Ale to do czasu. Pojawiła się grupa wampirów z innego rodu. Nie udało mi się usłyszeć ich rozmowy w pełni, ale... z tego, co zrozumiałem, wyjątkowo mocno nie spodobało im się to całe zajście.
- Skoro to tylko tyle, dlaczego Jane musiała się tam udać? - zdziwił się. Skoro chodziło tylko o jedną rozmowę, której Noah i tak nie był w stanie usłyszeć w pełni, dlaczego ściągnął do siebie ciotkę brązowowłosego?
- Te wampiry podawały się za funkcjonariuszy. W innym wypadku nie mogłyby tam przebywać. Jane ukryła moją obecność, dzięki czemu mogłem się do nich zbliżyć. Ród Zalhara zadba o to, aby ciała wampirów odebrano ludziom, dlatego nie musimy się martwić, że nasze istnienie wyjdzie na jaw. - Seth mimowolnie odetchnął w duchu z ulgą. - Ale to koniec dobrych wieści. - momentalnie spoważniał, na wskutek czego atmosfera w całym pomieszczeniu stała się strasznie napięta.
Szatyn lekko spiął ramiona, mając dziwną obawę, iż złe wieści będą dotyczyć jego. Ale chciał to usłyszeć. Doceniał, że blondyn od razu postanowił się z nim wszystkim podzielić. Nie tak, jak ostatnio, kiedy to wszyscy mieli przed nim jakieś tajemnice.
- Nic nie wskazuje na to, aby pozostałe rody miały w planach jakąkolwiek interwencję z Uroboros. Oznacza to, że będziemy musieli sobie sami z nimi poradzić. A chyba się domyślasz, że to nie będzie łatwe. - ułożył usta w linię.
- Tak. - skinął głową.
Może i ta informacja nie należała do najlepszych, ale koniec końców nie była też najgorsza. W gruncie rzeczy wyszło na dobre. Żadne z nich nie będzie musiało się martwić, iż istnienie wampirów wyjdzie do ludzi.
Po ostatnich wydarzeniach chyba każdy miał świadomość, iż Uroboros nie było żadnym żartem, a poważnym i niebezpiecznym wrogiem, przed którym z całą pewnością będą musieli uciekać i się ukrywać. Bo nie ma mowy, aby sobie poradzili tak nieliczną grupą, mając przeciw sobie tuzin ludzi, posiadających potężne bronie.
- Musimy poczekać na powrót Viora i dopiero wtedy wspólnie zastanowić się nad przyszłością. - oznajmiła Jane, podnosząc tyłek z sofy. W jej ślad poszedł Isaac, spokojnie poprawiając ubranie.
- Wybieracie się dokądś? - spytał Seth, posyłając pytające spojrzenie ciotce.
- Tak. - potwierdziła. - Najprawdopodobniej zejdzie nam do rana, bo jedziemy z Andy'm za miasto. Musimy wymienić kilka urządzeń na te nowsze. Isaac również potrzebuje paru rzeczy, dlatego zabieramy go ze sobą.
- Jeśli znajdziecie szkicownik, weźcie mi jeden. - poprosił szatyn, na co Jane skinęła głową na znak zrozumienia.
Już po kilkunastu minutach w domu zostali tylko Seth i Noah, wspólnie oglądający telewizję. Gdzie nie przełączyli, tam mówiono o eksplozjach i morderstwach. Reporterzy byli naprawdę nieustępliwi.
Jak na osoby posiadający tak wiele niekoniecznie pozytywnych informacji, byli wyjątkowo wyluzowani. Może potrzebowali takiej odskoczni, chwili luzu i spokoju, co pozwoliłoby im na odpoczynek.
Wieczorem Noah podszedł do pokoju, który przyszykował mu Seth jakiś czas temu. Blondyn uznał to za miły gest, mimo iż jako wampir nie potrzebował czegoś takiego, jak łóżko, gdyż nie sypiał, ale koniec końców ucieszył się, bo to wszystko tylko oznaczało, że szatyn dbał o niego. Runął plecami na łóżko i skupił spojrzenie na białym suficie, oddając się intensywnym rozmyślaniom. Teraz tego potrzebował. Przemyślenia kilku spraw.
Pech chciał, że jego wampirzy instynkt odezwał się w najmniej odpowiednim momencie. Przeklął w myślach, kiedy zaczęło piec go gardło, co było wyraźnym znakiem, iż pora na posiłek.
- Noah? - usłyszał wampir w pewnym momencie, kierując pełne irytacji ślepia na stojącego w progu Setha. Szatyn miał troskę wypisaną na twarzy. Nie musiał się długo przyglądać blondynowi, aby bez problemu stwierdzić, co mu dolegało. Bez chwili wahania podszedł do przyjaciela, po czym usiadł na krawędzi łóżka. - Znów miałeś głodówkę, co? - uniósł jedną brew, doskonale znając odpowiedź na to pytanie.
- Taa. - potwierdził, głośno przełykając ślinę.
- Miałeś już tego nie robić. - zauważył szatyn, układając usta w linię. Naprawdę nie podobał mu się fakt, iż Noah przez to wszystko cierpiał. Bo widząc, jak reagował po głodówce na pieczenie gardła i chęć napicia się krwi, dochodził do jednego wniosku. To uczucie nie było ani trochę przyjemne. Dlaczego więc blondyn i tak decydował się na coś takiego? Co to za problem napić się krwi. Przecież miał do niej pełne prawo. - Jak długo?
- Od dnia, w którym Uroboros nas zaatakowało.
Seth mimowolnie uniósł brwi.
- To krótko. Sądziłem, że dłużej. - stwierdził, nieznacznie odchylając plecy do tyłu, podpierając się łokciami na łóżku.
- Gdyby tak było, w życiu nie dałbym sobie z nimi rady. - oznajmił, a Seth od razu wrócił myślami do momentu, kiedy Noah bez problemu załatwił grupę z Uroboros, nawet się przy tym nie wysilając. Był ciekaw, czy krew dawała aż takiego kopa. Bo o ile dobrze pamiętał, nawet Vior miał problem z Johnem, dlatego nie rozumiał, jak to możliwe, że Noah aż tak łatwo sobie z nim poradził. Kwestia podstępu? Zaskoczenia?
- Wiesz... - zaczął niepewnie, mrużąc oczy. Nieświadomie podążył wzrokiem na nogę, którą, jego zdaniem, na całe szczęście zasłaniały spodnie. - Do tej pory nie rozumiem, jak udało ci się ich pokonać z taką łatwością. - przeniósł spojrzenie na stopniowo poważniejącą twarz Noaha. - Jesteś aż taki silny?
- Siła to jedno, ale wtedy kierowało mną coś jeszcze. - odpowiedział, spuszczając wzrok. - Złość i nienawiść skierowana w stronę Uroboros pomogła mi, to prawda, ale... - na nowo spojrzał na nastolatka, a w jego oczach momentalnie zaświeciło coś w rodzaju ciepła. - Wtedy, w tym konkretnym momencie, myślałem tylko o jednym. Aby nic ci się nie stało. Chciałem za wszelką cenę cię ochronić.
Szatyn przez kolejne parę sekund po prostu utrzymywał kontakt wzrokowy z blondynem, nic nie mówiąc. Nawet wyraz jego twarzy się nie zmienił. Lecz było coś, co uległo zmianie. Jego myśli.
Co to za uczucie?
Pomyślał, przez chwilę zastanawiając się, co to za dziwne uczucie trzymało go za serce. Z rozmyślań jednak wyrwało go kaszlnięcie blondyna, spowodowane narastającą chęcią łaknienia krwi. Brązowowłosy nie mógł już dłużej patrzeć na to, jak jego przyjaciel cierpi. Bez chwili wahania zbliżył się do niego, podwijając rękaw bluzy.
Noah zdawał sobie sprawę, że odmawianie nic mu nie da, dlatego z lekkim ociąganiem zbliżył usta do bladej, miękkiej skóry Setha, po czym wpił się w jedno miejsce na jego ręce, niemal od razu doświadczając błogiego stanu ukojenia. Uczucie pieczenia momentalnie ustało, ale blondyn mimo to nie chciał przerywać. Nie chciał również ranić Setha większą ilością ugryzień, dlatego kontynuował picie krwi z tego jednego miejsca, nawet na moment nie mogąc odrzucić myśli, iż jego przyjaciel smakował wybornie.
Nie, chwila.
Nie mógł myśleć o nim, jak o jakimś posiłku.
W jednej chwili oderwał się od jego ręki, odsuwając się na niewielką odległość, po czym obdarował go niepewnym spojrzeniem.
- Coś nie tak? - spytał Seth troskliwie, jak na złość zbliżając się do jasnowłosego. - Wątpię, aby to wystarczyło po kilku dniach głodowania. - przechylił głowę na bok, co idealnie odsłoniło jego szyję. Bladą szyję, która wręcz przemawiała do wampira.
Blondyn mimowolnie przygryzł dolną wargę, walcząc ze sobą w duchu. Nie chciał tego zrobić. Nie mógł.
Ale wampirzy instynkt był od niego silniejszy.
Na całe szczęście jakoś zachował rozum, dlatego nie zrobił tego tak gwałtownie, jak za pierwszym razem. Łagodnie przejechał językiem po obojczyku nastolatka, sunąc nim powoli w górę, finalnie zatrzymując się na zagłębieniu szyi. Idealnie słyszał bicie serca przyjaciela. Organ dudnił niezwykle szybko, swoim rytmem hipnotyzując blondyna. Niepewnie wbił kły w jedwabistą skórę Setha, na co ten cicho syknął, ale już po chwili przyzwyczaił się do tego uczucia.
Zupełnie, jak za pierwszym razem.
Ale tej chwili towarzyszyło coś nowego.
Seth sam nie rozumiał, co to było.
Jednak nie mógł zaprzeczyć, iż czuł się... wyjątkowo dobrze.
Cicho westchnął, zaczynając odczuwać przypływ miłego ciepła. Takich łagodnych fal gorąca. Z każdym przypływem kolejnej, doznawał przyjemnych odczuć, przez co nieświadomie zamknął oczy, oddając się tej chwili. Nawet nie zauważył, jak Noah się od niego odsunął, obdarowując go lekko zdziwionym spojrzeniem. Seth nawiązał z nim kontakt wzrokowy, nie mogąc uspokoić własnych myśli.
Znów dopadło go to dziwne uczucie. Coś, czego nie był w stanie zrozumieć.
Mimowolnie przeniósł spojrzenie na usta blondyna. Widok pokrytych krwią warg działał na niego w specyficzny sposób. Głośno przełknął ślinę, mrużąc przy tym ślepia.
Co się z nim działo?
- Seth? - wampir lekko uniósł brwi, doskonale słysząc, jak serce jego przyjaciela zaczęło bić znacznie szybciej, a temperatura jego ciała tak trochę się podniosła.
Szatyn przygryzł dolną wargę, po czym na nowo przeniósł zamglone ślepia na niepewną twarz Noaha. Przez sytuację, która miała miejsce chwilę wcześniej, dzieliła ich naprawdę niewielka odległość, czego Seth nie uznał za nic niekomfortowego. Sam nieświadomie przysunął się jeszcze bliżej, jakby zahipnotyzowany poplamionymi krwią ustami przyjaciela, a także jego błękitnymi oczami, które w tej chwili wyrażały tak mnóstwo emocji.
Blondyn już rozdziawił buzię, chcąc coś powiedzieć, lecz nim zdążył to powiedzieć, Seth połączył ich usta w niespodziewanym pocałunku, który momentalnie zniszczył wszelkie zahamowania, które do tej pory ograniczały Noaha.
Wampir szybko uzyskał kontrolę nad sytuacją, przyciągając do siebie Setha, po czym przewrócił go na plecy i nad nim zawisnął, na moment odrywając się od jego miękkich ust, na których teraz również znajdowała się odrobina krwi.
Szatyn niepewnie uchylił patrzałki, od razu kierując je na poważną twarz Noaha.
Wampir odbywał poważną walkę z samym sobą, starając się jakoś to przerwać. Lecz Seth skutecznie mu w tym przeszkadzał.
Zastanawiał się, dlaczego to robił.
Bo przecież byli przyjaciółmi.
Ale mimo to, w tej chwili, nie uważał, aby to było coś złego.
Nie chciał przerywać.
- Noah... - szepnął cicho, zadzierając głowę do tyłu. Przez cały czas nie odrywał błyszczących oczu od zmieszanej twarzy jasnowłosego, kusząc go w ten sposób jeszcze bardziej.
Nie musiał nic więcej dodawać. Ten gest wyjawiał więcej, niż było trzeba.
Blondyn ponownie połączył ich usta w pocałunku, który w mgnieniu oka przekształcił się w coś znacznie bardziej namiętnego, niż za pierwszym razem. Łagodnie podgryzał dolą wargę Setha, co jakiś czas pieszcząc ją swoim językiem. Ciche pomrukiwania ze strony szatyna sprawiały mu satysfakcję, ale też zamykały w pewnego rodzaju uścisku.
W czymś, z czego za nic w świecie nie będzie potrafił się uwolnić.
Dużą, zimną dłonią sunął wzdłuż bluzy Setha, finalnie zatrzymując się na pasku od spodni. Sugestywnie wsunął za materiał spodni palec, lekko uchylając powieki, aby zobaczyć twarz przyjaciela.
Kiedy nie zobaczył żadnych protestów z jego strony, cicho westchnął.
Coś mu podpowiadało, że obaj będą tego żałować.
Ale nie było już odwrotu.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic