piątek, 3 marca 2017

"Desirable blood" - Rozdział 39

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 39.
Autor: Chizu Chan.




     Seth rozglądał się po pokoju, do którego chwilę temu przyprowadził go Vior. Białe ściany i jasne panele dawały dość chłodny efekt, co zresztą potęgowały meble w podobnym odcieniu.
     Zupełne przeciwieństwo pokoju, w którym przebywał podczas pobytu w siedzibie Uroboros. Tam wszystko znowu było czarne.
     Chłopak zaśmiał się pod nosem na tę myśl.
     Zaraz po tym na nowo rzucił okiem na kilka miejsc, by następnie klapnąć na łóżku. Materac był zadziwiająco miękki. Aż nie chciało się z niego schodzić. Szatyn runął niczym kłoda na posłanie i zamknął oczy. Nie chciało mu się przebierać w coś do spania. Wolał od razu przenieść się do tej niezwykłej krainy, gdzie dane mu było rozmawiać z Sartaelem. Nie czekając na nic więcej, wziął niewielki wdech, a następnie, powoli wypuszczając powietrze nosem, wyciszył umysł na tyle, że już po chwili dopadło go specyficzne, ale też znajome uczucie.
.
..
...
      Niepewnie uchylił powieki, obawiając się, iż zostanie oślepiony przez promienie światła, lecz  kiedy nie spotkał z niczym w tym stylu, całkiem otworzył oczy, jednocześnie podnosząc się do siadu. Nie wierzył, że znów się tutaj znajdował. Kolejnym szokującym faktem dla chłopaka była myśl, iż stęsknił się za tą polaną. Niewiele się zmieniło od jego ostatniej wizyty. Rozejrzał się wokół siebie, wzrokiem badając każdy szczegół, aż w końcu nie natrafił na postać siedząca parę metrów dalej. Mimo że chłopak był odwrócony do niego tyłem, Seth doskonale kojarzył tę posturę. Z lekkim zawahaniem podszedł do brązowowłosego, po czym cicho odchrząknął, kiedy już znajdował się obok. Chłopak odwrócił głowę w stronę nastolatka, po czym uśmiechnął się smutno.
- Cieszę się, że cię widzę. - jego ton głosu był dziwny. Idealnie zgrywał się z wyrazem twarzy, jak i emocjami, które wyrażało spojrzenie.
- Czyżby? - spytał Seth, unosząc brew. - Nie wyglądasz. - założył ręce na torsie. Był ciekaw, co sprawiło Sartaela w taki stan. Nie wyglądał dobrze. - Co ci się stało? - chcąc, nie chcąc, spytał o to. Kiedy usłyszał ciche westchnienie, wywrócił oczami, zniecierpliwiony faktem, iż musi czekać, aż usłyszy odpowiedź. Dopiero po  chwili zorientował się, że zareagował jak jakaś rozkapryszona królewna. Przybił sobie piątkę z czołem, a następnie ponownie zwrócił się do chłopaka siedzącego na trawie, który z niemałym zdziwieniem przyglądał się temu, co Seth wyrabiał. - No więc? - ponowił pytanie, ignorując zmieszane spojrzenie Sartaela.
     Cień spuścił głowę w dół, jakby wstydził się odpowiedzieć. Po chwili jednak na nowo nawiązał kontakt wzrokowy z Sethem i wyznał:
- To przez to, co ci zrobiłem. - ułożył usta w prostą linię.
- Słucham? - szatyn wytrzeszczył oczy na Sartaela, niedowierzając w  to, co słyszy. Po chwili prychnął, mrużąc oczy. - I ja mam ci w to uwierzyć?
- Nie zdziwię się, jeśli tego nie zrobisz. - wzruszył ramionami, jakby było mu wszystko jedno. Ale nie było. Naprawdę zależało mu na tym, aby Seth uwierzył w jego słowa. Niestety nie wiedział jak to wyznać.
- Nieważne. - burknął Seth, przymykając oczy. - Dlaczego niby żałujesz?
- Ponieważ zrozumiałem, jak się czujesz. A przynajmniej się domyślam.
- Domyślasz? - powtórzył, unosząc brwi. Na nowo skierował spojrzenie na twarz Sartaela, która wyrażała mnóstwo emocji. Należał do nich ból i smutek, co trochę zdziwiło szatyna i w pewnym sensie dało mu powód do zastanowienia, czy cień rzeczywiście mógłby żałować swoich kłamstw.
- Tak. - skinął głową. - A to dlatego, że jeszcze nie wiem, jak konkretnie się czujesz. Póki co są to jedynie moje domysły.
- Znów nie rozumiem. - pokręcił głową, krzywiąc się nieco. - O co ci chodzi? Jeszcze nie wiesz? - powtórzył słowa Sartaela. - Jak to jeszcze? - przeraził się. -  ...znowu zamierzasz przejąć nade mną kontrolę? - zrobił krok do tyłu, na co Sartael zerwał się na równe nogi.
- Nie! - zaprzeczył, lekko  panikując. Seth zatrzymał się i spojrzał niepewnie na brązowowłosego.
- Więc...? O co chodzi?
     Sartael przez chwilę milczał. Układał w głowie wszystko, co chciał powiedzieć, aby nic nie namieszać.
- Już kiedyś ci o tym mówiłem. - przemówił w końcu.
- O czym?
- Nie dowiesz się, jeśli będziesz mi się wcinał w każde zdanie. - zachichotał cicho, co dziwnym trafem trochę rozluźniło Setha. - Jestem częścią ciebie. - spoważniał, co nie pozwoliło Sethowi na lekceważenie tych słów. Z uwagą się wszystkiemu przysłuchiwał. - Bez wątpienia odczujesz mój brak. Nie możesz do tego dopuścić. Wierz mi, potrzebujesz mnie.
     Seth przełknął ślinę. Nie wiedział, co myśleć.
- Na co liczysz? - zmarszczył brwi. - Za twoją wspaniałą namową zabiłem trójkę niewinnych ludzi.
- Nie takich niewinnych. Działali na rozkaz Uroboros. Poza tym, gdybyś tego nie zrobił, zginąłbyś.
- Gdybyś mnie nie oszukał i nie powiedział, że z nimi jestem bezpieczny, do niczego takiego by nie doszło. - rzekł pewnie.
- Musiałem coś zrobić, abyś zrozumiał, że nie wszyscy są tacy dobrzy i fair, jak ci się wydaje! - podniósł głos, co zdziwiło Setha. - Musiałem ci w końcu uświadomić, jak naiwny jesteś, bez wahania wierząc każdemu!
     Seth rozdziawił buzię. Słuchał dalej, co Sartael miał mu do powiedzenia.
- Twoje przetrwanie wiąże się z moim przetrwaniem, a aby mieć pewność, że nie zginiesz przy pierwszej lepszej okazji, chciałem jakoś wpłynąć na twój charakter. Potrzebowałeś lekcji. - westchnął. - Jesteś dobrą osobą. Aż za dobrą. - pokręcił głową. - I niestety ten charakter aż za bardzo ci zagraża.
- Dlatego postanowiłeś odwieść mnie od Viora...?
- Był dla mnie zagrożeniem.
- Ale dla mnie podporą! - przygryzł dolną wargę. Nie chciał się denerwować. A był temu bliski.
- Przepraszam. - smutek wyczuwalny w jego głosie był szczery. - Jednak nie miałem innego wyjścia.
     Seth pokręcił głową, wzdychając pod nosem.
- Nie wiem, co myśleć. - wyznał, opuszczając bezwładnie ramiona. Miał już tego wszystkiego dość. Tu ktoś mu mówił, iż jest Owocem Końca, który za zadanie ma zniszczyć świat, tam zaraz słyszał, iż to coś wewnątrz niego musi zostać zapieczętowane, bo inaczej będzie grozić mu niebezpieczeństwo, a w jeszcze innym miejscu dowiadywał się, że jednak musi dać szansę Sartaelowi. To było aż nazbyt pogmatwane. Ale również męczące. - Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę? Że to nie jest kolejny podstęp?
- Nie mogę ci odpowiedzieć na to pytanie. - posmutniał. Seth ponownie westchnął.
- I co ja mam teraz zrobić? Nie mogę tak po prostu opuścić tego miejsca z mętlikiem w  głowie, bo Vior i Noah zaraz coś zauważą, a jak mniemam nie powinienem do tego dopuścić? - pytanie skierował do Sartaela.
- Vior będzie chciał zerwać nasz kontakt. Co do tego twojego przyjaciela... w sumie nie wiem. - wzruszył ramionami. - On... - zmarszczył brwi, zastanawiając się przed chwilę nad pewną kwestią. - Nie wygląda, jakby tkwił przy Viorze, bo ma ten sam cel, co wampir.
- Nie rozumiem. - wyznał Seth, całkiem gubiąc się w słowach cienia.
- Chodzi mi o to, że... Noah jest po prostu po twojej stronie. I nieważne co zrobisz bądź  co postanowisz, on podąży za tobą. - podrapał się w tył głowy. - Nie wiem jak to dokładnie ująć, ale chyba rozumiesz, co mam na myśli?
- Powiedzmy. - skinął głową, a następnie kontynuował. - I co teraz mam zrobić, jak się wybudzę? Wiesz, że jestem tutaj, aby zacząć kontrolę nad umysłem?
- Wiem. - przytaknął. - Rób to.
- Czy przypadkiem nie mówiłeś, że rozdzielenie nas jest złą opcją?
- Tak, jednak sam fakt szkolenia siły umysłu będzie  mieć raczej pozytywny wpływ na ciebie. - wyznał. - Musisz stać się silny. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie.
- Myślę, że nawet po czymś takim nie będę miał co się równać z wampirami. Już zapomniałeś, jakie są silne i szybkie? - założył ręce na torsie. - Idąc tym tokiem rozumowania, te treningi mają jakikolwiek sens...? Bo  nieważne czego bym nie zrobił, i tak będę potrzebował ochrony kogoś z grona wampirów, bo przecież taki zwykły śmiertelnik jak ja nigdy nie będzie w stanie się równać z jakimś potężnym krwiopijcem. - zaśmiał się gorzko.
- No nie, to pewne. - powiedział Sartael bezpośrednio. - Ale kiedy staniesz się wystarczająco silny, nie będziesz musiał się obawiać, że w  przypadku użycia mojej siły coś ci się stanie. A wierz mi, będziesz jej potrzebował.
- Co...? - uniósł brwi.
- To rzecz, której tak bardzo wszyscy się obawiają, w tym Vior. - zaczął, prostując się. - W końcu nadejdzie taki moment, jak będziesz musiał mnie zaakceptować, aby stać się ze mną jednością. - spochmurniał. - Jednak w przypadku, kiedy będziesz zbyt słaby lub wystarczająco się do siebie nie dopasujemy, zginiesz. Podobny efekt będzie miało odwlekanie tego. Dlatego Vior chce mnie uśpić, abyś nie musiał przez to przechodzić.
- Innymi słowy... - zmarszczył brwi, układając w głowie to, co chce powiedzieć. - Mam do wyboru: uśpić cię i już zawsze odczuwać dziwną pustkę, umrzeć na wskutek odwlekania zaakceptowania ciebie, umrzeć albo przeżyć po próbie stania się jednością. - posłał pytające spojrzenie Sartaelowi, lecz nie zaczekał na odpowiedź. Zaśmiał się gorzko pod nosem, czując pojawienie się gęsiej skórki na ramionach. - Miodzio.
- Już rozumiesz?
- Nie. - zaprzeczył, kręcąc głową. - Niczego nie rozumiem. Muszę pomyśleć nad tym wszystkim. No i nie mam pewności, czy mnie znowu nie oszukujesz. - posłał Sartaelowi podejrzliwe spojrzenie.
- W porządku. - skinął głową. - Nie mówię ci, abyś teraz zdecydował. Proszę jedynie o to, abyś do czasu podjęcia decyzji  nie zrobił niczego, co stałe mogłoby nas rozdzielić.
- Dobra. - westchnął. - Nie powinienem ci za nic wierzyć po tym wszystkim, ale jak już sam zauważyłeś, jestem naiwnym idiotą, więc zamiast narzekać na tę cechę, lepiej się ciesz, bo to dzięki  niej daję ci kolejną szansę. - zmrużył oczy.
- Czuję się zaszczycony. - pokłonił się teatralnie, na co Seth wywrocił oczami.
- Do następnego, Sartaelu. - odwrócił się na pięcie i, nie czekając aż ten odpowie, zamknął oczy i wrócił do swojego, prawdziwego świata.
     Podniósł się do siadu, rzucając przelotne spojrzenie na część pomieszczenia. Znowu znajdował się w tym białym, chłodnym pokoju. Mimowolnie się uśmiechnął. Po chwili zaburczało mu w brzuchu. Podniósł tyłek z miękkiego posłania i wyszedł na korytarz, gdzie nie zastał kompletnie nikogo. Czego w sumie się spodziewał. Niemal od razu wyruszył na poszukiwania żywej duszy. Żywej w sensie ironicznym, bo jakby  nie patrzeć, w tym pałacu znajdowały się osoby niby żywe, ale tak nie do końca. Cały czas szedł przed siebie, aż w końcu nie dotarł do głównego holu, w którym postawił swoje pierwsze kroki po przejściu tutaj. Nieco odżył, kiedy w oddali ujrzał znajomą sylwetkę, jednak w momencie, kiedy zza filaru wyłoniła się inna, której akurat chłopak nie kojarzył, na nowo spochmurniał.
    Obok Noaha stała wysoka, szczupła dziewczyna o bladej cerze i zabójczym uśmiechu. Rozmawiała z blondynem z przejęciem, sprawiając wrażenie, jakby się dobrze znali. Wampir w końcu usłyszał zbliżającego się w jego stronę Setha, w  wyniku czego odwrócił głowę w kierunku, z którego zmierzał szatyn. Posłał mu łagodny uśmiech, po czym się wyprostował. Nie wiedzieć czemu, Seth nagle poczuł obawę, iż zaraz usłyszy coś, czego pożałuje.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic