czwartek, 30 marca 2017

"Shukuteki" - Rozdział 11

Shukuteki


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 11.
Autor: Chizu Chan. 





Odetchnąłem z ulgą, kiedy zsunąłem z ramienia ucho od torby, kładąc ją tym samym na drewnianej podłodze w mieszkaniu Hisato. Koniec końców byłem tylko drobnym chłopaczkiem, którego typowy wysiłek fizyczny ograniczał się do nocnego buszowania po kuchni, w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Dziś zrozumiałem, że pora to zmienić. Gdy Hisato poszedł do swojej sypialni, stanąłem przed wielkim lustrem, zdobiącym ścianę w salonie, po czym podniosłem rękę, niemal od razu ją napinając. Nie zdążyłem nawet jakkolwiek tego skomentować, jak do moich uszu dobiegł  głośny rechot. Mimowolnie odwróciłem się w stronę, z której on dobiegał. Na widok zwijającego się że śmiechu czernowłosego, co najprawdopodobniej spowodowane było moją wcześniejszą czynnością, nadąłem policzki.
- No co? - spytałem, zakładając ręce na klatce piersiowej. Minęła chwila, zanim chłopak zdołał się uspokoić. Nie spodziewałem się, że podziwiając swoje mięśnie, jestem w stanie kogoś aż tak rozbawić.
- Wybacz, ale... - nim skończył, na nowo obdarował mnie salwą śmiechu, co o dziwo nie było obraźliwe. Żeby było lepiej, uśmiechnąłem się pod nosem. Po chwili dołączyłem do chłopaka, nie mogąc opanować śmiechu.
Zdziwiłem się niesamowicie. Wystarczyło mi tak niewiele, aby wyzbyć się negatywnych myśli, które  dopadły mnie w chwili, kiedy ujrzałem Ryou.
Znaczy... niewiele?
- Dobra, już wystarczy. - odetchnął ciężko, a następnie spojrzał na  mnie z rozbawienien. - Jak już skończysz pozować przed lustrem niczym grecki bóg wojny, przyjdź do mojej sypialni. Mam dwie wolne szafki, możesz schować tam swoje rzeczy. - raz jeszcze się zaśmiał, a następnie zniknął za ścianą.
Chciałem mu się jakoś odgryźć, ale w sumie nie miałem najmniejszego pomysłu, jak to zrobić. Chcąc, nie chcąc, złapałem za bagaż i udałem się do pokoju Hisato.
- Jeśli to nie będzie wystarczyć, powiedz mi, a zwolnię ci jeszcze trochę miejsca w swojej szafie. - skinął głową na wysoki mebel, stojący naprzeciw dużego, dwuosobowego łóżka.
- Przestań, nie musisz się aż tak trudzić. Już i tak sporo dla mnie zrobiłeś. - lekko się uśmiechnąłem, a następnie kucnąłem, dobierając się do zamka torby. Chwilę zajęło mi pochowanie wszystkich rzeczy. Skończyłem po dobrych dwudziestu minutach. Czerwonowłosy gdzieś  w międzyczasie zniknął, przed wyjściem mówiąc, iż idzie załatwić kilka spraw. Ciekawe, co miał na myśli.
Pustą torbę zabrałem ze sobą do przedpokoju, po czym zostawiłem ją przy innych pustych bagażach. Otarłem czoło z potu, którego de facto tam nie było, ale mniejsza, a następnie udałem się do salonu i włączyłem telewizję. Skacząc tak po kanałach, stwierdziłem, że dobrze byłoby sobie znaleźć jakąś pracę na weekend. Niby miałem swoje oszczędności na koncie w banku, ale wolałem ich nie przewalić tak o, dlatego wizja pracy dorywczej była dość kusząca. W końcu nie chciałem być pasożytem. Nawet jeśli Hisato mnie zapewniał, iż nie jestem problemem, wręcz odczuwałem potrzebę dołożenia się do rachunków. Takie już miałem podejście, co poradzić.
Z rozmyślań wyrwał mnie trzask drzwi. Czerwonowłosy musiał wrócić. Podniosłem tyłek z siedzenia, od razu zaczynając zmierzać w stronę holu. Na widok kilku siatek na podłodze, westchnąłem, kręcąc przy tym głową.
- Trzeba było mi powiedzieć, że idziesz na zakupy. - zabrałem część toreb z jedzeniem, a następnie udałem się z nimi do kuchni.
- Przecież byłeś zajęty. - rzekł, wchodząc za mną do pomieszczenia.
Żaden z nas się przez jakiś czas nie odzywał. Obaj byliśmy zajęci rozpakowywaniem siatek  oraz chowaniem produktów żywnościowych do poszczególnych szafek, jak i lodówki.
- Jabłka też tam wrzucić? - spytał Hisato, patrząc na mnie pytająco. Zamknąłem drzwiczki od szafki, w której skończyłem układać przyprawy, a następnie podparłem rękę o biodro.
- Nie wiem. Moja mama zawsze zostawiała je na stole w jakimś koszyku. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą, na co czerwonowłosy kiwnął głową, a następnie gdzieś sobie poszedł. Wrócił po chwili z jakimś ładnie ozdobionym półmiskiem, po  czym zaczął układać w nim jabłka. Zmieściły się wszystkie.
- No i super. - powiedział pod nosem z pełnym skupieniem, nie odrywając oczu od góry owoców.
Nieświadomie się uśmiechnąłem. On był doprawdy niemożliwy.
Puste siatki zwinąłem w kulkę i wyrzuciłem do kosza, na końcu oddychając z ulgą. Jak dobrze, że to już koniec wysiłku na dziś.
Mimowolnie wykrzywiłem twarz w grymasie.
Eh, Shun, jak ty masz  zamiar znaleźć sobie pracę, kiedy po czymś tak banalnym masz dość wszystkiego, nawet oddychania.
Przejechałem dłonią po twarzy w geście zażenowania, szczerze będąc rozczarowanym swoim podejściem. Znaczy, podejście to może nie najlepsze określenie, bo w sumie chciałem coś zrobić, ale lenistwo zawsze krzyżowało mi wszelkie ambitne plany.
Właśnie. To lenistwo było kluczem. Musiałem znaleźć jakiś sposób, aby je zwalczyć.
- Dobra, to ile potrzebujesz na uszykowanie się? - na to pytanie, odwróciłem się do kolegi, unosząc brwi.
- A po co mam się szykować? - zdziwiłem się. Czyżby Hisato planował jakieś wyjście? Ciekawe, dokąd chciałby się udać.
- No przecież mieliśmy iść do jakiegoś klubu dla homo. Wiesz, po to, aby sprawdzić, czy faktycznie możesz być gejem. - wyjaśnił, na co ja zbladłem.
Dobra, może i wcześniej podobał mi się ten pomysł, ale to dlatego, że naprawdę byłem zdesperowany myślą, iż mogę coś czuć do tego palanta, Ryou.
Teraz, kiedy Hisato postanowił rzeczywiście pójść do tego klubu, w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka.
Nie chcesz tego Shun!!!
Ale jak widać moje zdanie się nie liczyło, nawet to w kwestii ubioru. Gdzie tu wolna wola? Halo?
Czerwonowłosy siłą zaciągnął mnie do samochodu, co z całą pewnością było nie lada wyzwaniem.
- Nie ma mowy, że pokażę się w czymś takim, no błagam cię! - krzyknąłem że zrezygnowaniem, kiedy chłopak pojawił się na miejscu pasażera.
Nie mogłem się normalnie ubrać. No to było wręcz nie do pomyślenia.
Nie wiem, skąd chłopak wziął te spodnie, na dodatek w moim rozmiarze, i w sumie wolałem się nad tym nie zastanawiać. Ale fakt, iż musiałem je nosić, na dodatek w klubie dla homo, naprawdę mnie przerażał.
Bo mimo mojego podejścia do tego wszystkiego, bez wątpienia mogłem stwierdzić, iż w tych obcisłych, czarnych, skórzanych rurkach wyglądałem obłędnie.
I to właśnie z tego powodu tak bardzo się martwiłem.
- Nie przejmuj się, dobrze wyglądasz. - oznajmił czerwonowłosy, lekko uśmiechając się, patrząc przy tym na mnie kątem oka.
- Skup się na jezdni! - wskazałem na ulicę, po której poruszały się samochody z wysoką prędkością. Westchnąłem cicho, przygryzając dolną wargę. - Masz rację i to mnie właśnie martwi! - spojrzałem panicznie na chłopaka. - Co, jeśli ktoś jeszcze pomyśli w ten sposób?!
- Ale czy to właśnie nie było twoim zamiarem...? - spytał niepewnie, unosząc brwi.
- M-może i tak, ale tylko początkowo! - wrzasnąłem, dziwnie gestykulując rękoma. - Teraz odzyskałem trzeźwość umysłu i jakoś tak... no nie wiem... stwierdziłem, że jednak nie chcę nic wiedzieć? - zaśmiałem się nerwowo.
- Too late. - wzruszył ramionami z niewielkim uśmiechem na twarzy, prawdopodobnie wywołanym na wskutek rozbawienia moją osobą.
Co mu się dziwić, też pewnie bym się z siebie śmiał, gdybym nie był zajęty obmyślaniem planu ucieczki spod klubu.
Samochód wreszcie się zatrzymał. Niepewnie uniósłem łebek, oczy skupiając na podświetlonym na różowo wejściu do klubu, nad którym widniał szyld z ogromnym, pogrubionym napisem w odcieniu pięknej tęczy: Gay&Proud.
Aż mnie zamurowało.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz. - wydukałem na poważnie przerażony, na co Hisato głośno się zaśmiał.
- Dobra, tym to nawet ja jestem zdziwiony.
- Skąd wstrząsnąłeś to miejsce...? - spytałem, nie do końca pewny, czy oby na pewno chcę wiedzieć. Ciekawość jednak wzięła górę.
- Wpisałem w Google hasło: kluby dla homoseksualistów, Tokio. - wzruszył ramionami.
Mimowolnie parsknąłem, dłońmi zakrywając twarz.
On naprawdę był niemożliwy.
- Gotowy? - spytał, wyłączając silnik samochodu, a następnie wyciągając kluczyk ze stacyjki.
- Czego bym nie powiedział, to i tak mnie tam zaciągniesz, no nie? - spytałem jakby dla pewności, lecz mimo wszystko znałem odpowiedź.
- Cóż, żebym nie wyszedł na tego złego, zostanę tam razem z tobą. - oznajmił, na co rozdziawiłem buzię.
- No chyba nie wyobrażałeś sobie innego rozwiązania, co? - uniósłem brwi.
Sam już nie wiedziałem, co myśleć. Wysiadłem z samochodu i niepewnie spojrzałem na wejście do piekła.
O matko, na co ja się zgodziłem.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic