czwartek, 30 marca 2017

"Desirable blood" - Rozdział 50

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 50.
Autor: Chizu Chan.





Seth miał chwilowego mindfucka. Za nic nie mógł zrozumieć, mimo że próbował, dlaczego Vior ukrywał przed nim tak ważną kwestię. Bo gdyby chłopak od początku wiedział, z czym wiąże się proszenie o pomoc Sartaela, w życiu nie nawiązałby z nim takiego kontaktu.
- Nie wiedziałeś o tym? - spytał wreszcie Isaac, samemu się dziwiąc.
- No przecież gdybym wiedział, nie zrobiłbym tego. - odpowiedział z wyraźnymi nerwami w głosie, po czym opadł bezwładnie na łóżko mężczyzny i schował twarz w dłoniach. - Jakie to wszystko jest popaprane. - pokręcił głową, nie mogąc dopuścić do świadomości tego wszystkiego, co przed chwilą usłyszał.
- Prawda. - przytaknął, nie odrywając oczu od zrozpaczonego szatyna, który w chwili obecnej nie krępował się wyrażaniem swojego... rozczarowania? Szoku? Nieporadności? Prawdopodobnie tego wszystkiego.
Seth wreszcie przewrócił się na bok, pod policzek podkładając dłoń. Zaraz po tym przyciągnął kolana do klatki piersiowej, obejmując je, i leżał w takiej pozycji embrionalnej przez jakiś czas, nie wydając z siebie żadnego dźwięku.
Isaac stwierdził, że nie ma co przerywać chłopakowi. Wiedział, iż nastolatek w tej chwili potrzebował spokoju na pozbieranie myśli, których z całą pewnością było od groma w tej jego uroczej główce. Nie robiąc zbędnego hałasu, wygodnie usadowił się na miękkim fotelu, po czym sięgnął po książkę, leżącą na niewielkim stoliczku, znajdującym się tuż obok siedzenia. Przeczesał dłonią swe kruczoczarne włosy, odgarniając część kosmyków z czoła do tyłu, po czym zajął się lekturą.
Spokojnie lustrował wzrokiem każdą stronę, dokładnie analizując treści na nich zawarte, lecz kiedy usłyszał cichy szelest, uniósł wzrok znad książki, skupiając się na drobnym ciele Setha. Chłopak podnosił się do siadu, lewą ręką drapiąc się w tył głowy. Jego twarz w dalszym ciągu wyrażała jeden, wielki nieład. Najwyraźniej do niczego nie doszedł.
- I co ja mam teraz zrobić? - spytał, prawdopodobnie sam siebie, marszcząc brwi.
Isaac, początkowo nie odpowiadając, zamknął książkę, wcześniej wkładając do niej zakładkę, a następnie, odkładając przedmiot na stolik, odchrząknął.
- Może powiedz mi, co wziął sobie Sartael w zamian za siłę. Chyba że tego też nie wiesz. - powiedział, zakładając nogę na nogę.
Seth w odpowiedzi lekko ściągnął brwi, dodatkowo przygryzając dolną wargę, poniekąd dając tym znak, iż jednak jest w kropce.
- No w sumie to nie wiem. - westchnął, lecz po chwili otworzył szeroko patrzałki, niemal od razu kierując je na kamienną twarz bruneta, po czym oznajmił: - Czekaj, chyba jednak mogę mieć pomysł, co Sartael mi odebrał.
- No to słucham. - skinął głową, dając tym znak, aby szatyn kontynuował. Isaac był naprawdę tego ciekaw. Jego intencje były szczere. Chciał jakoś pomóc chłopakowi. Mimo że nie znali się zbyt dobrze i nie byli ze sobą jakoś szczególnie związani, Isaac czuł, że to jest to, co po prostu musi zrobić. Odczuwał swego rodzaju zobowiązanie.
- Od czasu, kiedy się wybudziłem po tej jednej, szczególnej rozmowie z Sartaelem, kompletnie nie odczuwam tej wstrętnej bezsilności, która wcześniej towarzyszyła mi na praktycznie każdym kroku. - wyznał, pewny swoich słów. To w sumie była prawda. Chłopak przedtem nie mógł wyzbyć się myśli, iż jest powodem wszystkiego, co złe, a także tego, że nie jest w stanie nic zrobić. Teraz to uczucie zniknęło. Szatyn nie miał nawet takich myśli po tym, jak dowiedział się, iż jego przyjaciółka, Susan, została postrzelona i teraz przechodzi zmianę w wampira. Było mu przykro z tego powodu, to prawda, ale nic więcej.
- I tylko to? - dopytał brunet, stwierdzając, że to zbyt... małostkowe uczucie, jak na tak wielką wartość, jaką jest siła i spryt, które otrzymał szatyn.
- Tak mi się wydaje. - lekko zmrużył oczy, zastanawiając się, czy nie brakuje mu czegoś jeszcze, jednak po chwili myślenia wywnioskował, iż to naprawdę wszystko.
Isaac pokiwał głową na znak zrozumienia, a następnie poprawił się na siedzeniu, finalnie opierając się o oparcie fotela. Nieznacznie odchylił głowę do tyłu, wzrok kierując na nowoczesny żyrandol.
- Jednak zgodnie z informacjami, jakie posiadam, nawet coś takiego mogło postawić cię w nieciekawej sytuacji. - nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź od Setha, kontynuował. - Zakładam, że Vior od początku ma, czy może miał, na celu uśpienie Sartaela. Bo gdyby tego nie zrobił, a ty nawiązałbyś z nim kontakt, co właśnie nastąpiło, w końcu musiałoby dość do waszego zjednoczenia. Tłumacząc na taki bardziej oczywisty język: stałbyś się pozbawioną uczuć marionetką, której Sartael użyłby do spełnienia swego przeznaczenia. Właśnie to jest celem Uroboros, ale nie o tym teraz. - poprawił się, cicho wzdychając. - Vior, jak mniemam, chciał uśpić tego demona, nim zdążyłbyś cokolwiek zrobić. Ale że teraz w pewnym stopniu się z nim połączyłeś, ta opcja automatycznie stała się dla niego nieosiągalna.
- Więc co teraz? - spytał, kiedy Isaac przez dłuższą chwilę nic nie dodał. - Stanę się tą marionetką?
- Jeśli nadal będziesz go o coś prosił, oddając w zamian swoje uczucia, z całą pewnością. - skinął głową, a kiedy ujrzał nową emocję na twarzy Setha, którą było zmartwienie, lekko się uśmiechnął. - Ale nie musisz tego robić, choć, wierz mi, momentami może to być bardzo ciężkie, bo, mimo że nie chcę tego mówić, to muszę przyznać, iż Sartael jest świetnym manipulatorem i na dodatek potrafi wyłapać u ciebie idealny moment zawahania. Ale ty pewnie już zdajesz sobie z tego sprawę, co? - posłał pytające spojrzenie nastolatkowi.
- Teraz tak. - przyznał niemrawym głosem, jakby bał się cokolwiek powiedzieć, w obawie, iż Sartael to usłyszy i, co gorsza, każde słowo wykorzysta przeciwko niemu, jakimś cudem pozbawiając go wszelkich uczuć. Wizja stania się bezmyślną marionetką, przerażała go doszczętnie.
- Dobrze, chociaż tyle. - uśmiechnął się półgębkiem, strzelając palcami. - Wracając, skoro opcja z uśpieniem Sartaela odpadła, pozostają dwie. Pierwsza, o której już wiesz, czyli stanie się marionetką, która ma zniszczyć świat. Marna opcja, nie powiem, ale na całe szczęście nie jest jedyna. - wziął większy wdech, po czym wypuścił całe to powietrze w dość szybkim tempie. - Twoją ostatnią deską ratunku jest pewien przedmiot, którego lokalizacji nikt nie zna. Dzięki niemu będzie można usunąć z ciebie Sartaela, lecz niesie to za sobą pewne ryzyko.
Seth zacisnął dłonie na pościeli. Bał się ciągu dalszego, lecz nie miał wyjścia - musiał się dowiedzieć, co go czeka. Bo przecież nie było możliwości, aby ktokolwiek dopuścił do opcji numer jeden, czyli przemiany w marionetkę, dlatego niemal oczywistym było, iż wampiry zrobią wszystko, aby odnaleźć tej tajemniczy przedmiot, który będzie w stanie zniszczyć Sartaela. Ale z czym to się wiązało?
- Jakie ryzyko? - spytał chłopak, przełykając głośno ślinę.
- Szansa, że zginiesz podczas tej operacji, wynosi dobre pięćdziesiąt procent.
~~~
Rankiem Seth nie chciał wstawać z łóżka. Po rozmowie z Isaaciem, od razu udał się do swojego pokoju. Przespał cały wieczór oraz noc, a kiedy wreszcie obudził się o świcie, z niechęcią wysunął się spod kołdry. Po tym, co usłyszał od bruneta, nie miał najmniejszej ochoty na opuszczanie jedynego miejsca, gdzie czuł się bezpieczny. Taka już chyba była magia łóżek.
Niechętnie przewracał się z boku na bok, starając się na nowo zasnąć, lecz, jak można się było domyślać, nie wychodziło mu. Wreszcie, zrezygnowawszy z tej czynności, stoczył się z posłania, lądując tyłkiem na podłodze. Czołgając się po chłodnych panelach w stronę drzwi, w pewnym momencie zamarł, kiedy te się otworzyły, a w ich progu stanął blondwłosy wampir, z wyraźnym zdziwieniem malującym się na twarzy.
- Gorzej ci? - spytał, unosząc brwi, po czym wprosił się do środka i, wymijając po drodze szatyna, wgramolił się na łóżko. - Jak poszła wczorajsza rozmowa z Isaaciem? Dość wcześnie poszedłeś spać. - zauważył. - Coś się stało?
Seth, nie odpowiadając, przewrócił się na plecy i, nadal leżąc na podłodze, zerknął na przyjaciela. Noah zajadał się jakimiś czekoladkami, na które Seth, o dziwo, nie miał ochoty.
- Prócz tego, że dowiedziałem się, iż Sartael żywi się moimi uczuciami, a ja swoją decyzją przyniosłem spore kłopoty? - spytał z udawanym zamyśleniem, na co blondyn wypuścił czekoladkę z ust, oczy automatycznie kierując na brązowowłosego. - Nic, a nic. - uśmiechnął się niczym dzieciak, po czym podniósł się do siadu, w międzyczasie poważniejąc. - Dlaczego ukrywaliście z Viorem przede mną coś tak ważnego? - zapytał z poważną pretensją w głosie.
Noah ułożył usta w prostą linię, nie odpowiadając na to pytanie.
- Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi i sobie wszystko mówimy. - rzekł z wyraźnym żalem.
Wampir spuścił wzrok. Nie wiedział, co może powiedzieć. Nie miał nic na swoje usprawiedliwienie. W sumie to nawet nie zamierzał się tłumaczyć, gdyż nie było ku temu powodu. Mógł o wszystkim powiedzieć Sethowi, co w sumie wyszłoby wszystkim na dobre, ale tego nie zrobił. I to całkiem świadomie.
Zdawał sobie sprawę, że popełnił spory błąd, zachowując tę kwestię dla siebie.
- Vior też o tym wiedział, prawda? - zadał kolejne pytanie, nie odrywając spojrzenia od przyjaciela, o ile teraz mógł go tak nazywać. Czuł się oszukany.
- Tak. - potwierdził, po czym podniósł się z miejsca.
Seth uśmiechnął się pod nosem.
- No cóż, teraz będziecie mieć nauczkę, aby nie owijać w bawełnę i mówić mi wprost, co jest na rzeczy. A przynajmniej mam taką nadzieję. - wreszcie udało mu się nawiązać kontakt wzrokowy z Noahem. - Bo wiesz, ja naprawdę nie lubię kłamstwa. - zamilkł, lecz widząc, iż jego przyjaciel nie ma zamiaru nic mówić, westchnął. - Nic nie powiesz?
Noah wzruszył ramionami.
- Nie wiem, co mogę ci powiedzieć. - zmrużył oczy, które na nowo zaczęły wyrażać zasysającą wszelkie uczucia pustkę. - Wiem, że popełniłem błąd i jest mi z tego powodu przykro, ale czasu nie cofnę. - ruszył w stronę drzwi, lecz w pewnym momencie się zatrzymał i rzucił przez ramię: - Nie wiem, czy pamiętasz, ale w czwartej klasie, na pewnej wycieczce w Niemczech, kupiliśmy w takim starym sklepie czekoladki. Bardzo ci wtedy smakowały. - i na nowo ruszył w stronę wyjścia, lecz nim całkiem opuścił pokój, rzucił krótkie 'smacznego'.
Seth podniósł się z podłogi i zerknął na łóżko, na którym leżało otwarte pudełko czekoladek, o którym chwilę wcześniej wspomniał Noah. Podszedł do mebla, po czym na nim usiadł, dłonią sięgając po opakowanie słodkości. Położył je sobie na kolanach i wlepił w nie ślepia.
Teraz już czuł się kompletnie beznadziejnie.
Nieświadomie zacisnął chude dłonie na pudełku, robiąc na nim niewielkie wgniecenia, a następnie odłożył przedmiot na bok i przetarł oczy. Ten dzień dopiero, co się zaczął, a już stał się paskudny.

__________
to już 50 rozdział i póki co nie było nic z gejozy, aha XDDD


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic