czwartek, 30 marca 2017

"Shukuteki" - Rozdział 13

Shukuteki


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 13.
Autor: Chizu Chan. 

 




Momentalnie wryło mnie w ziemię. I nie, nie było to wynikiem słów, które skierował w moją stronę, bo szczerze miałem gdzieś, jak mnie nazywał. Sam nie wiem dlaczego zareagowałem w taki sposób. Chyba po prostu doświadczyłem stanu szoku. Nie spodziewałem się go tutaj zobaczyć.
Przypomniałem sobie, w jaki sposób zwracał się do starszego od siebie mężczyzny, który dodatkowo był jego sąsiadem, i aż się we mnie zagotowało. Ten bezczelny dzieciak naprawdę mnie wkurzał. I to samą swoją facjatą.
Nie odpowiadając mu, prychnąłem pod nosem, a następnie obróciłem się na pięcie i ruszyłem przed siebie. Na moje nieszczęście, Yoon Jae dorównał mi kroku i podążał tuż obok mnie, z tym swoim chytrym uśmieszkiem na twarzy.
- Dokąd się wybierasz, pedałku? - spytał, nie zdejmując z gęby zadowolenia nawet na sekundę.
- Kurcze, nie wiem. Gdzie mogę iść w trakcie trwania zajęć, znajdując na terenie uniwersytetu, którego jestem uczniem. - uniosłem jedną brew, sztyletując go spojrzeniem. Spędziłem z nim tylko chwilę, a naprawdę miałem go dość.
Wcześniej nie miałem okazji mu się przyjrzeć, bo pomijając fakt, iż było wówczas ciemno, to przez irytację wywołaną jego sposobem odzywania się bez szacunku do osób, którym ten szacunek się należał, naprawdę nie miałem ochoty na niego patrzeć.
Teraz, chcąc nie chcąc, musiałem to zrobić, bo przecież ten natręt nie chciał mi dać spokoju.
Yoon Jae był Koreańczykiem w pełnej okazałości. Był ode mnie wyższy, co akurat nie powinno nikogo zadziwiać, oraz szerszy w ramionach, co również było rzeczą normalną. Prócz tego posiadał ładny uśmiech, który zdobił szereg jasnych, prostych zębów, czego, rzecz jasna, przyznanie przyszło mi z trudem. Miał duże, ciemne oczy, na które opadały niesforne kosmyki lekko pofalowanych, kasztanowych włosów.
Zasrany pudel.
On mi naprawdę działa na nerwy. I to jeszcze bardziej, niż Ryou.
Momentalnie zatrzymałem się w miejscu, a na moją twarz wdarło się rozczarowanie zmieszane z bólem. Naprawdę nie chciałem teraz myśleć o tym blond-pacanie. Mimo wszystko słowa, które jakiś czas temu wypowiedział do swoich zidiociałych przyjaciół, nadal sprawiały mi ból. Bo tu nie chodziło o byle co. To nie było żadne udawanie przyjaciół czy chociaż głupi pocałunek. On się ze mną przespał. Wykorzystał mnie.
A ja głupi myślałem, że naprawdę coś jest na rzeczy.
Uśmiechnąłem się kącikiem, będąc rozbawionym swoją głupotą i naiwnością, a następnie uniosłem głowę i momentalnie zmarkotniałem. Zapomniałem, że byłem w towarzystwie tego pudla. Ale chociaż pocieszę się tym, że tej chwili wyglądał on całkiem podobnie do mnie.
Dobra, to chyba jednak żaden powód do radości.
- Wszystko w porządku? - spytał łagodnym tonem, co mnie trochę dziwiło, ale na całe szczęście nie dałem tego po sobie poznać.
- W jak najlepszym. - przewróciłem oczami, a następnie ruszyłem przed siebie, kierując się na salę wykładową, w której powinienem się znajdować od jakichś dziesięciu minut.
Całkiem zapomniałem o kubku kawy, który trzymałem w dłoni. Przystawiłem go do ust, po czym zasmakowałem gorzkiej cieczy, lekko marszcząc brwi. No tak, zapomniałem posłodzić. Nie pierwszy raz zresztą.
Po dotarciu na zajęcia, cicho usadowiłem się na miejscu, gdzie szybko dopiłem niedobrą kawę, a następnie wyjąłem telefon z tylnej kieszeni spodni, gdyż poczułem wibracje. Dostałem jakąś wiadomość. Wyświetliłem ją, nie patrząc wcześniej, kto był jej adresatem, a kiedy wreszcie przeczytałem treść, głośno uderzyłem pięścią w stół, zwracając tym na siebie uwagę wszystkich obecnych. Przeprosiłem profesora skinięciem głowy, chowając z powrotem telefon do kieszeni. Do samego końca siedziałem jak na szpilkach. W głowie cały czas powtarzałem sobie treść tej wiadomości.

Od: Ryou
Shun, możemy się spotkać i pogadać? Błagam Cię o to. Naprawdę mamy sporo do wyjaśnienia.

Nie chciałem się z nim widzieć. Wiedziałem, że to nie przyniesie nic dobrego, ale mimo to jakaś głupia część mnie sprawiała, iż naprawdę miałem chęć mu odpisać: dobrze, możemy się zobaczyć i pogadać.
Nie, nie możemy.
Nim zajęcia dobiegły końca, spakowałem się i opuściłem salę wykładową, zbierając tym kilka ciekawskich spojrzeń, lecz zignorowałem je i, kiedy znalazłem się na korytarzu, głośno westchnąłem. Oparłem się o ścianę i odchyliłem głowę do tyłu, bezwładnie opuszczając ręce wzdłuż ciała.
Nad czym ja się jeszcze zastanawiam? Kiedy stałem się taki niepewny? To do mnie przecież nie pasuje. Muszę jak najszybciej się ogarnąć.
Niepewnym ruchem wysunąłem komórkę z kieszeni, a następnie uniosłem ją dostatecznie wysoko, aby widzieć wszystko, co znajdowało się na jej ekranie. Napisałem krótką wiadomość do osoby, która wcześniej poprosiła mnie o spotkanie i ją wysłałem, następnie chowając telefon.

Do: Ryou
Nie.

Odetchnąłem z ulgą, szczerze ciesząc się ze swojej decyzji. Nie czekając na nic więcej, ruszyłem korytarzem w stronę klatki schodowej, którą pokierowałem się na sam dół, a następnie do wyjścia. Stojąc na świeżym powietrzu, nabrałem większą ilość powietrza do płuc, by po chwili głośno je wypuścić.
- Naprawdę jest z tobą źle, pedałku. - usłyszałem nagle, przez co zwróciłem się w stronę autora tych słów.
Eh, znowu on.
- Czego chcesz? - warknąłem, lecz po chwili uspokoiłem się, zdając sobie sprawę, iż zbyt przesadnie reaguję. - Śledzisz mnie? - uśmiechnąłem się niemrawo, patrząc na chłopka spod byka.
- No przecież. - przewrócił oczami, poprawiając ucho od torby, gdyż zaczęła mu ona zjeżdżać z ramienia. - Można z ciebie czytać, jak z otwartej księgi. - spojrzał na mnie z politowaniem. - A mimo to za wszelką cenę starasz się ukryć wszelkie uczucia. Współczuję ci.
Mimowolnie zacisnąłem dłonie w pięści.
- Nic ci do tego. - spuściłem wzrok, odwracając się tyłem do chłopaka.
- O tym mówię. - usłyszałem kroki. Zapewne zaczął zmierzać w moją stronę. Już po chwili stał obok mnie i mierzył mnie tym swoim pewnym spojrzeniem, co w pewnym stopniu mnie niepokoiło. Nie wiedzieć czemu, nie chciałem znajdować się w jego towarzystwie. Czułem się przy nim jeszcze mniej pewnie, jak przy...
Ryou.
Rozdziawiłem buzię, zastanawiając się, czy to, co widzę, jest prawdziwe, czy może jest najzwyklejszym wynikiem mojej wyobraźni.
Blondyn szedł w moją stronę, patrząc prosto w moje oczy, co ja, oczywiście od razu, odrzuciłem. Jakoś nie miałem ochoty na niego patrzeć.
- To, co robisz, jest głupie. - kontynuował Yoon Jae, prawdopodobnie nie zauważając nadchodzącego Ryou. - Jaki jest sens w udawaniu za wszelką cenę twardego i niewzruszonego, kiedy w rzeczywistości coś cię boli?
Cicho westchnąłem, powoli zaczynając panikować. Spojrzałem na brązowowłosego chłopaka, który wydawał się nie ustępować. O co mu, do jasnej cholery, chodziło? Nawet mnie nie znał, więc skąd wiedział, że tylko udaję? Skoro nikt inny tego nie zauważał, dlaczego on już tak?
- Wiem, do czego zmierzasz, ale wybacz, nie skorzystam. - rzuciłem pod nosem, po czym raz jeszcze się obróciłem na pięcie i zacząłem szybko iść naprzód, w myślach błagając sam nie wiem kogo, aby Ryou dał sobie spokój i przestał za mną iść.
- Shun, zaczekaj! - krzyknął dobrze znanym mi tonem głosu, lecz ja, zamiast posłuchać, zacząłem biec przed siebie, jak skończony tchórz, którym w rzeczywistości byłem.
Bałem się tego, co nastąpiłoby w czasie naszego spotkania. Że wyszłoby, jak bardzo czuję się zraniony. Jak strasznie jest mi przykro z powodu tego, co się wydarzyło. A nie chciałem tego okazywać.
Zgadza się, wolałem wychodzić na obojętnego i niczym niewzruszonego człowieka. Yoon Jae się nie pomylił. Może i jestem głupcem, ponieważ decyduję się na udawanie kogoś, kim nie jestem, ale dobrze mi z tym. Dzięki temu maskowaniu się jakoś przetrwałem te wszystkie lata.
Cały ten okres cierpienia nie bolał mnie aż tak.
I ja miałem z tego zrezygnować na rzecz jakichś uczuć? Nie rozśmieszajcie mnie.
Biegnąc, nie zważałem na nic dookoła mnie. Sprawnie wymijałem ludzi, cały czas mając wrażenie, że Ryou podąża za mną. Ale tak nie było. Mimo to nie chciałem się zatrzymywać. Wdałem się w ucieczkę przed swoimi uczuciami, które z każdym kolejnym krokiem naprzód, znajdowały się jeszcze bliżej mnie.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic