niedziela, 16 kwietnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 59

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 59.
Autor: Chizu Chan.





Noah nie przejął się niczym. W chwili obecnej był zupełnym przeciwieństwem Setha, który całkiem zapomniał języka w gębie. Kątem oka dostrzegał rozczłonkowane ciało Johna, w głowie wciąż mają ten paskudny obraz, jak jego przyjaciel pozbawiał życia pozostałych dwóch członków Uroboros, bez jakiegokolwiek zawahania czy obrzydzenia. Wyglądał, jakby to, co zrobił, nie miało dla niego żadnego znaczenia.
Bo w sumie nie miało.
Ale Seth nie chciał w to wierzyć.
Zapomniał się i stanął na poważnie zranionej nodze, co poskutkowało nagłym upadkiem, wzbogaconym w krzyk pełen bólu. Isaac aż się skrzywił na ten widok. Gdyby wiedział, do czego doprowadzi jego decyzja, nigdy by jej nie podjął. Żałował, że zaufał Uroboros. Było mu aż żal patrzeć na zwijającego się z bólu Setha, który nie mógł nic zrobić, aby poczuć się lepiej.
Noah poczuł się, jakby wewnątrz niego coś pękło. Mimo że sytuacje z pozbawianiem życia innych nie miały na niego żadnego wpływu, to w momencie, kiedy widział, jak tak bliska mu osoba, jak Seth, jest krzywdzona, coś wewnątrz niego się odzywało. Zbiór uczuć, dzięki którym momentami nadal mógł się czuć, jak zwykły, współczujący człowiek, jakim kiedyś był.
Podwinął rękaw, niemal od razu wgryzając się w miejsce nad nadgarstkiem, po czym podszedł do szatyna i, nie pytając go o zgodę, przystawił mu do ust krwawiącą ranę. Seth zdawał sobie sprawę, co oznaczał ten gest. Wcześniej był świadkiem, jak Susan zmuszona była do napicia się krwi Viora, aby wyleczyć poranione ręce. Teraz przyszła jego kolej. Nie miał innego wyboru. Gdyby tego nie zrobił, z całą pewnością straciłby nogę.
Isaac stał w oddali, z bólem spoglądając na pijącego krew Setha. Szatyn mocno zaciskał oczy, w duchu się modląc, aby to wszystko już się skończyło. Czerwona ciecz z trudem przechodziła mu przez gardło, pozostawiając po sobie nieciekawy posmak. Gdy wreszcie skończył, opadł na ziemię i ukrył twarz w dłoniach, nie chcąc, aby ktokolwiek widział, jak żałośnie teraz wyglądał.
Ale to nie było konieczne.
Bo w końcu każdy zdawał sobie sprawę, że to wszystko przerosło nastolatka. Nikt nie obwiniałby go o płacz lub narzekanie. W tej chwili miał do każdej tej czynności pełne prawo, jak i powód.
Ale mimo to Seth po prostu nie chciał pokazywać się z tej beznadziejnej strony.
Ból powoli zaczynał ustępować. Chłopak mógł wreszcie odetchnąć z ulgą, nie musząc się dłużej martwić piekącym uczuciem wyżerania komórek. Niepewnie poruszył zranioną nogą, a kiedy nie poczuł niczego, co byłoby w stanie wykrzywić jego twarz w grymasie bólu, podniósł się do siadu i przeniósł spojrzenie na tę kończynę.
Momentalnie wytrzeszczył oczy.
Nawet jeśli ból ustąpił, coś jednak pozostało. Cała okolica łydki pokryta była sinymi śladami, na których widok Seth momentalnie poczuł, jak robi mu się słabo. To wyglądało okropnie. Paskudnie. Wręcz obrzydliwie. Odpychająco. Chłopak mógłby tak wymieniać, ale... co by mu to dało?
Zacisnął dłonie w pięści na ziemi, przez co pod jego paznokcie dostał się piach. Ale nie dbał teraz o to. Miał o wiele większe zmartwienia na głowie.
Czuł się strasznie.
Spuścił głowę, na nowo mocno zaciskając patrzałki. Po chwili z ich kącików zaczęły wypływać łzy. Czy tego chciał czy też nie, nie mógł pochamować emocji. Tym razem wzięły one nad nim górę.
Uświadomił sobie, że te wszystkie wampiry po prostu zginęły. Niczym nie zawiniły, a jednak skończyły w tak tragiczny sposób. A to wszystko było jego winą. Bo gdyby nie ukrywał się w tym domu, Uroboros nie przyszłoby tutaj.
Znów odpowiadał za śmierć wielu niewinnych istnień.
Kolejne ziarno mroku zostało zasiane gdzieś głęboko w jego sercu.

Bał się spojrzeć w górę. Wiedział, że przed nim stał Noah, dokładnie lustrujący jego okropnie wyglądającą łydkę, przez co czuł się jeszcze gorzej.
- Ból przeszedł? - spytał blondyn, kucając. Skupił oczy na zrozpaczonej twarzy przyjaciela, w duchu zastanawiając się, dlaczego coś takiego w ogóle się wydarzyło. Nie wiedział, jak może pomóc szatynowi, mimo że bardzo tego chciał. Po prostu nie potrafił.
- Tak. - odpowiedział cicho, kiwając głową. Nawet nie spoglądając na przyjaciela, podniósł się z ziemi, po czym zaczął poruszać prawą kończyną. - Nic nie czuję. - oznajmił, głośno przełykając ślinę.
- To dobrze. - rzekł wampir, a Seth momentalnie spiął ramiona.
Dobrze? Chyba sobie żartujesz. Wyglądam teraz tragicznie.
Jednak nie powiedział tego na głos. W dlaszym ciagu się bał. Chwilę temu przeżył coś okropnego, dlatego zrozumiałe było, że poszczególne uczucia wciąż się go trzymały.
Noah podszedł do Isaaca i spytał go, jak wyglądała cała sytuacja. Brunet odpowiedział szczerze, iż to był jego pomysł, aby zaprowadzić Setha do Uroboros. Naprawdę nie podejrzewał, że sprawy się tak potoczą. Cel organizacji wiązał się z bezpieczeństwem chłopaka, dlatego czarnowłosy nawet nie przypuszczał, iż jeden z jej członków będzie w stanie aż tak go skrzywdzić. To było nielogiczne.
Blondyn postawił się w sytuacji Isaaca, okazując mu zrozumienie. Mimo że był wściekły przez to, co ludzie z Uroboros zrobili jego przyjacielowi, nie mógł o całość obwinić Isaaca, gdyż zdawał sobie sprawę, że brunet nie chciał źle. Zapewne sam zauważył, iż chłopak był w niebezpieczeństwie i to nie przez organizację, a za sprawą wampirów, które chciały pozbawić go zemsty.
- To prawda. - potwierdził Isaac. - Zobaczyłem aurę Setha i od razu domyśliłem się, kto w chwili obecnej jest jego wrogiem.
- Dlatego zaprowadziłeś go do Johna? - spytał blondyn, patrząc na poważną twarz czarnowłosego. - Bo wiedziałeś, że tam będzie bezpieczny?
- Tak. - zmrużył oczy, usta układając w linię. - Ale byłem w błędzie. - jego twarz wyrażała czyste przejęcie. Dzięki temu Noah miał pewność co do szczerych intencji Isaaca. Brunet nie chciał źle.
- Nie obwiniaj się tym. - powiedział łagodnie, nieco się uspokajając. - Chciałeś dobrze.
- A wyszło zupełnie na odwrót. - odparł suchym tonem.
- Każdy z nas popełnia błędy. - kontynuował, pewien swoich słów. - Nikt z nas nie będzie cię o to obwiniać. Dlatego sam też tego nie rób.
Zapadła chwila ciszy. Seth poświęcił ten czas na uspokojenie się, co i tak przyszło mu z trudem. Ale koniec końców udało mu się unormować oddech, jak i wyciszyć myśli. Mimo że nadal nie był specjalnie zadowolony z faktu, iż wszystko potoczyło się w takim kierunku, jakoś dał radę zapanować nad emocjami.
Noah przerwał ciszę, nagle zrywając się na nogi. Jego zmysły zarejestrowały zbliżającą się ich kierunku osobę. Z czasem zdał sobie sprawę, że to nie człowiek, a wampir. A konkretniej wampirzyca. W pewnym sensie się ucieszył, kiedy ujrzał wyłaniającą się z lasu Lydię.
Dziewczyna miała poważną ranę na ramieniu, lecz nie zwracała na to uwagi. Z ulgą rzuciła się w stronę znajomych osób, nie mogąc nawet wyrazić radości, jaka momentalnie ją dopadła.
- Więc... - zaczęła, smutniejąc. - Zakładam, że tylko nam udało się... - ostatniego słowa nie była w stanie wymówić. Coś ją blokowało. Nie potrafiła przyznać, iż tylko oni przetrwali, a reszta... reszta po prostu przepadła.
Cały, ogromny ród Viora został wybity w tak banalny sposób.
Aż nie chciało im się w to wierzyć.
- Co teraz? - spytał wreszcie Seth, w dalszym ciągu siedząc plecami do pozostałych. - Dokąd się udamy? - przygryzł dolną wargę. Chciał powiedzieć, że najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby po prostu się rozdzielili. Nie chciał, aby ktoś jeszcze ucierpiał z jego powodu. A na pewno nie Isaac, nie Noah, nie Lydia. Ci ludzie sporo dla niego znaczyli, dlatego... po prostu nie mógł znieść świadomości, iż kiedy przebywali oni w jego okolicy, byli zagrożeni.
- Jak to co? - odpowiedział pytaniem blondyn, rozmasowując ramiona. - Wracamy do Mysterious Rises. Dopiero tam pomyślimy, co dalej. Potrzebujesz odpoczynku. Isaac z Lydią również. Wszyscy teraz potrzebujemy odpoczynku. Nie tylko fizycznego, ale także psychicznego. - uśmiechnął się lekko, przenosząc spojrzenie na niebo. Przykre, że gwiazdy potrafiły świecić tak pięknie, nawet jeśli na ziemi dochodziło do rozlewu krwi.
Lecz nic z tym nie można było zrobić.
Tak, jak powiedział Noah, oni wszyscy powinni teraz wrócić do miasta.
W końcu nic innego im nie pozostało.






Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic