środa, 8 marca 2017

"Desirable blood" - Rozdział 43

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 43.
Autor: Chizu Chan.




Matka Susan miała lekkie opory w związku z wpuszczeniem do domu Setha wraz z jego towarzyszem. Kobieta jednak finalnie zgodziła się, przymykając oko na fakt, iż jeden z gości był wampirem. W obecnej chwili  nie miała siły na żadne sprzeczki czy problemy. Teraz  liczyła się jej córka. Wbrew pozorom martwiła się o nią, nawet jeśli zwykle tego nie okazywała.
Seth w ciszy udał się na górę, by po chwili stanąć przed zamkniętymi drzwiami prowadzącymi do pokoju jego przyjaciółki. Lekko zapukał we wrota, na co nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Spodziewał się tego. Wziął większy wdech, po czym powiedział:
- Susan? - przełknął ślinę, po czym skierował wzrok na Viora, który stał tuż obok. Posłał mu lekki uśmiech. Cały czas miał w głowie moment, kiedy to wampir czule go obejmował. Niby nic, a zarazem tak wiele. Dzięki niemu Seth zdołał się choć odrobinę uspokoić.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Szatyn postanowił spróbować raz jeszcze. Lekko zapukał w  drzwi, następnie wymawiając imię nastolatki, która siedziała w środku. Kiedy Vior skierował wzrok na zamknięte wejście prowadzące do pokoju, Seth domyślił się, iż Susan w jakiś sposób się poruszyła. Być może nawet postanowiła ich wpuścić.
- Susan, proszę. - kontynuował, szczerze martwiąc się o przyjaciółkę. Z tego, co powiedziała jej mama, chłopak wywnioskował, że było naprawdę źle. Nie chciał, aby zielonowłosa coś sobie zrobiła. Nie zniósłby myśli, iż kolejna bliska mu osoba skończyła marnie. - Porozmawiajmy...
Nie zdołał skończyć, gdyż drzwi w mgnieniu oka się uchyliły, a w ich progu stanęła Susan. Seth momentalnie rozdziawił buzię na jej widok. Twarz dziewczyny wyglądała strasznie. Była o wiele bardziej blada, niż zazwyczaj. Podkrążone oczy świadczyły o tym, iż nastolatka przez  długi czas  nie spała. Pod patrzałkami miała mocno widoczne, fioletowe sińce. Na widok przyjaciela uśmiechnęła się niemrawo, by po chwili na nowo zniknąć gdzieś w pokoju. Tym razem nie zamknęła drzwi. Zostawiła je otwarte, aby Seth wraz z Viorem mogli wejść do środka. Tak też obaj zrobili.
- Susan, nawet nie mów, że to, iż nic nie jesz, jest prawdą. - przeraził się szatyn. Niezmiernie martwił go taki stan rzeczy. - Błagam, nie rób sobie tego. - pokręcił głową, siadając przy dziewczynie.
Ta w odpowiedzi jedynie spuściła głowę w dół, nic nie mówiąc, jakby  bała się, że wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa sprawi jej ból.
- Ja... początkowo nie wierzyłem, ba. Nadal nie wierzę w to, co powiedział mi wujek. - objął dziewczynę jednym ramieniem, nie odrywając od niej wzroku. Na myśl o Liamie na nowo dopadł go smutek. Ponownie miał chęć się rozpłakać.
- Ale to prawda, Seth. - przemówiła wreszcie Susan, lecz jej głos nie był taki sam, jak dawniej. Dziewczyna brzmiała, jakby odebrano jej coś ważnego. Jakby była pozbawiona życia. - Liam odszedł. - jej drobne ciało zaczęło się trząść. Po chwili do uszu Setha i wampira dotarło ciche pociąganie noskiem.
Seth, nie wiedząc, co powiedzieć, aby w jakikolwiek sposób pocieszyć dziewczynę, jedynie ją objął. W sumie to nie miał ochoty na mówienie czegokolwiek. To i tak nic by nie zmieniło.
Zaczął delikatnie gładzić przyjaciółkę po plecach, nie mogąc znieść myśli, iż to wszystko dzieje się naprawdę. Ukradkiem zerknął ma Viora, który stał na środku pokoju i przyglądał się zielonowłosej z wyraźnym smutkiem w oczach.
- Znaliśmy się od dziecka. Każde moje wspomnienie jest w jakiś sposób związane z Liamem. Był dla mnie jak brat. Był najważniejszą osobą w moim życiu. - zacisnęła dłonie w pięści na  pościeli, biorąc spory wdech. - Jak ja mam teraz normalnie funkcjonować? Kiedy odebrano mi część mojego życia? Mojej przeszłości?...radości? - dodała pod nosem bardzo cicho. - To niemożliwe, Seth. Sam powinieneś dobrze wiedzieć, jak to jest. - uniosła głowę, aby nawiązać kontakt wzrokowy z szatynem. Mimo że ich twarze dzieliła naprawdę niewielka odległość, żadne z nich się się krępowało.
- Wiem. - chłopak spuścił wzrok, jednak się nie odsunął. - I na tej podstawie mogę  twierdzić, iż nic dobrego nie wyniknie z siedzenia w  pokoju i odnawiania wszystkiego, włącznie z jedzeniem. - pokręcił głową.
- Ale ja nie potrafię inaczej. Na myśl, że już nigdy więcej nie zobaczę jego uśmiechu, odechciewa mi się wszystkiego. Dosłownie. - przygryzła dolną wargę. Po chwili odsunęła się od nastolatka, by podwinąć rękawy od bluzy. Seth wytrzeszczył oczy na widok rzędu czerwonych kresek, które na płytkie nie wyglądały.
- Kiedy to sobie zrobiłaś...? - przejechał opuszkiem palca obok zranionego miejsca na skórze dziewczyny, po czym przeniósł wzrok na wampira, który przyglądał się wszystkiemu w zdumieniu.
- Dzisiaj. - wyznała szczerze, po czym zasłoniła rękę.
- Musisz to opatrzyć. - powiedział chłopak, podnosząc się na nogi. - Co, jeśli wdało się jakieś zakażenie?
- To nic. - wzruszyła ramionami, patrząc na podłogę. Wyglądała, jakby wszystko miała głęboko w  poważaniu.
- Nic? - powtórzył Seth, nieco się irytując. - Nic?! - podniósł głos, co zdziwiło nie tylko Susan, ale też Viora. Teraz oboje na niego patrzyli z zaskoczeniem w oczach, jednak nic nie mówili. - Chcesz mi powiedzieć, że takie samookaleczanie się to nic?! Coś zupełnie w porządku?! Nawet sobie nie żartuj, Susan! - zamilkł na chwilę, którą poświęcił na uspokojenie oddechu. Gdy to się stało, na nowo skupił spojrzenie na przyjaciółce. - Gdzie masz jakąś apteczkę?
- Mam lepszy pomysł. - przemówił Vior pierwszy raz od momentu, jak znaleźli się w domu zielonowłosej, a następnie podszedł do łóżka i na nim usiadł. Przyłożył własną dłoń do ust, po czym się w nią wgryzł. Seth uniósł brwi, nie rozumiejąc poczynań wampira.
- Proszę. - powiedział, podsuwając Susan dłoń, z której leciała krew. Dziewczyna wzdrygnęła się na ten widok.
- ...mam się napić krwi? - spytała, patrząc na Viora z niedowierzaniem. Gdy zamiast słownej odpowiedzi otrzymała jedynie kiwnięcie głową, spięła ramiona i mimowolnie odsunęła się od wampira. - Nie zrobię tego.
- Chcesz jeszcze bardziej zmartwić swoją mamę? Jestem prawie pewien, że nie ukryjesz przed nią tych śladów. Nie zdziwię się, jak pozostanie po nich blizna. - Vior nie ustępował.
Susan spoglądała na wampira z widocznym zawahanien. Zdecydowanie miała niemały mętlik w głowie. Nie chciała martwić swojej rodzicielki. Nie dbała o blizny, skrzywdziła się mając tę świadomość, iż jakieś ślady mogą pozostać, ale nadal... czuła, że źle postąpiła.
Nawet nie spostrzegła, jak z jej oczu zaczęły wypływać łzy. Nie czekając na nic więcej, chwyciła dłoń Viora, a następnie przyłożyła do niej miękkie usta, by po chwili za ich pomocą napić się cieplej krwi wampira. Zacisnęła mocniej powieki po poczuciu tego smaku. Może nie miała odruchów wymiotnych, ale nadal świadomość, iż piła krew, była trochę... przytłaczająca. Gdy w końcu skoczyła i odsunęła się od bruneta na odpowiednią odległość, schowała twarz w dłoniach i zaczęła głośno płakać.
Seth, który do tej pory nic nie mówił, jedynie spoglądał na wyszło w ciszy, dołączył do dziewczyny. Mimo że nie szlochał tak głośno,  jak przyjaciółka, z jego oczu wypływały łzy. Nie był w stanie ich zatrzymać.
- Mam już tego dość! - wykrzyczała, starając się jakoś uspokoić oddech. - Dlaczego my?! Dlaczego w ogóle takie rzeczy mają miejsce?!
Seth oparł się plecami o ścianę, by po chwili się po niej zsunąć na podłogę. Przetarł mokrą od łez twarz, po czym skupił smutne oczy na nadal płaczącej przyjaciółce.
- Już spokojnie. - powiedział Vior swoim idealnie opanowanym głosem, nie chcąc się za bardzo zbliżać do dziewczyny. Obawiał się, iż mogłoby to ją jedynie bardziej zdenerwować.
- Nie mogę być spokojna! Nie w takiej sytuacji! Myśl, że jutro się nie obudzę nie daje mi nawet najmniejszej chwili spokoju! - spojrzała na Setha. - Nie jesteśmy tutaj bezpieczni. - pokręciła głową. - Boję się, Seth. - dolna warga zaczęła jej drżeć. Podobnie dłonie. - Boję się, że będę następna. Że  mojej mamie może grozić niebezpieczeństwo. To mnie przeraża...! - głos ponownie jej się załamał.
Wampir nie czekał na  więcej dobijających słów. Łagodnie objął dziewczynę, gdyż widział, że było z nią naprawdę źle. A wiedział, iż tak drobny gest, jak zwykły przytulas, potrafił pomóc.
- Nie martw się, Susan. - powiedział cicho, delikatnie gładząc włosy dziewczyny. - Nic ci się nie stanie.
- A skąd możesz to wiedzieć? - spytała cicho, nadal łkając.
- Dopilnuję tego. - rzekł pewnie, co zdziwiło dziewczynę. Oddaliła się od niego na odpowiednią odległość, by następnie spojrzeć mu w oczy. Prawdopodobnie chciała coś z nich wyczytać. Vior jedynie posłał jej niewielki uśmiech, po czym podniósł się na nogi i spojrzał na Setha. - O bezpieczeństwo Jane i twojego wujka również zadbam. - zmrużył oczy, co dodało mu niezwykłej powagi. - Przydzielę odpowiednie patrole do tego miejsca. Jeśli chcesz, możesz z nią zostać. - wskazał na skuloną na łóżku Susan. Seth oczywiście przystał na ten pomysł. Już po chwili siedział obok przyjaciółki, obejmując ją ramieniem.
- A co z tobą? - spytał wampira.
- Muszę przekazać reszcie, iż nie ma co czekać na kolejne kroki ze strony Uroboros. Pora pokazać tej cholernej organizacji, że nie mają najmniejszego prawa na tak paskudne i bezwstydne czyny.
- Czy oni kiedykolwiek przestaną...? - spytał cicho Seth. - Znaczy, no wiesz. Czy przestaną, w przypadku kiedy nie przejdę na ich stronę. - przygryzł dolną wargę.
- Nie będą mieli innego wyboru. - rzekł chłodno wampir.
Seth zaczął intensywnie nad tym rozmyślać. Czy był jakiś sposób, aby temu zaprzestać? Uroboros potrzebowali Setha, gdyż mieli jakiś swój chory cel w zniszczeniu świata. Aż dziw brał, że  popierali coś tak absurdalnego. Ale przecież szatyn nie mógł tego ot tak zrobić. Potrzebował do tego sporych umiejętności, dużej siły fizycznej, jak i psychicznej, no i...
Było jeszcze coś.
Rzecz, o której mu wtedy wspominali.
Jakiś przedmiot, którego chłopak potrzebowałby, w razie gdyby zdecydował się spełnić tę chorą rolę.
A gdyby tak go zniszczyć?
- Viorze, czy ten przedmiot, którego będę potrzebował do spełnienia swojej cudownej roli, da się zniszczyć? - spytał z pełną powagą w głosie.
Wampir zerknął na szatyna w zdumieniu, jednak zamilknął na dłuższą chwilę.
- Wydaje mi się, że tak. - skinął głową. - Jednakże muszę cię rozczarować, gdyż nikt tak naprawdę nie wie, gdzie on się znajduje.
- Czy jego zniszczenie nie przyniosłoby nam spokoju?
Wampir pozostał przez chwilę cicho.
- Wątpię. - odpowiedział, co zdziwiło Setha. Nie tego się spodziewał.
- Jak to wątpisz? - uniósł brwi. Co to miało oznaczać? Czy do użycia mocy Sartaela ten przedmiot nie był przypadkiem niezbędny? A może znowu ktoś użył postępu i najzwyczajniej w świecie oszukał Setha?
Kolejne słowa Viora jedynie utwierdziły Setha w  tym fakcie. Przedmiot, o którym wtedy wspominało Uroboros, nie był czymś niezbędnym. Jednak wampir powiedział to na tyle niezrozumiale, że nastolatek nie wiedział, o co konkretnie chodziło. Chciał o to spytać, lecz powstrzymał się przez wzgląd na żądanie Viora. Brunet miał teraz na celu udanie się do swojego miejsca zamieszczania, by powiadomić wszystkich tam obecnych o tym, co miało miejsce. Brał wszystko na poważnie. Dzięki jego słowom Seth odetchnął w duchu. Mógł mieć pewność, iż jego bliscy będą bezpieczni.
Jaka szkoda, że dopiero teraz.
Chłopak szybko wyzbył się tej myśli. Nie mógł myśleć tak, jakby obwiniał o coś Viora, bo tak nie było. Nie miał nawet prawa tego robić. Zawdzięczał wampirowi praktycznie wszystko.
Kiedy brunet zniknął, zostawiając tym samym Setha samego z Susan, szatyn mocniej przytulił się do dziewczyny i złożył na jej czole pocałunek. Zaraz po tym na nowo wrócił do uspokajającego gładzenia jej po plecach, co wyszło na dobre, gdyż po krótszej chwili dziewczyna zasnęła. Chłopak wygodnie ułożył ją w łóżku, po czym przykrył jej ciało kołdrą, wcześniej zerkając na rękę, na której wcześniej widniały paskudne ślady po samookaleczaniu.
Jak dobrze, że już ich nie było.
Wampirza krew najwyraźniej naprawdę działała. Nawet na takie rany.
Chłopak oddalił się od  łóżka, na  którym spala dziewczyna i poszedł do okna. Pusta ulica. No tak. Kto normalny teraz by wychodził na zewnątrz, kiedy na prawo i lewo ginęli ludzie.
Seth pragnął zemsty. Nawet  jeśli nie powiedział o tym Viorowi, chciał jak nikt inny, aby ludzie z Uroboros zapłacili za to, co zrobili.
Przez wzgląd na nienawiść, którą przez to odczuwał, gotów był nawet poprosić Sartaela o pomoc. Wolał jednak z tym zaczekać do ostatecznego momentu. Wiedział, że działanie pod wpływem chwili nie przyniosłoby niczego dobrego. Impulsywne zachowanie nigdy nie miało pozytywnych skutków.
Stojąc tak przy oknie, nie przestawał rozmyślać o swoim pragnieniu. Finalnie skierował myśli na Liama, by ostatecznie go pożegnać. Kiedy to zrobił, westchnął ciężko i starł ostatnią łzę z policzka.
Żegnaj, Liam. Byłeś naprawdę dobrym przyjacielem.
Następnie wrócił do łóżka, w którym spała Susan. Bez słowa położył się obok niej i  zamknął oczy, by po chwili po prostu zasnąć.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic