niedziela, 16 kwietnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 60

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 60.
Autor: Chizu Chan.






Jane ani trochę nie zdziwiła się powrotem Setha i pozostałych. Mocno wyściskała siostrzeńca, mogąc się tylko domyślać, jak wiele musiał wycierpieć. Jego wyraz twarzy zdradzał wszystko. Nie musiał nic mówić, aby ludzie dookoła zdali sobie sprawę, że był w tragicznym stanie. Na widok nogi szatyna, kobiecie zachciało się płakać. Zasłoniła usta dłonią, lecz nic nie powiedziała. Wolała nie poruszać tego tematu. Nie w tej chwili. Nie w takiej sytuacji.
Chłopak od razu udał się do swojego pokoju, gdzie położył się spać. Miał już dość wrażeń na dzisiaj. Runął na miękką pościel, nie przejmując się niczym, a następnie zamknął patrzałki, niemal od razu odpływając do krainy słów. Miał nadzieję, że przynajmniej tam spotka go coś miłego.
Kiedy Jane upewniła się, iż siostrzeniec zasnął, zaprowadziła wszystkich do salonu, po czym wzięła do ręki pilota i powiedziała z lekkim zawahaniem:
- Jest coś, co powinniście zobaczyć. - ułożyła usta w linię, a następnie włączyła telewizor za pomocą trzymanego w ręce przedmiotu. Przełączyła na kanał z wiadomościami, czego początkowo nie rozumiało żadne z obecnych. Dopiero w momencie, kiedy na ekranie pojawiły się ruiny pałacu Viora oraz mnóstwo ciał wampirów, zapakowanych w worki, wszyscy otworzyli buzię ze zdziwienia. - Trąbią o tym od rana na wielu kanałach. - oznajmiła, na co Noah wyprostował plecy. - Podejrzewają jakiś zamach terrorystyczny. Jednak... - zmarszczyła brwi, siadając na sofie. - Wszyscy chyba zdajemy sobie sprawę, że taka wersja nie utrzyma się długo. Nie, kiedy lekarze zauważą coś dziwnego, w związku z ciałami wampirów.
- Racja. - rzekła Lydia, otwierając szeroko patrzałki. - Przecież... my już od dawna nie żyjemy. - mocno przygryzła dolną wargę, spuszczając głowę. - Dlatego nawet po ponownej śmierci, nie rozkładamy się tak, jak zwyczajni ludzie.
- W tym sęk. - kontynuowała Jane. - Lekarze zaczną coś podejrzewać, kiedy ciała nie zaczną podlegać rozkładowi. Z pewnością zaczną przeprowadzać badania, a gdy trafią na jakąś poszlakę... - zamilkła, wciągając powietrze nosem.
- Będziemy mieć problem. - dokończył Isaac nadzwyczaj spokojnie, lecz wiadomym dla wszystkich było, iż brunet również to przeżywał.
No tak.
Taka kolej rzeczy jest dość logiczna.
Bo w końcu nie ma mowy, aby władze nie zainteresowały się nagłymi wybuchami czy pożarem. To powinno być do przewidzenia.
Lecz wówczas żadne z nich nie myślało logicznie. Przytłoczeni nagłymi atakami, eksplozjami, śmiercią bliskich osób, nawet nie wpadli na pomysł, aby później jakoś zatuszować całą tę sytuację.
- Jak to w ogóle możliwe...? - westchnęła Jane, kręcąc głową z niedowierzania. - Przecież... ród Viora był jednym z tych potężniejszych. Jakim cudem wszyscy zgięli tak łatwo...?
- Potęga nie zawsze jest kluczem do zwycięstwa. Nawet najsilniejszy jest w stanie przegrać, jeśli tylko ktoś go dobrze podejdzie. - rzekł Isaac, przymykając oczy.
Kobieta przełknęła głośno ślinę, przymierzając się do poruszenia kwestii nogi Setha. Chciała wiedzieć, co się z nią stało. Jednak nie potrafiła się do tego zabrać. Coś ją powstrzymywało.
Kiedy Lydia i Noah opuścili dom, wcześniej oznajmiając, iż idą sprawdzić kilka spraw, Jane wreszcie postanowiła spytać Isaaca o tę kwestię. Obecność mniejszej ilości osób poniekąd ją uspokajała, a że teraz była sama z brunetem, nie miała już takich oporów, jak przedtem.
- Chciałabym cię o coś spytać, Isaac. - zaczęła niepewnym tonem. Brunet skupił na niej swoje złote ślepia, które w rzeczywistości nie miały takiej barwy. Ale mimo to za każdym razem sprawiały wrażenie mieniących się kolorem złota. Kiedy jeszcze mężczyzna używał swojej umiejętności, potrafił zahipnotyzować samym zerknięciem w oczy drugiej osoby. - Co do nogi Setha... - czarnowłosy momentalnie się spiął, co nie umknęło uwadze kobiety. - Wszystko w porządku? - spytała z przejęciem, gdyż twarz Isaaca, przepełniona emocjami, była dla niej niecodziennym widokiem. Pamiętała bruneta jako osobę poważną, która rzadko kiedy wyraża jakiekolwiek uczucia. Dlatego tak bardzo się zdziwiła tą nietypową reakcją.
- Nie. - westchnął, po czym odchylił głowę do tyłu i lekko przymrużył oczy. - Co do jego nogi... obawiam się, że w kwestii wyglądu nic się nie zmieni. - Jane momentalnie uniosła brwi. - To i tak dobrze się skończyło.
- Jak to? - posłała brunetowi pytające spojrzenie, chcąc poznać całą prawdę. Isaac domyślił się tego, dlatego nawet nie czekał, aż kobieta zada kolejne pytanie. Po prostu powiedział to, co uważał za niezbędne.
- Seth został postrzelony przez Johna, jednego z członków Uroboros. Pocisk zawierał groźny jad, powodujący martwicę, a w niektórych przypadkach coś znacznie gorszego. Nie wiedzieć czemu, Sartael nie próbował go uleczyć. Rana się jedynie pogłębiała, a komórki stopniowo zaczynały obumierać. Doszło do martwicy. - wyjaśnił, na co ciotka nastolatka wstrzymała oddech, nie mogąc uwierzyć w to, co słyszy. - Dlatego uważam, że działanie krwi Noaha było jakimś... cudem. Bo w końcu mówimy o całkowitym cofnięciu postępu martwicy. Został po niej jedynie nieładny ślad, choć nie uważam, aby był powodem do wstydu. - splótł ze sobą dłonie, całkowicie skupiając na nich swoje poważne oczy. Nawet jeśli to powiedział, było mu niezmiernie przykro z powodu tego, co przydarzyło się chłopakowi. - Do całości doprowadziła moja decyzja. - oznajmił po chwili milczenia, co trochę zdziwiło Jane.
Brunet wyjaśnił kobiecie, co miał na myśli. W miarę sprawnie opowiedział o wszystkim, nie szczędząc sobie szczegółów. Nie uważał, aby w tej kwestii było coś do ukrycia.
Mimowolnie rozdziawił buzię, kiedy usłyszał od kobiety dokładnie to samo, co przedtem od Noaha. Że to nie jego wina. Bo w końcu każdy popełnia błędy, myśląc, iż robi coś słusznie. Isaac nie chciał źle, dlatego nikt nie miał zamiaru go obwiniać o taki obrót spraw. Przecież nikt nie wiedział, że to się tak skończy.
- Myślisz, że jak to się skończy? - spytała wreszcie Jane, opierając się plecami o sporą, miękką poduszkę. Zdawała sobie sprawę, że to pytanie nie miało sensu, lecz mimo to je zdała.
- Nie mam pojęcia. - pokręcił głową, patrząc na ekran telewizora, w którym nadal mówiono o zamachu terrorystycznym.
No tak. Bo jakiej innej odpowiedzi można się spodziewać.
Nikt nie wie, co przyniesie przyszłość.
A na pewno nie w świecie, który zaskakuje i jednocześnie rani na każdym kroku.
~~~
Seth zbudził się późną nocą. Niechętnie podniósł się do siadu i rozejrzał po pokoju. Nie widział kompletnie nic. W jego głowie wciąż powtarzały się urywki scen, które mu się przyśniły.
Ile to już czasu minęło, odkąd ostatni raz rozmawiał z Sartaelem albo chociaż go widział?
Nie rozumiał, skąd wzięła się ta nagła cisza. Przy ich ostatniej rozmowie, demon namawiał Setha, a raczej sugerował mu, aby odszedł od Viora. Słowa te można było teraz interpretować na mnóstwo sposobów, chociażby w formie ostrzeżenia, bo w końcu jakiś czas po tej rozmowie doszło do ataku Uroboros, ale... nic nie było pewne.
Z westchnieniem podniósł się z łóżka i pokierował do łazienki, by wziąć prysznic. Odkręcił letnią wodę, po czym zaczął z siebie zrzucać poniszczone ubrania. Na widok mocno sinej kończyny, coś wewnątrz niego drgnęło. Mimowolnie przygryzł dolną wargę, nie mogąc oderwać oczu od nogi.
Nie mógł się wyzbyć obrzydzenia do własnego ciała.
Wszedł do kabiny i zamknął oczy, po czym obmył twarz czystą wodą. Stał tak chwilę pod jej strumieniem, głęboko myśląc.
Co teraz?
Co ze mną będzie?
Co z nami wszystkimi się stanie?
Czy Sartael wreszcie się odezwie?
Uroboros da sobie spokój?
Czy ktoś wreszcie przerwie ten ciąg paskudnych wydarzeń...?
Lecz te pytania także należały do grupy bezsensownych. Bo odpowiedzi na nie, nie mogłyby być niczym innym, jak zwykłymi domysłami, w dużym stopniu złudnymi.
No i na dodatek chłopak jeszcze nie wiedział o jednej, ważnej kwestii.
Nie miał pojęcia, że całą sprawą zainteresowali się ludzie, zabierający ze sobą mnóstwo ciał wampirów.
Jeśli sprawa z istnieniem krwiopijców wyjdzie na jaw, wszystko się o wiele bardziej pokomplikuje. Już teraz rzeczy były ciężkie i niezrozumiałe, a co dopiero by się działo, gdyby zwykli ludzie starali się dojść do prawdy, chcąc znaleźć dowód na potwierdzenie istnienia wampirów.
Oni nie mogli do tego dopuścić.
Ale jak mieliby to zrobić?
Przecież sprawa była już pogrzebana.
Nie mogli tak po prostu zabrać ciał. Wtedy wszystko stałoby się o wiele bardziej podejrzane.
Mogli tylko czekać na rozwój sytuacji i dopiero po wszystkim zacząć się zastanawiać, co teraz.

A może... tak po prostu miało być?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic