czwartek, 23 marca 2017

"Desirable blood" - Rozdział 47

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 47.
Autor: Chizu Chan.





Seth nawet nie wiedział, jak ubrać w słowa to, co czuł, kiedy po przebiegnięciu kilkuset metrów z prędkością światła, zatrzymał się, by w spokoju móc się uszczypnąć i sprawdzić, czy to nie jest jakiś sen.
To nie był żaden sen.
To była jego nowa rzeczywistość.
- Już się nacieszyłeś? - spytał Noah, wywracając oczami na widok zadowolonego przyjaciela. Mimo iż sprawił tym gestem wrażenie lekko poirytowanego, tak naprawdę cieszył się razem z Sethem.
- Noah, ja... - zaczął marzycielskim tonem, na moment przygryzając dolną wargę. - Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie to wspaniałe uczucie, móc wreszcie zrobić coś samemu! Mówiąc coś, mam na myśli dorównanie w pewnym stopniu wam, wampirom. - westchnął, uśmiechając się radośnie. - Nareszcie nie muszę  się czuć zależny od innych. Teraz  mogę sam o siebie zadbać.
Blondyn pokręcił głową z niedowierzania. Zaraz  po tym rzekł:
- Cieszę się twoim szczęściem, ale teraz  już naprawdę chodźmy. - ponaglił. - Chyba chcesz jak najprędzej dowiedzieć się, co z Susan, prawda? - spytał, mimo że doskonale znał odpowiedź.
Seth postanowił odłożyć na później podniecanie się nowym sobą, dlatego już po chwili przemierzał kolejne odległości z  wampirem u boku. W pewnym momencie rzucił okiem na przemijający z prawej strony krajobraz. Całość przesuwała się tak szybko, że chłopak nawet nie nadążał z zastanowieniem się, co chwilę temu zobaczył.
Zupełnie, jak jego nowe życie. Nim zdążył cokolwiek przekalkulować, pojawiały się nowe informacje, które jeszcze bardziej mąciły mu w głowie.
Ale musiał to wreszcie zaakceptować. Choć nie było łatwo, powoli zaczynał się nastawiać na nową codzienność, która do najłatwiejszych i najbezpieczniejszych niestety nie należała. I prawdopodobnie należeć nie będzie.
W momencie, kiedy jego oczom ukazał się znajomy, spory pałac, mimowolnie nabrał sporo powietrza do płuc, zatrzymując się przy tym w miejscu.
Teraz zaczął się bać. Jak jeszcze chwilę temu myślał, że nie może się doczekać, aż znajdzie się w tym miejscu, tak teraz wolałby być na drugim krańcu świata, nadal nieświadomy tego, co się dzieje z jego przyjaciółką i resztą bliskich.
Ale był tutaj też John. Osoba, której Seth szczerze nienawidził, tym samym życząc mu wszystkiego, co najgorsze. I to w sumie przez  wzgląd na niego, chłopak wreszcie zmusił się do wejścia do środka ogromnego budynku. Już na wejściu powitała go twarz Viora, która o dziwo już nie była tak promienna, jak dotychczas. Coś się w nim zmieniło.
Seth podejrzewał, że mogło to mieć mniejszy bądź większy związek z jego decyzją w sprawie Sartaela.
Lecz co mógł na to poradzić? Stało się. Poprosił swój cień o pomoc, poświęcając tym samym uczucie, jakim była bezsilność. Ale czy żałował tego? Skąd.
A przynajmniej na razie nie czuł się z tym źle.
- Spodziewałem się was nieco wcześniej. - powiedział brunet, a następnie założył ręce na torsie i spojrzał na Setha z niemrawym uśmiechem. - Jak wrażenia po nieco szybszym biegu, niż zazwyczaj?
Szatyn, nie wiedząc czemu, poczuł dziwne przytłoczenie tym pytaniem.
- D-dobrze. - zająkał się, wywijając kąciki ust w górę, chcąc jakoś uśmiechem złagodzić sytuację, lecz przez wzgląd  na stres spowodowany dziwną aurą bijącą od Viora, całość przypominała raczej grymas, niżeli uśmiechniętą, radosną twarz.
Noah cicho się zaśmiał, widząc zakłopotanie ze strony Setha, jak i Viora.
- Może odłożymy tę kwestię na  później i zajmiemy się czymś ważniejszym, co? - rzekł blondwłosy wampir, przez co został obdarowany przez szatyna spojrzeniem pełnym podzięki.
- W porządku. - Vior kiwnął głową, a następnie skierował się w znanym przez  siebie kierunku, dając wcześniej znak chłopakom, aby zaczęli za nim podążać.
Seth z każdym kolejnym krokiem zaczynał odczuwać coraz to większe napięcie, spowodowane natłokiem myśli w związku z Susan i tym, co właśnie musiało się z nią dziać.
Zdołał się trochę rozluźnić, kiedy poczuł na ramieniu ciepłą dłoń Noaha, a następnie ujrzał jego uśmiech.
- Nie myśl o najgorszym, Sethie. - pokręcił głową z dezaprobatą, domyślając się, iż jego przyjaciel w głowie tworzył same złe scenariusze.
- Trochę z tym ciężko, kiedy masz tę świadomość, iż twoja przyjaciółka dostała kulkę w głowę, a teraz przechodzi przemianę w wampira. - zaśmiał się gorzko, marszcząc brwi. - Jeśli znasz jakiś sposób, dzięki któremu przestałbym się tak tym zadręczać, z chęcią cię wysłucham.
- Więc jeśli nie mam do powiedzenia nic, co mogłoby ci w tej kwestii pomóc, lepiej, żebym siedział cicho? - wysunął wniosek, po czym lekko się uśmiechnął, doskonale zdając sobie sprawę, że Seth nie miał tego  na myśli.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło. - westchnął, kręcąc głową.
- Wiem. - wytknął szatynowi język, posyłając mu również rozbawione spojrzenie.
Tak, jak Vior podejrzewał, Noah nawet w najmniejszym stopniu nie miał przyjacielowi za złe tego, iż poprosił o pomoc Sartaela. I to go poniekąd denerwowało, ponieważ na kogo, jak nie blondyna, miał liczyć? Jasnowłosy był kimś niezmiernie ważnym dla Setha, dlatego z całą pewnością mógłby mieć spory wpływ na jego decyzje, gdyby tylko się postarał. Ale mimo to wolał stać na uboczu i godzić się na wszystko, co zamierzał szatyn. Vior nie popierał tego, szczególnie w kwestii Sartaela. Wiedział, że Seth był młodym chłopakiem, nie znającym konsekwencji związanych ze złymi decyzjami, gdyż nie miał jeszcze okazji ich doświadczyć, dlatego tak bardzo starał się mieć na niego oko. Ten świat był dla niego kompletną nowością, więc wampir spodziewał się różnych, niekoniecznie dobrych decyzji, od których miał zamiar go odwodzić. Sam, rzecz jasna, nie dałby sobie rady, dlatego oczekiwał choćby najdrobniejszej pomocy od blondyna.
Niestety, prawda była taka, że nawet gdyby Noah robił wszystko, co w jego mocy, aby nastawiać wrogo Setha na Sartaela, szatyn i tak zrobiłby to, co uważał za słuszne.
Nie od dziś było wiadomo, iż Seth należał  do grupy upartych osób.
- Jesteśmy. - rzekł Vior, zatrzymując się przed dużymi, drewnianymi drzwiami, prowadzącymi  do Susan.
Seth podszedł do nich niepewnie, by po chwili złapać za klamkę i, naciskając na nią, zrobić sobie przejście do pokoju.
Noah i Vior zostali tam, gdzie przez  cały czas stali. Kiedy szatyn zamknął za sobą drzwi, brunet spojrzał na jasnowłosego, uraczając go niezbyt ciekawym spojrzeniem.
- Coś nie tak? - spytał blondyn, udając, iż nie wie, o co chodzi, mimo że  doskonale to wiedział.
- Dobrze wiesz, Noah. - wycedził przez zęby, poważniejąc. Gdyby był tutaj Seth, z pewnością zacząłby się trząść z przerażenia, jednak zważywszy na fakt, iż to był właśnie Noah, jedyną odpowiedzią, jaką otrzymał Vior, było leniwe wzruszenie ramionami. - Nie zachowuj się tak, jakby było ci wszystko jedno! - podniósł głos, co zdziwiło nawet blondyna. - Dobrze wiesz, jakie konsekwencje niesie za sobą proszenie o coś Sartaela. Teraz  na dodatek już nie mamy co nawet marzyć o zapieczętowaniu go, Noah. Rozumiesz, co to oznacza?
- I co, to niby moja wina, że Seth poprosił go o siłę? - prychnął, a następnie przechylił głowę na bok, marszcząc brwi. - To była jego decyzja. On tego chciał. Nawet gdybym mu powiedział, co na siebie tym czynem przyniesie, nie rozmyśliłby się. Chyba  musiałbym na nim użyć hipnozy, aby zmienił zdanie.
- Może i powinieneś był to zrobić. - rzekł z pełną powagą, na co Noah otworzył buzię ze zdumienia.
- Chyba sobie kpisz, Vior. - ułożył usta w prostą linię, oczekując na jakiekolwiek wyjaśnienie tego, jego zdaniem, żałosnego stwierdzenia. Kiedy nie otrzymał odpowiedzi, której oczekiwał, westchnął, a następnie kontynuował. - A gdzie wolna wola? - burknął, gestykulując. - To są metody Uroboros. Naprawdę chcesz być taki, jak oni?
- Nie chcę, ale co innego mi pozostaje, kiedy Seth jest gotów poświęcić swoje emocje i uczucia, na rzecz pragnień, bez których spełnienia spokojnie mógłby żyć?
- Tak myślisz? Bo ja szczerze wątpię, że wytrzymałby dłuższą chwilę ze świadomością, iż jego bliscy giną, a on nie może nic z tym zrobić, mimo że ma szansę. - zaśmiał się krótko, czym niemiłosiernie zirytował Viora. - W sumie i tak sporo wytrzymał.
- Więc to według ciebie w porządku?
- Nie mam zdania na ten temat, jasne? Seth nie jest już dzieckiem. Nie jest również półmózgiem. Potrafi sam dla siebie znaleźć odpowiednie rozwiązanie. - westchnął. - Skoro jest dzięki temu szczęśliwy, dlaczego mamy mu czegokolwiek zabraniać...?
- Bo szczęście również jest uczuciem. A Sartael się nimi żywi. Pozbawia swojego nosiciela wszystkie po kolei, aż finalnie nie zostaje z niego jedynie puste naczynie. Takiej marionetki potrzebuje do spełnienia swojego przeznaczenia. - spojrzał na blondyna z bólem w oczach. - Takiej przyszłości pragniesz dla niego? Nie wierzę.
Noah spuścił wzrok, zdając  sobie sprawę z  racji Viora.
- Teraz już i tak za późno. Skoro raz poprosił o pomoc i Sartael jej udzielił, w pewnym stopniu się z nim połączył. - zmrużył oczy. - Teraz tylko musimy dopilnować tego, aby Seth nie poprosił o nic więcej. Im bardziej się ze sobą połączą, tym ciężej będzie wydostać Sartaela.
Noah uniósł brwi.
- Wydostać? - powtórzył, prostując się. - Zamierzasz odnaleźć tę rzecz?
- Zgadza się.
- I co, jeśli ją znajdziesz? Zamierzasz jej użyć? Obaj doskonale wiemy, jak ogromne ryzyko niesie za sobą ingerowanie w ich połączenie. Tym bardziej, że ono już nastąpiło. - pokręcił głową. - To może go zabić.
- Więc lepiej, aby stał się marionetką Sartaela i doprowadził do końca  świata? - uniósł jedną brew. Noah zawahał się przed odpowiedzią. Zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, ale pomimo to nie mógł się pogodzić z faktem, iż ryzyko wyciągnięcia Sartaela niosło za sobą śmierć jego przyjaciela.
- Nie musi się nią stać. Seth jest mądry. Jeśli mu wyjaśnimy całą sytuację, z pewnością... - zaciął się.
- Nie wątpię w twoje słowa, ale tym samym zdaje sobie sprawę z potęgi Sartaela i jego umiejętności manipulacji umysłem. - wyjaśnił zwięźle, na co Noah nabrał sporo powietrza do płuc. - Odnajdzie chwilę słabości u niego, odpowiednio dobrze parę słów i wierz mi, Seth się na to zgodzi, nawet nie zdając sobie sprawy z konsekwencji. - westchnął. - Nic do ciebie nie mam, Noah, gdyż doskonale wiem, że nie jesteś zły. Ba, ja mam tę świadomość, że zrobisz wszystko dla dobra przyjaciela.
Noah słuchał Viora w ciszy, bacznie mu się przyglądając.
- Ale jesteś nim zaślepiony. Wiem, jak to jest być zaślepionym osobą, którą się kocha, dlatego dam ci radę. Zamiast robić wszystko, czego on pragnie, bo myśli, że jest to odpowiednie, rób to, co ty uważasz za słuszne. Seth może momentalnie nie rozumieć paru spraw, dlatego postaraj się mu doradzić, pomóc.
Noah spuścił głowę. Przez chwilę milczał, w głowie kalkulując wszystko, co usłyszał od mężczyzny. W końcu odchrząknął, przykładając się do powiedzenia czegoś.
- Wiedziałeś...? - spytał cicho, jakby się bał i odpowiedzi, i samego pytania.
- To widać. - rzekł z ciepłym uśmiechem.
- Rozumiem. - przygryzł dolną wargę.
Brunet w końcu odszedł, zostawiając blondyna samego z niemałym mętlkiem w głowie. Zdał sobie sprawę, że zrąbał. Vior miał więcej doświadczenia, niż on. Żył już tyle czasu na tym świecie, że wiedział, co dobre. Blondyn na chwile o tym zapomniał i teraz tego żałował.


1 komentarz :

  1. Zaczęłam czytać Twojego bloga jakiś czas temu. Myślę, że było to na początku "Something I didn't know". Naprawdę podziwiam Twój sposób pisania, zakochałam się w tych opowiadaniach. Masz wielki talent.❤❤

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic