sobota, 15 kwietnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 56

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 56.
Autor: Chizu Chan.





Noah, nie czekając na reakcję żadnego z chłopaków, wparował do środka, od razu kierując się w miejsce, z którego dobiegł dźwięk wystrzału. Mijał grupy przerażonych wampirów, nie wiedzących, co się dzieje, a także pojedyncze jednostki Uroboros, z nienawiścią wypisaną na twarzy zmierzające w stronę krwiopijców. Blondyn jednak na nich nie reagował. Teraz miał w głowie jeden, konkretny cel. Chciał dopaść tego, przez kogo znaleźli się w tak paskudnej sytuacji.
Nie wahał się przed zadaniem śmiertelnego ciosu tym, którzy starali się stanąć mu na drodze. To, co o sobie mówił, było czystą prawdą. Nienawidził się, ale jednocześnie akceptował bycie potworem, potrafiącym zabijać bez wszelkich skrupułów.
W pewnym momencie poczuł draśnięcie na plecach, które zaowocowało wyjątkowo niemiłym pieczeniem, stopniowo przeradzającym się w coś o wiele gorszego. Szybko obrócił się w tył, posyłając mordercze spojrzenie temu, kto go tak urządził. Parę metrów dalej stał członek Uroboros, ubrany w czarne spodnie i długi płaszcz o tym samym odcieniu. Jego twarz zdobił pewny wyraz, jakby doskonale wiedział, iż znajduje się na zwycięskiej pozycji. Raz jeszcze zamachnął się dziwnie mieniącym się mieczem, robiąc krok w przód.
Noah był na tyle zdeterminowany, aby ochronić nie tylko siebie, ale również Setha, że nim przeciwnik zdążył się do niego zbliżył, złapał ostrze broni w dłoń, po czym wyrwał przedmiot z rąk mężczyzny. Nie odrzucił go jednak na bok, jak to robił wcześniej. Ujął rękojeść w dłoń, po czym sam się zamachnął, raniąc zszokowanego przeciwnika. Nie zabił go. Pozostawił jedynie spory, głęboki ślad na jego klatce piersiowej, mając świadomość, iż rana z czasem zacznie wyjątkowo mocno boleć, sprawiając, że mężczyzna będzie miał ochotę umrzeć. Wyrzucił miecz na odległość paru metrów, aby członek Uroboros nie miał do niego dostępu, po czym, nawet na niego nie spoglądając, na nowo zaczął podążać w kierunku, którym początkowo się przemieszczał.
Zrobił jedynie parę kroków, jak doszło do kolejnego, tym razem niewielkiego, wybuchu, a podłoga zaczęła na nowo drżeć. Eksplozja miała miejsce bardzo blisko tego domu. Blondyn zaczął podejrzewać, iż Uroboros w następnej kolejności wysadzą budynek. Musiał więc się pospieszyć.
Nie powiedział Sethowi, aby wraz z Isaaciem uciekali. A wiedział, że szatyn sam na to nie wpadnie, chcąc pomóc tutejszym w wybronieniu się. Jednak była jeszcze nadzieja. Isaac. Wampir liczył na mężczyznę. Oczekiwał od niego, iż zabierze on Setha daleko stąd, gdzie obaj będą bezpieczni.
Dlatego też odetchnął z ogromna ulgą, kiedy jego wampirze zmysły zarejestrowały dwie oddalające się osoby, podążające w stronę lasu, w kierunku przeciwnym do tego, z którego przybyli ci z Uroboros.
Teraz już miał wolną rękę. Mógł zająć się tym, co zamierzał od samego początku.
Skończyć z Johnem.
~~~
- Gdzie on poszedł? - spytał Seth, kiedy blondwłosy wampir wparował do środka bez słowa. - Powinniśmy stąd uciekać, a on się tam pcha! - zmarszczył brwi, panikując nieco. - Jest niepoważny! - zwrócił się do Isaaca. - Isaac, musimy go jak najszybciej tutaj ściągnąć i uciekać. Tutaj nie jest bezpiecznie. To nie są żadne żarty. - przełknął głośno ślinę, otwierając szerzej patrzałki. - Tak w ogóle... damy radę stąd uciec...?
Isaac zrozumiał, że to teraz w nim leżała odpowiedzialność. Doskonale wiedział, iż Seth był przerażony tym wszystkim, w związku z czym nie był w stanie trzeźwo myśleć, a co dopiero podejmować rozsądne decyzje.
Zdawał sobie sprawę, że jedynym, dobrym wyjściem była ucieczka, która pozwoliłaby im przetrwać. Musieli to zrobić teraz. W innym wypadku nie udałoby im się wymknąć, nie trafiając przy tym na przeszkodę.
Nie czekając na reakcję Setha, złapał go za rękę, po czym zaczął ciągnąć w stronę lasu, nieco odbiegając od części lasu, z której przybyli Uroboros. Pokierował się na tyły budynku, a następnie wszedł w głąb drzew, niemal od razu znikając w ich ciemnościach.
Oczywiście nie obeszło się bez oporów Setha, który przez cały czas mówił, że bez Noaha nigdzie się nie ruszy. Jednak kiedy zauważył, że Isaac nie popuści, zrezygnował z oporów i po prostu podążał w ciszy za mężczyzną.
Ta sytuacja coś mu przypominała. Kojarzyła mu się z ucieczka z siedziby Uroboros. Wtedy też to on był najbardziej zagrożony. Wówczas również prowadził go Isaac, pozwalając mu na potencjalnie bezpieczną ucieczkę.
Teraz także musiał uciekać. Zaczął się obawiać, że Uroboros już nigdy nie da mu spokoju i już zawsze będzie deptać mu po piętach. Nie chciał tego. Pragnął spokoju.
- Nie martw się o niego, Seth. - powiedział wreszcie Isaac, wyrywając nastolatka ze smętnych rozmyślań. - Widziałem to. Aura twojego przyjaciela była zielona. Nic mu nie grozi. A przynajmniej nie na tę chwilę.
Chłopak niepewnie rozdziawił buzię, chcąc o coś spytać, jednak nie potrafił ubrać w słowa swoich myśli. Lecz jedynie do czasu.
- Więc ta aura może się zmienić? - zapytał, lekko marszcząc brwi. Jego twarz wyrażała grymas. Niezadowolenie w czystej postaci. To było zrozumiałe. Raczej mało kto cieszyłby się z takiego obrotu spraw.
- Tak, w zależności od otoczenia i tym podobnych czynników. - kiwnął głową, na co Seth spiął ramiona. Oznaczało to, że Noah jednak mógł być w niebezpieczeństwie, a oni tak po prostu odchodzili. Szatyn nie chciał na nowo stracić swojego przyjaciela. - Ale bądźmy dobrej myśli. - dodał po chwili łagodnym tonem, który był do niego niepodobny. - Nie popadajmy w paranoję. Twój kolega nie jest słaby. Jest wampirem, za którego ręczył Vior. Nie masz o co się martwić.
Seth ułożył usta w linię, spuszczając łebek. Wreszcie nim kiwnął, zgadzając się ze słowami wyższego od siebie mężczyzny. Nie mógł zaprzeczyć, iż Isaac gadał z sensem i przede wszystkim logiką. To głównie dlatego tak łatwo zaufał słowom mężczyzny.  A tak przynajmniej podejrzewał.
Pokonując kolejne odległości, stopniowo zagłębiali się w dalsze zakamarki lasu, w którym panowała ciemność i cisza, co jakiś czas przerywana mocno stłumionymi dźwiękami. Zaczęli wchodzić pod górę, o czym dawały znać nogi, a raczej ich ciężej pracujące mięśnie. Mimo to żaden z nich nie narzekał. W spokoju przesuwali się do przodu, miarowo oddychając i jednocześnie stopniowo przyspieszając. Chcieli jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym miejscu.
Przez to wszystko Isaac wysunął pewne podejrzenie.
- Seth, czy to możliwe, że Sartael odebrał ci siłę? - spytał prosto z mostu, na do szatyn momentalnie znieruchomiał, wlepiając swe zdziwione ślepia w poważną twarz czarnowłosego. Ten, widząc reakcję nastolatka, sam sobie odpowiedział.
- Skąd to wiesz? - uniósł brwi. Było to aż tak po nim widać? Naprawdę był tak niezwykle przewidywalny, że za każdym razem ktoś wiedział, co starał się ukryć?
- Męczysz się. Wkładasz o wiele więcej siły i energii w to, co robisz. Przedtem tego nie robiłeś. A raczej nie musiałeś aż tak ciężko pracować. - zmrużył oczy. - Poprosiłeś wtedy o tymczasową siłę?
Chłopak z zawahaniem pokręcił głową, samemu nie będąc pewnym, jak to rzeczywiście było. Wydawało mu się, że Sartael nie wspominał nic o tymczasowym zastrzyku energii. Miał mu po prostu pomóc, obdarowując go siłą, dzięki której mógłby przestać czuć się zależny od innych. Dzięki niemu miał stać się samodzielny. A tymczasem gdzieś zniknął, przestając się kontaktować z chłopakiem w jakikolwiek sposób, dodatkowo odbierając mu to, co podarował, w zamian za jedno z uczuć, którym niby była bezsilność.
- Nie. Jestem niemal pewny, że nie. - przygryzł dolną wargę, zaciskając piąstki na materiale koszulki, lekko ją gniotąc. - Sam nie wiem, dlaczego to tak wygląda. - rzekł wyraźnie zmartwiony. Szczerze miał już dość tej całej szopki. Raz Sartael był dobry, innym razem zły. W pewnym momencie robił wszystko, aby mu zaszkodzić, by po następnie starać się to naprawić i pomóc nastolatkowi. I tak na zmianę. O co tak naprawdę chodziło demonowi? Był zły czy dobry?
Isaac zatrzymał się i odwrócił, spojrzenie kierując na spory dom, którego biel wyraźnie odbijała się na tle wyrazistego ognia, obejmującego tył posesji. Z tego miejsca było idealnie widać budynek. Seth przeniósł swoje niepewne patrzałki na to miejsce, w głowie zapamiętując każdy szczegół.
Już mieli ruszać na nowo, jak doszło do kolejnego wybuchu, tym razem o wiele bardziej wyrazistego, w porównaniu do tych poprzednich. Cały pałac zniknął za ogromną ilością dymu, który miarowo zanikał, ukazując przed oczami Isaaca i Setha zawalający się budynek. Ogromne fragmenty ścian i dachu spadały na ziemię, a Seth po prostu się temu wszystkiemu przypatrywał bez wyrazu. Wreszcie upadł na kolana i zaczął kręcić głową z niedowierzania. Otworzył oczy szeroko, po czym przemówił łamiącym się głosem.
- To niemożliwe. - opuścił bezwładnie ramiona wzdłuż ciała. Isaac także nie okazywał zdumienia. Nie wierzył, że Uroboros mogło zrobić coś tak okropnego, skazując mnóstwo istnień na bezsensowną śmierć. Nigdy nie postępowali aż tak paskudnie. Brunet zaczął szczerze brzydzić się tą organizacją. - N-niemożliwe... - powtórzył jeszcze bardziej zdruzgotanym tonem. - Noah... on... on tam... - wydukał, wskazując drżącą dłonią na ruiny domu, w którym do tej pory żyli.
Isaac podszedł do nastolatka i już miał podjąć się czegoś, co pozwoliłoby załagodzić nieco tę sytuację. Chciał powiedzieć coś, co przywróciłoby szatynowi nadzieję. Sam wierzył, iż blondyn był sam, jednak wiedział, że zwykłe słowa nie zadziałałyby tak po prostu na chłopaka. Był on teraz w zbyt dużym szoku, aby cokolwiek było w stanie do niego dotrzeć.
Nim jednak Isaac zdążył spróbować czegokolwiek, odezwała się jego umiejętność. W jednej chwil poczuł się, jakby coś trzymało go za gardło.
Doskonale to widział. Aura wokół chłopaka, która dotąd była idealnie zielona, stopniowo zmieniała swoją barwę w ciemniejszy odcień żółci, aż finalnie zatrzymała się na krwistej czerwieni.
Na kolorze, który zwiastował śmierć.


przypominam o moim koncie na Wattpadzie @Sraleki
tam rozdziały pojawiają się o wieele szybciej, staram się dodawać przynajmniej jeden dziennie
no i obecnie jest tam już 64 rozdział DB, także niecierpliwi mogą skorzystać
niestety nie zawsze mam dostęp do laptopa, wiec dodawanie na bloggera jest małym problemem.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic