czwartek, 30 marca 2017

"Desirable blood" - Rozdział 52

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 52.
Autor: Chizu Chan.








Susan nie chciała nikogo do siebie dopuścić. Przerażona stała pod ścianą, panicznie rozglądając się na boki. Nie rozumiała tej palącej jej gardło chęci łaknienia czegoś. Jej całą twarz i szyję, podobnie jak i resztę ciała, pokrywały gorące krople potu, od których włosy w okolicach grzywki i karku zdążyły się już posklejać. Najgorszy był fakt, iż idealnie pamiętała moment, kiedy jej głowę przeszył rozrywający ból, a następnie przestała czuć i widzieć wszystko. Wiedziała, że umarła.
Lecz mimo to stała tutaj i czuła mnóstwo rzeczy. Ból, przerażenie, niezrozumienie. Widziała o wiele bardziej wyraźnie, niż przedtem. Jej nos wyłapywał zapachy, których wcześniej nie miała okazji poczuć. Miała wrażenie, jakby była innym człowiekiem.
Spięła wszystkie mięśnie, kiedy wśród ludzi okupujących wejście do pokoju, ujrzała znajomą twarz. W jej głowie na nowo odegrała się scena, kiedy to Seth został postrzelony w klatkę piersiową, na wskutek czego runął ostro na ziemię, praktycznie przestając się ruszać. Zaraz po tym rozległ się kolejny wystrzał z pistoletu, a wtedy...
- Nie!! - krzyknęła głośno, łapiąc się za głowę i jednocześnie kucając. Zaczęła kręcić łebkiem na boki, przez cały czas panicznie wykrzykując jedno słowo: nie. Jej emocje były o wiele silniejsze. Miała wrażenie, że na nowo czuła ten okropny ból, lecz wiadomym było, iż tę rolę odgrywała jedynie wyobraźnia. Ale mimo to dziewczyna nie była sobie w stanie z tym poradzić. - Błagam, niech to się skończy... - powiedziała łamiącym się głosem, ciągnąc się za mokre od potu włosy.
Złapała się za gardło, niemal od razu zaciskając na nim dłoń. Nie była świadoma swej siły, dlatego myśląc, iż robi to delikatnie, w rzeczywistości wbiła sobie w skórę paznokcie, spod których niemal od razu zaczęła sączyć się krew.
Na szczęście ból nie był wcale wyczuwalny, a to dlatego, ponieważ w dokładnie tej okolicy czuła coś o wiele gorszego. Miała wrażenie, jakby całe jej gardło płonęło.
Seth nie mógł na to patrzeć. Z lekkim zawahaniem podszedł do przyjaciółki, a następnie przed nią kucnął. Niemal od razu złapał ją za dłonie, odciągając je tym samym od zmaltretowanych włosów, po czym ściągnął w dół.
Uśmiechnął się w duchu. On też miał teraz siłę. Nie musiał prosić się wampirów, aby pomogli mu opanować przyjaciółkę. Był w stanie sam to zrobić.
- Susan! - podniósł głos, kiedy normalny ton na nic się nie zdawał. Na szczęście to pomogło. Dziewczyna już po chwili nawiązała kontakt wzrokowy z szatynem, nieruchomiejąc. Ślepo wpatrywała się w jego twarz, by następnie wybuchnąć niekontrolowanym płaczem, który zdziwił nie tylko Setha, ale również wszystkich obecnych w pomieszczeniu.
Chłopak spoglądał na szlochającą dziewczynę wytrzeszczonymi oczyma, nie mogąc nic, a nic zrobić. W końcu jednak jakoś się otrząsnął, w związku z czym, nie chcąc próżnować, łagodnie objął dziewczynę, co o dziwo pomogło. Zielonowłosa trochę się uspokoiła, lecz mimo to nie przestała płakać.
Seth wyprosił z pokoju pozostałych ruchem dłoni, by następnie podnieść się na nogi, biorąc tym samym Susan na ręce, i podejść do łóżka, na którym położył dziewczynę.
- Seth. - wyszeptała, mimowolnie łapiąc się za gardło. Chłopak od razu domyślił się, co jest na rzeczy. - Seth... - powtórzyła, wyraźnie marszcząc brwi, co dodało sporego grymasu jej delikatnej, dziewczęcej twarzy. - Co się ze mną dzieje...? - przełknęła głośno ślinę, po czym od razu zaczęła kasłać. - To tak boli... Dlaczego? Przecież nie powinnam nic czuć... a przede wszystkim nie powinnam żyć... - zaczęła kręcić głową, ponownie wprawiając się w ten przygnębiający stan. - O co w tym wszystkim chodzi, Seth?
Szatyn ujął dłoń Susan w tą swoją, od razu splatając ze sobą palce obu kończyn. Tak, jak przypuszczał, ręka dziewczyny była lodowata. Mimowolnie zacisnął usta w linię, w myślach przeklinając Johna i tą całą, popapraną organizacje, która doprowadziła jego przyjaciółkę do takiego tragicznego stanu.
- Będzie dobrze, Susan. - zdobył się na niewielki uśmiech, kierując spojrzenie na przerażoną twarz nastolatki. - Przejdziemy przez to razem. - zmrużył oczy, gdyż myślał, iż wypłyną z nich łzy, ale nic takiego nie nastąpiło.
Dziewczyna powoli podniosła się do siadu, po czym skupiła spojrzenie na podartych w kolanach jeansach.
- Czy teraz jestem taka, jak Noah? Albo Vior? - spytała cicho, w obawie, iż jeśli tylko powie coś głośniej, ból gardła się nasili.
Seth kiwnął głową na potwierdzenie. Susan głośno nabrała trochę powietrza do płuc, po czym przygryzła dolną wargę. Nie wiedziała, co powiedzieć. W jej głowie odgrywał się istny chaos, przez który nawet nie potrafiła spytać o najprostsze rzeczy.
Oboje zwrócili głowy w stronę drzwi, gdyż do ich uszu dotarło skrzypnięcie klamki, a następnie samych drzwi. W progu wejścia do pokoju stał Vior, trzymający w ręce zamknięty kubek ze słomką. Bez słowa wprosił się do środka, podchodząc do dwójki nastolatków. Usiadł na krawędzi łóżka, po czym wyciągnął w stronę dziewczyny dłoń, w której trzymał jakiś napój.
Susan od razu wyczuła, co to za substancja. Ani trochę nie była z tego zadowolona.
- Nie napiję się tego... - pokręciła głową, odsuwając się najdalej, jak tylko mogła, puszczając tym samym dłoń Setha. - Nie ma mowy.
Vior westchnął cicho, przymykając oczy.
- To z pewnością nie będą łatwe początki. - rzekł prawdopodobni sam do siebie, by po chwili na nowo zerknąć na dziewczynę. - Zdaję sobie sprawę, co o tym wszystkim myślisz, ale wierz mi, jeśli się napijesz... - pomachał kubeczkiem. - Cały ten piekący ból minie. - uniósł jedną brew, przechylając głowę na bok. - Nie skusisz się?
Susan zaczynała tracić nad sobą kontrolę, czego powodem był wyraźny zapach krwi, który stopniowo doprowadzał ją do szaleństwa. Wszystkie jej zmysły szalały, ewidentnie domagając się zastrzyku energii. A niestety, tylko krew była w stanie go dać.
Niepewnie sięgnęła ręką po kubek, by po chwili odebrać go Viorowi, lekko zaciskając na nim swoją drżącą dłoń. To zdecydowanie było to, na co nie miała ochoty, a mimo to musiała to zrobić.
Powoli wsunęła cienką słomkę między usta, przez którą już po chwili zaczęła przepływać czerwona ciecz, trafiając prosto do buzi dziewczyny.
Susan, początkowo myśląc, iż z całą pewnością zwymiotuje, kiedy tylko poczuje smak krwi, niebywale się zdziwiła, kiedy w oka mgnieniu straciła nad sobą kontrolę, błyskawicznie wypijając całą zawartość kubka. Nieświadomie zgniotła rzecz, myśląc, że dzięki temu przez słomkę przepłynie jeszcze jakaś kropla czerwonego płynu, lecz kiedy nic takiego nie nastąpiło, zezłościła się, ciskając zmiażdżonym kawałkiem papieru w ścianę.
Już miała rzucić się na jedynego obecnego w pokoju człowieka, jednak w momencie, gdy ich oczy nawiązały ze sobą kontakt, porzuciła tę myśl, automatycznie się uspokajając. Zaraz po tym schowała twarz w dłonie, wydając z siebie stłumiony przez kończyny lament.
- Czym ja się stałam...? - spytała zmarnowanym tonem, nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą nastąpiło.
- Nad tym można zapanować. - powiedział Vior, patrząc na skuloną dziewczynę. - Wszystkiego się nauczysz.
- Nie chcę... - zaczęła kręcić głową. - Nie chcę być potworem! Dlaczego mi to zrobiliście?! - niespodziewanie krzyknęła, zrywając się na nogi. - To, co czułam w chwili, kiedy piłam krew, jest nie do opisania! I to nie w pozytywnym znaczeniu! - spojrzała na swoje drżące dłonie. - Kto normalny tak bardzo ekscytuje się spożywaniem czegoś takiego...?
Vior wysłuchiwał dziewczyny w skupieniu, ani trochę nie irytując się przez słowa, które wypowiadała. A były one obraźliwe. Wampir na całe szczęście przeszedł już tyle, że określenia typu potwór czy nienormalny, nie robiły już na nim żadnego wrażenia.
- Susan... - zaczął Seth, lecz dziewczyna nie pozwoliła mu skończyć.
- Nie próbuj mnie przekonywać do zmiany zdania! - zacisnęła dłonie w pięści.
- Więc co? - spytał, marszcząc brwi, dodatkowo podnosząc tyłek z łóżka. - Wolałabyś zginąć? Wiesz, że do tego by doszło, gdyby nie krew Viora w twoim organizmie.
Seth spodziewał się wielu rzeczy w odpowiedzi. Naprawdę mnóstwa rzeczy, niekoniecznie miłych, ale to, co usłyszał, przerosło jego wszelkie oczekiwania.
Te słowa były jak mocny cios w twarz, zadany mu przez niezwykle ważną dla jego serca osobę.
- Raczej wolałabym, abyś nigdy się tu nie pojawił, bo to właśnie twoja obecność przyciągnęła te wszystkie problemy. - rzekła twardo, na co Vior rozdziawił buzię, wytrzeszczając przy tym oczy.
Seth tak natomiast nie zareagował. Jedynie ślepo wpatrywał się w dziewczynę, która dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, co powiedziała. W mgnieniu oka w jej patrzałkach zebrało się przerażenie.
- Seth, nie... - zacięła się, nie wiedząc, co dodać.
Chłopak spuścił wzrok, lecz po chwili na nowo spojrzał na koleżankę, tym razem uśmiechając się krzywo. Dziewczyna momentalnie znieruchomiała.
- Więc to tak o mnie myślałaś przez cały ten czas? - rzekł spokojnie, przechylając głowę na bok.
Susan może tego nie zauważyła, ale Vior już tak. Spojrzenie chłopaka stało się puste, pozbawione wszelkich uczuć.
- Nie, ja... - próbowała się jakoś wykręcić, lecz na marne. Nie była w stanie powiedzieć nic sensownego. Żałowała swoich słów. Wypowiedziała je pod wpływem chwili, tak naprawę nie myśląc w taki sposób. Seth był dla niej ważny. Został jej tylko on, kiedy Liam odszedł. Nie miała nikogo innego.
Chłopak zaśmiał się pod nosem.
- Więc... wychodzi na to, że jednak wy wszyscy mnie okłamywaliście? - spytał, nie oczekując odpowiedzi, gdyż już ją posiadał. Zmarszczył brwi, zdejmując tym samym uśmiech z twarzy. - Dobrze się bawiliście, nadużywając mojego zaufania? - spoglądał to na Viora, to na Susan, aż wreszcie nie pokręcił głową i, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź ze strony tej dwójki, wyszedł z pokoju.
Na korytarzu trafił na jeszcze jedną, dobrze znaną mu osobę. Noah opierał się o ścianę, stojąc tuż obok drzwi, wyglądając na totalnie niewzruszonego. Seth spojrzał na niego przelotnie, przez chwilę się wahając, czy czegoś nie powiedzieć, lecz szybko porzucił tę myśl i poszedł w swoją stronę.
Czuł się zraniony. Wszyscy bliscy wbili mu sztylet w plecy, a Susan teraz jedynie pogłębiła tę ranę. Nie potrafił skupić się na jednej myśli. Przeklinał w głowie wszystko i wszystkich, a najbardziej siebie samego.
Wreszcie, po dotarciu na dach budynku, stanął w miejscu, trochę się uspokajając. Wiatr przyjemnie muskał mu twarz, rozwiewając brązowe, gęste włosy na boki. Powolnym krokiem zbliżył się do krańca powierzchni, po czym zatrzymał się na samym końcu, czubki butów wystawiając poza kamienną podłogę.
Gdyby wiatr zawiał mocniej, Seth z całą pewnością już po chwili leżałby tam na dole.
Nieznacznie odchylił głowę do tyłu, lekko mrużąc oczy, które przez cały czas lustrowały świat znajdujący się przed nim. Brutalny świat.
Zawiedziony?
Znajomy głos rozbrzmiał w jego głowie, co w pewnym stopniu postawiło go na nogi. Oddalił się od przepaści na niewielką odległość, by następnie usiąść na ziemi.
- Czy to nie oczywiste? - odpowiedział pytaniem, przyciągając kolana do torsu, następnie kładąc na nich podbródek. Przez cały czas spoglądał na otoczenie, zastanawiając się, czy tak naprawdę cokolwiek ma sens.
Nie spodziewałeś się tego, czyż nie? Ale cóż, kiedyś musiało się to stać. Oto wynik pokładania zaufania w każdym, nie mając do tego podstaw.
- Już to słyszałem. - wywrócił oczami. - Mimo to nie sądziłem, iż usłyszę takie słowa od Susan. Że zostanę oszukany przez rodzinę, Viora, Noaha... Nawet nie brałem takiej opcji pod uwagę.
Nastąpiła chwila ciszy. Seth zaczął podejrzewać, że albo Sartael dał sobie sposób, albo coś przerwało w ich rozmowie. Demon jednak wreszcie na nowo przemówił, sugerując chłopakowi coś zupełnie nowego.
Jesteś pewien, że chcesz tutaj zostać?
Seth przez chwilę tkwił w szoku, lecz wreszcie otrząsnął się z tego stanu, zdając sobie sprawę z pewnej, ważnej kwestii. Podniósł się na nogi i otrzepał spodnie.
Po usłyszeniu pytania Sartaela, chłopak powędrował myślami do polany, na której spotykał się z demonem w trakcie snu. Dziwnym trafem, miejsce to było łudząco podobne do łąki uchwyconej na rysunku, który wisiał na ścianie w pokoju Isaaca. Te dwie rzeczy z całą pewnością miały ze sobą coś wspólnego.
Uśmiechnął się pod nosem, po czym zawrócił, od razu kierując się do pokoju Isaaca, aby móc jeszcze raz przyjrzeć się temu obrazowi, by zyskać pewność co do swojego podejrzenia.
- Tak, Sartaelu. Jestem tego pewien. - odpowiedział, po czym bez chwili zawahania odciął się od demona, myśli skupiając na czymś znacznie ważniejszym.


"Desirable blood" - Rozdział 51

Desirable blood


Gatunek: Yaoi, Tajemnice, Nadprzyrodzone, Wampiry.
Numer rozdziału: 51.
Autor: Chizu Chan.





Seth miał za złe tym wszystkim ludziom, że ukrywali przed nim tak ważną kwestię, co poskutkowało sporym problemem. Przez to nie rozmawiał i nie widywał się z nikim, prócz Isaaca. Prawie w ogóle nie opuszczał swojego pokoju, a kiedy już to robił, to szedł do bruneta, czemu mężczyzna nie miał nic przeciwko. Nie uważał, aby nastolatek mu przeszkadzał, wręcz przeciwnie. Dzięki jego obecności nie nudził się, a to uczucie mu przez cały pobyt tutaj doskwierało, gdyż sam nie mógł opuszczać swojego pokoju, a siedząc przez cały czas w jednym pomieszczeniu, bez jakiejkolwiek rozrywki, szło zwariować. 
Szatyn znów uraczył Isaaca swoją obecnością, tym razem przynosząc ze sobą pudełko czekoladek, które dostał od Noaha parę dni temu. Wygodnie rozsiadł się na łóżku, a następnie zajął się słodkościami, wcześniej pytając Isaaca, czy ten by nie chciał jednej czekoladki.
- Dziękuję. - odmówił gestem dłoni. Isaac nie przepadał za słodyczami. Preferował raczej zdrowy tryb życia, w którym nie było miejsca na puste kalorie i przeróżne fastfoody. Unikał tego jak ognia. - Wiesz, to nie tak, że mi przeszkadzasz, bo nawet się cieszę z faktu, iż mam co robić podczas pobytu tutaj, ale... zastanawiałeś się już, co zamierzasz w związku z Viorem? - spytał po chwili, nie odrywając oczu od Setha, który był w swoim świecie. Ale tylko do czasu. Kiedy pytanie do niego dotarło, odłożył opakowanie czekoladek na bok, jak to zrobił ostatnio, po czym podparł się rękami na materacu i lekko odchylił plecy do tyłu.
- Nie chodzi tylko o Viora. - zaznaczył, nieznacznie marszcząc brwi. - Mam za złe im wszystkim, że wiedzieli, a mimo to nic mi nie powiedzieli... Nawet rodzina. - uśmiechnął się krzywo. - Rozumiem ukrywać jakieś sprawy, które mogą mi zagrozić, ale no błagam, w takiej sytuacji, kiedy doskonale zdają sobie sprawę z tego, iż jestem dość... impulsywną osobą - przewrócił oczami, wcześniej akcentując jedno słowo. - naprawdę nie powinni niczego przede mną ukrywać. A na pewno nie informację, iż jeśli poproszę Sartaela pomoc i ten mi jej udzieli, stracę uczucia. - głośno runął plecami na posłanie. Isaac delikatnie zmrużył oczy, cicho wypuszczając powietrze nosem. - Myślisz, że przesadzam?
Brunet siedział przez chwilę cicho, zastanawiając się, jak odpowiedzieć na to pytanie. Nie chciał zabrzmieć zbyt okrutnie, ale tym samym nie planował owijania w bawełnę.
- No cóż, moim zdaniem zachowujesz się jak obrażone dziecko, ale jakby nie spojrzeć, właśnie nim jesteś, a do fochów masz pełne prawo i powód. - rzekł, na co Seth rozdziawił buzię. Nie spodziewał się takich epitetów. Sądził raczej, że Isaac stanie po jego stronie i  powie, iż rozumie jego zachowanie i, co lepsze, w pewnym stopniu je popiera, ale jak widać przeliczył się. Myśląc w ten sposób, zdał sobie sprawę z prawdziwości słów bruneta. - Jednak, jakby ci to wyjaśnić... jeżeli oczekujesz, że będziesz  traktowany na poważnie, nie sądzisz, że  powinieneś zacząć się tak zachowywać? - uniósł jedną brew, obdarowując nastolatka jednym ze swoich słynnych, poważnych spojrzeń.
Seth skinął głową na znak, że rozumie. Zdawał sobie sprawę, iż jeśli chce być traktowany jak osoba dorosła i odpowiedzialna, musi zacząć się tak zachowywać, tym samym kończąc tę zabawę w piaskownicę. Ale coś go wewnątrz blokowało. Nie pozwalało mu na zrobienie tego, mimo że w pewnym stopniu miał taki zamiar.
- Masz rację, ja to wiem. - powiedział, przerywając dłużącą się ciszę. Podniósł się do siadu, ręką przecierając oczy. Czuł się wyjątkowo senny, jak na tak wczesną porę, jaką było południe. - Chyba w tym sęk. Oczekuję nie wiadomo czego, podczas kiedy zachowuję się jak uparty osioł, który wie najlepiej, co ma zrobić. Czasem zapominam, że otaczają mnie o wiele bardziej doświadczeni ludzie i robię coś wbrew ich radom. - westchnął, spuszczając głowę. - Ale co ja poradzę na to, że miałem już dość tej bezsilności i faktu, iż przeze mnie giną ważni dla mnie ludzie, a ja sam nic nie mogę zrobić?
Szatyn wypuścił głośno powietrze nosem, po czym wstał z łóżka i podszedł do ściany, na której wisiał podłużny obraz, zdobiony ciemną ramą. Jedyna rzecz, która kontrastowała z jasnymi barwami, znacznie przeważającymi w tym pokoju. Szkic przedstawiał łysą polanę, której horyzont zdobiły liczne drzewa i krzewy. Na lewym brzegu widniała niewielka, drewniana chata, która była jedynym obiektem znajdującym się na tej łące. Seth dziwnym trafem kojarzył to miejsce, mimo że obraz widział pierwszy raz. Wreszcie odwrócił wzrok, odrzucając na bok pomysł, iż już tam kiedyś był, bo to było przecież niemożliwe.
- A wiesz, co jest najgorsze? - spytał Isaaca, odwracając się w jego stronę. - Że tak naprawdę nie uważam, abym zrobił źle. Być może i postawiłem się w nie najlepszym położeniu, ale teraz przynajmniej będę mógł zrobić coś samodzielnie. - zmarszczył brwi.
Isaac trochę zaniepokoił się słowami nastolatka. Zabrzmiało to tak, jakby nie żałował swojej decyzji i, co gorsza, chciał więcej. Ale to były tylko złudne przypuszczenia, czyż nie?
- To właśnie cena, jaką przypłaciłeś w zamian za siłę, Seth. - zmartwił się brunet, podnosząc tyłek z fotela. - Normalnie byś tak nie pomyślał.
- Owszem, bo bym się zaręczał myślami, iż jestem słabeuszem, który musi mieć grupkę ochroniarzy wokół siebie. - odpowiedział od razu pewnym tonem, na co Isaac ułożył usta w prostą linię.
Teraz to wiedział. Rozumiał, dlaczego Sartael odebrał Sethowi tylko małostkową bezsilność. Demon był niezwykle inteligentny i podstępny, dlatego teraz, po usłyszeniu słów szatyna, dla Isaaca stało się jasne, czemu cień postąpił w taki, a nie inny sposób. Wiedział, że ta zmiana spodoba się nastolatkowi, a pozbawiając go jedynie uczucia słabości, na którego miejsce weszło coś o wiele potężniejszego i zachęcającego do dalszych ulepszeń, podsycił jego chciwość, przez co szansa, że chłopak w końcu znów go o coś poprosi, strasznie wzrosła. To była tylko kwestia czasu, aż Seth wyciągnie w jego stronę rękę.
~~~
Wieczorem, poprzez wyjście z pokoju, Isaac złamał swój zakaz, lecz nie zrobił tego bez powodu. Wiedział, że Vior sam do niego nie przyjdzie, gdyż nie mieli o czym ze sobą gadać, jednak po zauważeniu niewielkiej zmiany u Setha, uznał, że musi zacząć działać. Nie chciał, aby nastolatek jeszcze bardziej zniszczył sobie życie, a było to możliwe, ponieważ chłopak miał nałożone wyjątkowo oporne klapki na oczy i dodatkowo nie był tego świadomy.
Spokojnie szedł korytarzem, aż wreszcie nie ujrzał w oddali czyjejś sylwetki. Nieznacznie przyspieszył kroku, przez co stojący dalej wampir zwrócił na niego uwagę. Wlepił w niego swoje niebieskie ślepia, wzrokiem uważnie śledząc każdy krok mężczyzny, jakby podejrzewał, iż ten planuje coś zrobić. Kiedy wreszcie stali ze sobą twarzą w twarz, przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Blondwłosy wampir uniósł wreszcie brwi, zdając sobie sprawę, iż mężczyzna, który przed nim stoi, to Isaac, członek Uroboros, mający wyraźny zakaz wychodzenia ze swojego pokoju.
Dziwnym trafem zrozumieli się bez słowa. Blondyn już po chwili nakazał Isaacowi, aby ten podążał za nim, zaczynając go prowadzić prawdopodobnie do osoby, którą chciał widzieć. Przez cały czas szli w milczeniu, co na szczęście nie przeszkadzało żadnemu z nich. Jasnowłosy wreszcie zatrzymał się przed szerokimi drzwiami, które były lekko uchylone. Wampir pchnął wrota, a następnie wszedł do środka. Isaac nie czekał na żadne zaproszenie. Od razu przeszedł przez próg drzwi, po czym rozejrzał się wokół siebie. Pomieszczenie przypominało typowy gabinet, dodatkowo wyposażony w lodówkę, którą najpewniej wypełniały torebki z krwią. Ale brunet wolał się w to nie zagłębiać. Blondyn, który go tutaj przyprowadził, zajął miejsce na sofie, wygodnie się na niej rozsiadając, co nie umknęło uwadze czarnowłosego.
- Ależ proszę, Noah, rozgość się. - Vior machnął dłonią, teatralnie wywracając oczami, po czym zwrócił się do Isaaca.
Brunet lekko zmarszczył brwi. Skądś kojarzył to imię.
- Co cię do mnie sprowadza? - spytał, zakładając ręce na klatce piersiowej.
Isaac, nie chcąc owijać w bawełnę, od razu przeszedł do sedna. Powiedział wampirowi o każdym swoim podejrzeniu względem Setha, na co ten nie ukrywał zdziwienia. Nie spodziewał się takiej opinii ze strony czarnowłosego, jednak mimo wszystko w duchu odczuł pewną ulgę, gdyż ta sytuacja oznaczać mogła tylko to, iż Isaac nie chciał źle dla Setha.
W ciszy wysłuchał byłego członka Uroboros do końca, po czym zwrócił się do siedzącego na sofie blondyna.
- Co o tym myślisz, Noah?
Wampir nieznacznie zmrużył oczy, co dodało mu powagi, a następnie przemówił.
- Seth tego nie zrobi. - tym stwierdzeniem zadziwił pozostałą dwójkę, co było po nich widać. - Nie bez powodu. - dodał po chwili, spuszczając wzrok. - Lecz to nie oznacza, że powinniśmy to wszystko zignorować.
- Cieszę się, że jesteś po mojej stronie. - wampir uśmiechnął się kącikiem, po czym odesłał bruneta do swojego pokoju. Isaac doskonale zapamiętał drogę, jaką przeszedł, dlatego bez słowa wyszedł, od razu kierując się w stronę swojej tymczasowej sypialni.
Noah już miał to jakoś skomentować, lecz nie zdążył, gdyż w czynności przerwała mu wpadająca do gabinetu Kate, od razu informująca i jego, i Viora, iż Susan się przebudziła.


Obserwatorzy

Hope Land of Grafic