środa, 8 marca 2017

"Desirable blood" - Rozdział 42

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 42.
Autor: Chizu Chan.




Seth raz jeszcze nie mógł wyjść z podziwu, kiedy przy granicy miasta mijał ogromną tablicę z wyrytym na niej grubym napisem: "Mysterious Rises wita!". Nie mógł się nacieszyć tym widokiem. Miał ochotę wycałować Viora za to, że wampir pozwolił mu tutaj wrócić, nawet  jeśli  tylko na chwilę. Liczył się sam fakt, iż Seth miał szansę spotkać się z rodziną i przyjaciółmi.
Było południe, kiedy znalazł się w swoim domu. Cicho przeszedł przez korytarz i skierował się do kuchni, gdzie, jak sam podejrzewał, powinna znajdować się Jane. Tak też było. Kobieta mieszała coś w misce, co jakiś czas zerkając w stronę Andy'ego, który siedział przy stole, całkowicie pochłonięty gazetą. Żadne z nich nawet nie zauważyło obecności nastolatka. Dopiero kiedy chłopak odchrząknął, Jane zwróciła na niego wzrok, a następnie w tempie błyskawicznym odłożyła miskę na blat i podeszła do siostrzeńca, niemal od razu go ściskając.
- Jesteś cały. - powiedziała z ulgą.
- A mam inny wybór? - zaśmiał się krótko, po czym spojrzał na wujka, który chwilę wcześniej zamknął gazetę, odkładając ją tym samym na drewniany stół. - Wiem, że to nie jest najlepszy moment. Można powiedzieć, że jeden z najgorszych, ale... - zawahał się na moment, przygryzając dolną wargę. Trochę bał się usłyszeć odpowiedź. W  końcu jednak się przemógł i spytał o tę konkretną rzecz. - Wujku, czy wiadomo  już coś na temat tego ciała...?
Jane skierowała wzrok na męża. Momentalnie spochmurniała. Seth, widząc nagłą zmianę w samopoczuciu kobiety, trochę się przeraził.
- Jane...? - lekko zmarszczył brwi. - Dlaczego tak reagujesz...?
- Powiedz mu, Andy. - spuściła wzrok, cicho wzdychając.
Seth spiął ramiona. Jego ciotka nie zachowywałaby się tak bez konkretnego powodu. Coś było na rzeczy i, co gorsza, to coś było niezwykle poważne. Ukradkiem zerknął na stojącego za nim wampira, który przyglądał się wszystkiemu w ciszy, jednak z pełną uwagą. Chłopak na nowo spojrzał przed siebie.
- O co chodzi, wujku? - ponowił pytanie, robiąc krok w przód.
Mężczyzna posłał nastolatkowi spojrzenie pełne bólu i... współczucia.
- Przykro mi, Seth. - powiedział, splatając ze sobą dłonie za plecami.
- Dlaczego...? - poczuł, jak robi mu się słabo. Vior wyczuł to i podszedł do chłopaka, po czym objął go w pasie, sprawiając tym, iż chłopak nie musiał się martwić nagłym upadkiem.
- Chłopak, którego ciało znaleziono przy granicy, to Liam Daimler, jeden z twoich przyjaciół. - po wypowiedzeniu tych słów spuścił głowę w dół, gdyż nie chciał patrzeć, jak wielki ból sprawił szatynowi mówiąc to.
Seth momentalnie znieruchomiał. Miał wrażenie, jakby wszystko wokół niego zaczęło wirować. Oddech ugrzązł mu gdzieś w płucach. W głowie wciąż odbijały się echem słowa, które chwilę temu usłyszał.
Ciało Liama znaleziono przy granicy.
To był Liam.
Nie Isaac, Liam.
Z trudem złapał oddech, po czym uniósł dłoń, by następnie zasłonić nią usta. Pokręcił głową z niedowierzania.
- Nie... to niemożliwe. - wydukał stłumionym głosem, gdyż nadal zasłaniał sobie dłonią usta. - Musicie sobie żartować, prawda? - zaśmiał się nerwowo. Nawet nie spostrzegł, jak w kącikach jego oczu zebrały się łzy. - Nieładnie tak sobie żartować, wujku. - machnął dłonią, odrywając ją tym samym od buzi. - To okropne, wiesz? Lepiej przestań i powiedz prawdę. K-kto tak naprawdę zginął? - dolna warga zaczęła mu drżeć. Chciał, aby to był jedynie głupi żart. Chciał w to wierzyć. Pragnął, by wujek po chwili zaśmiał się i rozwiał jego smętne myśli. Ale tak się nie stało. Andy spojrzał na Jane z dobrze znanym Sethowi wyrazem twarzy. To była bezradność. Ciotka wyglądała w tej chwili podobnie. Żadne z nich nic nie mówiło. - Co wy mówicie...? - spytał łamiącym się głosem. - Jak to Liam... - przełknął gulę, która tkwiła mu w gardle. - Liam nie żyje? - po wypowiedzeniu tych słów, Seth opuścił bezwładnie ręce wzdłuż ciała. W jego głowie wciąż rozbrzmiewały te wyrazy.
Liam jest martwy.
- Nie wierzę. - niemalże szepnął, chowając twarz w dłoniach. Szybko jednak odsłonił buzię i panicznie spojrzał na wujka. - A Susan? - zmarszczył  brwi, bojąc się coraz bardziej. - Co z Susan? Czy ona...?
- Jeśli chodzi o stan fizyczny, nic jej nie jest. Gorzej z psychiką. - zmrużył oczy. - Miałem rozmowę z jej mamą. Ponoć nie opuszcza swojego pokoju. Nic nie je, z nikim nie rozmawia. Nie ma z nią żadnego kontaktu.
Seth rozdziawił buzię. Nie wierzył w to, co słyszał. Jak to możliwe, że w te parę dni wydarzyło się aż tak wiele? I to na dodatek same paskudne rzeczy?
- Nie wierzę. - szepnął, a następnie spuścił łebek, zaciskając zęby. Po chwili z jego ust wydobył się cichy szloch.
Vior cały czas tkwił przy nastolatku. Łagodnie gładził go po plecach, szczerze mu współczując. Chłopak był taki młody, a mimo to już musiał zmierzyć się z uczuciem straty i śmierci bliskich osób. Na dodatek nie pierwszy raz. Najpierw jego matka, później Noah, następnie ojciec. Niedawno zginął Aiden, a teraz jeszcze bliski przyjaciel, Liam. To było zbyt wiele jak na tak młodą osobę, która jeszcze nie radziła sobie z mnóstwem spraw. Wampir chciał przejąć choć odrobinę bólu chłopaka, lecz nie mógł tego zrobić. Nie dało się.
- Chciałbym ją odwiedzić. - przemówił wreszcie, pociągając nosem. - Porozmawiać z Susan. Jestem pewien, że mnie nie spławi. - jego oddech był  nierówny. Klatka piersiowa unosiła się nierównomiernie i opadała w ten sam sposób.
Ani Jane, ani Andy nie protestowali. Nie mieli serca, aby to zrobić. Doskonale widzieli, w jakim stanie był nastolatek. Nie chcieli go bardziej dobijać. Chłopak miał pełne prawo zobaczyć się ze swoją przyjaciółką.
Seth opuścił pomieszczenie po tej napiętej chwili milczenia, co odebrał jako brak wszelkich sprzeciwów na swój pomysł. Opuścił dom w towarzystwie Viora i dopiero kiedy znalazł się na świeżym powietrzu, dotarło do niego, co tak naprawdę się wydarzyło. Padł na kolana, ponownie chowając twarz w dłonie i po prostu głośno krzyknął. Dźwięk przepełniony rozpaczą, bólem, gniewem... bezradnością. Nie wierzył, że jego przyjaciela już z nim nie ma. Nie chciał w to wierzyć, nie potrafił.
- Dlaczego Liam... - uderzył pięścią w chodnik. Łzy cały czas spływały wzdłuż jego twarzy. - Co on takiego zrobił...? - dodał cicho, z trudem biorąc wdech.
Vior podszedł do chłopaka i przykucnął przy jego skulonym ciałku. Dobijał go ten widok. Sam nie rozumiał czemu. Dawno nie odczuwał tego, co inna osoba. Już zapomniał, jakie to uczucie cierpieć. Nawet śmierć Lily nie miała na niego zbyt wielkiego wpływu. Nie rozpaczał po niej, mimo że brakowało mu jej obecności. Teraz, widząc rozpaczającego Setha po śmierci przyjaciela, czuł wyraźny żal i przygnębienie.
- Seth, wstańmy. - powiedział łagodnym tonem, klepiąc chłopaka po plecach. - Chciałeś pójść porozmawiać z Susan, prawda?
- Nie potrafię. - pokręcił głową, mocno zaciskając pięści na asfalcie. Wokół jego bladych palców pojawiły się wyraźne zaczerwienienia. - To boli, wiesz? To znowu się dzieje. Te paskudy raz jeszcze odebrały mi kogoś ważnego. Jestem pewien, że na tym się nie skończy. - zakasłał. - To z całą pewnością Uroboros. To na  pewno John. Do tej pory mam w głowie jego słowa.
- Jak one brzmią? - spytał wampir z pełną ciekawością.
- Nienawidzi, gdy ktoś mu się sprzeciwia. - przełknął ślinę. - Nawet nie wyobrażasz sobie, jak przerażająco wyglądał, kiedy to mówił. Wtedy też powiedział, że swoją decyzją ocaliłem przyjaciela. - zamilkł na moment. W tym czasie Vior spojrzał na ręce szatyna, które barwą przypominały dojrzałe pomidory. Wampir cicho westchnął, po czym wziął nadgarstki chłopaka w swoje dłonie i łagodnie oderwał je od twardego, szorstkiego chodnika. Odetchnął z ulgą, kiedy Seth się nie opierał. Dokładnie zlustrował wzrokiem zaczerwienioną skórę. Zauważył liczne otarcia. W niektórych miejscach zbierała się krew. Chłopak musiał naprawdę  mocno docisnąć dłonie do asfaltu, a następnie równie mocno przejechać po nim skórą, skoro zrobił sobie coś takiego.
- Boli? - spytał z troską.
- Nie bardziej, niż fakt, że Liama już tutaj nie ma. - przygryzł dolną wargę.
Vior nie czekał na nic więcej. Łagodnie przyciągnął do siebie chłopaka, po czym go objął. Seth potrzebował czegoś takiego. Czyjejś bliskości, ciepła, wsparcia. Nie spodziewał się, że znajdzie się w takiej sytuacji z Viorem, ale nie narzekał. Całym sercem doceniał to, co mężczyzna dla niego robił, nawet jeśli  nie musiał. W sumie to cieszył się, że to właśnie wampir tutaj z nim był, a nie kto inny. Przy nim Seth nie musiał kryć się z prawdziwym sobą. Nie musiał się obawiać, iż za chwilę usłyszy, że jest zbyt uczuciowy i za bardzo przeżywa. Vior nie był kimś, kto mógłby powiedzieć coś takiego.
To właśnie dlatego Seth pomyślał, że nie ma lepszej osoby, z którą mógłby w tej chwili przebywać.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic