czwartek, 9 lutego 2017

"Shukuteki" - Rozdział 10

Shukuteki


Gatunek: Yaoi, Szkolne.
Numer rozdziału: 10.
Autor: Chizu Chan. 





                Hisato rano nie mógł mnie dobudzić. Wczoraj naprawdę nieźle musiałem się wymęczyć, skoro nie reagowałem nawet na słowo „śniadanie”. Kiedy w końcu zwlokłem się z sofy, przeciągnąłem się, ziewając przy tym.
- Dobry, Hisato. – powiedziałem, przecierając oczy.
- Nie wierzę, że naprawdę udało ci się zasnąć. – kręcił głową z niedowierzania.
- Mówiłem ci przecież. To nie pierwszy raz. Poza tym ta sofa jest naprawdę wygodna. – stwierdziłem zgodnie z prawdą. – Zasnąłem niemal od razu.
                Na stole czekała na mnie sałatka. No i kawa. Zerknąłem kątem oka na chłopaka.
- Ej, masz jakąś szynkę czy coś? Cokolwiek. Bo nie wiem, czy po dawce paru liści się najem.
- Nie mam.
- Czy to nie jest taki podstawa zawartości lodówki? – przechyliłem głowę na bok.
- Jestem wegetarianinem, więc niestety, ale u mnie żadnego mięsa i tego typu produktów nie zastaniesz. – uśmiechnął się, a następnie zajął miejsce przy stole i zaczął zajadać się zieleniną.
- Bez jaj. – wytrzeszczyłem oczy.
                Koniec końców zjadłem wszystko. Nie było takie złe, jak początkowo przypuszczałem. No i kubek kawy jakoś wypełnił mój żołądek, więc nie miałem co narzekać. W podzięce umyłem naczynia. Chociaż tyle mogłem zrobić.
- Oczywiście nie mam zamiaru cię zmuszać do swoich przekonań żywieniowych, więc kiedy tylko zabierzemy niezbędne rzeczy z twojego domu, pojedziemy na jakieś zakupy.
 - No co ty, nie ma takiej potrzeby. – machnąłem dłonią. Naprawdę  nie chciałem mu sprawiać żadnego kłopotu. – Przecież zostanę tutaj tylko parę dni.
- Jesteś pewien?
- Tak. Nie chcę się narzucać.
- Wiesz dobrze, że tego nie robisz. – westchnął. – Sam zaproponowałem ci wprowadzenie się, więc nie masz czym się przejmować.
- Może i tak, ale nadal…
- Opory? – skończył za mnie.
- Coś w ten deseń. – przytaknąłem.
- Lepiej, żeby szybko minęły.   
                Rozejrzałem się po pomieszczeniu.
- Od jak dawna mieszkasz sam?
- Z domu rodzinnego wyprowadziłem się po skończeniu liceum.
                Uniosłem brwi w zdumieniu.
- Dość wcześnie.
- Ale po upływie tych pięciu lat jakoś się przyzwyczaiłem do samodzielności. – wzruszył ramionami, błądząc wzrokiem po pokoju.
- Podziwiam. – westchnąłem, spuszczając głowę w dół. – Chociaż ja teraz też tak jakby się wyprowadzam. – zaśmiałem się gorzko, na nowo myśląc o Ryou i o tym, co powiedział swoim znajomym. Zrobiło mi się przykro. Prawdopodobnie było to widać, bo już po chwili poczułem ciepło dłoni Hisato na swoich plecach. Łagodnie mnie pogładził. Mimowolnie się uśmiechnąłem pod nosem. – Jednak w przeciwieństwie do ciebie, ja nie jestem zdany na siebie.
- Racja. – przytaknął. – Masz mnie.
                Miło było to słyszeć.
                Poważnie…
                Już zdążyłem zwątpić w to, że komukolwiek na mnie zależy. Że ktokolwiek chce mi pomóc tak o, bez ukrytego sedna w swoich czynach.
                A tu proszę. Pojawił się taki Hisato.
                I co ja mam teraz myśleć?
- O której chcesz podjechać po swoje rzeczy? – wyrwał mnie z rozmyślań, zabierając dłoń.
- Jeśli tylko będziesz mieć czas. – odwróciłem łebek tak, aby mieć dobre spojrzenie na twarz czerwonowłosego.
- Dziś mam wolne. Nie pracuję.
- Więc nie zwlekajmy i chodźmy. Im szybciej, tym lepiej, nie?
- Pewnie. – skinął głową z ciepłym uśmiechem.
                Pojechaliśmy samochodem Hisato. Chłopak prowadził, dzięki czemu nie musiałem się martwić, że przez rozmyślania prześpię swój przystanek, jak to było w przypadku przemieszczania się za pomocą komunikacji miejskiej. Spory plus.
                Zanim wszedłem do swojego domu, poczułem dziwną obawę. Zerknąłem ukradkiem na chłopaka siedzącego w samochodzie. Sprawdzał coś na telefonie, jednak po chwili przeniósł wzrok na mnie i się uśmiechnął. Odwzajemniłem gest, nabierając sporo powietrza do płuc. Zaraz po tym złapałem za klamkę i wszedłem do środka. Do moich nozdrzy doleciał przyjemny zapach grillowanego mięsa. Aż zrobiłem się głodny. Przeszedłem się wzdłuż korytarza, wzrokiem szukając kogokolwiek. W końcu z kuchni wyłoniła się mama, trzymając drewnianą łyżkę w ręce.
- Shun, dobrze, że jesteś. – pomachała przedmiotem. – Niedługo będzie obiad. Dziś to, co uwielbiasz, czyli mięso i jako dodatek parę warzyw.
                Przygryzłem dolną wargę.
- Przykro mi, ale nie mogę tutaj zostać. – zmrużyłem oczy.
                Nim kobieta zdążyła spytać o powód, z tego samego pomieszczenia, co chwilę wcześniej ona, wyłonił się Ryou. Momentalnie skręciło mnie w żołądku, jednak nie dałem tego po sobie poznać. Jedynie zacisnąłem dłonie w pięści, odwracając wzrok.
- Oo, Shun, wróciłeś już? – zapytał, podchodząc bliżej mnie. – Gdzie cię wywiało na noc? Nawet nie wiesz, ile straciłeś! Dostałem od kolegi nową grę, na dodatek to limitowana edycja! – wyszczerzył się, co wywołało u mnie odruchy wymiotne. – Możemy dzisiaj zagrać, co ty na to?
                Wyminąłem chłopaka bez słowa, po czym zwróciłem się do rodzicielki:
- Nie mówię o chwili obecnej. – przełknąłem ślinę, widząc jej zmieszany wyraz twarzy. – Na jakiś czas zamieszkam u przyjaciela. – spuściłem wzrok. Nie chciałem patrzeć ani na nią, ani na Ryou. Jednak w przypadku blondyna było to chyba nieuniknione. Miałem mu coś do powiedzenia. – Przyszedłem tylko po swoje rzeczy.
- C-co…? – wydukała zdziwiona. – Dlaczego?
- Tak wyszło. – wzruszyłem ramionami, po czym zdobyłem się na niewielki uśmiech. – Tak się składa, że mamy kilka spraw do załatwienia i wspólne mieszkanie jest bardzo pomocnym rozwiązaniem. – skłamałem. Musiałem to zrobić. Nie miałem ochoty na wyjaśnienia dlaczego opuszczam to miejsce. W tej chwili jedyne, czego chciałem, to powrót do samochodu Hisato.
- No dobrze... – opuściła dłoń, w której trzymała łyżkę. – Ale mam nadzieję, że na ślubie się pojawisz?
- No błagam, jak mógłbym opuścić tak ważne wydarzenie?
                Kobieta cicho się zaśmiała i odeszła. Trochę przesadziłem, jak mniemam. Może i mama jest nadopiekuńcza, ale przecież jestem już pełnoletni, więc co to za problem, abym zamieszkał sam?
- U kogo zostajesz? – spytał podejrzliwym tonem.
                Odwróciłem się w stronę chłopaka.
- U przyjaciela. – odpowiedziałem dość chłodną barwą głosu, co blondyn zdołał zauważyć. Uniósł brwi, przez chwilę nic nie mówiąc.
- Jesteś jakiś dziwny. – przechylił głowę na bok. – Coś się stało?
                Przez moment milczałem. W końcu jednak postanowiłem to powiedzieć.
- Ta gra, o której mówiłeś… – oparłem się o ścianę, wzrok wlepiając w swoje splecione dłonie. – Limitowana edycja, ta? Pewnie ciężko było ją zdobyć.
- Nie do końca. – zaśmiał się cicho. – Wystarczyło wygrać zakład z kumplem.
- Zakład, huh? – zmrużyłem oczy. Więc się wtedy nie przesłyszałem.
- Na szczęście moje zadanie było banalne. – westchnął. – Choć do najprzyjemniejszych nie należało.
- Aa, racja. – wziąłem większy wdech, po czym nawiązałem kontakt wzrokowy z chłopakiem. – Bo w końcu babranie się w męskim tyłku nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy, no nie?
                Ryou momentalnie rozdziawił buzię. Zaśmiałem się w duchu, widząc to udawane zaskoczenie na jego twarzy.
- C… skąd... – próbował coś wydukać, jednak przerwałem mu.
- Nie interesują mnie twoje wyjaśnienia. Wszystko wyraźnie usłyszałem i wierz mi, tego, o czym mówiliście, nie da się źle zinterpretować. – rzuciłem mu spojrzenie pełne pogardy. – Doprawdy, brzydzę się tobą.
                Nic więcej nie chciałem mówić. Słyszeć również. Chciałem się tylko spakować i opuścić to miejsce. Przeniesienie najważniejszych rzeczy do torby zajęło mi dobre pół godziny. Jednak finalnie stanąłem na środku pokoju, zarzucając ucho od bagażu na ramię, po czym westchnąłem i udałem się na dół. Zanim opuściłem dom, sprawdziłem, czy w portfelu mam wszystkie potrzebne dokumenty, a kiedy się upewniłem, że tak jest, pożegnałem się z mamą i wyszedłem. Hisato pomógł mi schować torbę do bagażnika, co było bardzo pomocne. Cicho podziękowałem, a następnie wszedłem do samochodu. Nim ruszyliśmy, kątem oka dostrzegłem, jak do domu wchodzi Ren. Musiał skończyć pracę wcześniej. Ale nie chciałem z nim teraz rozmawiać. Na nowo spojrzałem przed siebie i zacząłem oczekiwać, aż czerwonowłosy ruszy.
               

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

Hope Land of Grafic