czwartek, 30 marca 2017

"Desirable blood" - Rozdział 49

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 49.
Autor: Chizu Chan.





Seth mimowolnie uśmiechnął się, kiedy jego oczom ukazała się poważna twarz Isaaca. Szatyn cieszył się, że brunet był cały. Naprawdę nie wybaczyłby sobie, gdyby i on w jakimś stopniu ucierpiał z jego powodu. Tego byłoby już za wiele.
Czarnowłosy, nic nie mówiąc, przesunął się na bok, wpuszczając tym samym nastolatka do środka. Seth wszedł do pokoju bez zawahania, a następnie rozejrzał się po pomieszczeniu.
Było tutaj jak w każdym innym pomieszczeniu. Białe ściany, jasne panele oraz meble o podobnym odcieniu. Wręcz biło chłodem.
Nastolatek zwrócił swoje spojrzenie ku mężczyźnie, który właśnie zamykał drzwi. Było tak wiele rzeczy, o które pragnął spytać, jednak właśnie przez to nie wiedział, od czego zacząć.
Przez chwilę tak po prostu się w niego wpatrywał, co jakiś czas otwierając buzię, jakby miał zamiar coś powiedzieć, lecz koniec końców nie był w stanie wydukać kompletnie nic, co miałoby sens. Isaac, widząc trud, z jakim zmaga się szatyn, cicho westchnął pod nosem, a następnie przemówił.
- Nadal boli? - spytał, lecz gdy zauważył zamieszanie na twarzy Setha, dodał - Lewe ramię. Nadal boli po tym, jak zostałeś postrzelony? - nieświadomie dotknął lewej strony klatki piersiowej, a konkretniej miejsca znajdującego się parę centymetrów nad sercem.
Seth pokręcił głową w odpowiedzi. Rzeczywiście nic już nie czuł. Przedtem rana go bolała, mimo że szybko powinna się zagoić, ale jednak wynik był inny. Na całe szczęście ten ból już przeszedł. Teraz pozostał jedynie pewien dyskomfort, który był do zniesienia, i który z każdą chwilą wydawał się coraz bardziej ustępować.
- Te pociski były czymś pokryte, prawda? - spytał tylko i wyłącznie dla stuprocentowej pewności, gdyż sam miał już pewnego rodzaju podejrzenia z tym związane.
- Zgadza się. - brunet przytaknął, po czym kontynuował. - To trucizna. Wyjątkowo upierdliwa.
- Tak podejrzewałem. - powiedział pod nosem, prawdopodobnie sam do siebie, lekko marszcząc nosek. Isaac przypatrywał się mu w ciszy i skupieniu, czekając, aż usłyszy coś więcej. Seth postanowił zmienić temat z trucizny zawartej w broniach Uroboros na coś, jego zdaniem, na tę chwilę o wiele ważniejszego. - Jak to się stało, że... no wiesz... - zmarszczył brwi, zastanawiając się, jak odpowiednio sformułować to, o co chce zapytać. - Czy John dowiedział się, że pomogłeś mi w ucieczce? - nie ta informacja była jego głównym celem, lecz stwierdził, iż dobrze byłoby od niej zacząć. 
- Prawdopodobnie się domyślił. - wyznał, nawet na moment nie zmieniając mimiki. To już chyba było częścią niego. Ten kamienny wyraz twarzy, nigdy nie pokazujący żadnych emocji. Niby zdarzały się chwile, kiedy Isaac wyglądał na przejętego, ale były to dosłownie ułamki sekundy.
- Więc... - szatyn zaczął, siadając na krawędzi łóżka. - Jak to możliwe, że nic ci nie zrobili? - przełknął ślinę, zdając sobie sprawę, iż trochę obawia się odpowiedzi. - Czy Uroboros nie pozbywają się zdrajców? - uniósł brwi.
Czy użył dobrego określenia? Słowo zdrajca chyba niezbyt pasowało do Isaaca... Czy może jednak?
- Tak jest. - przytaknął, po czym zajął miejsce obok Setha. Nieznacznie odchylił głowę do tyłu, lekko mrużąc oczy i jednocześnie nabierając odrobinę powietrza do płuc. Wraz z głośnym wydechem, przemówił. - Wydaje mi się, że po prostu jestem dla nich zbyt cenny. Może nie tyle ja, co umiejętność, którą posiadam.
W tej chwili Seth pożałował, że odszedł wtedy bez Isaaca. Nie powinien tego robić.
- Na tej zasadzie w sumie działa ta organizacja. - wzruszył ramionami, nie odrywając wzroku od sufitu. - To, co może przynieść im korzyści, jest jak najbardziej pożądane i przy okazji chronione, lecz w przypadku osób czy rzeczy, które się zbytnio nie przydadzą... chyba się domyślasz. - rzucił przelotne spojrzenie na zmartwioną twarz nastolatka. - Wyszło na to, że należę do pierwszej grupy. - nieznacznie uniósł kąciki ust w górę.
Szatyn podniósł tyłek z łóżka, by następnie stanąć tuż przed brunetem i obdarować go poddenerwowanym spojrzeniem.
- Nie możesz tam wrócić. - rzekł pewnie, czym zdziwił mężczyznę, czego, rzecz jasna, ten nie dał po sobie poznać. Jak zwykle zresztą. - Nie pasujesz do tych ludzi.
Isaac zdawał sobie z tego sprawę. Doskonale wiedział, iż nie jest typowym członkiem Uroboros. Pomijając fakt, iż nigdy nie popierał ich metod i w sumie się nimi brzydził, nawet nie podzielał celu organizacji. A konkretniej - przebudzenia Sartaela i doprowadzenia do końca świata. Dlaczego w takim razie nie chciał stamtąd odejść?
Spuścił wzrok, tracąc tym samym z oczu pobudzonego do działania Setha. Nastolatek, widząc tę rezygnację u bruneta, cicho westchnął, a następnie kucnął w miejscu, w którym stał, po czym ujął swoją twarz w dłonie, łokcie podpierając o kolana.
- Doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? - spytał, mimo iż doskonale znał odpowiedź.
- Mhm. - mruknął cicho na potwierdzenie, po czym uniósł głowę, skupiając oczy na zmartwionej twarzy Setha. - Zastanawiasz się, dlaczego to robię, racja? - Seth jedynie skinął głową, czekając, aż Isaac uraczy go tą informacją. - Jestem z nimi od zawsze. To mój dom. - wyznał, ponownie spuszczając wzrok, jakby się wstydził tego, co właśnie powiedział.
Seth nie ukrywał zdziwienia. Lekko rozdziawił buzię, co jednoznacznie wskazywało, iż nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Raczej liczył na to, że Isaac powie, iż jest szantażowany, zobowiązany, coś w tym stylu, ale że Uroboros jest jego domem? To było ostatnie, o czym mógłby pomyśleć. A nawet tego nie zrobił.
- Jak to dom? - zmarszczył brwi, zabierając wreszcie głos i tym samym przerywając ciszę, która trwała od momentu, kiedy Isaac przyznał się do przykrej prawdy. - Nie masz rodziny ani nikogo takiego, że nazywasz te potwory... - nie skończył, gdyż Isaac przerwał mu nagłym zerwaniem się do pionu.
- Niczego takiego nie powiedziałem. - rzekł poważnym tonem, sprawiając tym, iż Seth pożałował swoich słów. - Mam na myśli przyzwyczajenie. Tego typu, jakie czujesz do domu rodzinnego i rodziców. To jest to uczucie, które sprawia, że jest ci ciężko się wyprowadzić, mimo że to już należyta pora, a ty sam jesteś pełnoletni. Mimo tego jest to dla ciebie trudne. - wyjaśniał spokojnie, patrząc nastolatkowi prosto w oczy, przez to cen zaczynał odczuwać coraz to większe przytłoczenie. - Nie mam rodziny. Nie znam osoby, którą mógłbym nazwać mamą czy tatą. Nikt taki nie istnieje w moim życiu. Od dziecka jestem pod skrzydłami Uroboros. Traktuję to miejsce jak dom. - zmrużył oczy. - Przynależę tam.
Seth ułożył usta w prostą linię.
Dlaczego za każdym razem, kiedy chcę dla kogoś dobrze, robię coś zupełnie przeciwnego?
- Przepraszam. - powiedział z wyraźnym smutkiem w głosie, nie odrywając wzroku od twarzy Isaaca. - Lecz skoro już podałeś taki ładny przykład z domem rodzinnym, pozwolisz, że do niego nawiążę. Nie uważasz, iż to najwyższa pora na wyprowadzkę z Uroboros?
Czarnowłosy się zawahał nad odpowiedzią i było to po nim widać, co od razu uszczęśliwiło Setha. Chłopak zrozumiał, że w pewien sposób dotarł do Isaaca, wzbudzając w nim tym samym jakieś emocje.
- Uroboros nie można ot tak opuścić. Nie, kiedy wie się o nich tak wiele. Tym bardziej, że wiedzą, jaką umiejętność posiadam. Nie ma szans, aby pozwolili mi odejść. - pokręcił głową. Seth spodziewał się takiej odpowiedzi. To było w sumie dość oczywiste.
Ale kto powiedział, że Isaac będzie musiał ich poinformować o swoim odejściu? Tylko głupiec poszedłby do siedziby i powiedział, iż opuszcza szeregi tejże organizacji, narażając się tym samym na nagłą śmierć.
- Przecież nie musisz tam wracać. - rzekł Seth. Isaac zaśmiał się gorzko na te słowa.
- Jeśli ja nie pójdę do nich, to oni przyjdą do mnie. - oznajmił, uśmiechając się krzywo. Naprawdę wyglądał na przytłoczonego całą tą sytuacją. W końcu zdobył się na wyznanie, iż ma dość tej całej organizacji i ich poczynań, lecz mimo to był w kropce, gdyż nie mógł tak po prostu ich opuścić. To było niemożliwe. Brunet zdał sobie sprawę, iż Seth był pierwszą osobą, której o tym wszystkim tak po prostu powiedział.
- To niech przychodzą. - kontynuował, bardzo pewny swoich słów. Szatyn wiedział, iż może liczyć na pomoc Viora i pozostałych wampirów. Z całą pewnością wyciągnęliby oni do niego pomocną dłoń, gdyby tylko o to poprosił.
- Nie wiesz, co mówisz. - westchnął, po czym dodał: - Sam widziałeś, do czego są zdolni. John i ten drugi. A wierz mi, to nie są najbardziej umiejętni członkowie. Są o wiele lepsi od nich.
- I co, będą się fatygować najlepszymi, znajdującymi się nawet po drugiej stronie półkuli ziemskiej, aby tylko zabić jedną osobę? - spytał szatyn z ironią w głosie.
- Śmiej się, ale taka jest ta organizacja. Zdrajców kara się śmiercią, nieważne ile trzeba się namęczyć, aby to osiągnąć.
- Poradzimy sobie.
- Stałeś się bardzo pewny siebie. - stwierdził, patrząc lodowatym wzrokiem na niższego. - Dobrze, pozwól więc, że zapytam. Czy jesteś na tyle silny, aby stanąć przeciwko całej organizacji, będąc w stanie z nimi wygrać?
Seth nerwowo przygryzł dolną wargę. Wiedział, do czego zmierzała ta rozmowa. Znów ktoś chciał mu udowodnić, jaki to on nie był słaby i bezsilny. Miał już tego po dziurki w nosie.
- Pewnie nie. - odpowiedział szczerze z lekkim zakłopotaniem, co wywołało na twarzy Isaaca uśmiech pełen satysfakcji. - Ale co z tego? Przecież nie jestem sam. No i na dodatek nie jestem już taki słaby, jak kiedyś. - zmrużył oczy.
- To znaczy? - założył ręce na klatce piersiowej, głowę lekko przechylając na bok.
- Zyskałem siłę od Sartaela.
Isaac momentalnie zmarkotniał. Przez chwilę tkwił w szoku, nie mówiąc ani słowa. Jedynie spoglądał na niższego chłopaka, w głowie analizując, czy oby na pewno dobrze usłyszał.
- Zyskałeś co? - zmarszczył brwi.
Seth nie odpowiedział, gdyż wiedział, iż Isaac dobrze usłyszał, a to pytanie było wynikiem czystego niedowierzania.
Zmartwił się, gdyż zauważył, że Vior zareagował w bardzo podobny sposób.
Zupełnie, jakby chłopak zrobił coś złego, prosząc swój cień o pomoc, a przecież chciał dobrze. O co im wszystkim chodziło?
- Zdajesz sobie sprawę, co jest ceną tych próśb o pomoc? - spytał brunet, wyrywając tym nastolatka z rozmyślań.
Teraz w sumie Seth był pod znakiem zapytania.
Czy to właśnie ta kwestia była powodem gniewu Viora i Isaaca?
- Nie wydaje mi się, aby Sartael czegokolwiek oczekiwał. - powiedział niepewnie, a widząc zrezygnowanie na twarzy bruneta, zmieszał się jeszcze bardziej. - No co? Sartael sam powiedział, że chce mi po prostu pomóc. Dlaczego miałby chcieć czegoś w zamian?
Isaac przybił sobie piątkę z czołem.
- Bo to Sartael. - westchnął głęboko. - Demon żywiący się uczuciami. - odsłonił twarz, po czym nabrał większą ilość powietrza do płuc, by po chwili głośno je wypuścić. - Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale Sartael, dając ci siłę, wziął coś sobie w zamian. - oblizał dolną wargę. - Uroboros właśnie ma to na celu. Aby Sartael pozbawił cię wszelkich uczuć. Abyś stał się jego marionetką, którą będzie w stanie opętać. I wiesz co wtedy nastąpi?
Seth przełknął ślinę, domyślając się odpowiedzi.
- Jak bardzo zrąbałem?
- Wierz mi, że bardzo. - wyznał, co zmartwiło nastolatka jeszcze bardziej.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic