sobota, 15 kwietnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 55

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 55.
Autor: Chizu Chan.





Seth dopiero po dwóch dniach dowiedział się, iż prócz Viora i Kate, do Rzymu udała się również Susan. Chłopak był początkowo zezłoszczony tą informacją, ale to tylko dlatego, że kompletnie nic o tym nie wiedział. Ponownie czuł się spychany na bok.
W tym krótkim czasie wyjechała również Jane wraz z Andy'm. Oboje wrócili do Mysterious Rises, przekonani, iż nic im tam nie grozi. Nikt nie sprzeciwiał się ich decyzji. Jedynie Seth miał pewne zastrzeżenia co do tego pomysłu, które zostawił dla siebie, pozwalając tym samym ciotce i wujkowi na spokojny powrót do normalnego życia. 
Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, iż Sartael nie odezwał się do Setha ani razu od momentu, kiedy we dwójkę rozmawiali na dachu, tuż po tym, jak Susan skierowała parę niemiłych słów w stronę nastolatka. Szatyn wówczas stwierdził, iż nie ma nic do stracenia, dlatego bez obaw prowadził rozmowę z demonem. W pewnym momencie ją przerwał, spychając głos cienia gdzieś daleko, gdyż uznał to za konieczne. Podejrzewał, że ten czyn mógł być głównym powodem tego braku odzewu ze strony Sartaela.
Mimo wszystko nie narzekał. Uznał to za wygodną rzecz. 
Trapiło go coś jeszcze. Miał wrażenie, jakby z każdą chwilą tracił na siłach. Jakby to, co podarował mu demon, zanikało, na nowo robiąc z niego normalnego, słabego człowieka.
Jednak to nie wszystko. Tego dnia od rana towarzyszyła mu dziwna obawa. Nie wiedział, jak to opisać. Po prostu to czuł. Dziwne, niepokojące uczucie, mówiące, iż niedługo wydarzy się coś złego.
- Nie bardzo rozumiem. - powiedział Noah, przepisując jakieś dokumenty z laptopa Viora. Obaj chłopcy znajdowali się w gabinecie najstarszego wampira. Blondyn przesiadywał tam, ponieważ miał swoje zadania i obowiązki, czego już nie można było przypisać Sethowi. Szatyn przyszedł do przyjaciela tylko dlatego, bo chciał podzielić się z nim swoimi nowymi podejrzeniami. - Mówisz, że masz złe przeczucia? - uniósł spojrzenie znad kartek, skupiając się na stojącym przed biurkiem nastolatku.
- Nie wiem, jak to określić. - wzruszył ramionami. Brakowało mu słów, które pomogłyby mu określić myśli błądzące po jego głowie. - Odkąd tylko wstałem, towarzyszy mi dziwna obawa.
Noah ułożył usta w linię, powoli spuszczając wzrok. Na nowo spojrzał na znajdujące się przed nim papiery, po czym cicho westchnął.
- Myślę, że to poniekąd słowa Viora zadziałały w ten sposób na twoją wyobraźnię. - stwierdził, na co Seth lekko zmarszczył brwi. Już miał coś powiedzieć, lecz zanim zdążył to zrobić, wampir dodał: - Ale sam odnoszę podobne wrażenie. Coś mi nie pasuje w tym wszystkim. - zaczął stukać końcem długopisu o biurko, na czym skupił się szatyn. Przez chwilę w pomieszczeniu słychać było jedynie ten stukot. - Jakby to ująć... jest... - zmrużył oczy, przerywając czynność, na której Seth skupił całą swoją uwagę. Długopis pozostał w górze. - Jest zbyt spokojnie.
Seth skinął głową na znak zrozumienia. Tym razem zgadzali się ze sobą.
Noah zebrał wszystkie dokumenty do teczki, finalnie odkładając ją do szuflady. Po tym podniósł tyłek z siedzenia i wyprostował kręgosłup, wyciągając się w górę. Spokojnym ruchem poprawił swoje ubranie, by następnie podejść do okna i przez nie wyjrzeć.
Nie wiedział, jak powinien zinterpretować swoje myśli. Seth podobnie. Żaden z nich nie miał pomysłu na to, jak się zachować.
Postanowili nie robić z tego szumu. Uznali, że lepiej będzie zignorować te przeczucia i zająć się ważniejszymi sprawami. Noah powrócił do tego, co robił od rana, Seth natomiast udał się do siebie i wziął do ręki szkicownik, w którym zaczął coś bazgrać. Przedtem tego nie dostrzegał, gdyż nigdy na poważnie nie brał się za rysowanie, jednak teraz, kiedy z nudów nie miał co robić i bawił się w malarza, zauważył, że jest w tym naprawdę dobry.
Zwinnie kreślił kształty, tworząc coraz to bardziej szczegółowe przestawienie obrazów z własnych myśli, finalnie cieniując całość, co jedynie polepszyło efekt. Z nieudawanym zdumieniem spoglądał na swój rysunek, zastanawiając się, dlaczego nigdy przedtem nie próbował zrobić niczego w tym kierunku.
Zamknąwszy szkicownik, odłożył go na łóżko i przykrył poduszką, aby nikt go nie zobaczył. Nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie wszedłby do jego pokoju. Nie chciał, aby ktokolwiek oglądał jego rysunki. Niektóre z nich przedstawiały dziwne rzeczy i sytuacje, których sam Seth momentami nie potrafił zinterpretować. Po prostu rysował to, co miał w głowie, lecz kiedy kończył i spoglądał na swoje dzieło, nie wiedział, co przedstawiały ilustracje na nim zawarte i dlaczego wywoływały w nim tak wiele sprzecznych uczuć.
Stanął na równe nogi i przeszedł się wzdłuż pokoju, zmierzając w stronę drzwi prowadzących na korytarz. Ledwo zdążył opuścić pomieszczenie, jak przed oczami przemknął mu jeden z wampirów, w ostatniej chwili posyłający chłopakowi wrogie spojrzenie. Zupełnie, jakby miał mu coś za złe. Zdziwiony Seth zamknął za sobą drzwi i podążył śladami zdenerwowanego krwiopijca.
Zbliżając się w stronę grona podburzonych wampirów, zaczął wyłapywać poniektóre słowa z ich żywej rozmowy. Początkowo nic z tego nie rozumiał, jednak w momencie, kiedy do jego uszu dotarła paskudna nazwa organizacji odpowiadającej za śmierć jego przyjaciela, całość stała się jasna.
Niepewnie spoglądając na grupę nieśmiertelnych, wśród nich wyłapał jednego, którego przedtem nie widział. Mężczyzna trzymał się z boku, jedynie słuchając i co chwilę przytakując kiwnięciami głowy. Ta sprawa wydała się szatynowi dziwna, lecz nie miał co się nad nią zastanawiać, gdyż w obecnej chwili działy się o wiele ważniejsze rzeczy.
Wreszcie usłyszał, iż kilkunastoosobowa grupa uda się na zwiady w kierunku, który wskazał cichy wampir, aby sprawdzić, czy rzeczywiście gdzieś w pobliżu czają się członkowie Uroboros. Nie zgłaszając niczego osobie odpowiadającej za sprawy organizacyjne, jak i bardziej formalne, czyli Noahowi, po prostu wyszli.
Wampir, który do tej pory siedział cicho, na moment uśmiechnął się w dziwny sposób, czego niestety Seth nie zdołał dostrzec. W następnej kolejności pokierował się w tylko sobie znanym kierunku, zostawiając szatyna samego na korytarzu.
Szatyn pomyślał, że wypadałoby poinformować Noaha o całym zdarzeniu, bo w końcu to on zastępował Viora, gdy tego tutaj nie było. Zmierzając w stronę gabinetu, gdzie powinien przesiadywać blondyn, pożałował, że nie wziął na poważnie swoich podejrzeń. Gdyby zrobił to od razu, mogliby uniknąć niepotrzebnych problemów, które obecnie miały miejsce.
Na wyższym piętrze panował lekki chaos. Seth domyślił się, że Noah dowiedział się o wszystkim, wnioskując po jego wyrazie twarzy, który do najłagodniejszych nie należał. Gdy blondyn zauważył przyjaciela, podszedł do niego, łagodniejąc.
- Wiesz może, co tu się wyprawia? - spytał, zakładając ręce na torsie. Lekko zmarszczył brwi, po czym dodał: - Nie mogę w spokoju pracować, bo co chwilę słyszę jakieś hałasy. Jeszcze na dodatek większa grupa gdzieś sobie poszła, nic o tym nie mówiąc.
Seth na moment zaniemówił, zastanawiając się, czy się przesłyszał, czy może Noah naprawdę był taki zrzędliwy.
- Rany, narzekasz, jak stara baba. - wypalił po chwili, czego od razu pożałował, widząc złość malującą się na twarzy jasnowłosego.
- Bo jestem naprawdę zajęty. - momentalnie złagodniał, wzdychając. - Ale nieważne. To jak, o co w tym wszystkim chodzi? Wiesz coś?
W czasie, kiedy Seth zajął się wyjaśnianiem całej tej sytuacji ze zbliżającymi się członkami Uroboros i zmierzającymi w ich stronę wampirami, na piętrze pojawił się Isaac, wyraźnie nie rozumiejący tego zamieszania. Gdy dostrzegł na drugim końcu korytarza dwie znajome twarze, pokierował się w ich kierunku, w międzyczasie wymijając pojedyncze, aż nazbyt ruchliwe osobniki.
- Może mi któryś z was powiedzieć, co tutaj się wyprawia? - spytał wyraźnie zirytowany, kiedy wreszcie znalazł się przed Sethem i Noahem. W jego kierunku momentalnie zwróciły się dwie pary oczu, wyraźnie sztyletujące go spojrzeniem. Coś takiego jednak nie działało na bruneta.
- To Uroboros. - powiedział szatyn dość ogólnie, na co czarnowłosy spoważniał, chwilę później przenosząc spojrzenie na podłogę.
- Wiedziałem, że to zły pomysł, abyśmy tutaj zostali. - rzekł cicho, co zdziwiło nie tylko Setha, ale też Noaha.
- Daj spokój. - wtrącił blondyn, układając usta w linię. - Ująłeś to w taki sposób, jakbyś uważał, że to tylko twoja wina. A przecież nie jesteś jedyną osobą, której pożądają. - skinął głową na stojącego obok nastolatka, wyraźnie przypatrującego się Isaacowi. - To on jest ich głównym celem.
- I też nie mamy pewności, że oni naprawdę tutaj idą. Równie dobrze mógł to być fałszywy alarm. Wiesz, wampir, który o tym powiedział, wydawał mi się dość... dziwny... - oznajmił niepewnie, marszcząc brwi.
Noah posłał przyjacielowi pytające spojrzenie.
- Moment, jaki wampir? - zapytał z obawą, iż zaraz usłyszy coś, czego naprawdę nie chciałby usłyszeć. - I skąd on miałby o tym wiedzieć?
- Szczerze to nie wiem, usłyszałem jedynie, że kręcił się po okolicy i wyczuł wroga... - odpowiedział z zawahaniem, bojąc się, że gdy tylko powie coś źle, blondyn wybuchnie.
Jasnowłosy zamilkł na moment, analizując w głowie kilka ważnych kwestii. Kiedy wreszcie wszystko przekalkulował, schował twarz w dłonie i pokręcił głową.
- Nikt z naszych nie opuszczał tego budynku aż do teraz. - odsłonił wyraźnie zmartwioną buzię. - To niemożliwe, aby informatorem był ktokolwiek z nas.
Seth rozdziawił buzię, zdając sobie sprawę, iż kolejne jego przypuszczenie okazało się słuszne. Wampir, którego bez powodu o coś podejrzewał, najwyraźniej nie należał do tutejszych.
To z całą pewnością była pułapka.
- John. - wypalił nagle Noah, przełykając głośno ślinę.
Isaac i Seth wymienili między sobą poważne spojrzenia, w pełni zdając sobie sprawę z tego, w jak kiepskiej sytuacji się znajdowali.
- Muszę jak najszybciej zejść do lochów, skoro tak to wygląda. - nerwowo przygryzł dolną wargę. - Jeśli Uroboros dostanie się tutaj, wszyscy będziemy mieć niemały problem.
- Pójdziemy z tobą. - powiedział Seth za siebie i bruneta, gdyż czystą głupotą byłoby, gdyby po prostu tutaj zostali, kiedy wiadomym było, iż to właśnie oni obaj są głównymi celami tej organizacji.
Noah przez chwilę spoglądał z widocznym zawahaniem na przyjaciela w ciszy. Kiedy miał już udzielić odpowiedzi, przeżył niemały szok.
To była dosłownie chwila.
Coś, czego kompletnie nikt się nie spodziewał.
W całej okolicy rozległ się niezwykle głośny huk, spowodowany wybuchem w pobliskim miejscu, któremu dodatkowo towarzyszyły odczuwalne wibracje na podłodze i ścianach.
Seth, w większości przez szok wywołany niespodziewanym hałasem, stracił równowagę, lecz nim zdążył upaść na podłogę, został podtrzymany przez Isaaca, który na całe szczęście miał dobry refleks. Wszyscy wymienili między sobą mocno zdziwione spojrzenia.
Cała trójka zastanawiała się, czy wydarzenie sprzed chwili naprawdę miało miejsce. Czy w pobliskim miejscu w lesie rzeczywiście doszło do sporego wybuchu, w którym najprawdopodobniej zginęły wszystkie wampiry, które niedawno tam się udały.
Nie mówiąc nawet słowa, jednocześnie ruszyli we wspólnym kierunku, błyskawicznie kierując się w stronę schodów. Sprawnie zbiegli po stopniach i już po chwili znajdowali się na świeżym powietrzu, niedowierzając własnym oczom.
Ogień wyraźnie kontrastował z wieczornym niebem, niszcząc wszystko wokół. Ciemny dym unosił się wysoko, jeszcze bardziej uświadamiając chłopaków, iż to wszystko naprawdę się wydarzyło.
Noah zacisnął dłonie w pięści, nabierając sporo powietrza do płuc. Seth nie miał najmniejszego pojęcia, co zrobić. Bał się. Oni się zbliżali. Szli tu po niego, jak zresztą obiecali.
Kiedy wewnątrz ogromnego domu rozległ się dźwięk wystrzału, nawet nie trzeba było się zastanawiać, kto był za to odpowiedzialny. Nie dość, że zwabili ich sporą część do lasu i tam pozbawili ich życia, to jeszcze wdarli się do środka niezauważeni, uwalniając jednego z wyjątkowo upierdliwych członków.
Pozornie była to sytuacja bez wyjścia.
Z góry było wiadome, kto wygrał.
Lecz nie zapowiadało się na to, aby chłopaki planowali się poddać.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic