czwartek, 30 marca 2017

"Desirable blood" - Rozdział 48

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 48.
Autor: Chizu Chan.





W szatynie coś pękło, kiedy tylko wszedł do pomieszczenia, w którym leżała Susan. Dziewczyna miała już mokre włosy od potu, który również pokrywał jej czoło. Lecz pomimo tego, nie okazywała żadnych oznak życiowych. Leżała w kompletnym bezruchu. Jej klatka piersiowa nie unosiła się, a powinna. Twarz Susan była niezwykle blada, a miejsca pod oczami wręcz fioletowe.
Wyglądała, jakby była martwa.
Poniekąd była, ale...
Nadal istniała jakaś nadzieja, czyż nie?
Chłopak ze sporym zawahaniem zaczął iść w stronę łóżka, na którym leżała dziewczyna, a następnie przed nim stanął, na końcu kucając. Łagodnie dotknął dłoni przyjaciółki i aż się wzdrygnął po odczuciu chłodu, które biło od kończyny z niezwykłą mocą.
Powoli wodził wzrokiem po jej nieruchomej sylwetce, aż wreszcie zatrzymał się na klatce piersiowej, która, mógłby przysiąc, poruszyła się. Co prawda stało się to bardzo szybko i chłopak nawet nie zdążył stwierdzić, czy to wydarzyło się naprawdę czy też po prostu wyobraźnia płatała mu figle, jednak w obecnej sytuacji o tym nie myślał. Po prostu chciał jak najszybciej powiadomić Viora o zaistniałym zdarzeniu.
Błyskawicznie zerwał się na nogi i rzucił na drzwi, które już po chwili otworzył z hukiem.
Zdziwił się, kiedy dostrzegł tylko Noaha. Jeszcze moment temu blondyn stał tam z Viorem, a teraz był sam, na dodatek sprawiając wrażenie mocno poirytowanego. Czyżby pokłócił się z wampirem?
Nie chcąc więcej przeciągać, Seth wreszcie podszedł do jasnowłosego, wyrywając go tym samym z rozmyślań.
- Dokąd  poszedł Vior? - spytał od razu, rozglądając się na boki z nadzieją, że może gdzieś tam ujrzy bruneta.
- Nie mam pojęcia. - odpowiedział beznamiętnie, wzruszając ramionami. Poprawił jednak swoją postawę, widząc przejęty wyraz twarzy przyjaciela. - Coś się dzieje z Susan, zgadza się? - zmarszczył brwi.
- Tak. - potwierdził, kiwając głową. - Znaczy, tak mi się wydaje... - przygryzł dolną wargę, zastanawiając się, jak to w miarę szybko i jednocześnie zrozumiale wyjaśnić. - Nie wiem, czy to mi się wydawało, ale  mam wrażenie, że się poruszyła. Znaczy, nie ona, ale jej klatka piersiowa. Zupełnie, jakby nabrała trochę  powietrza  do płuc. - podrapał się w tył głowy z zakłopotaniem wypisanym na twarzy. - Czy to możliwe, Noah?
- Że oddycha? Tak. - potwierdził, a następnie ruszył w stronę pokoju, z którego chwilę wcześniej wybiegł Seth.
Szatyn podążał za przyjacielem w ciszy. Wszedł za nim do pomieszczenia i niepewnie rzucił okiem na leżącą dziewczynę. Nie poruszała się.
Seth mimowolnie westchnął pod nosem. Noah jednak nic nie powiedział, tylko podszedł do łóżka i się pochylił, przykładając głowę do klatki piersiowej nastolatki.
Chwilę później na nowo się wyprostował i spojrzał na przyjaciela z wyraźnym smutkiem w oczach.
- Chyba jednak wydawało ci się. - spuścił wzrok. - Póki co nic się nie dzieje.
Nastolatek poczuł się, jakby ktoś wylał mu na głowę wiadro zimnej wody. Do samego końca liczył na to, że jednak usłyszy, iż Susan zaczęła oddychać. Że jest dla niej nadzieja. Ta przemiana go przerażała. Doskonale pamiętał słowa Viora. Nie każdy jest w stanie przeżyć ten stan. Martwił się, że Susan temu nie podoła i odejdzie już na zawsze, zupełnie jak Liam. Nie chciał tego. Strata kolejnej ważnej dla niego osoby była ostatnią rzeczą, której pragnął.
- Przemiana może trwać nawet tygodnie, dlatego nie przejmuj się tym. - dodał po chwili blondyn, myśląc, iż choć minimalnie podniesie tą informacją przyjaciela na duchu.
- Niby jak mam się nie przejmować? To moja przyjaciółka. - oparł się o ścianę, cały czas patrząc na czubki swoich butów.
- Wiem o tym. Doskonale zdaję sobie sprawę, że ci ludzie są dla ciebie ważni i wierz mi, przykro mi z powodu tego, co się stało. - wyznał szczerze, poważniejąc. Podszedł do Setha i, nie zważając na zdanie chłopaka, złapał go za  rękę i wyprowadził z pokoju. - Nie bój się. Susan jest pod obserwacją. Jeśli ktokolwiek coś zauważy, od razu zostaniesz o tym powiadomiony.
Seth nie opierał się. Dotyk przyjaciela w pewnym sensie go uspokajał. A spokój był tym, czego nastolatek w chwili obecnej naprawdę potrzebował.
Szli w milczeniu. Żaden z nich nie odczuwał potrzeby, aby się odzywać. Prawda była taka, że dawniej ta dwójka potrafiła się idealnie zrozumieć bez słów. Jak było obecnie? Tego nie widział nikt, nawet oni. Przez to jedno skojarzenie, myśli Setha znów zaczęły krążyć wokół osoby jego przyjaciela, a konkretniej tego, co się w nim zmieniło.
Patrząc zmrużonymi ślepiami na plecy blondyna, zastanawiał się, jak wielka przepaść ich dzieli przez tę sześcioletnią rozłąkę. Bo nie było możliwości, aby między nimi nie powstała ściana. Nie widząc się tyle czasu, ba. Nie wiedząc, że jeden z nich żyje i na dodatek jest jedną z  nadprzyrodzonych istot? Sześć lat to spory kawał czasu. W jego trakcie w życiu obu chłopaków wydarzyło się mnóstwo rzeczy. Tych dobrych, jak i złych.
Ciężko było to przyznać Sethowi, ale... niestety, on i Noah oddalili się od siebie. Mimo iż nie było to pożądane, to jednak stało się.
No i na dodatek dopiero co szatyn się dowiedział, iż jego wampirzy przyjaciel ma dziewczynę. Nie wiedząc czemu, był zły, kiedy o tym myślał. Był to wynik zazdrości? Gniewu spowodowanego tym, iż dowiedział się o ich relacji tak późno? Co prawda wcześniej nie było okazji, czy chociażby tematu, by o tym wspomnieć, ale nadal... Seth czuł pewnego rodzaju gniew, gdy tylko wracał do tego myślami.
Czy było więcej rzeczy, o których nie miał pojęcia? Z całą pewnością.
- Jeden z członków Uroboros pytał o ciebie. - powiedział wreszcie blondyn, przerywając ciszę. Zwrócił tym na siebie ciekawskie spojrzenie szatyna, który wyraźnie zdziwił się tą informacją. Nie było możliwości, aby tym pytającym był John, bo pomijając fakt, iż mężczyzna miał naprawdę głęboko w poważaniu stan Setha, gdyż zdawał sobie sprawę, że Sartael go wyleczy z wszelkiego rodzaju obrażeń, to pewnie Vior po całym zdarzeniu z wystrzałem zajął się nim na tyle, że trzydziestolatek z całą pewnością nie był w stanie nic powiedzieć. Więc... to był Isaac?
- Ten brunet? - spytał z nadzieją w głosie.
- Obaj mają czarne włosy. - uśmiechnął się pobłażliwie, na co Seth przybił sobie piątkę z czołem.
- Racja. - westchnął, przejeżdżając dłonią wzdłuż twarzy w geście zażenowania własną głupotą.
- Ale tak, to on. - zaśmiał się, widząc zmieszanie na twarzy szatyna. - O ile się nie mylę, ma na imię Isaac, zgadza się? - nawiązał kontakt wzrokowy z przyjacielem. Nawet jeśli tego otwarcie nie powiedział, chciał dowiedzieć się, kim był dla niego ten mężczyzna. W końcu Seth spędził z nim trochę czasu podczas pobytu w organizacji Uroboros. Na dodatek, jak sam nastolatek twierdził, brunet pomógł mu w ucieczce stamtąd, dlatego Noah szczerze się zastanawiał, o co w tym wszystkim mogło chodzić.
- Tak, nazywa się Isaac Black. - oznajmił, puszczając dłoń Noaha. - O co pytał?
Blondyn założył ręce na torsie, opierając się o marmurowy filar, znajdujący się tuż za jego plecami.
- Głównie o to, czy wszystko z tobą w porządku. Wyglądał na dość przejętego całą sytuacją. - wyjaśnił, wzrokiem błądząc po jasnej podłodze, jakby bał się spojrzeć na twarz przyjaciela. - To ten mężczyzna, który ci pomógł w ucieczce z ich siedziby, prawda?
Seth energicznie pokiwał głową. Trochę się ożywił na wieść o Isaacu, co trochę zmartwiło blondwłosego wampira. Noah jednak nie dał tego po sobie poznać, gdyż od razu umieścił na swojej twarzy lekki, szczerze wyglądający uśmiech.
- Naprawdę się cieszę, że nic mu nie jest. - szatyn odetchnął z ulgą.
Blondyn przypatrywał się nastolatkowi w skupieniu, zdając sobie sprawę, iż Isaac nie był mu obojętny.
- Gdzie on jest? - spytał w końcu Seth, patrząc na jasnowłosego z nadzieją, że ten wyjawi mu tę informację. - Będę mógł z nim porozmawiać...?
- Wydaje mi się, że tak. - oderwał się od filaru,  a następnie zaczął zmierzać w tylko sobie znanym kierunku. Nakazał Sethowi ruchem dłoni, aby ten podążał za nim. Tak też szatyn uczynił. - Vior stwierdził, że skoro Isaac pomógł ci w ucieczce, ryzykując przy tym własnym życiem, nie może być kimś złym. Dlatego też zamiast wrzucić go do lochu, jak Johna, pozostawił go w jednym z normalnych pokoi. Z opieką, całe szczęście.
- Całe szczęście? - trochę się zdziwił tym określeniem. - Isaac nie jest złą osobą.
- Może, nie znam go. Ty zresztą też. - wzruszył ramionami, nie zatrzymując się. - Ale skoro twierdzisz, że nie jest taki okropny, chyba mogę przymknąć na to oko.
- Kiedy zrobiłeś się taki nieufny? - uniósł brwi, przypominając sobie, jak kiedyś Noah jako pierwszy nawiązywał kontakt praktycznie z każdym, obdarowując od razu wszystkie te osoby sporym zaufaniem. 
Blondyn spuścił głowę w dół, lekko mrużąc oczy.
- Po tym, jak umarłem. - odpowiedział beznamiętnie, a następnie spojrzał na stojącego w bezruchu przyjaciela i dodał - To tutaj. - skinął głową na drzwi znajdujące się po jego lewej stronie, po czym odszedł, nic nie mówiąc.
Seth przygryzł dolną wargę, raz jeszcze przeklinając w myślach swoją głupotę. Przecież oczywistym było, iż na zmianę w charakterze Noaha największy wpływ miała przemiana w wampira. Szatyn zdawał sobie sprawę, że ten okres nie należał do najłatwiejszych i najbardziej kolorowych w życiu blondyna, a mimo to często mówił coś nieprzemyślanego, co skutkowało powracaniem myślami do tych przykrych chwil.
Stwierdził, że przeprosi za to przyjaciela, ale dopiero po tym, jak porozmawia z Isaaciem.
Bez wahania podszedł do drzwi, by następnie w nie zapukać. Gdy przez pewną chwilę nie usłyszał żadnej odpowiedzi, ponownie uniósł dłoń, by raz jeszcze stuknąć kostkami w drewnianą powierzchnię. Jednak nim zdążył to zrobić, ktoś złapał za klamkę, otwierając tym samym wrota. Seth mimowolnie się uśmiechnął, kiedy jego oczom ukazała się poważna twarz Isaaca.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic