niedziela, 16 kwietnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 58

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 58.
Autor: Chizu Chan.





Od krótszej chwili w głowie nastolatka powtarzały się pytania typu: "dlaczego?" czy "czym sobie na to wszystko zasłużyłem?", lecz, mimo że chłopak tak bardzo o tym rozmyślał, nie był w stanie wpaść na jakiekolwiek sensowne rozwiązanie. Bo nie chciał wierzyć, że Isaac go zdradził. Przecież... on taki nie był.
Niemożliwe, aby chłopak aż tak bardzo pomylił się w stosunku do niego.
John oddalił się na odległość kilkunastu metrów wraz z pozostałą dwójką, zostawiając Isaaca i Setha samych. Szatyn bał się spojrzeć na bruneta, a co dopiero go o cokolwiek spytać. W głębi nadal wierzył, iż to wszystko było jedynie jakimś chorym złudzeniem. Może i był naiwny, w dalszym ciągu wierząc, że Isaac nie zrobiłby mu czegoś takiego, jednak nic nie mógł z tym zrobić.
Taki już był.
Wierzył w kogoś do samego końca.
Prawdopodobnie aż za bardzo przywiązał się do mężczyzny, obdarzając go tym samym sporym zaufaniem. Od początku widział w nim coś innego. Coś, co wyróżniało go na tle bezlitosnych ludzi z Uroboros. Z całą pewnością nie pomylił się w tej kwestii.
Więc... dlaczego sprawy potoczyły się w taki sposób?
Lekko się wzdrygnął, kiedy poczuł dotyk zimnej dłoni na swojej łydce. Niepewnie przeniósł wzrok na mężczyznę klęczącego tuż przed nim, wzrokiem dokładnie lustrującego ranę po pocisku. Wyjął z torby niewielki nóż, którym po chwili przeciął materiał spodni nastolatka, odsłaniając całą ranę i jej okolice. Ślad po postrzale wyglądał paskudnie. Po skórze wokół dziury rozchodziły się sine ślady, przypominające szwy, z każdą chwilą zmieniające odcień na coraz ciemniejszy. Isaac mimowolnie zmarszczył brwi.
Dlaczego trucizna nie chciała zniknąć?
Nie przeciągając, spokojnym ruchem przystawił ostrze noża do rany na skórze nastolatka, po czym nieco ją powiększył, chcąc zapewnić sobie lepszy dostęp do pocisku. Nie miał przy sobie niczego, co pozwoliłoby mu usunąć kulę bez interwencji tego typu.
Seth zacisnął zęby, mając chęć głośno krzyknąć. Nie dość, że sama rana przyprawiała go o zawroty głowy i chęć odcięcia zranionej nogi, to teraz Isaac ją pogłębiał. Jednak zdał sobie sprawę, iż było to konieczne, aby usunąć pocisk, kiedy mężczyzna wydostał srebrną kulę za pomocą czubka noża.
Odetchnął z ulgą.
To był już koniec.
Brunet owinął łydkę chłopaka bandażem uciskowym, który zawsze przy sobie miał. Po założeniu opatrunku, bez słowa podniósł się na równe nogi i zaczął rozglądać po okolicy. Mimo że jego twarz tego nie wyrażała, to oczy mówiły same za siebie. Isaac był kłębkiem nerwów. To było do niego niepodobne. Co takiego działo się w jego głowie? O czym mężczyzna myślał? Co kombinował?
To nie dawało Sethowi spokoju.
- Isaac... - zaczął szatyn niepewnym tonem, skupiając spojrzenie na twarzy bruneta, który nawet nie uraczył go najkrótszym kontaktem wzrokowym. Jednak mimo to Seth nie poddał się. - Ja... ja po prostu w to nie wierzę... - pokręcił głową, układając usta w linię. - Nie zrobiłbyś czegoś takiego bez ważnego powodu... - lekko rozchylił wargi, mrużąc oczy. - Nie zrobiłbyś, prawda...? -  dodał cicho po chwili, po czym spuścił głowę.
Brunet nie odpowiedział. To dobiło nastolatka jeszcze bardziej. Fakt, że Isaac nawet nie próbował się usprawiedliwić, o wiele mocniej popychał szatyna w kierunku twierdzenia, iż został on zdradzony.
Ale nawet po tym nie chciało mu się w to wszystko wierzyć.
Kolejny wybuch doszczętnie zmieszał nastolatka. Zniszczyli już wszystko. Ich codzienność, życie, a także dom, w którym żyli. Zabili mnóstwo wampirów, w większości tych niczego nieświadomych. Nadal było im mało?
Eksplozja miała miejsce naprawdę blisko. Oznaczało to jedynie, iż wampiry zmierzały w tym kierunku, prawdopodobnie chcąc się jakoś odwdzięczyć organizacji, a może i nawet odbić nastolatka. Niestety nie było im pisane to osiągnąć. Zginęli, nim dotarli do celu.
Seth wcześniej tego nie zauważył, jednak teraz udało mu się wyłapać spojrzenie Isaaca. I to nie takie normalne. Doskonale wiedział, jakiej umiejętności używał mężczyzna, kiedy źrenice jego oczu przypominały te, jak u węża czy innego gada.
Szatyn domyślił się, iż z jego aurą było coś nie tak.
Dlaczego Isaac akurat postanowił ją sprawdzić po wybuchu?
Po tym, jak trafili w ręce Uroboros?
Nie, poprawka. Po tym, jak to on trafił w ich ręce.
- I co, Isaac? - spytał John, kierując spojrzenie na czarnowłosego.
- Już jest w porządku. - odpowiedział beznamiętnym tonem, na co John uśmiechnął się z satysfakcją. Już miał coś powiedzieć, lecz przerwała mu w tym głośna melodia, dobiegająca z telefonu, znajdującego się w tylnej kieszeni jego spodni.
Zwinnie sięgnął po przedmiot i odebrał połączenie, nawet nie racząc się zerknięciem na wyświetlacz, by upewnić się, kto próbował się z nim skontaktować. Rozmowa była bardzo szybka i, dla Setha, który o niczym nie miał pojęcia, wyjątkowo niezrozumiała. Trzydziestolatek wreszcie się rozłączył i nakazał wszystkim, aby ruszali.
W głowie Setha zapaliła się czerwona lampka. Musiał coś zrobić. Coś, dzięki czemu udałoby mu się uciec. Nie mógł wrócić do tego miejsca. Nie do tych ludzi, którzy chcieli go wykorzystać w niebywale paskudnym celu.
Szatyn nie chciał zniszczyć świata. Nie miał prawa decydować o tak ważnych sprawach. Nie planował żadnej zabawy w Boga. Ale ci ludzie tego nie rozumieli.
Niestety nawet nie zdążył zareagować. Nim powrócił do świata żywych i zrobił cokolwiek w kierunku planowanej ucieczki, został szarpnięty za ramię. Podniósł się na nogi i od razu upadł, krzywiąc się z bólu. Nie mógł nawet stanąć na nogę, w którą został postrzelony. Mocno zacisnął zęby, aby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. A graniczyło to z cudem.
Wszyscy wymienili między sobą zdziwione spojrzenia. Isaac wreszcie podszedł do nastolatka i zajął się zdejmowaniem opatrunku, pod którym przedtem znajdowała się rana. Jak też się zdziwił, kiedy po odsunięciu bandaża zastał ślad w o wiele gorszym stanie, niż wcześniej.
Momentalnie wciągnął mnóstwo powietrza do płuc.
- John. - rzekł ostro, poważniejąc. - Jaka trucizna znajdowała się na pocisku?
Trzydziestolatek uniósł brwi po usłyszeniu poważnego tonu Isaaca, wyrażając tym swoje zdziwienie, lecz szybko udzielił odpowiedzi.
- Prawdopodobnie ta, co powoduje obumieranie komórek. - wzruszył ramionami, niczego nieświadomy. - A co?
Brunet momentalnie poczuł, jakby wewnątrz niego coś zaczynało się gotować. Ale był też przerażony. Nie wiedział, co zrobić.
- Rana się nie goi. - wyjaśnił poddenerwowanym tonem, na co John zmarszczył brwi, podchodząc bliżej Isaaca i Setha. Rzucił spojrzeniem na łydkę chłopaka i od razu zastygł w bezruchu.
Martwica.
Trucizna, znajdująca się na pocisku, który zranił nogę Setha, zawierała jad węża z rodzaju Bothrops, mogący spowodować obumieranie komórek, wyjątkowo mocne bóle i opuchliznę, a w niektórych przypadkach nawet śmierć. Wszystko zależało od gatunku gada, z którego pobrano to paskudztwo.
- Ej, młody. - wypalił nagle John, irytując się nieco. - Co to ma znaczyć? Dlaczego się nie regenerujesz?
- Skąd mam wiedzieć? - odparł zdruzgotanym tonem, nie mogąc odwrócić oczu od swojej nogi, która w chwili obecnej była w tragicznym stanie. Chciało mu się płakać. Nie był w stanie nawet stanąć. Trucizna zadziałała wyjątkowo szybko. Aż za szybko. Chłopak nie chciał nawet pytać, co go czeka.
Bo widząc brak reakcji ze strony Sartaela i prędko postępującą martwicę komórek, domyślał się tylko jednego.
- Czy Sartael nie powinien się tym zająć? - spytał, unosząc jedną brew.
- Chyba tak. - odparł, krzywiąc się jeszcze bardziej przez doskwierający mu ból. - Ale chyba postanowił się na nowo gdzieś zaszyć. Może to i dobrze. Przynajmniej będę miał spokój. - zaśmiał się gorzko.
- Nie denerwuj mnie, gówniarzu. - burknął rozwścieczony, unosząc Setha do góry za koszulkę, na co ten syknął z bólu. Wysunął nóż z kieszeni znajdującej się na nogawce, po czym przystawił jego ostrze do gardła chłopaka. - Jeśli nie reaguje na coś takiego, to z całą pewnością ocknie się, kiedy poderżnę ci gardło. Jestem pewien, że wtedy zareaguje. W końcu twoja śmierć będzie oznaczać jego koniec. - uśmiechnął się krzywo. - Co ty na to?
Isaac sięgnął po leżący nieopodal pistolet, starając się pozostać niezauważonym, gdyż pozostali dwaj członkowie Uroboros byli zwróceni tyłem do niego. Trzymając zimny przedmiot za plecami, nasunął palec wskazujący na spust. Był gotów za niego pociągnąć.
Ale wtedy stało się coś, co wmurowało wszystkich obecnych w ziemię.
A raczej prawie wszystkich.
Bo jeden z ich w ułamku sekundy przepadł.
~~~
Usłyszawszy czwarty wybuch, zmarszczył brwi. Zdawał sobie sprawę, że tamtym kierunku zmierzała grupa wampirów, za którą podążał. Z jednej strony ucieszył się, gdyż ich śmierć oznaczała bezpieczeństwo Setha.
W końcu krwiopijce ustaliły sobie nowy cel.
Zabić nastolatka, gdyż to ewidentnie przez niego to wszystko się wydarzyło. Gdyby go nie było, nic by się nie stało. Nadal mogliby żyć w spokoju, nie martwiąc się żadną organizacją.
Dlatego ci, co przetrwali wybuchy i natarcie Uroboros na dom, ruszyli w kierunku szatyna z zamiarem pozbycia się go.
Ale z drugiej strony, wybuch ten oznaczał obecność Uroboros. To były tylko domysły, ale... ci ludzie prawdopodobnie mieli teraz w swoich rękach Setha i Isaaca.
Opcji było mnóstwo, ale Noah nie miał teraz na nie czasu.
Gdy w domu, który jeszcze niedawno nie był ruiną, nie zastał Johna, wysunął jeden wniosek. Mężczyzna uciekł, najpewniej kierując się do swoich, by następnie udać się na poszukiwania Setha. W końcu po niego tutaj przyszli.
Ominął miejsce, które zajmował ogień. Mimo iż wampiry, których ciała tam się znajdowały, chciały zabić jego najlepszego przyjaciela, to w dalszym ciągu nie chciał patrzeć na coś tak makabrycznego, gdyż koniec końców spędził z nimi trochę czasu swojego życia.
Mimo wszystko nadal było w nim trochę człowieczeństwa.
Starał się zachować ciszę, kiedy jego zmysły zarejestrowały parę osób, znajdujących się nieopodal. Spokojnie przemierzał kolejne odległości, rejestrując wszystko, co mógł.
Wreszcie go zobaczył.
Stojąc między drzewami, obserwował, jak jego najlepszy przyjaciel upada na ziemię, zwijając się z bólu.
Wytrzeszczył oczy na ten widok.
Pierwsze zahamowanie gdzieś wyparowało.
Widząc stan jego nogi, mimowolnie zacisnął dłonie w pięści.
Co te potwory mu zrobiły.
Nie chciał tego robić, ale po prostu nie mógł się powstrzymać. O całości zaważył moment, kiedy John przystawił nóż do gardła Setha, wypowiadając w jego kierunku tak wiele okropnych słów.
Wtedy Noah stracił wszelkie zahamowania.
Nie przejmował się, że zniszczył to, nad czym pracował przez tak długi czas.
Teraz liczyło się dla niego coś innego.
~~~
Seth nie mógł patrzeć na ten wyraz twarzy Johna. Czuł, jak przewracają mu się wnętrzności. Emocje kłębiły się wewnątrz niego, a on nie mógł zrobić kompletnie nic, czym byłby w stanie sobie pomóc.
Był sam.
Ostrze noża napierało na jego gardło, przez co bał się oddychać, myśląc, iż jeśli tylko to zrobi, broń przetnie jego skórę, a John jedynie poruszy ręką, pogłębiając ranę.
Sartael się nie odzywał. To prawda, że wcześniej twierdził, iż życie Setha wiąże się z jego istnieniem, ale czy była gwarancja, że zareaguje w sytuacji tak wielkiego zagrożenia chłopaka?
Nie.
Nic nie było pewne.
- Odpowiadaj, jak do ciebie mówię! - mężczyzna podniósł głos, lekko przyciskając nóż do gardła chłopaka. Mimo iż nie był to jakiś silny ruch, w pewnym stopniu przeciął skórę chłopaka. Seth mimowolnie syknął pod nosem na uczucie pieczenia.
Lecz na tym się skończyło.
Seth powoli uchylił patrzałki, zaskoczony nagłym odsunięciem noża od jego gardła. To, co zobaczył, przerosło jego najśmielsze oczekiwania. W jednej chwili dopadło go mnóstwo emocji. Ulga. Radość. Bezpieczeństwo. Zmieszanie. Zdziwienie. Szok. Przerażenie.
Widząc, jak wcześniej wszyscy musieli się zmagać z Johnem, a i tak nie dawali sobie rady, nie mógł uwierzyć, kiedy zobaczył, jak Noah jednym, zwinnym ruchem pozbawił go głowy. Ciało mężczyzny bezwładnie opadło na ziemię, a szatyn znieruchomiał, cudem utrzymując się na jeden nodze, na którą przeniósł cały ciężar swojego ciała, i otworzył szeroko ślepia.
Blondwłosy wampir nie był sobą. Jego spojrzenie, wyraz twarzy, postawa... Wszystko było takie... pozbawione uczuć. 
Bez zawahania pozbył się pozostałej dwójki z Uroboros, robiąc z nimi dokładnie to samo, co chwilę wcześniej z Johnem. Nie musiał się nawet z nimi męczyć. Mężczyźni stali w szoku, nie dowierzając, iż ich towarzysz zginął w tak prosty sposób. Tym działaniem sami sobie wykopali grób. Niewielka ilość krwi prysnęła blondynowi na twarz, gdy skończył z ostatnim mężczyzną, co sprawiło, że wyglądał teraz jak zupełnie obcy człowiek.
Lecz mimo to Isaaca pozostawił w spokoju. Nawet na niego nie spojrzał.
Seth teraz to zrozumiał.
Jego przyjaciel był prawdziwym potworem.




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic