czwartek, 23 marca 2017

"Desirable blood" - Rozdział 46

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 46.
Autor: Chizu Chan.





Z trudem otworzył oczy. W pomieszczeniu było  dość ciemno, dlatego nie musiał się martwić, iż zostanie oślepiony przez światło.
Podniósł się do siadu z wyraźnym grymasem bólu wypisanym na twarzy. Lewe ramię dawało się we znaki, a raczej rana postrzałowa, która znajdowała się w jego okolicy. Mimo że minęło już trochę czasu od momentu, kiedy chłopak został postrzelony, ból nie ustępował, nawet jeśli jego ciało już się zregenerowało.
Miał kompletną pustkę w głowie. Nie wiedział, co się stało i dlaczego tutaj przebywał, na dodatek nie pamiętając ostatnich wydarzeń. Miał jedynie jakieś niezrozumiałe przebłyski wspomnień.
Przygryzł dolną wargę, przerzucając nogi przez krawędź łóżka, by następnie na nich stanąć i podejść do drzwi, prowadzących do wyjścia z pokoju.
Tak proste czynności sprawiały mu niemały ból.
Gdy wreszcie znalazł się na korytarzu, rozpoznał to miejsce. Był u siebie w domu. Raz jeszcze rzucił okiem na pomieszczenie, w którym chwilę temu się znajdował i zdał sobie sprawę, iż był to pokój gościnny, dłuższy czas nie używany przez nikogo.
Lekko zmarszczył brwi, niepokojąc się dziwną ciszą. Na dodatek od momentu wybudzenia się, towarzyszyło mu dziwne uczucie, jakby był o wiele silniejszy i sprawniejszy. Niestety nie pamiętał niczego, co mogłoby się wydarzyć w przeciągu doby. Przez to był w kropce.
Oparł się o ścianę, głowę spuszczając w dół.
Gdzie są wszyscy? Dlaczego jest tu tak cicho? Czy nie było ze mną Noaha?
Mocniej ściągnął brwi.
Co z Susan i Liamem?
Momentalnie poczuł się, jakby dostał w twarz.
Przecież Liama już z nim nie było.
Błyskawicznie oderwał się od ściany i szybkim krokiem ruszył w stronę schodów. Wszystko zaczęło do niego wracać. Każde wspomnienie, wydarzenie związane z wczorajszym wieczorem. Uświadomił sobie, że zyskał siłę od Sartaela i udał się do miasta, by pomścić śmierć przyjaciela. Jakoś wymknął się Noahowi, w związku z czym nie musiał go ze sobą zabierać. Na miejscu spotkało go wiele, jednak najważniejsze, co zapamiętał, to widok Johna z pistoletem w ręku...
Seth nieświadomie przyłożył dłoń do miejsca, w którym jeszcze nie tak dawno znajdował się srebrny pocisk.
...i upadająca na ziemię Susan.
Nabrał większą ilość powietrza do płuc, co wywołało spory ból, ale z zignorował to i udał się do kuchni, gdzie zazwyczaj znajdowała się Jane.
Wparował do pomieszczenia z niezwykłą prędkością, czym sam się zdziwił, ale nie to było jego obecnym zmartwieniem. Jakie to zdziwienie przeżył, kiedy zamiast kobiety, w kuchni zastał gotującego  coś przyjaciela. Blondyn zwrócił się do niego z obojętnością w oczach. Seth poczuł dziwne ukłucie w klatce  piersiowej i nie był to ból spowodowany raną po kuli.
- Wstałeś. - stwierdził, po czym wrócił do gotowania. Wziął do prawej dłoni drewnianą łyżkę, by zacząć nią coś mieszać na patelni. Seth podszedł bliżej i rzucił okiem na posiłek przygotowywany przez wampira.
Znowu warzywa, pomyślał, a następnie skierował spojrzenie na twarz Noaha, a raczej jej profil.
- Noah... - zaczął, lecz nie dane mu było skończyć, gdyż blondyn obdarował go zirytowanym spojrzeniem, na wskutek czego szatyn zapomniał języka w gębie.
Nerwowo przełknął ślinę, myślami wracając do wczorajszego wieczoru. Czy zrobił coś, co mogło aż tak zdenerwować Noaha? Przecież wampir nie zachowywałby się tak bez ważnego powodu...
Postanowił spytać wprost, nawet jeśli było to trudne.
- Dlaczego taki jesteś...? - lekko zmarszczył brwi. Gdy przez dłuższą chwilę nie otrzymał odpowiedzi, cicho westchnął pod nosem, a następnie wlepił ślepia w podłogę.
Noah odłożył drewnianą łyżkę na blat, a następnie wyłączył palnik, na którym stała patelnia. Poszedł do szafki, by wyjąć z niej czysty talerz, na którym już po kilkunastu sekundach znalazły się ciepłe warzywa. Położył talerz na stole i wreszcie zrobił to, czego tak bardzo pragnął Seth. Spojrzał na niego.
- Zjedz. - uformował usta w prostą linię. Jego zachowanie trochę zadziwiało szatyna.
Lecz Seth bez słowa usiadł przy stole i zajął się posiłkiem, którego pozbył się w oka mgnieniu. Pusty talerz odłożył do zmywarki, a następnie oparł się o blat.
- Jeśli jest cokolwiek, co chcesz mi  powiedzieć, zrób to. Jeżeli popełniłem jakikolwiek błąd i ci to nie pasuje, poinformuj mnie o tym. - zacisnął dłonie w piąstki. - Wszystko będzie lepsze od tego, co robisz  obecnie. - uniósł głowę, od razu kierując spojrzenie na cichego wampira. - Nie bądź taki dla mnie.
Noah przygryzł dolną wargę, na co zwrócił uwagę Seth. Nie mógł oderwać spojrzenia od pełnych ust blondyna. Z pewnością nie wyglądało to najlepiej. Gdy wreszcie udało mu się skupić na czymś innym, odczuł ulgę, czego już całkiem nie rozumiał.
- W porządku. - powiedział cicho, a następnie nabrał trochę powagi. - Jestem zły.
Seth przełknął ślinę, cały czas patrząc w dół. Bał się spojrzeć przyjacielowi w twarz.
- R-rozumiem... - zająkał się, na co obdarował się miliardem obelg w myślach. Sądził, że już wyzbył się tego durnego nawyku, który dawał znać o swoim istnieniu w momencie, kiedy chłopak był mocno poddenerwowany. - Vior zapewne też nie jest zadowolony z faktu, iż poprosiłem o pomoc Sartaela... Ale musisz zrozumieć, Noah, że nie miałem wyjścia... - podniósł głowę, robiąc krok w przód, jakby chciał dać tym jakiś znak. Widząc smutek malujący się na twarzy przyjaciela, zamilkł. Nie powiedział nic więcej.
Wampir wreszcie przerwał ciszę, wzdychając pod nosem.
- Rozumiem cię, Seth i wierz mi, to nie przez to jestem zły. - pokręcił głową, po czym splótł ze sobą dłonie za plecami, a następnie nawiązał kontakt wzrokowy z szatynem, mając tym razem zamiar utrzymać go nieco dłużej. - Nie mam powodu, aby się na ciebie gniewać przez tę decyzję. Sam ją podjąłeś i, jak mniemam, miałeś ku temu jakiś ważny powód. Nie wnikam. Powinieneś doskonale wiedzieć, że nieważne co, zawsze jestem z tobą.
Seth poczuł w tym momencie poczucie winy. Zacisnął dłonie na materiale spodni, cudem powstrzymując się od odwrócenia głowy. Nie potrafił patrzeć na wampira w takim stanie. Widok tej przepełnionej bólem twarzy był nie do zniesienia.
- Zdenerwowałem się, ponieważ mi o niczym nie powiedziałeś i tak po  prostu zniknąłęś bez słowa. Wiesz, jak się martwiłem? - zmrużył oczy, które przepełniał czysty ból i zawód. - Bałem się, że coś ci się stało. Nie mogłem wyzbyć się tej myśli. A wierz mi, to było straszne.
Oczy szatyna się zaszkliły. Wyglądał jak zraniony szczeniaczek. Naprawdę było mu przykro. Rozumiał swój błąd i żałował, że postąpił w taki, a nie inny sposób, jednak zadręczanie się tym czasu nie cofnie. Co się stało, to się nie odstanie.
- Przepraszam. - powiedział cicho, spuszczając głowę w dół, tym samym przerywając kontakt wzrokowy z wampirem.
- Nie chcę przeprosin. - rzekł z powagą, a następnie podszedł do przyjaciela i położył mu dłoń na ramieniu. Seth niepewnie uniósł łebek, lecz nie spojrzał tak od razu na blondyna. Wzrokiem błądził po jego klatce piersiowej, zastanawiając się, dlaczego był taki zestresowany. Wcześniej nie reagował w taki sposób. Co mogło się zmienić? - Zamiast tego, obiecaj mi, że już więcej nie odwalisz podobnego numeru. - westchnął. - Naprawdę nie chciałbym musieć drugi raz przeżywać tego samego.
Seth pokiwał głową. Nie był w stanie wydusić z siebie żadnego słowa.
- Dobrze. - blondyn odetchnął z ulgą. Lekko poklepał szatyna po ramieniu, na którym do tej pory trzymał rękę, a następnie oddalił się o kilka kroków, na nowo nabierając powagi. - Tak, jak mówiłem, nie mam zamiaru oceniać cię ze względu na decyzję, którą podjąłeś, ale... jesteś świadom konsekwencji, jakie może to przynieść? - uniósł jedną brew, zakładając ręce na klatce piersiowej. - Vior nie bez powodu tak cię przed tym ostrzegał i chronił. - ściągnął brwi. - No i... o co tak dokładnie poprosiłeś Sartaela?
Seth wziął większy wdech, w międzyczasie opierając się plecami o lodówkę. Nie miał nic do ukrycia przed Noahem.
- Poprosiłem go o siłę, dzięki której będę w stanie sam załatwiać swoje sprawy. - odpowiedział szczerze. - Nie wiem, czy rozumiesz, ale bezsilność, która mnie dobijała przez cały ten czas, była naprawę paskudnym uczuciem...
Noah lekko zmarszczył brwi.
Była...?
- Już jej nie czujesz...? - spytał dość podejrzliwym tonem.
- Nie. - pokręcił głową z niewielkim uśmiechem. - Całe to uczucie zniknęło w momencie, gdy się wzbudziłem po rozmowie z Sartaelem.
- I tylko bezsilność zniknęła? - kontynuował, co zdziwiło Setha. Szatyn zastanawiał się, o co chodziło z tymi pytaniami. Noah sprawiał wrażenie wyjątkowo poważnego, gdy je zadawał.
- Tak, ale... co to za pytania? - obdarował wampira  niepewnym spojrzeniem.
Noah westchnął pod nosem, a następnie przymknął oczy.
- Nic. Jednak uważaj, gdy prosisz go o pomoc, a on żąda czegoś w zamian. Tylko o tyle cię proszę.
- Dobrze... - zamilkł, po czym rzucił okiem po pomieszczeniu. Nagle dotarła do niego ważna rzecz.
Co stało się z tymi wszystkimi ludźmi? Gdzie Jane i Andy? John i Isaac? Przecież byli tam, a Vior z całą pewnością nie wypuściłby ich tak po prostu. Nie Johna, który... postrzelił Susan.
Seth momentalnie zbladł. Miał przed oczami widok padającej na ziemię przyjaciółki.
- Noah... - zaczął nerwowo, spoglądając na przyjaciela z paniką w oczach. - Czy Susan... czy ona... no wiesz... - nie widział jak to powiedzieć. To jedno, konkretne słowo nie chciało mu przejść przez gardło. Jego przyjaciółka nie mogła zginąć. Już stracił Liama. Nie mógł znieść myśli, że jej też mogłoby nie być.
Noah, widząc miliard emocji malujących się na twarzy Setha, jedynie cicho odetchnął, po czym rzekł:
- John strzelił jej prosto w głowę.
Świat wokół Setha momentalnie zaczął wirować. To nie mogła być prawda. Nie Susan. Nie kolejna osoba, która zginęła z jego winy...
Zasłonił dłonią usta, robiąc krok w tył. Patrzył na blondyna z przerażeniem, w głowie mając obraz martwych twarzy Susan i Liama. Dwójki jego przyjaciół.
Oni nie żyli.
Nawet jeśli zdobył siłę, nie był w stanie uratować ważnych dla niego osób.
Nadal był za słaby.
- Tylko wiesz, Seth. - kontynuował Noah z wyraźnym grymasem. - Nie wiem, czy pamiętasz, ale przed tym całym zajściem doszło do czegoś, czego byłeś świadkiem.
Szatyn niepewnie spojrzał na blondyna, nie rozumiejąc, co ten chciał mu przekazać.
- To znaczy? - spytał jakby od niechcenia. Naprawdę miał już dość wszystkiego.
- Vior podał jej swoją krew, Seth. - po usłyszeniu tego, nastolatek jakby dostał chłodem po twarzy. To go przywróciło do świata żywych.
Lecz mimo wszystko, Noah ani trochę się nie cieszył.
- Dziewczyna w tej chwili przechodzi przemianę. Ale wierz mi, Sethie... - posmutniał, przypominając sobie swoje początki. - To nie jest nic, z czego można się cieszyć.
Spuścił wzrok, po czym wyminął przyjaciela, kierując się w stronę wyjścia.
Seth domyślił się, gdzie zmierzał Noah. Błyskawicznie dorównał mu kroku, denerwując się na samą myśl, iż w domu, do którego idą, przebywają jednocześnie Jane, Vior, Susan, John i Isaac.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic