czwartek, 23 marca 2017

"Desirable blood" - Rozdział 44

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 44.
Autor: Chizu Chan.





Seth nie zdołał zmrużyć oka na zbyt długi czas. Obudził się może po godzinie. Lekko przetarł oczy, po czym podniósł się do siadu i spojrzał w bok, na śpiącą przyjaciółkę. Susan nadal drzemała, co bardzo ucieszyło szatyna. Nie chcąc jej budzić, cicho zszedł z łóżka i podszedł do okna. Na zewnątrz powoli zaczynało się ściemniać. Seth nie mógł tutaj zostać na noc, mimo że chciał. Musiał wrócić do domu i sprawdzić, czy z Jane i Andy'm jest wszystko w porządku. Chciał również wreszcie zakupić jakiś telefon, gdyż jego brak wyraźnie wszystko komplikował. Chłopak opuścił pokój, starając się nie narobić przy tym żadnego hałasu, a następnie udał się na poszukiwania mamy Susan. Na całe szczęście kobieta siedziała w salonie i czytała jakąś gazetę. Kiedy dowiedziała się, iż jej córka zasnęła, odetchnęła z ulgą i szczerze podziękowała Sethowi. Chłopak jej wyjaśnił, że musi wrócić do siebie i załatwić parę spraw, z czym nie było żadnego problemu. Seth już po chwili znajdował się na świeżym powietrzu, powoli zmierzając w stronę swojego miejsca zamieszkania.
Po kilku minutach przechodził przez próg drzwi wejściowych. Przeszedł wzdłuż korytarza, by następnie skręcić do kuchni, gdzie, jak podejrzewał, przebywała Jane. Kobieta większość czasu spędzała w tym pomieszczeniu, nawet jeśli nie miała nic ważnego do roboty. Często po prostu siedziała przy stole i nad czymś myślała. Było  to coś dziwne, ale cóż poradzić. Każdy miał jakieś swoje odchyły.
- Już wróciłeś? - spytała, przyglądając się siostrzeńcowi z uwagą.
- Tak. - potwierdził, siadając przy stole. - Nie jest z nią najlepiej. Wiesz, Jane, ona... - zmarszczył brwi, zaciskając dłonie na materiale spodni. - Zrobiła sobie krzywdę. Martwię się, że ta cała sprawa ją przerośnie. - westchnął. - Nawet nie wiem, jak mogę jej pomóc.
- Wystarczy, że po prostu przy niej będziesz. Tak mi się przynajmniej wydaje. W chwilach takich, jak ta, potrzeba nam wsparcia i bliskości ważnych dla nas osób.
- Masz rację, ale nadal... - zaciął się. Nie wiedział, co powiedzieć. Jane miała rację i Seth był tego świadom, ale coś go blokowało. Chłopak bał się, że swoją obecnością jedynie wszystko pogorszy.
Nie dane mu było dokończyć, gdyż w pewnym momencie w pomieszczeniu rozległ się głośny dźwięk, świadczący o dość potężnym otwarciu drzwi, w związku z czym uderzyły one w ścianę. Nim Seth zdążył o cokolwiek spytać, przed jego twarzą pojawił się przejęty Vior i, nie mówiąc ani słowa, złapał szatyna za rękę, niemal od razu ciągnąc go za sobą w stronę wyjścia. Przed tym jednak zerknął niepewnie na Jane, która jedynie skinęła głową z lekkim uśmiechem, dając tym znak, aby o nią się nie martwić. Koniec końców kobieta była wyrocznią.
Seth nie wiedział, co jest grane. Nie miał nawet okazji się o to spytać. Rozumiał powagę sytuacji. Nigdy wcześniej nie widział Viora tak poważnego, a zarazem przejętego, dlatego logicznym było, iż wydarzyło się coś niezbyt ciekawego.
Zatrzymali się po wyjściu z domu.
- Co się dzieje, Viorze? - spytał, posyłając wampirowi pytające spojrzenie. Wszystko działo się tak szybko, że już sam nie wiedział, co myśleć. Dopiero co się dowiedział o śmierci przyjaciela i samookaleczaniu się przyjaciółki, dlatego myśl, iż było coś jeszcze, niezwykle go przytłaczała.
- Musimy wracać. Szybko. - powiedział niezrozumiale, na co Seth zmarszczył brwi.
- Jak to wracać? - wyprostował się. - Mam znowu stąd odejść? Chyba nie mówisz poważnie?
- Ludzie z organizacji się zbliżają. Jakimś dziwnym trafem od razu dowiedzieli się, iż tutaj przebywasz bez opieki.
- Ale to tym bardziej nie możemy tak po prostu zniknąć. - pokręcił głową, cofając się parę kroków w tył. - Obaj doskonale wiemy, do czego oni są zdolni.
- Owszem. - zgodził się, po czym zbliżył się do chłopaka i ponownie złapał go za  rękę. - Dlatego nie możesz tu zostać. To zbyt ryzykowne. Nie martw się, twojej przyjaciółce i rodzinie nic nie grozi. Osobiście dopilnuję, aby ci ludzie zapłacili za swoje czyny.
- W takim razie pozwól mi zostać. - rzekł pewnie Seth.
- Przepraszam, ale chyba nie mówisz poważnie. - wampir pokręcił głową z niedowierzaniem. Kiedy jednak Seth nie przestawał na niego spoglądać z pełną powagą, westchnął. - Twoja obecność może jedynie wszystko pokomplikować, Seth.
Chłopak nie chciał się sprzeczać. Spuścił głowę w dół i dał się poprowadzić Viorowi. Był zły. Nie na wampira, lecz na siebie samego. Nienawidził tej bezsilności. Faktu, iż ma okazję, a i tak nie może nic zrobić, bo jest za  słaby.
Kiedy dotarli do granicy, spotkali się z niewielką grupą wampirów. Wśród nich była Lydia, która zabrała ze sobą szatyna. Chłopak ani razu nie podniósł na nikogo wzroku. Uważał, że nie zasługuje na to, aby móc komukolwiek spoglądać w oczy. Nienawidził być chronionym przez innych. Chciał sam pełnić taką rolę, lecz  nie mógł. Nie przy swoich obecnych możliwościach.
Nawet  nic nie powiedział, gdy dziewczyna narzuciła swoje tempo, w związku z czym musiała go podnieść, bo w końcu sam nie nadążyłby za wampirem na pełnych obrotach.
Kolejna rzecz, przez którą niezwykle się zirytował.
Jednak do samego końca milczał.
Gdy w końcu znaleźli się w pałacu Viora i Seth wreszcie stanął na własne nogi, poprawił ubrania i poszedł przed siebie, nie odzywając się ani słowem. Lydia nie była o to zła. Zdawała sobie sprawę, iż obecna sytuacja nie była dla chłopaka najprostsza, dlatego nie obwiniała go o beznadziejne zachowanie.
Pewnym było, że Seth w przyszłości będzie się musiał jakoś z tym uporać.
Kiedy znalazł się w środku, przeszedł kawałek wzdłuż korytarza, by po chwili oprzeć się o ścianę i schować twarz w dłoniach. Krzyknął, co zostało na całe szczęście stłumione przez  zasłoniętą twarz. Ale to mu ani trochę nie pomogło. W dalszym ciągu odczuwał niesamowite  przytłoczenie tym wszystkim. Bezsilność go dobijała. Nie chciał taki być. Wiecznie zależny od innych. Miał już tego dość.
Zsunął się po ścianie na podłogę, nie odkrywając twarzy. Zacisnął zęby, zaczynając kręcić głową. Nawet nie spostrzegł, jak jego twarz zrobiła się mokra od łez. Ściągnął brwi, zaczynając wycierać mokre miejsca. Ale to nic nie dało. W ich miejscu po krótszej chwili pojawiały się kolejne krople, więc chłopak w końcu zrezygnował ze ścierania ich. Siedział skulony przy ścianie i czekał, aż to się skończy.
- Seth?
Szatyn niepewnie uniósł głowę, a kiedy kawałek dalej ujrzał zdziwionego Noaha, na nowo skierował wzrok w dół, nic nie mówiąc. Blondyn podszedł bliżej, finalnie kucając tuż przy przyjacielu. Przez chwilę milczał, jedynie przypatrując się jego zapłakanej twarzy.
- Dlaczego płaczesz? - spytał, nie odrywając wzroku od szatyna. Martwił się. - Co się stało, Sethie? - uniósł dłoń i już miał położyć ją na ramieniu przyjaciela, jednak pod koniec powstrzymał się od tego. Przygryzł dolną wargę. - Czy to ma jakiś związek z Viorem? Wiem, że niedawno się tutaj zjawił i zabrał ze sobą kilka wampirów, ale nic mi nie powiedziano.
Seth na potwierdzenie kiwnął głową. Nie chciał się odzywać. Wiedział, że przez ten płacz będzie brzmiał skończony mięczak. Kolejna rzecz, która niezmiernie go dobijała.
- Więc...? - zmarszczył brwi, niecierpliwiąc się coraz bardziej. - O co chodzi? Czemu płaczesz?
Kiedy Noah przez kolejną dłuższą chwilę nic nie usłyszał, westchnął.
- Seth...
- No co?! - podniósł nagle głos, niemal się zrywając, co nieźle zaskoczyło blondyna. - Co mam powiedzieć?! Że czuję się beznadziejnie, bo tracę szansę na zemstę, kiedy mam dobrą okazję, ponieważ jestem za słaby?!
Wampir nie ukrywał zdumienia. Szeroko otwartymi patrzałkami wpatrywał się w mocno poddenerwowanego Setha, którego klatka piersiowa unosiła się równie szybko, co opadała.
- Seth... - spróbował raz jeszcze, posługując się łagodnym tonem. - O jakiej zemście mówisz?
- O niczym nie wiesz Noah, co? - zaśmiał się krótko, nawet przez  chwilę nie spoglądając na przyjaciela.
- Więc mi wyjaśnij. W innym wypadku się nie dowiem. - spoważniał. - Co się wydarzyło w  mieście, Seth?
Szatyn na nowo zamilkł. Z nerwów zaczął bawić się dłońmi. Nie wiedział jak to powiedzieć. Prawda nie chciała mu przejść przez gardło. Kiedy myślał, że jego przyjaciel nie żyje, coś się w nim gotowało.
- Sethie. - postanowił zrobić to, co planował przetem. Delikatnie dotknął ramienia przyjaciela, w pełni skupiając na nim spojrzenie. - Powiedz mi. Przecież możesz mu ufać.
- Wiem, Noah. Wiem. - powiedział od razu, starając się za wszelką cenę uspokoić oddech. - Tu nie chodzi o kwestię zaufania. Ja po prostu nie wiem, jak to wyznać. - pokręcił głową, ściągając. - Jestem taki beznadziejny...
- Przestań, nie jesteś taki. - zdenerwował się.
- Właśnie, że tak. Słaby, bezsilny. Sam nic nie mogę zrobić. Wiecznie na kimś muszę  polegać. Mógłbym tak wymieniać i wymieniać, a końca i tak nie byłoby widać. - zaśmiał się krótko, co jeszcze bardziej zdziwiło blondyna.
- O czym ty mówisz? - zmarszczył brwi, zabierając dłoń. Nie rozumiał zachowania swojego przyjaciela. - Kto ci to powiedział?
- Nikt nie musiał. Sam do tego doszedłem. - wzruszył ramionami. - Czy tak nie jest? Nigdzie nawet nie mogę sam wyjść, bo grozi mi niebezpieczeństwo ze strony Uroboros. Wszędzie muszę mieć ze sobą ochroniarza.
- Przestań... Przecież to nic złego. Jesteś człowiekiem. To logiczne, że sam nie poradzisz sobie z wampirami. I to nie jest żaden powód do wstydu.
- Właśnie, że jest! - podniósł głos, a następnie nawiązał kontrakt wzrokowy z blondynem. Dopiero teraz Noah dostrzegł, jak wieki ból towarzyszył jego przyjacielowi. Momentalnie odczuł potrzebę zrobienia wszystkiego, co pomogłoby mu się podnieść na duchu. - Zabili Liama. - w przeciągu sekundy w kącikach jego oczu zebrały się łzy. Noah uniósł brwi po usłyszeniu tej informacji. - A to wszystko przeze mnie. Ponieważ im uciekłem. Bo sprzeciwiłem się Johnowi. - zacisnął dłonie w pięści, ponownie spuszczając wzrok. - A teraz na nowo po mnie idą. Vior od razu mnie tutaj odesłał. Ale ja tak nie mogę. Nie potrafię siedzieć na tyłku, mając świadomość, iż gdzieś  tam dzieje się coś złego. Tam jest moja rodzina. Jest Susan. Ona mnie teraz potrzebuje. Nie poradzi sobie sama... Gdybyś tylko ją widział... Słyszał... Ledwo, co wytrzymuje. - przełknął ślinę, po czym kontynuował. - I wiesz co? Ja nie mogę nic zrobić. Bo jestem tylko bezsilnym człowiekiem. A wiesz, co jest najgorsze? Że to właśnie istnienie tego bezsilnego człowieka odpowiada za te wszystkie zgony. - nie mógł już dłużej trzymać emocji na wodzy. Pękł. Schował twarz w dłonie. - To wszystko moja wina... Samo moje istnienie jest problemem.
Noah już nie mógł dłużej tego słuchać. Westchnął cicho, a następnie objął przyjaciela. Poklepał go lekko po plecach.
- Ja tak nie uważam. - powiedział cicho, niemal szepnął. W dalszym ciągu łagodnie błądził dłonią po plecach szatyna, zataczając na nich koła i różne wzory. - To nie wina tego, że istniejesz. Powodem jest ludzka chciwość. Nawet nie próbuj się zadręczać myślą, że istniejesz, błagam. - westchnął.
Seth nic nie powiedział. Nie chciał się odzywać. Nie miał na to siły i przede wszystkim nerwów. To wszystko zaczynało go powoli przytłaczać.
- Chciałbym przynajmniej móc sam o siebie zadbać. - rzekł cicho po chwili ciszy, która była przerywana tylko i wyłącznie oddechem obu chłopaków. - Ale nawet po treningach nie będę miał co o tym marzyć, bo... - zamilkł.
- Jesteś człowiekiem, tak. To  prawda. Ale, Seth, spójrz na to z innej strony. - oddalił się chłopaka, by móc spojrzeć mu w oczy. - Nie tylko siła się liczy. Jest mnóstwo rzeczy, za które  możesz się zabrać, nie czując się przy tym gorszy. Weź pod uwagę swoje atuty, mocne strony i zacznij to kształcić. Tym sposobem odwdzięczysz się wampirom za ich pomoc. Nie będziesz tylko żerującym człowiekiem, za którego się uważasz.
Seth zdobył się na lekki uśmiech.
- Gdyby tylko to było takie proste, Noah. - odwrócił wzrok od poważniej twarzy przyjaciela, a następnie podniósł się na nogi. - Dziękuję, że ze mną posiedziałeś.
- Nie masz za co dziękować. - pokręcił głową. - Jesteśmy przyjaciółmi, czyż nie?
- Racja. - skinął głową. - Chyba położę się spać. Jeszcze raz dzięki.
Noah odprowadził wzrokiem przyjaciela aż do momentu, gdzie nie stracił go z oczu. Coś niepokoiło go w zachowaniu szatyna pod sam koniec rozmowy.
Seth nie chciał skupiać się na jakichś swoich atutach. To nie pomogłoby mu się usamodzielnić. Chłopak pragnął siły. Czegoś, dzięki czemu byłby w stanie samemu zadbać o swoje bezpieczeństwo, jak i innych. Zamierzał za wszelką cenę dowiedzieć się, jak to osiągnąć.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic