sobota, 15 kwietnia 2017

"Desirable blood" - Rozdział 53

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 53.
Autor: Chizu Chan.







Wparował do pokoju Isaaca, nawet nie racząc się wcześniejszym zapukaniem w drzwi, co akurat ani trochę nie zdziwiło bruneta. Podszedł do ściany, na której wisiał interesujący go obraz. Chwila przypatrywania się rysunkowi przyniosła zamierzone skutki. Tak, jak Seth podejrzewał, to miejsce było aż nazbyt podobne do polany z jego snów.
Coś definitywnie było na rzeczy.
- Ostatnio też oglądałeś ten obraz. - rzekł Isaac, odkładając książkę na stolik. Następnie podniósł tyłek z fotela i podszedł do nastolatka, spojrzenie kierując na ilustrację przestawiającą łysą łąkę, na której znajdowała się mała, drewniana chata. - Aż tak ci się podoba? Według mnie to nic specjalnego. - wzruszył ramionami.
Szatyn zaczął podgryzać kciuka, co było wynikiem nerwów, wywołanych natłokiem mnóstwa myśli.
- Nie w tym rzecz. - pokręcił głową, nieco zwężając powieki. - To miejsce. - skinął głową na obraz, który był skupiskiem obu par oczu chłopaków. - I polana z moich snów, na której zawsze spotykałem się z Sartaelem, to tak naprawdę jedno i to samo miejsce.
Isaac uniósł brwi, nie ukrywając zdziwienia. Niepewnie spoglądał to na pewnego swoich słów Setha, to na wiszący na ścianie obraz, aż wreszcie nie westchnął, oddalając się w stronę łóżka. Usiadł na jego krawędzi, zakładając nogę na nogę, po czym rzekł:
- Nie będę podważać twoich słów, bo nie mam ku temu najmniejszego powodu. - przechylił głowę na bok. - Ale co w związku z tym? Sprawdzasz to w pewnym, konkretnym celu, czyż nie?
- Tak. - potwierdził skinięciem głowy, po czym przeszedł się wzdłuż pokoju, zatrzymując się przed fotelem, na którym przedtem siedział Isaac. Bez chwili wahania usadowił się w nim wygodnie, splatając ze sobą palce obu dłoni. Nieznacznie odchylił głowę do tyłu, cicho wzdychając. - Mam nieodparte wrażenie, iż to nie przypadek, że Sartael spotyka się ze mną dokładnie w tym miejscu.
- Skąd to przypuszczenie? - spytał, unosząc jedną brew. Naprawdę był ciekaw, na co Seth wpadł tym razem. Mimo że jego słowa brzmiały trochę niewiarygodnie i szalenie, było w nich coś prawdziwego, co przekonywało mężczyznę, iż całość może mieć jakiś głębszy sens.
Seth podrapał się po policzku, łagodnie ściągając brwi. Zastanawiał się, jak przekazać mężczyźnie swoje myśli, nie wychodząc przy tym na skończonego szaleńca. Nie wiedzieć czemu, dręczyła go obawa, iż znów nikt nie weźmie go na poważnie, twierdząc, że to kolejny z jego bezsensownych pomysłów.
Ale to nie były żadne głupie pobudki. Nie tym razem.
- To miejsce musi istnieć. - wypalił nagle, po czym na nowo ucichł, nie mogąc dojść do ładu we własnej głowie. - Czuję, że odnalezienie go może nam wyjść na dobre. - nerwowo przełknął ślinę, poprawiając się na fotelu. - Chociaż nie mam najmniejszego pomysłu, gdzie znajduje się ta polana. - przygryzł dolną wargę, spuszczając wzrok.
No cóż, bez tej informacji nie było mowy o jakimkolwiek szukaniu. Bo skąd mieliby wiedzieć, gdzie się udać, skoro nie znaliby współrzędnych tego miejsca? Byliby w kropce.
Najpierw musieli się dowiedzieć, co to za łąka i gdzie mniej więcej się znajduje, jeśli na poważnie brali pomysł odszukania jej.
Seth po chwili opuścił pokój Isaaca, udając się w stronę gabinetu Viora. Liczył, że wampir tam będzie. Nastolatek postanowił odłożyć swoje fochy na bok i czym prędzej powiadomić pozostałych o tym podejrzeniu względem obrazu. Być może sam Vior będzie wiedział, co to za miejsce, kto wie. Nie pozna prawdy, póki nie sprawdzi.
Lecz wewnątrz pomieszczenia nikogo nie zastał. Stał na środku gabinetu, rozglądając się wokół siebie, jakby chciał coś znaleźć. Wreszcie podszedł do przestronnego okna, z którego było idealnie widać las, za którym powoli zaczynało chować się słońce, rzucając na niebo i okolicę pomarańczową poświatę. Widok niby tak bardzo powszechny, nie będący niczym specjalnym, a jednak za każdym razem przywoływał do myśli słowa typu: pięknie czy wspaniale.
Tak się zapatrzył na niebo, że początkowo nie spostrzegł, jak do gabinetu wszedł ktoś jeszcze. Dlatego nieco się przeraził, kiedy obrócił się w tył i niemalże zetknął się z twarzą blondwłosego wampira. Ten jednak nie zareagował jakoś szczególnie. Spokojnie cofnął się, wzrok kierując na okno, przez które z taką pasją spoglądał Seth.
Szatyn chciał coś powiedzieć. Coś, co pozwoliłoby mu na rozluźnienie tej niezręcznej atmosfery. Miał już dość tej ich kłótni. Nie chciał być w takich stosunkach z Noahem. Nie rozumiał tego, ale ich chwilowa separacja, spowodowana wyjściem na jaw tamtego kłamstwa, dobijała go, sprawiając, że momentami nie potrafił myśleć o niczym innym, jak o przyjacielu i ich ostatniej rozmowie, która nie należała do najprzyjemniejszych.
Zdawał sobie sprawę, że Noah również nie był obojętny w tej kwestii, mimo że starał się na takiego wyjść. Ta rozłąka nie służyła żadnemu z nich. Obaj byli w pewnym stopniu od siebie uzależnieni, co zaczęło wychodzić na jaw po ich ponownym spotkaniu, które nastąpiło nie tak dawno.
Blondyn już miał się odwrócić i wyjść z gabinetu, jak Seth zdecydował się na interwencję.
- Zaczekaj. - powiedział niepewnie, układając usta w linię. Noah zatrzymał się w miejscu, po chwili zwracając swe obojętne spojrzenie ku twarzy Setha. Szatyn wahał się przez chwilę, lecz wreszcie wydusił z siebie to, co zamierzał powiedzieć od początku. - Musimy to kontynuować?
- Sam to zacząłeś. - odparł, beznamiętnym tonem, całkiem odwracając się w stronę brązowowłosego.
- Czego żałuję. - wyznał szczerze, spuszczając wzrok. Zaczął błądzić oczami po podłodze, nie mogąc się skupić na jednej rzeczy. - Jakoś nie potrafię się na ciebie długo złościć, a mam ku temu powód. Zastanawiam się, dlaczego tak jest. - zaśmiał się nerwowo.
- Chyba mam tak samo. - lekko się uśmiechnął, mrużąc przy tym niebieskie oczka, które przez dłuższy czas sprawiały wrażenie niebywale chłodnych. - I raczej również nie wiem, czemu.
Seth odetchnął z ulgą, po czym przetarł senne ślepia. Cieszył się, że obeszło się bez zbędnych nieporozumień, których się spodziewał. Ale na całe szczęście do niczego takiego nie doszło. Chłopak automatycznie podniósł się na duchu, mając tę świadomość, iż chwilowa wojna z jego przyjacielem wreszcie dobiegła końca.
- Wiesz, Sethie... - zaczął niepewnie, patrząc na twarz chłopaka. - Stałem wtedy przy drzwiach, więc logiczne, że słyszałem całą rozmowę. - nawiązał do nie najciekawszej chwili, kiedy to Susan wybuchnęła gniewem, wygarniając Sethowi jedną z najgorszych rzeczy, jaką mogła mu powiedzieć. Szatyn momentalnie posmutniał na myśl o byłej przyjaciółce. Byłej, bo nie wiedział, czy po tej rozmowie mógł nadal ją za nią uważać. Nie, kiedy myślała w o nim taki sposób. - I wydaje mi się, że Susan powiedziała to wszystko pod wpływem emocji. Nie wiem, czy będziesz w stanie to zrozumieć, gdyż nie przechodziłeś przez to, co ja czy Susan, ale wierz mi, w trakcie przemiany i chwilach tuż po jej nastąpieniu, naprawdę ciężko jest zapanować nad emocjami, które swoją drogą niezwykle się nasilają. Susan była przerażona i zagubiona, co najprawdopodobniej było głównym powodem jej wybuchu. I żeby nie było. - uniósł dłonie w geście kapitulacji mniej więcej na wysokość klatki piersiowej, przechylając głowę na bok. - Nie bronię jej ani nic. Nie uważam, aby jej słowa były czymś dobrym, bo nie były, aczkolwiek jestem w stanie postawić się na jej miejscu. Stąd moja opinia. Po prostu... - zamilkł na moment, opuszczając ręce wzdłuż ciała. - Szczerze ze sobą porozmawiajcie, kiedy Susan trochę ochłonie i się przyzwyczai do swojej nowej... codzienności.
Seth przełknął ślinę, dokładnie analizując i przetwarzając słowa Noaha w głowie. Blondyn mógł mieć rację. Szatyn rzeczywiście nie wiedział, jak to jest przechodzić przez tę przemianę, jednak widząc, jak reagowała Susan zaraz po przebudzeniu, mógł się jedynie domyślać, że było to naprawdę paskudne uczucie. Może faktycznie powinien zaczekać na lepszy moment i porozmawiać z dziewczyną?
- Zastanów się na tym. Szkoda byłoby skończyć tę znajomość, zważywszy na fakt, iż ciężko teraz o zaufane osoby, a Susan ewidentnie jest kimś, kto stoi po swojej stronie. - splótł ze sobą dłonie za plecami, rozluźniając ramiona. - Ona... jest po prostu zagubiona. Jest, to znaczy była, zwykłą dziewczyną. Straciła przyjaciela, którego znała od zawsze, a następnie sama doznała uczucia śmierci, po czym odżyła jako krwiożercza bestia. - uśmiechnął się krzywo. - Wierz mi, to nic przyjemnego.
Seth pokiwał głową na znak zrozumienia, by następnie podejść do przyjaciela i przyjrzeć się z bliska jego twarzy. Kiedy starszy opowiadał o rzeczach związanych z wampiryzmem i przemianą, sprawiał wrażenie niezwykle przybitego, jak i zranionego.
- Powiedz mi...- zaczął Seth łagodnym tonem, nie odrywając oczu od bladej twarzy Noaha. - Czy... przez to, kim się stałeś, zacząłeś się nienawidzić?
Blondyn niekontrolowanie uniósł brwi, lekko rozdziawiając buzię.
- Skąd to pytanie? - spytał bez jakiegokolwiek zacięcia czy zadrżenia w głosie. Uważnie badał wzrokiem poważną twarz przyjaciela, zastanawiając się, co chodziło po jego głowie. Dlaczego tak nagle spytał o coś takiego i na dodatek skąd wziął taki pomysł. Jasnowłosemu wydawało się, że raczej dobrze krył się ze swoimi uczuciami, więc jak Seth mógł na to wpaść? Mylił się i jednak był przewidywalny, czy może po prostu szatyn znał go na tyle dobrze, że widział, kiedy kłamał, a kiedy mówił prawdę?
- Bo nieważne, ilekroć wspominasz o wampiryzmie, zawsze wyglądasz na takiego... przybitego, pełnego bólu. - przygryzł mocno dolną wargę, w wyniku czego po chwili jej barwa nieco przyciemniała, tworząc jeszcze większy kontrast z bladą twarzą chłopaka. - Bądź ze mną szczery, Noah. - rzekł pewnie, przełykając ślinę. - Jak jest naprawdę? Jak się czujesz z tym wszystkim? Nie widzieliśmy się tyle lat... to jasne, że między nami powstała ogromna ściana, której sam nie dam rady zburzyć. Musisz mi w tym pomóc. - wziął większy wdech, przymykając oczy. - Chcę wiedzieć, co czujesz. Co myślisz, w jaki sposób to robisz. Chcę... chcę cię na nowo poznać. - ponownie otworzył patrzałki, od razu nawiązując kontakt wzrokowy z przyjacielem.
Był to tylko moment, ale mimo to Seth zdołał wyłapać w oczach Noaha nutkę strachu. Wampir nieświadomie cofnął się, mocno zaciskając usta. Nie tak chciał zareagować. Nie chciał pokazywać swej nieporadności przed Sethem. Nie przed nim.
A mimo to widząc jego pewne spojrzenie, jedyne, co był w stanie zrobić, to się spiąć i wszystko zniszczyć.
Przed oczami mignęły mu urywki z dawnych lat, kiedy to we dwójkę spędzali wspólnie czas. Tym wspomnieniom towarzyszyła przede wszystkim radość, która wówczas wręcz wypełniała blondyna. Jak to się stało, że tak skończyli?
On, stając się żądnym krwi wampirem, muszącym się chować po kątach oraz nie mogącym pokazać się przed swoim przyjacielem, aby uświadomić go, że jednak żyje i ma się dobrze. Seth, na siłę wyrzucając złe wspomnienia z głowy, starając się zmienić i jakoś dostosować do społeczeństwa.
Dlaczego musiało do tego dojść?
- Oczywiście, że się nienawidzę. - oznajmił zmarnowanym głosem, opierając się plecami o ścianę. Zaraz po tym schował twarz w dłoniach, lekko się garbiąc. - Nie znoszę w sobie wszystkiego. Tych wyostrzonych emocji, które nieraz doprowadzają mnie do szału. Tej chęci wiecznego spożywania krwi. Uczucia głodu, którego nie jest w stanie nic zbić, jak tylko dawka tej paskudnej, czerwonej cieczy. Uczucia płonięcia w gardle, kiedy przez dłuższy czas się na nikim nie żywię. Chęci zabicia siebie i wszystkich, gdy dopada mnie atak szału, wywołany głodówką. Kiedy ktoś pobliżu się zatnie bądź zrani, a ja, czując ten szczególny, charakterystyczny zapach, mam chęć rzucić się na tę osobę i wyssać ją do ostatniej kropli krwi. - zacisnął dłonie w pięści. - Tego, że przez ponad sześć lat, nie mając żadnego wyjścia, musiałem się chować, przez co ty myślałeś, że nie żyję. Przez to przekleństwo musiałem ukrywać swoją obecność przed najlepszym przyjacielem i jednocześnie najważniejszą dla mnie osobą. Zostawiłem wszystko i wszystkich bez słowa. Poczucie winy powoli mnie zabijało, nie pozwalając mi kompletnie na nic. - zmrużył oczy, nabierając głośno powietrze przez nozdrza. - A wiesz, przez co nienawidzę się najbardziej? - spytał, lecz nie zaczekał na odpowiedź, gdyż doskonale wiedział, iż Seth mu jej nie udzieli, woląc poczekać na resztę wyznań przyjaciela. - Przez to, że nieważne jak bardzo początkowo tego nienawidziłem, z czasem wszystko zaakceptowałem. - spuścił wzrok, czując gotujący się w nim gniew. - Stałem się tym, kogo nienawidziłem. Jestem dokładnie tym samym, akceptującym siebie potworem, przez którego zginąłem. - uśmiechnął się krzywo. - Co za paradoks. - pokręcił głową, nie zdejmując z twarzy uśmiechu. - Czy to nie zabawne? Nienawidzę siebie, ale jednocześnie się akceptuję, przez co zaczynam się nienawidzić jeszcze bardziej, mając tę świadomość, iż zaakceptowałem bycie wampirem. - spojrzał na Setha swym wzrokiem pozbawionym uczuć i wtedy coś w nim drgnęło. Coś, czego nie czuł od bardzo dawna, myśląc, iż już nigdy nie odczuje poczucia winy. Nie widząc czemu, kiedy tak spoglądał na wyraźnie zranionego jego słowami Setha, miał chęć się uderzyć za to, co powiedział, mimo że z jego ust nie wydobyła się żadna obelga skierowana w stronę szatyna. Co to było za chore, mocno zbijające go z tropu uczucie?
Seth rozchylił lekko wargi, nie będąc w stanie wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Spodziewał się bolesnego wyznania, ale w takiej formie. Nie przypuszczał, że Noah cierpiał aż tak bardzo. Teraz, kiedy już to wiedział, chciał w jakiś sposób pomóc przyjacielowi, jednak był pewien problem. Miał świadomość, iż to niemożliwe. Tutaj nie pomogłaby gra miłych słów czy pokrzepiające poklepanie po plecach. Sprawa była o wiele bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać, w związku z czym nie było nawet najmniejszej możliwości, aby rozwiązanie jej przyszło im z taką łatwością.
Nic nie mówiąc, wyciągnął przed siebie ręce, po chwili oplatając je wokół pasa przyjaciela. Wygodnie ułożył głowę na jego torsie, zamykając oczy.
To oczywiste, że Noah nie radził sobie z tym wszystkim. Miał tylko osiemnaście lat, a kiedy umarł, był dwunastolatkiem. Niby jak miałby wszystko przyjąć z dojrzałością, nie obawiając się kompletnie niczego? To było niemożliwe. Umysł by mu na to nie pozwolił.
Zacieśnił uścisk, wypuszczając powietrze nosem.
- Przepraszam, że zmusiłem cię do powiedzenia tego. Nie miałem pojęcia... - rzekł cicho, po czym odsunął się na przyjaciela i spojrzał na jego smutną twarz. Blondyn już nawet nie próbował tego ukrywać. Teraz, kiedy wszystkie jego uczucia wyszły na jaw, nie było sensu w ukrywaniu emocji, które mu towarzyszyły.
- A niby skąd miałbyś wiedzieć? - odpowiedział pytaniem, wymijając szatyna bez słowa. - Nikomu o tym nie mówiłem. Trzymałem wszystko wewnątrz siebie, sądząc, iż wreszcie wszystkie te uczucia mnie opuszczą. Ale nic bardziej mylnego. One się jedynie nasilały, gdyż nie potrafiłem się z nimi uporać. - wzruszył ramionami. - Teraz oczywiście jest inaczej. Nie zadręczam się każdą drobnostką. Potrafię sobie z tym poradzić. - podszedł do okna, skupiając spojrzenie na coraz szybciej ciemniejącym niebie. - Ale mimo wszystko pewne uczucia nadal we mnie pozostały. To nienawiść, z którą nic nie mogę zrobić, jak po prostu żyć.
Seth spuścił wzrok. Tutaj puste słowa nie mogły pomóc. Dlatego odpuścił sobie mówienie czegokolwiek. Zamiast tego postanowił po prostu pokazać przyjacielowi, że jest tu z nim, w pełni go akceptując. Jeśli blondyn sam nie potrafił tego zrobić, być może potrzebował czegoś, co byłoby w stanie popchnąć go w tym kierunku.
Stanął obok niego, również kierując spojrzenie na granatowe już niebo. Kątem oka dostrzegł, jak jego przyjaciel się uśmiechnął. Również to zrobił.
Mimo że ich relacja nie była taka, jak dawniej, a oni obaj w ciągu tych paru lat nieco się zmienili, nadal mieli tę świadomość, iż obecność tego drugiego w życiu pierwszego, i na odwrót, zawsze zwiastowała coś dobrego.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic