czwartek, 30 marca 2017

"Desirable blood" - Rozdział 52

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 52.
Autor: Chizu Chan.








Susan nie chciała nikogo do siebie dopuścić. Przerażona stała pod ścianą, panicznie rozglądając się na boki. Nie rozumiała tej palącej jej gardło chęci łaknienia czegoś. Jej całą twarz i szyję, podobnie jak i resztę ciała, pokrywały gorące krople potu, od których włosy w okolicach grzywki i karku zdążyły się już posklejać. Najgorszy był fakt, iż idealnie pamiętała moment, kiedy jej głowę przeszył rozrywający ból, a następnie przestała czuć i widzieć wszystko. Wiedziała, że umarła.
Lecz mimo to stała tutaj i czuła mnóstwo rzeczy. Ból, przerażenie, niezrozumienie. Widziała o wiele bardziej wyraźnie, niż przedtem. Jej nos wyłapywał zapachy, których wcześniej nie miała okazji poczuć. Miała wrażenie, jakby była innym człowiekiem.
Spięła wszystkie mięśnie, kiedy wśród ludzi okupujących wejście do pokoju, ujrzała znajomą twarz. W jej głowie na nowo odegrała się scena, kiedy to Seth został postrzelony w klatkę piersiową, na wskutek czego runął ostro na ziemię, praktycznie przestając się ruszać. Zaraz po tym rozległ się kolejny wystrzał z pistoletu, a wtedy...
- Nie!! - krzyknęła głośno, łapiąc się za głowę i jednocześnie kucając. Zaczęła kręcić łebkiem na boki, przez cały czas panicznie wykrzykując jedno słowo: nie. Jej emocje były o wiele silniejsze. Miała wrażenie, że na nowo czuła ten okropny ból, lecz wiadomym było, iż tę rolę odgrywała jedynie wyobraźnia. Ale mimo to dziewczyna nie była sobie w stanie z tym poradzić. - Błagam, niech to się skończy... - powiedziała łamiącym się głosem, ciągnąc się za mokre od potu włosy.
Złapała się za gardło, niemal od razu zaciskając na nim dłoń. Nie była świadoma swej siły, dlatego myśląc, iż robi to delikatnie, w rzeczywistości wbiła sobie w skórę paznokcie, spod których niemal od razu zaczęła sączyć się krew.
Na szczęście ból nie był wcale wyczuwalny, a to dlatego, ponieważ w dokładnie tej okolicy czuła coś o wiele gorszego. Miała wrażenie, jakby całe jej gardło płonęło.
Seth nie mógł na to patrzeć. Z lekkim zawahaniem podszedł do przyjaciółki, a następnie przed nią kucnął. Niemal od razu złapał ją za dłonie, odciągając je tym samym od zmaltretowanych włosów, po czym ściągnął w dół.
Uśmiechnął się w duchu. On też miał teraz siłę. Nie musiał prosić się wampirów, aby pomogli mu opanować przyjaciółkę. Był w stanie sam to zrobić.
- Susan! - podniósł głos, kiedy normalny ton na nic się nie zdawał. Na szczęście to pomogło. Dziewczyna już po chwili nawiązała kontakt wzrokowy z szatynem, nieruchomiejąc. Ślepo wpatrywała się w jego twarz, by następnie wybuchnąć niekontrolowanym płaczem, który zdziwił nie tylko Setha, ale również wszystkich obecnych w pomieszczeniu.
Chłopak spoglądał na szlochającą dziewczynę wytrzeszczonymi oczyma, nie mogąc nic, a nic zrobić. W końcu jednak jakoś się otrząsnął, w związku z czym, nie chcąc próżnować, łagodnie objął dziewczynę, co o dziwo pomogło. Zielonowłosa trochę się uspokoiła, lecz mimo to nie przestała płakać.
Seth wyprosił z pokoju pozostałych ruchem dłoni, by następnie podnieść się na nogi, biorąc tym samym Susan na ręce, i podejść do łóżka, na którym położył dziewczynę.
- Seth. - wyszeptała, mimowolnie łapiąc się za gardło. Chłopak od razu domyślił się, co jest na rzeczy. - Seth... - powtórzyła, wyraźnie marszcząc brwi, co dodało sporego grymasu jej delikatnej, dziewczęcej twarzy. - Co się ze mną dzieje...? - przełknęła głośno ślinę, po czym od razu zaczęła kasłać. - To tak boli... Dlaczego? Przecież nie powinnam nic czuć... a przede wszystkim nie powinnam żyć... - zaczęła kręcić głową, ponownie wprawiając się w ten przygnębiający stan. - O co w tym wszystkim chodzi, Seth?
Szatyn ujął dłoń Susan w tą swoją, od razu splatając ze sobą palce obu kończyn. Tak, jak przypuszczał, ręka dziewczyny była lodowata. Mimowolnie zacisnął usta w linię, w myślach przeklinając Johna i tą całą, popapraną organizacje, która doprowadziła jego przyjaciółkę do takiego tragicznego stanu.
- Będzie dobrze, Susan. - zdobył się na niewielki uśmiech, kierując spojrzenie na przerażoną twarz nastolatki. - Przejdziemy przez to razem. - zmrużył oczy, gdyż myślał, iż wypłyną z nich łzy, ale nic takiego nie nastąpiło.
Dziewczyna powoli podniosła się do siadu, po czym skupiła spojrzenie na podartych w kolanach jeansach.
- Czy teraz jestem taka, jak Noah? Albo Vior? - spytała cicho, w obawie, iż jeśli tylko powie coś głośniej, ból gardła się nasili.
Seth kiwnął głową na potwierdzenie. Susan głośno nabrała trochę powietrza do płuc, po czym przygryzła dolną wargę. Nie wiedziała, co powiedzieć. W jej głowie odgrywał się istny chaos, przez który nawet nie potrafiła spytać o najprostsze rzeczy.
Oboje zwrócili głowy w stronę drzwi, gdyż do ich uszu dotarło skrzypnięcie klamki, a następnie samych drzwi. W progu wejścia do pokoju stał Vior, trzymający w ręce zamknięty kubek ze słomką. Bez słowa wprosił się do środka, podchodząc do dwójki nastolatków. Usiadł na krawędzi łóżka, po czym wyciągnął w stronę dziewczyny dłoń, w której trzymał jakiś napój.
Susan od razu wyczuła, co to za substancja. Ani trochę nie była z tego zadowolona.
- Nie napiję się tego... - pokręciła głową, odsuwając się najdalej, jak tylko mogła, puszczając tym samym dłoń Setha. - Nie ma mowy.
Vior westchnął cicho, przymykając oczy.
- To z pewnością nie będą łatwe początki. - rzekł prawdopodobni sam do siebie, by po chwili na nowo zerknąć na dziewczynę. - Zdaję sobie sprawę, co o tym wszystkim myślisz, ale wierz mi, jeśli się napijesz... - pomachał kubeczkiem. - Cały ten piekący ból minie. - uniósł jedną brew, przechylając głowę na bok. - Nie skusisz się?
Susan zaczynała tracić nad sobą kontrolę, czego powodem był wyraźny zapach krwi, który stopniowo doprowadzał ją do szaleństwa. Wszystkie jej zmysły szalały, ewidentnie domagając się zastrzyku energii. A niestety, tylko krew była w stanie go dać.
Niepewnie sięgnęła ręką po kubek, by po chwili odebrać go Viorowi, lekko zaciskając na nim swoją drżącą dłoń. To zdecydowanie było to, na co nie miała ochoty, a mimo to musiała to zrobić.
Powoli wsunęła cienką słomkę między usta, przez którą już po chwili zaczęła przepływać czerwona ciecz, trafiając prosto do buzi dziewczyny.
Susan, początkowo myśląc, iż z całą pewnością zwymiotuje, kiedy tylko poczuje smak krwi, niebywale się zdziwiła, kiedy w oka mgnieniu straciła nad sobą kontrolę, błyskawicznie wypijając całą zawartość kubka. Nieświadomie zgniotła rzecz, myśląc, że dzięki temu przez słomkę przepłynie jeszcze jakaś kropla czerwonego płynu, lecz kiedy nic takiego nie nastąpiło, zezłościła się, ciskając zmiażdżonym kawałkiem papieru w ścianę.
Już miała rzucić się na jedynego obecnego w pokoju człowieka, jednak w momencie, gdy ich oczy nawiązały ze sobą kontakt, porzuciła tę myśl, automatycznie się uspokajając. Zaraz po tym schowała twarz w dłonie, wydając z siebie stłumiony przez kończyny lament.
- Czym ja się stałam...? - spytała zmarnowanym tonem, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą nastąpiło.
- Nad tym można zapanować. - powiedział Vior, patrząc na skuloną dziewczynę. - Wszystkiego się nauczysz.
- Nie chcę... - zaczęła kręcić głową. - Nie chcę być potworem! Dlaczego mi to zrobiliście?! - niespodziewanie krzyknęła, zrywając się na nogi. - To, co czułam w chwili, kiedy piłam krew, jest nie do opisania! I to nie w pozytywnym znaczeniu! - spojrzała na swoje drżące dłonie. - Kto normalny tak bardzo ekscytuje się spożywaniem czegoś takiego...?
Vior wysłuchiwał dziewczyny w skupieniu, ani trochę nie irytując się przez słowa, które wypowiadała. A były one obraźliwe. Wampir na całe szczęście przeszedł już tyle, że określenia typu potwór czy nienormalny, nie robiły już na nim żadnego wrażenia.
- Susan... - zaczął Seth, lecz dziewczyna nie pozwoliła mu skończyć.
- Nie próbuj mnie przekonywać do zmiany zdania! - zacisnęła dłonie w pięści.
- Więc co? - spytał, marszcząc brwi, dodatkowo podnosząc tyłek z łóżka. - Wolałabyś zginąć? Wiesz, że do tego by doszło, gdyby nie krew Viora w twoim organizmie.
Seth spodziewał się wielu rzeczy w odpowiedzi. Naprawdę mnóstwa rzeczy, niekoniecznie miłych, ale to, co usłyszał, przerosło jego wszelkie oczekiwania.
Te słowa były jak mocny cios w twarz, zadany mu przez niezwykle ważną dla jego serca osobę.
- Raczej wolałabym, abyś nigdy się tu nie pojawił, bo to właśnie twoja obecność przyciągnęła te wszystkie problemy. - rzekła twardo, na co Vior rozdziawił buzię, wytrzeszczając przy tym oczy.
Seth tak natomiast nie zareagował. Jedynie ślepo wpatrywał się w dziewczynę, która dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała. W mgnieniu oka w jej patrzałkach zebrało się przerażenie.
- Seth, nie... - zacięła się, nie wiedząc, co dodać.
Chłopak spuścił wzrok, lecz po chwili na nowo spojrzał na koleżankę, tym razem uśmiechając się krzywo. Dziewczyna momentalnie znieruchomiała.
- Więc to tak o mnie myślałaś przez cały ten czas? - rzekł spokojnie, przechylając głowę na bok.
Susan może tego nie zauważyła, ale Vior już tak. Spojrzenie chłopaka stało się puste, pozbawione wszelkich uczuć.
- Nie, ja... - próbowała się jakoś wykręcić, lecz na marne. Nie była w stanie powiedzieć nic sensownego. Żałowała swoich słów. Wypowiedziała je pod wpływem chwili, tak naprawę nie myśląc w taki sposób. Seth był dla niej ważny. Został jej tylko on, kiedy Liam odszedł. Nie miała nikogo innego.
Chłopak zaśmiał się pod nosem.
- Więc... wychodzi na to, że jednak wy wszyscy mnie okłamywaliście? - spytał, nie oczekując odpowiedzi, gdyż już ją posiadał. Zmarszczył brwi, zdejmując tym samym uśmiech z twarzy. - Dobrze się bawiliście, nadużywając mojego zaufania? - spoglądał to na Viora, to na Susan, aż wreszcie nie pokręcił głową i, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ze strony tej dwójki, wyszedł z pokoju.
Na korytarzu trafił na jeszcze jedną, dobrze znaną mu osobę. Noah opierał się o ścianę, stojąc tuż obok drzwi, wyglądając na totalnie niewzruszonego. Seth spojrzał na niego przelotnie, przez chwilę się wahając, czy czegoś nie powiedzieć, lecz szybko porzucił tę myśl i poszedł w swoją stronę.
Czuł się zraniony. Wszyscy bliscy wbili mu sztylet w plecy, a Susan teraz jedynie pogłębiła tę ranę. Nie potrafił skupić się na jednej myśli. Przeklinał w głowie wszystko i wszystkich, a najbardziej siebie samego.
Wreszcie, po dotarciu na dach budynku, stanął w miejscu, trochę się uspokajając. Wiatr przyjemnie muskał mu twarz, rozwiewając brązowe, gęste włosy na boki. Powolnym krokiem zbliżył się do krańca powierzchni, po czym zatrzymał się na samym końcu, czubki butów wystawiając poza kamienną podłogę.
Gdyby wiatr zawiał mocniej, Seth z całą pewnością już po chwili leżałby tam na dole.
Nieznacznie odchylił głowę do tyłu, lekko mrużąc oczy, które przez cały czas lustrowały świat znajdujący się przed nim. Brutalny świat.
Zawiedziony?
Znajomy głos rozbrzmiał w jego głowie, co w pewnym stopniu postawiło go na nogi. Oddalił się od przepaści na niewielką odległość, by następnie usiąść na ziemi.
- Czy to nie oczywiste? - odpowiedział pytaniem, przyciągając kolana do torsu, następnie kładąc na nich podbródek. Przez cały czas spoglądał na otoczenie, zastanawiając się, czy tak naprawdę cokolwiek ma sens.
Nie spodziewałeś się tego, czyż nie? Ale cóż, kiedyś musiało się to stać. Oto wynik pokładania zaufania w każdym, nie mając do tego podstaw.
- Już to słyszałem. - wywrócił oczami. - Mimo to nie sądziłem, iż usłyszę takie słowa od Susan. Że zostanę oszukany przez rodzinę, Viora, Noaha... Nawet nie brałem takiej opcji pod uwagę.
Nastąpiła chwila ciszy. Seth zaczął podejrzewać, że albo Sartael dał sobie sposób, albo coś przerwało w ich rozmowie. Demon jednak wreszcie na nowo przemówił, sugerując chłopakowi coś zupełnie nowego.
Jesteś pewien, że chcesz tutaj zostać?
Seth przez chwilę tkwił w szoku, lecz wreszcie otrząsnął się z tego stanu, zdając sobie sprawę z pewnej, ważnej kwestii. Podniósł się na nogi i otrzepał spodnie.
Po usłyszeniu pytania Sartaela, chłopak powędrował myślami do polany, na której spotykał się z demonem w trakcie snu. Dziwnym trafem, miejsce to było łudząco podobne do łąki uchwyconej na rysunku, który wisiał na ścianie w pokoju Isaaca. Te dwie rzeczy z całą pewnością miały ze sobą coś wspólnego.
Uśmiechnął się pod nosem, po czym zawrócił, od razu kierując się do pokoju Isaaca, aby móc jeszcze raz przyjrzeć się temu obrazowi, by zyskać pewność co do swojego podejrzenia.
- Tak, Sartaelu. Jestem tego pewien. - odpowiedział, po czym bez chwili zawahania odciął się od demona, myśli skupiając na czymś znacznie ważniejszym.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic